drewniana rzezba
poniedziałek, 1 listopada 2010
74. Wesoły Cmentarz
Kończy się Dzień Wszystkich Świętych, więc chce Wam jeszcze jedno miejsce
zaprezentować - cmentarz, na którym w każdy weekend jest sporo osób
odwiedzających te istotki, które tu spoczywają. To cmentarz dla zwierząt
domowych - leżą tu obok siebie w wielkiej zgodzie psy, koty, króliki , świnki
morskie. Ich pogrążeni w smutku właściciele przychodzą tu często z nowymi
pupilami, zawsze panuje tu atmosfera wzajemnej sympatii i zrozumienia, ludzie
obcy opowiadają sobie o swoich pupilach, którzy odeszli na drugi brzeg tęczy.
Być może, że ktoś poczuje zgorszenie, że każdy zapala swemu pupilowi znicz,
by swemu zwierzątku dac znać, że się o nim pamięta.
Najwięcej ludzi jest w pierwszą niedzielę pazdziernika, gdy są Psie Zaduszki.
Wtedy jest tu troszkę jarmarcznie, bo nie dość, że jest tłok, to przyjeżdża
sprzedawca zniczy, wianuszków ze sztucznych kwiatów i wiatraczków.
Jak widzicie nagrobki są różne, na niektórych są epitafia, niektóre są nawet
marmurowe lub ozdobione rzezbą przedstawiającą pupila za życia.
Mój jamniorek też tu leży i bardzo się cieszę, że ktoś przeznaczył kawałek
własnego lasu na legalny cmentarz dla zwierząt domowych.
Cmentarz jest tuż pod Warszawą, w miejscowości Konik Nowy i można
o nim poczytać w internecie. Przyjmuje zwierzątka nie tylko z terenuWarszawy
i okolic.Oczywiście pochówek kosztuje, ale dzierżawa miejsca to zaledwie 50
złotych rocznie.
Oczywiście zdjęcia powiększamy kliknięciem.
niedziela, 31 października 2010
73. Zabijecie mnie chyba
Nie da się ukryć, znów wylądowaliśmy w Łazienkach, ale dziś niestety
już było sporo ludzi.
Na trzech pierwszych zdjęciach Amfiteatr. Odnowione jest tylko jego
zwieńczenie.
Jest to osiemnaście posągów, przedstawiających 14-tu starożytnych i
nowożytnych dramaturgów, wśród nich Stanisława Trembeckiego i
Juliana Ursyna Niemcewicza oraz alegorię Tragedii i Komedii.
Następne dwie fotki to latarenki trzymane przez Faunów.
Oczywiście nie mogłam się oprzeć kolorowym drzewom na tle błękitu
nieba i wysokiemu drzewku, którego dolne gałęzie miały liście jaśniutko
zielone.
Na następnym instrukcja jak się karmi w Łazienkach wiewiórkę.
Przyjrzyjcie się też dobrze kolejnemu zdjęciu - zwłaszcza tej
poprzecznej gałęzi, na niej siedzi.....paw.
I ostatni rzut oka na Pałac na Wodzie.
Chciałam zrobić zdjęcie konnego posągu Króla Jana III Sobieskiego,
ale jest bardzo "zapyziały" od miejskiego brudu. Nic dziwnego, 2800 ton
pyłu spada rocznie na Warszawę. A pomnik jest projektu Andrzeja le
Bruna, wykonany z szydłowieckiego piaskowca przez Franciszka Pincka.
Odsłonięty został w 105 rocznicę odsieczy wiedeńskiej, 14.XI.1788r..
Przyrzekam, już jutro nie zarzucę Was fotkami z Łazienek.
Ale mam propozycję - może każdy z moich gości blogowych pokaże
na swym blogu swoje miasto, a przynajmniej takie miejsce,
które najbardziej w nim lubi.
sobota, 30 października 2010
72.Park Łazienkowski- cz.II
Zdjęcia powiększamy kliknięciem.
Scena teatru Na Wyspie, poniżej również
Fragment stawu przez Pałacem na Wodzie
Front Pałacu na Wodzie
Kolumnada pałacowa nad kanałkiem
Północna, mniej znana strona Pałacu na Wodzie
Druga kolumnada
Paw doszedł do wniosku, że trzeba się przespacerować wokół Pałacu
Zegar słoneczny (bez wskazówki) przed Białym Domkiem
Biały Domek
Kolejny fragment stawu
Paw spacerujący ścieżka wzdłuż stawu. A po drugiej stronie te trzciny,
o których pisałam z okazji poprzedniego spaceru
Widok na ptasią wysepkę, gdzie gniazdują kaczki
Wiewiórka i wrona są chyba przyjaciółkami, razem szukają czegoś do jedzenia
Znów poniosło mnie do Łazienek. Tym razem nie było prawie ludzi, większość
wybrała się na cmentarze. Pogoda była cudna, ciepło, słonecznie i kolorowo.
