Pomiędzy wymyślaniem kolejnego naszyjnika a kończeniem już zaczętego,
skonstatowałam, ze już dawno nie robiłam pieczonego łososia.
A danie może być śmiało zaserwowane na wigilijną obiado-kolację.
Nie jest trudne do wykonania i na ogół wszystkim smakuje.
Składniki:
Łosoś w ilości dostosowanej do ilości gości,
2 lub 3 pomarańcze,
pęczek koperku świeżego,
2 łyżeczki miodu wielokwiatowego,
sól, pieprz, musztarda
białe wino , 100ml
masło (prawdziwe), 50 ml,
wywar warzywny,
zagęstnik do sosów dr.Oetkera lub skrobia ziemniaczana.
Wykonanie:
Pomarańcze pokroić w cienkie plastry, usunąć pestki . Dno brytfanki
wyłożyć połową plastrów pomarańczy.
Koperek elegancko posiekać, wymieszać z masłem, solą, pieprzem i
musztardą.
Porcje łososia ułóżyć na pomarańczach, posmarować powyższą
mieszaniną, przykryć pozostałymi plastrami pomarańczy. Zalać wszystko
wywarem warzywnym. Nagrzać piekarnik, wstawić brytfankę.
Piec 20 minut w temp, 190 stopni.
Po tym czasie wyjąć brytfankę z piekarnika, wybrać łyżką sos, który
powstał w trakcie pieczenia, połączyc go z miodem i winem i krótko
zagotować, dodać zagęstnik, zweryfikować smak, polać sosem
łososia, przykryć formę folią lub pokrywką,
podgrzać w piekarniku.
Smacznego!
drewniana rzezba
niedziela, 9 grudnia 2012
sobota, 8 grudnia 2012
Dołek?
Już wiem, dlaczego w niektórych częściach świata biel jest kolorem
żałoby.
Gdy spoglądam przez okno na spowijający wszystko śnieg, ogarnia
mnie smutek i zniechęcenie.
Zdecydowanie nie lubię zimy i wcale nie idzie o to, że zimno, większe
niż zawsze korki.
Tak, biel pasuje do żałoby i smutku.
Moja ptasia stołówka ma od świtu ogromne powodzenie.
Obudził mnie dziś sen. Śniło mi się, że idę naszym podwórkiem
prowadząc jakiegoś dużego psa, który nagle gwałtownie się
zatrzymuje i zaczyna ujadać- w tej samej chwili z drzewa zeskakuje
na chodnik mały, czarny pies.
Sen był tak sugestywny, że aż usiadłam na łóżku. Spoza okna doszłó
mnie natarczywe szczekanie psa - podeszłam do okna i odsunęłam
żaluzje - za oknem duży, kudłaty pies szczekał na siedzącego na
gałęzi... czarnego kota.
Podobno nasze sny są wywoływane tym wszystkim co do nas dociera
z zewnątrz gdy śpimy. Mózg to wszystko przetwarza po swojemu, a na
dodatek daje nam złudzenie, że sen trwał bardzo długo, choć w czasie
rzeczywistym trwał zaledwie kilka sekund.
Miłego weekendu wszystkim życzę!
żałoby.
Gdy spoglądam przez okno na spowijający wszystko śnieg, ogarnia
mnie smutek i zniechęcenie.
Zdecydowanie nie lubię zimy i wcale nie idzie o to, że zimno, większe
niż zawsze korki.
Tak, biel pasuje do żałoby i smutku.
Moja ptasia stołówka ma od świtu ogromne powodzenie.
Obudził mnie dziś sen. Śniło mi się, że idę naszym podwórkiem
prowadząc jakiegoś dużego psa, który nagle gwałtownie się
zatrzymuje i zaczyna ujadać- w tej samej chwili z drzewa zeskakuje
na chodnik mały, czarny pies.
