......bo nic a nic ciekawego się u mnie nie dzieje.
Jak już wspominałam zaliczyłam w domu podłogę, a że nadal jestem obolała jak bym bez spadochronu wylądowała na glebie, lekarka rodzinna wystawiła mi skierowanie na rtg. obolałej strefy, czyli kręgosłupa od talii w dół, choć wcale nie padłam na plecy , tylko mocno na własne kolana, a na lewe zwłaszcza. Córka zawiozła mnie do rentgena, trochę to trwało bo to dość spora przychodnia o tej właśnie specjalności. No ale zdjęcie zostało wykonane, ale miejscowi spece nie potrafili opisać czy i co ewentualnie zostało uszkodzone i ja wraz ze zdjęciem zostałam skierowana do chirurga -ortopedy. Tu natknęłam się na dość zabawną ( ale nie dla mnie) sytuację, bo lekarka, która miała nas przyjąć nagle poczuła przemożny zew wyjścia z przychodni i......zostałam porzucona przez nią. Na szczęście panie w recepcji były na tyle miłe, że przekierowały mnie do innego lekarza, który na pewno nie był z tego powodu szczęśliwy, sądząc z jego miny.
W tej sytuacji nie mogłam wyjść ze stanu zadziwienia, że nie ma opisu zdjęcia rtg, co jest normalne w kraju nad Wisłą. Gdy nadwiślańska przychodnia rentgenowska wydawała pacjentowi zdjęcie rtg to było ono dokładnie opisane przez lekarza -specjalistę od narządu, który był prześwietlany. Pan doktor wyświetlił sobie ów wynik na dużym monitorze, popatrzył na nie z wielką dezaprobatą i stwierdził, że on nie jest w stanie w stanie niczego wydedukować z owego zdjęcia , więc - wydał mi skierowanie na....rezonans magnetyczny. I wcale mnie to nie zdziwiło bo nawet za sporą nagrodą nie odgadłabym, że to jest zdjęcie kręgosłupa - wyglądało to jak kłąb czegoś spowitego białymi puszystymi chmurami i jedyne co ja tam zobaczyłam to był kawałek mojej kości ogonowej. No ale ona mnie nie bolała.
No więc pan doktor wystawił mi skierowanie na rezonans magnetyczny, powiedział mi, że może mi tylko doraźnie dać zastrzyk w okolice tegoż odcinka kręgosłupa, więc dostałam dwa zastrzyki w okolicę stawów krzyżowo biodrowych a miejsce wstrzyknięcia było wyraźnie wybrane " na oko", skoro ów pan niczego nie mógł się dopatrzeć na zdjęciu. Na zakończenie kazał nam się pokazać za trzy tygodnie i w międzyczasie zrobić ów rezonans magnetyczny.
Zastrzyki były niestety b. bolesne. I niestety pomogły mi mniej więcej tak, jak umarłemu pomaga kadzidło. Do tego wieczorem dostałam zupełnie nie wiem dlaczego piekielnego bólu prawej nogi ilekroć musiałam ją unieść nieco w górę, np. gdy się rozbierałam ze spodni. Zapisał mi też jakieś tabletki anty bólowe, których oczywiście w pobliskiej aptece nie było i dopiero zostaną sprowadzone. To już trzeci lek anty bólowy, z którym mam kontakt po tym twardym lądowaniu.
Ponieważ siedzę w tym kraju od października 2017 roku, zdążyłam zauważyć, że w Polsce lekarze są zdecydowanie lepsi, choć organizacja całej służby zdrowia nieco szwankuje pod względem organizacyjnym. Wiem o czym piszę, bo już zdążyłam się przez ten czas nie jeden raz zetknąć się z tutejszą służbą zdrowia, już nawet zdołałam raz zaliczyć pobyt w szpitalu. Zdaję sobie też sprawę z tego, że co Land to mogą być nieco inne warunki a ja na dodatek mieszkam w stolicy. A z reguły to chyba zawsze stolica ma zapewne wyższe nieco nakłady na wiele resortów.
No i muszę się rozejrzeć za jakąś rehabilitacją, z tym że będę musiała mieć na nią skierowanie od lekarza, czyli rzecz będzie aktualna po kolejnej wizycie u ortopedy.
Miłego dla Wszystkich!!!!
Hej Anabell,
OdpowiedzUsuńależ pech z tym upadkiem i lekarzami!
Mam nadzieję, że dostaniesz szybko skierowanie na rehabilitację, a przede wszystkim, że rezonans magnetyczny może wykaże, co jest przyczyną bólu, żeby na rehabilitacji można było zająć się przyczyną właśnie.
Uściski i zdrowia!
Termin na rezonans udało się załapać na 3 sierpnia. Na szczęście blisko mego miejsca zamieszkania. I z rehabilitacją poczekam aż do otrzymania jego wyników.
UsuńTo jakaś seria wśród znajomych, bo moja bliska koleżanka po upadku na ulicy, 6 tygodni w ortezie, mama mojej bratowej podobnie.
OdpowiedzUsuńMyślałam, że w Berlinie opieka lekarska jednak lepiej działa, u nas wprawdzie długo sie czeka, ale robią wszystko na miejscu. Byłam z koleżanką na zdjęciu ortezy, nie czekałyśmy długo, w międzyczasie zdjęcie RTG, recepta, wykupienie leków w szpitalu , na miejscu, ale rehabilitacja już prywatnie by było szybciej.
Oby leki działały skutecznie!