Myślę, że winna Wam jestem choć kilka słów o tym zespole pałacowo -parkowym
Łazienek Królewskich.
W II połowie XVII wieku, wielki marszałek koronny, Stanisław Herakliusz
Lubomirski, wzniósl na wysepce między odnogami starorzecza, budynek łazni.
Budowniczym był Tylman z Gameren. W 1764 roku Łazienki nabył król
Stanisław August Poniatowski, by utworzyć tu letnią rezydencję. Prace trwały
blisko 30 lat i powstał zespól parkowo-pałacowy, jeden z najpiękniejszych i
najoryginalniejszych w Europie. Łazienki zajmują obszar prawie 74 hektarów.
Biały Domek był pierwszą budowlą wzniesioną na terenie Łazienek na polecenie
króla. Prawdopodobnie jego projektantem był Dominik Merlini. Jest to drewnina
budowla na planie kwadratu, z tynkową powłoką. Zegar słoneczny wsparty na
postaci Fauna zbudowano w 1776 roku. W Białym Domku środek budynku
zajmuje klatka schodowa, wokół której usytuowane są pokoje: bawialnia,
stołowy, sypialny, ośmiokątny gabinet, garderoby i pomieszczenia sanitarne.
Wszystkie pomieszczenia są ozdobione dekoracją malarską Jana Bogumiła
Pierscha. Wierzcie mi, pięknie jest w środku, tyle tylko, że nie zawsze Biały
Domek jest udostępniony do zwiedzania.
Celowo zrobiłam zdjęcie mniej znanej strony Pałacu. Ale ogromnie lubię tę
północną stronę z posągami Achillesa i Pallady, z tarasem schodzącym stopniami
do wody i pilnującymi lwami. Wiele godzin spędzałam przed tą stroną Pałacu
zawzięcie szkicując. A było to wieki temu.
Dziś wreszcie nie było już rusztowań na scenie teatru Na Wyspie. Ta sztuczna
ruina jest wzorowana na świątyni Jowisza w Baalbek. Amfiteatr, którego Wam
nie pokazałam, jest kamienny i może pomieścić 1500 osób.
W teatrze Na Wyspie odbywają się przedstawienia teatralne i koncerty.
Oglądałam tu bardzo pózno wieczorem wystawiany spektakl Cyda. Akustyka
świetna, ale akcję zakłócały pawie, którym chyba nie podobało się przedstawienie.
Wrzeszczały smutno i przerazliwie.
Bardzo wiele trudu kosztowało mnie sfotografowanie wiewiórki, one są tak
ogromnie ruchliwe.
Oczywiście pięknych obiektów jest w Łazienkach jeszcze kilka, ale musimy z
mężem robić spacery "na raty"- to jego serce wciąż daje o sobie znać.
Ten post jest moim "wkładem" w akcję Eli, byśmy się czymś chwalili.
Scena teatru Na Wyspie, poniżej również
Fragment stawu przez Pałacem na Wodzie
Front Pałacu na Wodzie
Kolumnada pałacowa nad kanałkiem
Północna, mniej znana strona Pałacu na Wodzie
Druga kolumnada
Paw doszedł do wniosku, że trzeba się przespacerować wokół Pałacu
Biały Domek
Kolejny fragment stawu
Paw spacerujący ścieżka wzdłuż stawu. A po drugiej stronie te trzciny,
o których pisałam z okazji poprzedniego spaceru
Wiewiórka i wrona są chyba przyjaciółkami, razem szukają czegoś do jedzenia
Znów poniosło mnie do Łazienek. Tym razem nie było prawie ludzi, większość
wybrała się na cmentarze. Pogoda była cudna, ciepło, słonecznie i kolorowo.
Myślę, że winna Wam jestem choć kilka słów o tym zespole pałacowo -parkowym
Łazienek Królewskich.
W II połowie XVII wieku, wielki marszałek koronny, Stanisław Herakliusz
Lubomirski, wzniósl na wysepce między odnogami starorzecza, budynek łazni.
Budowniczym był Tylman z Gameren. W 1764 roku Łazienki nabył król
Stanisław August Poniatowski, by utworzyć tu letnią rezydencję. Prace trwały
blisko 30 lat i powstał zespól parkowo-pałacowy, jeden z najpiękniejszych i
najoryginalniejszych w Europie. Łazienki zajmują obszar prawie 74 hektarów.