Sen był tak sugestywny, że aż usiadłam na łóżku. Spoza okna doszłó
mnie natarczywe szczekanie psa - podeszłam do okna i odsunęłam
żaluzje - za oknem duży, kudłaty pies szczekał na siedzącego na
gałęzi... czarnego kota.
Podobno nasze sny są wywoływane tym wszystkim co do nas dociera
z zewnątrz gdy śpimy. Mózg to wszystko przetwarza po swojemu, a na
dodatek daje nam złudzenie, że sen trwał bardzo długo, choć w czasie
rzeczywistym trwał zaledwie kilka sekund.
Miłego weekendu wszystkim życzę!
czwartek, 6 grudnia 2012
Jęczący mix
Zrobiłam sobie choinkę - to znaczy mini choinkę. Całość ma aż
23 centymetry wysokości razem z podstawką.
I wcale nie jest zrobiona z żywych gałązek. Bombki są z drewnianych
koralików, a aniołek z końcówek do naszyjników, 2 "koszyczków"
i perełki. Taka mini choinka a zajęła mi aż 2 godziny.
A wygląda tak:
****
Korki jak jasny gwint - to oznaka, że naród przygotowuje się
intensywnie do świąt. A jechałam w południe, więc nie w
godzinach "szczytu komunikacyjnego".
Gdy tak stoję w korku to rozglądam się jakie to pojazdy stoją
dookoła. Spoglądając na te wypasione bryki trudno uwierzyć, że
jest jakiś kryzys ekonomiczny. Przeważają nowe, duże i b. duże auta,
obowiązkowo z napędem na 4 koła, a w każdym takim wielkim
samochodzie siedzi jeden facet i wiezie powietrze. I pewnie bym się
nie czepiała, bo to jego wydatki na paliwo, nie moje, gdyby nie
zachowywali się jak jedyni użytkownicy jezdni. Większość oszczędza
na kierunkowskazie, przecież jeden z drugim wie, dokąd skręca, nie
będzie się tą wiedzą dzielił z innymi. Gdy któryś skręca w prawo to
tak bardzo odbija "bryką" w lewo, jakby powoził furmanką. Poza tym.
nie mają zwyczaju wpuszczać samochodów, które wjeżdżają na trasę
z rozbiegówki. Powiedziałabym, że poziom kultury jest odwrotnie
proporcjonalny do wielkości i marki samochodu. Im samochód droższy
i większy tym niższy poziom kultury.
****
Zastanawiam się, kiedy u nas wprowadzą regularne badania starych
kierowców. Byłam dziś wstrząśnięta - ze sklepu wywlókł się
mocno stary człowiek, skręcony w chiński paragraf, z głową zwróconą
w prawą stronę i łypiący zezem spoza okularów i .....poczłapał do
swego samochodu. Z wielkim trudem otworzył drzwi, wsiadał około
5 minut, tę głowę nadal miał przekręconą w prawo, ruszał drugie 5 minut
i odjechał. Mina mego męża - bezcenna. Jedyne co z siebie wydusił,
to zdanie -"poczekajmy, niech dalej odjedzie", po czym ruszyliśmy.
****
Mój młodszy wnuczek spędził 2 ostatnie dni i noce w szpitalu bo
dostał "rzekomego krupu". Zaczął się maluszek dusić, więc zięć szybko
pojechał z nim do szpitala i tam ich zatrzymali. U nas nazywają ten stan
"krupem wirusowym", u nich rzekomym.
Na wszelki wypadek zbadali maluszkowi krew, czy aby nie ma w niej
bakterii maczugowca błonicy ( nie ma), potem go nawilżali, podali
odpowiednie leki i godzinę temu obaj wrócili do domu. Szpital dał
im do domu inhalator, żeby malca jeszcze w nocy nawilżać.
Mam nadzieję, że to szybko minie.
23 centymetry wysokości razem z podstawką.