W tym kraju brakuje wszystkich specjalistów- nie wiem czy jest jakiś resort, w którym nie brakuje rąk do pracy. Tu też nie jest wcale łatwo dostać się do jakiegoś lekarza specjalisty w ramach zwykłej, państwowej ubezpieczalni i z roku na rok wygląda to gorzej, zwłaszcza gdy nie stać pacjenta na opłacenie lekarza prywatnie. A pewnie będzie z czasem gorzej, bo cichcem, cichcem zaczął się odpływ specjalistów (w różnych branżach) z Niemiec, np. do ....Brazylii. A demografowie bija na alarm- będzie gorzej bo dzietność spada.
UsuńI Ty twierdzisz, że nic się nie dzieje? Zdarzyło Ci się więcej, niż niejednej osobie przez rok. A że sprawy raczej bolesne - no cóż, współczuję, bywa i tak.
OdpowiedzUsuńSpytaj, czy na tej rehabilitacji można dostać masaże od Noriko! Polecam!
No, w Twoim wypadku zapewne masażem zajmie się jakiś Banderas, czy ktoś w tym rodzaju.
W kwestii rehabilitacji to zaczekam aż będę miała wynik rezonansu, a rezonans mam wyznaczony na 3 sierpnia.Co do Banderasa - ja jakoś zawsze , nawet gdy byłam młoda nigdy nie podkochiwałam się w aktorach - dość wcześnie do mnie dotarło, że nawet z brzydkiego faceta i brzydkiej dziewoi można zrobić ekranową piękność.
UsuńOj, ilez bolu i klopotu narobil Ci ten upadek! Bardzo wspolczuje i zycze by w koncu ktos czy cos pomoglo.
OdpowiedzUsuńJakze roznie bywa z tymi lekarzami - w dawnym miejscu wszystkich mialam fajnych chociaz korzystalam regularnie tylko z dentysty i dermatologa, tutaj wyprobowalam juz trzech dentystow i z zadnego nie jestem zadowolona a glownie z ich higienistek bo zadna nie czysci zebow tak dokladnie jak mi to robiono dawniej.
Na szczescie mimo wiecznych boli stawow, sztywnosci nie upadam a na dodatek zapisalam sie na dostawe wody i innych ciezkich zakupow - przywoza mi pod drzwi co oszczedza moje i corki sily.
Zycze by Cie uzdrowiono, bys szybko wrocila do dobrej formy.
Po prostu poślizgnęłam się na kancie niziutkiego progu, i lewą nogą podcięłam prawą nogę- tak to jest na wypucowanych, wybłyszczonych parkietach. Muszę sobie kupić domowe pantofle na nie śliskiej podeszwie.
UsuńKochanie Moje wpisywałam tu już u Ciebie, że i ja mam kłopoty z kręgosłupem... ale pewnie nie opublikowałam.
OdpowiedzUsuńW każdym razie życzę Ci abyś wróciła do formy.
Przytulam serdecznie
Tym razem zdecydowanie ucierpiały stawy krzyżowo-biodrowe, a objawy tak typowe jakby moje stawy przeczytały w podręczniku i postanowiły sprawdzić czy to prawda.
UsuńZdecydowanie nie zazdroszczę bólu kręgosłupa.
OdpowiedzUsuńNo fakt - naprawdę nie ma czego zazdrościć.
UsuńW naszym wieku kręgosłup może boleć i bez upadku. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
OdpowiedzUsuńOdpukać w niemalowane drewno- na szczęście ilekroć mnie boli to raczej nigdy sam z siebie, zawsze czymś dość konkretnym na ten ból "zarobię".
Usuńbardzo współczuję wiedząc, jak życie z bólem jest jakościowo trudne i męczące,
OdpowiedzUsuńprzesyłam pozdrowienia
Mam nawet wprawę we współistnieniu z bólem, bo przez 35 lat funkcjonowałam z bólem kolana , którego przyczyny nie potrafili lekarze zdiagnozować i dopiero gdy zaistniały badania USG stwierdzono co się w stawie dzieje i przeszłam operację. Bo rzecz dotyczyła potrzaskanej łąkotki, a że łąkotka to twór chrząstkowy a nie kostny to nie było tego widać na zdjęciach Rtg. A że "zaglądanie" chirurgiczne do wnętrza stawu nie jest wskazane za to dość ryzykowne to ani ja się do tego "nie paliłam" ani żaden uczciwy chirurg-ortopeda. A gdy mnie w 4 doby po operacji spionizowali i stanęłam na tej nodze bez bólu to się wręcz poryczałam ze szczęścia. A byłam wtedy już po czterdziestce.
Usuń@_@ Zdrowia i zero upadków na przyszłość życzę.
OdpowiedzUsuńParę dni temu koleżanka mojej Mamy z pracy przewróciła się w domu i złamała sobie nogę z przemieszczeniem. Trzeba uważać, nawet wstając z łóżka.
Z dnia na dzień odkrywam takie rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Ludzie niektórzy są jak kosmici. Do tego jeszcze niektórzy powodują, że walczę ze sobą, by nie stać się jak Cioran w niechęci do ludzkości jako ogółu.
Pozdrawiam!
https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/
Kiedyś mi znajomy lekarz mówił,że zaskakująco dużo kontuzji zdarza się ludziom właśnie we własnym mieszkaniu - po prostu każdy ma jakieś podświadome przekonanie, że własne mieszkanie to najbezpieczniejsze miejsce na świecie, a wcale tak nie jest.
OdpowiedzUsuń