Biały Domek był pierwszą budowlą wzniesioną na terenie Łazienek na polecenie
króla. Prawdopodobnie jego projektantem był Dominik Merlini. Jest to drewnina
budowla na planie kwadratu, z tynkową powłoką. Zegar słoneczny wsparty na
postaci Fauna zbudowano w 1776 roku. W Białym Domku środek budynku
zajmuje klatka schodowa, wokół której usytuowane są pokoje: bawialnia,
stołowy, sypialny, ośmiokątny gabinet, garderoby i pomieszczenia sanitarne.
Wszystkie pomieszczenia są ozdobione dekoracją malarską Jana Bogumiła
Pierscha. Wierzcie mi, pięknie jest w środku, tyle tylko, że nie zawsze Biały
Domek jest udostępniony do zwiedzania.
Celowo zrobiłam zdjęcie mniej znanej strony Pałacu. Ale ogromnie lubię tę
północną stronę z posągami Achillesa i Pallady, z tarasem schodzącym stopniami
do wody i pilnującymi lwami. Wiele godzin spędzałam przed tą stroną Pałacu
zawzięcie szkicując. A było to wieki temu.
Dziś wreszcie nie było już rusztowań na scenie teatru Na Wyspie. Ta sztuczna
ruina jest wzorowana na świątyni Jowisza w Baalbek. Amfiteatr, którego Wam
nie pokazałam, jest kamienny i może pomieścić 1500 osób.
W teatrze Na Wyspie odbywają się przedstawienia teatralne i koncerty.
Oglądałam tu bardzo pózno wieczorem wystawiany spektakl Cyda. Akustyka
świetna, ale akcję zakłócały pawie, którym chyba nie podobało się przedstawienie.
Wrzeszczały smutno i przerazliwie.
Bardzo wiele trudu kosztowało mnie sfotografowanie wiewiórki, one są tak
ogromnie ruchliwe.
Oczywiście pięknych obiektów jest w Łazienkach jeszcze kilka, ale musimy z
mężem robić spacery "na raty"- to jego serce wciąż daje o sobie znać.
Ten post jest moim "wkładem" w akcję Eli, byśmy się czymś chwalili.
środa, 27 października 2010
71. Prywata jesienna
Tak wygląda jesienią osiedle, na którym mieszkam. To zaledwie 5 km od
centrum stolicy, w linii prostej.
Dziś Was nie zanudzę tekstem, rozminęłam się ostatnio ze zdrowiem, mam kłopoty
z mięśniami wzdłuż kręgosłupa i nie mogę siedzieć dłużej niż 15 minut.
Dobrze, że chociaż chodzić mogę. A pogoda spacerowa, słońce i błękitne niebo.
A może to wszystko przez to, że zostanę w końcu lutego po raz drugi babcią?
Przecież babcie powinny być "połamane" i kwękające. I już wiadomo, że tym
razem też będzie chłopczyk.
poniedziałek, 25 października 2010
70. weekend, weekend i po weekendzie
Gwoli porządku odnotowuję - pogoda była ładna, słońce, ciepło, wiatr.
Sobotę spędziłam usiłując przebić się na drugi koniec miasta do przyjaciół,
ktorzy nagle zostali odcięci od nas robotami drogowymi. Zamiast u nich
wylądowaliśmy na cmentarzu i zrobiliśmy porządki. Przy okazji widziałam
miejsce pochówku części ofiar katastrofy lotniczej.Trwają tam prace
związane z budową jakiegoś pomnika, jak na razie wygląda to jak dwie
przecięte na pół płyty. Za wcześnie na ocenę, niech wpierw skończą.
Właściwie weekend minął mi na porządkowaniu grobów rodzinnych i
czytaniu ostatniego Forum. I ta lektura jakoś napełniła mnie smutkiem,
choć artykuł nie dotyczył nas, lecz Niemiec. Charlotte Frank z Suddeutsche
Zeitung poruszyła problem analfabetyzmu wśród dorosłych Niemców.
Jest to właściwie problem wtórnego analfabetyzmu.Eksperci szacują, że
aktualnie aż cztery miliony dorosłych Niemców to analfabeci. Grupa ta
stanowi 6,75% dorosłej ludności. Trochę to dziwne w kraju, który wydał
na świat wspaniałych poetów, filozofów, ma najpotężniejszą w Unii
Europejskiej gospodarkę i masowe szkolnictwo.
Problem analfabetyzmu dorosłych bada profesor Anke Grotluschen z
hamburskiego uniwersytetu. Jej zdaniem problem ten dotyczy nie 4 a
aż 9,5 mln osób.