I wcale nie jest zrobiona z żywych gałązek. Bombki są z drewnianych
koralików, a aniołek z końcówek do naszyjników, 2 "koszyczków"
i perełki. Taka mini choinka a zajęła mi aż 2 godziny.
A wygląda tak:
****
Korki jak jasny gwint - to oznaka, że naród przygotowuje się
intensywnie do świąt. A jechałam w południe, więc nie w
godzinach "szczytu komunikacyjnego".
Gdy tak stoję w korku to rozglądam się jakie to pojazdy stoją
dookoła. Spoglądając na te wypasione bryki trudno uwierzyć, że
jest jakiś kryzys ekonomiczny. Przeważają nowe, duże i b. duże auta,
obowiązkowo z napędem na 4 koła, a w każdym takim wielkim
samochodzie siedzi jeden facet i wiezie powietrze. I pewnie bym się
nie czepiała, bo to jego wydatki na paliwo, nie moje, gdyby nie
zachowywali się jak jedyni użytkownicy jezdni. Większość oszczędza
na kierunkowskazie, przecież jeden z drugim wie, dokąd skręca, nie
będzie się tą wiedzą dzielił z innymi. Gdy któryś skręca w prawo to
tak bardzo odbija "bryką" w lewo, jakby powoził furmanką. Poza tym.
nie mają zwyczaju wpuszczać samochodów, które wjeżdżają na trasę
z rozbiegówki. Powiedziałabym, że poziom kultury jest odwrotnie
proporcjonalny do wielkości i marki samochodu. Im samochód droższy
i większy tym niższy poziom kultury.
****
Zastanawiam się, kiedy u nas wprowadzą regularne badania starych
kierowców. Byłam dziś wstrząśnięta - ze sklepu wywlókł się
mocno stary człowiek, skręcony w chiński paragraf, z głową zwróconą
w prawą stronę i łypiący zezem spoza okularów i .....poczłapał do
swego samochodu. Z wielkim trudem otworzył drzwi, wsiadał około
5 minut, tę głowę nadal miał przekręconą w prawo, ruszał drugie 5 minut
i odjechał. Mina mego męża - bezcenna. Jedyne co z siebie wydusił,
to zdanie -"poczekajmy, niech dalej odjedzie", po czym ruszyliśmy.
****
Mój młodszy wnuczek spędził 2 ostatnie dni i noce w szpitalu bo
dostał "rzekomego krupu". Zaczął się maluszek dusić, więc zięć szybko
pojechał z nim do szpitala i tam ich zatrzymali. U nas nazywają ten stan
"krupem wirusowym", u nich rzekomym.
Na wszelki wypadek zbadali maluszkowi krew, czy aby nie ma w niej
bakterii maczugowca błonicy ( nie ma), potem go nawilżali, podali
odpowiednie leki i godzinę temu obaj wrócili do domu. Szpital dał
im do domu inhalator, żeby malca jeszcze w nocy nawilżać.
Mam nadzieję, że to szybko minie.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Mix "zimowy"
Słucham od rana radia i zaczynam dostawać gęsiej skórki na plecach-
wyobrazcie sobie, że dzieje się coś arcy dziwnego - jest 3 grudnia, a tu
poprószyło śniegiem, nocą było chyba aż -3 stopnie, rano szyby aut
były zaśnieżone i lekko zamarznięte. No tragedia, moi mili, rzecz wprost
niespotykana w Polsce. Wszyscy redaktorzy po kolei jęczą i wydziwiają,
zupełnie tak, jakby u nas zawsze o tej porze roku było +25 w cieniu.
Powiem Wam szczerze, że poziom dzisiejszych dziennikarzy jest, jak
dla mnie, porażająco niski. Nie dość, że połowa zle mówi po polsku,
nieprawidłowo akcentuje słowa, to z byle czego robią sensację na
skalę światową. Od ósmej rano, co pół godziny słyszę o tej okropnej,
niespodziewanej zimie, tych trudnościach w moim mieście, w którym
napadało raptem 3 cm śniegu, który na chodnikach topniał już około
7,30 rano.