Oznacza to, że ta grupa ludzi, w miarę kolejnych zdobyczy techniki w
dziedzinie komunikacji, coraz bardziej schodzi na margines. Cóż z tego,
że potrafią rozpoznać znaki, a nawet przeczytać krótkie słowa, a nawet
krótkie zdania, skoro cały tekst nie ma dla nich żadnego sensu, podobnie
jak wycięte z kartonu literki, rozrzucone bez ładu po podłodze.
Problemem stają się wszelkie druki do wypełnienia, umowy, nawet karty do
głosowania, nie mówiąc już o esemesach, e-mailach, bankomatach lub
automatach do samodzielnego zakupu biletów. Wiele z tych osób miało
wielkie trudności z nauką jeszcze w szkole podstawowej. Do tego były to
osoby z rodzin z problemami takimi jak bieda, bezrobocie i przemoc, czyli
sytuacje które odbierają chęć wzajemnej komunikacji, co prowadzi do
zatrzymania się rozwoju językowego dziecka na bardzo wczesnym etapie.
To rodziny, które w żaden sposób nie potrafiły dziecku pomóc w nauce ani
przekazać dzieciom jak ważna jest w życiu umiejętność czytania i pisania.
Rokrocznie 70 tysięcy młodych ludzi przerywa naukę bez dyplomu
ukończenia szkoły. Część z nich nie chce kontynuować nauki w szkole dla
dorosłych, bo zbyt mocno odczuli swe niepowodzenia w szkole.
Niemieckie Stowarzyszenie na rzecz Alfabetyzacji zapewnia, że każdy
może się nauczyć czytać ale jest tu potrzebna pomoc urzędników i lekarzy,
by potrafili rozpoznać analfabetów i wiedzieli jaki rodzaj pomocy można im
zaoferować. Stąd też projekt przeszkolenia pod tym kątem tych dwóch grup
zawodowych.
Sposób uczenia czytania i pisania dorosłych, jeśli ma spełnić swe zadanie,
musi dotyczyć otaczającej ich rzeczywistości w jakiej się poruszają.
Dzieci uczące się czytać i pisać odczuwają przy nauce ciekawość, ale
dorośli nie czują ciekawości -oni czują strach przed nowymi słowami, przed
literami, które je wyobrażają.
Nie mam pojęcia jak u nas wygląda problem wtórnego analfabetyzmu, czy są
prowadzone jakieś badania i rozwiązania systemowe. Ale gdy widzę te
nowe programy szkolne, przeładowane i przeznaczone chyba dla automatów,
a do tego stosunkowo małe zaangażowanie rodziców we współpracę ze
szkołą, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zaczynamy intensywny chów
wtórnych analfabetów.
Błagam, udowodnijcie mi, że się mylę.
Sobotę spędziłam usiłując przebić się na drugi koniec miasta do przyjaciół,
ktorzy nagle zostali odcięci od nas robotami drogowymi. Zamiast u nich
wylądowaliśmy na cmentarzu i zrobiliśmy porządki. Przy okazji widziałam
miejsce pochówku części ofiar katastrofy lotniczej.Trwają tam prace
związane z budową jakiegoś pomnika, jak na razie wygląda to jak dwie
przecięte na pół płyty. Za wcześnie na ocenę, niech wpierw skończą.
Właściwie weekend minął mi na porządkowaniu grobów rodzinnych i
czytaniu ostatniego Forum. I ta lektura jakoś napełniła mnie smutkiem,
choć artykuł nie dotyczył nas, lecz Niemiec. Charlotte Frank z Suddeutsche
Zeitung poruszyła problem analfabetyzmu wśród dorosłych Niemców.
Jest to właściwie problem wtórnego analfabetyzmu.Eksperci szacują, że
aktualnie aż cztery miliony dorosłych Niemców to analfabeci. Grupa ta
stanowi 6,75% dorosłej ludności. Trochę to dziwne w kraju, który wydał
na świat wspaniałych poetów, filozofów, ma najpotężniejszą w Unii
Europejskiej gospodarkę i masowe szkolnictwo.
Problem analfabetyzmu dorosłych bada profesor Anke Grotluschen z
hamburskiego uniwersytetu. Jej zdaniem problem ten dotyczy nie 4 a
aż 9,5 mln osób.
Oznacza to, że ta grupa ludzi, w miarę kolejnych zdobyczy techniki w
dziedzinie komunikacji, coraz bardziej schodzi na margines. Cóż z tego,
że potrafią rozpoznać znaki, a nawet przeczytać krótkie słowa, a nawet
krótkie zdania, skoro cały tekst nie ma dla nich żadnego sensu, podobnie
jak wycięte z kartonu literki, rozrzucone bez ładu po podłodze.
Problemem stają się wszelkie druki do wypełnienia, umowy, nawet karty do
głosowania, nie mówiąc już o esemesach, e-mailach, bankomatach lub
automatach do samodzielnego zakupu biletów. Wiele z tych osób miało
wielkie trudności z nauką jeszcze w szkole podstawowej. Do tego były to
osoby z rodzin z problemami takimi jak bieda, bezrobocie i przemoc, czyli
sytuacje które odbierają chęć wzajemnej komunikacji, co prowadzi do
zatrzymania się rozwoju językowego dziecka na bardzo wczesnym etapie.
To rodziny, które w żaden sposób nie potrafiły dziecku pomóc w nauce ani
przekazać dzieciom jak ważna jest w życiu umiejętność czytania i pisania.
Rokrocznie 70 tysięcy młodych ludzi przerywa naukę bez dyplomu
ukończenia szkoły. Część z nich nie chce kontynuować nauki w szkole dla
dorosłych, bo zbyt mocno odczuli swe niepowodzenia w szkole.
Niemieckie Stowarzyszenie na rzecz Alfabetyzacji zapewnia, że każdy
może się nauczyć czytać ale jest tu potrzebna pomoc urzędników i lekarzy,
by potrafili rozpoznać analfabetów i wiedzieli jaki rodzaj pomocy można im
zaoferować. Stąd też projekt przeszkolenia pod tym kątem tych dwóch grup
zawodowych.
Sposób uczenia czytania i pisania dorosłych, jeśli ma spełnić swe zadanie,
musi dotyczyć otaczającej ich rzeczywistości w jakiej się poruszają.
Dzieci uczące się czytać i pisać odczuwają przy nauce ciekawość, ale
dorośli nie czują ciekawości -oni czują strach przed nowymi słowami, przed
literami, które je wyobrażają.
Nie mam pojęcia jak u nas wygląda problem wtórnego analfabetyzmu, czy są
prowadzone jakieś badania i rozwiązania systemowe. Ale gdy widzę te
nowe programy szkolne, przeładowane i przeznaczone chyba dla automatów,
a do tego stosunkowo małe zaangażowanie rodziców we współpracę ze
szkołą, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zaczynamy intensywny chów
wtórnych analfabetów.
Błagam, udowodnijcie mi, że się mylę.
środa, 20 października 2010
69. Kanun
Czy wiecie co to jest kanun? Do dziś ja też nie wiedziałam, ale już wiem i
chętnie się z Wami podzielę tą wiedzą. Tak na wszelki wypadek przypo-
minam wszystkim, że mamy teraz XXI wiek.
Kanun, czyli Reguła, to powstały 500 lat temu kodeks, który regulewał
wszystkie aspekty życia średniowiecznej Albanii - od narodzin po życia
kres. Dotyczył małżeństwa, polowania, prawa do pastwisk, obowiązków
poszczególnych rzemieślników, kar dla właściciela kozy, która weszła
na teren sąsiada, ale przede wszystkim był wykładnią procedury rodowej
zemsty, w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb.
Gdy ktoś został zabity, to nawet jeśli był to przypadek, rodzina zabitego
dokonywała zemsty nie tylko na zabójcy, ale na każdym mężczyznie z jego
klanu. Ten, który zabił, miał obowiązek powiadomić rodzinę zabitego, by
o zabójstwo nie została posądzona inna osoba.
Nie wolno mu było zabrać broni nieżywej ofiary.Gdyby tak postapił
ściągnąłby na siebie podwójną zemstę.
Zabójca mógł się poruszać tylko nocą, od brzasku musiał się ukrywać.
Ten , który postanowił zaczaić się na zabójcę miał obowiązek zapewnić
wyżywienie swoim wspólnikom.
Mściciel mógł strzelać tylko do mężczyzn, nie wolno mu było strzelać do
kobiet, dzieci, żywego inwentarza lub w dom.
Najbardziej rozczulił mnie przepis, który mówił, że "wartość życia człowieka
jest taka sama, bez względu na to, czy jest on przystojny czy szpetny".
Kanun został wymyślony przez północno-albańskiego księcia Leke Dukagjini
po to, by pomóc tamtejszym wielce kłótliwym klanom ułożyć pokojowe
stosunki. Zasady te były szanowane na tych terenach, nawet jeśli ziemie te
były rządzone przez osmańskich Turków, Serbów i Greków.
W początkach XX w. Kanun ukazał się drukiem i funkcjonował sprawnie
w czasach rządów króla Albanii, Zogu.
Za czasów dyktatury Envera Hodży, przy którym nawet Stalin wydawał się
łagodnym barankiem, Kanun był zwalczany z równą pasją jak Biblia.
Co tu ukrywać, komunistyczny dyktator twardo trzymał wszystkich
przywódców klanów "za pysk".
No ale w 1990 roku , gdy skończyło się panowanie Hodży, z całą siłą
wybuchły długo tłumione konflikty rodowe. Szacuje się , że od tego czasu
miało miejsce około 10 tysięcy rodowych konfliktów, niosących za sobą
śmierć wielu osób. A kłótnie wybuchały często z zupełnie innych powodów
niz przeidywał to Kanun. To mógł być efekt pijackiej sprzeczki, obdarzenie
mężatki zbyt długim spojrzeniem lub nie ustąpienie miejsca na wąskiej szosie.
Według niektórych danych, w dzisiejszej Albanii 1,5 tysiąca rodzin i 800 dzieci
przebywa w odosobnieniu, ukrywając się przed zemstą. Dzieci nie mogą
chodzić do szkoły, młodzi mężczyzni pracować. Kiedyś nie zabijano kobiet,
teraz takie wypadki się zdarzają.
Współcześni Albańczycy zaczynają interpretować Kanun według własnego
"widzi mi się", a władze zupełnie nie mogą sobie poradzić z tym problemem.
I żeby było śmieszniej- w ubiegłym roku rząd Albanii wystąpił oficjalnie
o członkostwo w Unii Europejskiej.
Nie ukrywam, wyczytałam to w Forum 42/2010
chętnie się z Wami podzielę tą wiedzą. Tak na wszelki wypadek przypo-
minam wszystkim, że mamy teraz XXI wiek.
Kanun, czyli Reguła, to powstały 500 lat temu kodeks, który regulewał
wszystkie aspekty życia średniowiecznej Albanii - od narodzin po życia
kres. Dotyczył małżeństwa, polowania, prawa do pastwisk, obowiązków
poszczególnych rzemieślników, kar dla właściciela kozy, która weszła
na teren sąsiada, ale przede wszystkim był wykładnią procedury rodowej
zemsty, w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb.
Gdy ktoś został zabity, to nawet jeśli był to przypadek, rodzina zabitego
dokonywała zemsty nie tylko na zabójcy, ale na każdym mężczyznie z jego
klanu. Ten, który zabił, miał obowiązek powiadomić rodzinę zabitego, by
o zabójstwo nie została posądzona inna osoba.
Nie wolno mu było zabrać broni nieżywej ofiary.Gdyby tak postapił
ściągnąłby na siebie podwójną zemstę.
Zabójca mógł się poruszać tylko nocą, od brzasku musiał się ukrywać.
Ten , który postanowił zaczaić się na zabójcę miał obowiązek zapewnić
wyżywienie swoim wspólnikom.
Mściciel mógł strzelać tylko do mężczyzn, nie wolno mu było strzelać do
kobiet, dzieci, żywego inwentarza lub w dom.
Najbardziej rozczulił mnie przepis, który mówił, że "wartość życia człowieka
jest taka sama, bez względu na to, czy jest on przystojny czy szpetny".
Kanun został wymyślony przez północno-albańskiego księcia Leke Dukagjini
po to, by pomóc tamtejszym wielce kłótliwym klanom ułożyć pokojowe
stosunki. Zasady te były szanowane na tych terenach, nawet jeśli ziemie te
były rządzone przez osmańskich Turków, Serbów i Greków.
W początkach XX w. Kanun ukazał się drukiem i funkcjonował sprawnie
w czasach rządów króla Albanii, Zogu.
Za czasów dyktatury Envera Hodży, przy którym nawet Stalin wydawał się
łagodnym barankiem, Kanun był zwalczany z równą pasją jak Biblia.
Co tu ukrywać, komunistyczny dyktator twardo trzymał wszystkich
przywódców klanów "za pysk".
No ale w 1990 roku , gdy skończyło się panowanie Hodży, z całą siłą
wybuchły długo tłumione konflikty rodowe. Szacuje się , że od tego czasu
miało miejsce około 10 tysięcy rodowych konfliktów, niosących za sobą
śmierć wielu osób. A kłótnie wybuchały często z zupełnie innych powodów
niz przeidywał to Kanun. To mógł być efekt pijackiej sprzeczki, obdarzenie
mężatki zbyt długim spojrzeniem lub nie ustąpienie miejsca na wąskiej szosie.
Według niektórych danych, w dzisiejszej Albanii 1,5 tysiąca rodzin i 800 dzieci
przebywa w odosobnieniu, ukrywając się przed zemstą. Dzieci nie mogą
chodzić do szkoły, młodzi mężczyzni pracować. Kiedyś nie zabijano kobiet,
teraz takie wypadki się zdarzają.
Współcześni Albańczycy zaczynają interpretować Kanun według własnego
"widzi mi się", a władze zupełnie nie mogą sobie poradzić z tym problemem.
I żeby było śmieszniej- w ubiegłym roku rząd Albanii wystąpił oficjalnie
o członkostwo w Unii Europejskiej.
Nie ukrywam, wyczytałam to w Forum 42/2010
poniedziałek, 18 października 2010
68 .Rzeczywistość
Przedostatni post poświęciłam przyszłości, zupełnie chyba nie zdając sobie
sprawy z faktu, że ta niby odległa przyszłość jest już tu i teraz. Pojęcie "tu"
nie dotyczy naszego kraju - w porównaniu do rozwiniętych technologicznie
krajów my jesteśmy niemal skansenem. Ale nie o tym chcę pisać - jest jak
jest - i może nawet lepiej dla nas, że właśnie tak.
Pewnie wszyscy pamiętają różne historie o UFO. Teorii było tyle, ile osób
interesujących się tym tematem. Powstały różne instytucje śledzące na
bieżąco Niezidentyfikowane Obiekty Latające, skrupulatnie zbierano zdjęcia,
poddawano je analizie, napisano na ten temat setki stron. A zupełnie niedawno
USA podało do wiadomości, że niektóre z tych tajemniczych obiektów to
były nowe, testowane wówczas samoloty. Można więc również domniemywać,
że za jakiś czas dowiemy się, że "bliskie spotkania z kosmitami" też były
iluzją, a porwania ludzi, wszczepiania implantów, różne badania medyczne to
był jakiś tajny projekt badawczy speców wojskowych.
Czy wiecie co to są drony? Otóż są to samoloty bezzałogowe, które po raz
pierwszy były wykorzystane w Wietnamie do celów wywiadowczych, a od
11 września i pózniejszej wojny w Iraku przestały być tylko aparatami do
zbierania informacji, a stały się "maszynami do zabijania". Pomysłowość
wojskowych zdaje się być bezgraniczna. Obecnie jest ponad trzysta modeli
dronów, różniących się wielkością i przeznaczeniem. Najmniejszy, Nano
Flyer waży zaledwie kilka gramów, największy z nich, Global Hawk, jest
wielkości pasażerskiego airbusa. Zaletą dronów jest ich niski koszt oraz
oszczędzenie życia amerykańskiego żołnierza. Dron namierza "wroga", przesyła
dane do Waszyngtonu , a następnie agenci CIA, bez wychodzenia ze swego
biura w Langley (przedmieście Waszyngtonu), kierują drogą elektroniczną
rakiety Hellfire, w które wyposażony jest jeden z dronów.
Obecnie na wyposażeniu armii USA jest ponoć 7 tysięcy dronów i w tym
roku będzie szkolonych więcej operatorów dronów niż pilotów myśliwców.
Na naszych oczach zmienia się styl walki - siedzący przy komputerze żołnierz,
nie ryzykując własnego życia, bombarduje wroga odległego o tysiące kilome-
trów. Ot, taki rodzaj nowej gry komputerowej. Nie stykają się bezpośrednio
z wrogiem, ale skutki swego działania oglądają, bezpośrednio po ataku, na
ekranie monitora i ten widok powoduje, że coraz większa ilość operatorów
dronów skarży się na zespoły stresu pourazowego. Prawdziwi piloci nie widzą
dokladnie szkód, jakie wyrządził ich atak, operatorzy dronów widzą je bardzo
dokładnie, łącznie z kawałkami ludzkich strzępów. Rodzi się zasadnicze
pytanie- ilu niewinnych cywilów ginie w tak prowadzonej wojnie? Raport
instytutu New America Foundation podaje, że mniej więcej jedna trzecia ofiar
to niewinni ludzie, zakwalifikowani przez armie jako "straty uboczne".
Wydaje się, że sytuacja dojrzała do tego, by społeczność międzynarodowa
zaczęła zadawać pytania natury prawnej, moralnej i politycznej.
I wydaje się, że czas nagli, bo okazuje się, że coraz więcej krajów zaczyna
wdrażać programy produkcji dronów, a wśród nich Iran, co budzi wielki
niepokój Stanów Zjednoczonych.
I żeby było śmieszniej, to laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Barack Obama,
w pierwszym roku swego urzędowania, zezwolił na zwiększenie liczby nalotów
z użyciem dronów w ilości znacznie większej niż G.Busch podczas ośmiu lat
swych rządów.
Mam podejrzenie,że to nie zmiany klimatyczne nas wykończą, szybciej zrobią
to ciche wojny, prowadzone przy pomocy dronów.
Forum,28/2010
sprawy z faktu, że ta niby odległa przyszłość jest już tu i teraz. Pojęcie "tu"
nie dotyczy naszego kraju - w porównaniu do rozwiniętych technologicznie
krajów my jesteśmy niemal skansenem. Ale nie o tym chcę pisać - jest jak
jest - i może nawet lepiej dla nas, że właśnie tak.
Pewnie wszyscy pamiętają różne historie o UFO. Teorii było tyle, ile osób
interesujących się tym tematem. Powstały różne instytucje śledzące na
bieżąco Niezidentyfikowane Obiekty Latające, skrupulatnie zbierano zdjęcia,
poddawano je analizie, napisano na ten temat setki stron. A zupełnie niedawno
USA podało do wiadomości, że niektóre z tych tajemniczych obiektów to
były nowe, testowane wówczas samoloty. Można więc również domniemywać,
że za jakiś czas dowiemy się, że "bliskie spotkania z kosmitami" też były
iluzją, a porwania ludzi, wszczepiania implantów, różne badania medyczne to
był jakiś tajny projekt badawczy speców wojskowych.
Czy wiecie co to są drony? Otóż są to samoloty bezzałogowe, które po raz
pierwszy były wykorzystane w Wietnamie do celów wywiadowczych, a od
11 września i pózniejszej wojny w Iraku przestały być tylko aparatami do
zbierania informacji, a stały się "maszynami do zabijania". Pomysłowość
wojskowych zdaje się być bezgraniczna. Obecnie jest ponad trzysta modeli
dronów, różniących się wielkością i przeznaczeniem. Najmniejszy, Nano
Flyer waży zaledwie kilka gramów, największy z nich, Global Hawk, jest
wielkości pasażerskiego airbusa. Zaletą dronów jest ich niski koszt oraz
oszczędzenie życia amerykańskiego żołnierza. Dron namierza "wroga", przesyła
dane do Waszyngtonu , a następnie agenci CIA, bez wychodzenia ze swego
biura w Langley (przedmieście Waszyngtonu), kierują drogą elektroniczną
rakiety Hellfire, w które wyposażony jest jeden z dronów.
Obecnie na wyposażeniu armii USA jest ponoć 7 tysięcy dronów i w tym
roku będzie szkolonych więcej operatorów dronów niż pilotów myśliwców.
Na naszych oczach zmienia się styl walki - siedzący przy komputerze żołnierz,
nie ryzykując własnego życia, bombarduje wroga odległego o tysiące kilome-
trów. Ot, taki rodzaj nowej gry komputerowej. Nie stykają się bezpośrednio
z wrogiem, ale skutki swego działania oglądają, bezpośrednio po ataku, na
ekranie monitora i ten widok powoduje, że coraz większa ilość operatorów
dronów skarży się na zespoły stresu pourazowego. Prawdziwi piloci nie widzą
dokladnie szkód, jakie wyrządził ich atak, operatorzy dronów widzą je bardzo
dokładnie, łącznie z kawałkami ludzkich strzępów. Rodzi się zasadnicze
pytanie- ilu niewinnych cywilów ginie w tak prowadzonej wojnie? Raport
instytutu New America Foundation podaje, że mniej więcej jedna trzecia ofiar
to niewinni ludzie, zakwalifikowani przez armie jako "straty uboczne".
Wydaje się, że sytuacja dojrzała do tego, by społeczność międzynarodowa
zaczęła zadawać pytania natury prawnej, moralnej i politycznej.
I wydaje się, że czas nagli, bo okazuje się, że coraz więcej krajów zaczyna
wdrażać programy produkcji dronów, a wśród nich Iran, co budzi wielki
niepokój Stanów Zjednoczonych.
I żeby było śmieszniej, to laureat Pokojowej Nagrody Nobla, Barack Obama,
w pierwszym roku swego urzędowania, zezwolił na zwiększenie liczby nalotów
z użyciem dronów w ilości znacznie większej niż G.Busch podczas ośmiu lat
swych rządów.
Mam podejrzenie,że to nie zmiany klimatyczne nas wykończą, szybciej zrobią
to ciche wojny, prowadzone przy pomocy dronów.
Forum,28/2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)