****
No a skoro jest zima, to zrobiłam coś "letniego", czyli ważkę.
Chyba zrobię z niej broszkę.
Poza tym dorobiłam kolczyki do poprzednio zrobionego liścia
z turkusem. Mam nadzieję, że się właścicielce liścia spodobają i nie będą
za ciężkie. Zawsze mam problem z robieniem kolczyków bo ich
po prostu nie noszę. A kolczyki wyglądają tak:
****
Po wizycie w jednym z marketów , pomyślałam, że mam szansę na
zrobienie super biznesu. Musze tylko wyciągnąć swoją wieczną
choinkę, potraktować ją spray'em imitującym śnieg, zrobię nawet
kilka gwiazdek z folii aluminiowej i wystawię na sprzedaż. Postawię
obok choinki, która stoi przed kwiaciarnią i kosztuje tylko 300,- zł.
Ja sprzedam taniej, za 250,-zł , nie będę zdzierać. Mój mąż był pewien,
że to pomyłka i nawet poszedł się dopytać, czy ta cena jest prawdziwa.
Pani w kwiaciarni powiedziała,że choinka ma taką cenę bo jest bardzo
dobra gatunkowo i do tego jest już ubrana. Śmiech na sali, kochani.
****
P.S.
Popełniłam coś "małego" na drugim blogu- niestety jak zawsze jest
to prawdziwa historia. Nie wiem tylko czemu mnie raczej ubawiła
niż zasmuciła. Pewnie to przez ten mój cynizm.
wyobrazcie sobie, że dzieje się coś arcy dziwnego - jest 3 grudnia, a tu
poprószyło śniegiem, nocą było chyba aż -3 stopnie, rano szyby aut
były zaśnieżone i lekko zamarznięte. No tragedia, moi mili, rzecz wprost
niespotykana w Polsce. Wszyscy redaktorzy po kolei jęczą i wydziwiają,
zupełnie tak, jakby u nas zawsze o tej porze roku było +25 w cieniu.
Powiem Wam szczerze, że poziom dzisiejszych dziennikarzy jest, jak
dla mnie, porażająco niski. Nie dość, że połowa zle mówi po polsku,
nieprawidłowo akcentuje słowa, to z byle czego robią sensację na
skalę światową. Od ósmej rano, co pół godziny słyszę o tej okropnej,
niespodziewanej zimie, tych trudnościach w moim mieście, w którym
napadało raptem 3 cm śniegu, który na chodnikach topniał już około
7,30 rano.
****
No a skoro jest zima, to zrobiłam coś "letniego", czyli ważkę.
Chyba zrobię z niej broszkę.
Poza tym dorobiłam kolczyki do poprzednio zrobionego liścia
z turkusem. Mam nadzieję, że się właścicielce liścia spodobają i nie będą
za ciężkie. Zawsze mam problem z robieniem kolczyków bo ich
po prostu nie noszę. A kolczyki wyglądają tak:
****
Po wizycie w jednym z marketów , pomyślałam, że mam szansę na
zrobienie super biznesu. Musze tylko wyciągnąć swoją wieczną
choinkę, potraktować ją spray'em imitującym śnieg, zrobię nawet
kilka gwiazdek z folii aluminiowej i wystawię na sprzedaż. Postawię
obok choinki, która stoi przed kwiaciarnią i kosztuje tylko 300,- zł.
Ja sprzedam taniej, za 250,-zł , nie będę zdzierać. Mój mąż był pewien,
że to pomyłka i nawet poszedł się dopytać, czy ta cena jest prawdziwa.
Pani w kwiaciarni powiedziała,że choinka ma taką cenę bo jest bardzo
dobra gatunkowo i do tego jest już ubrana. Śmiech na sali, kochani.
****
P.S.
Popełniłam coś "małego" na drugim blogu- niestety jak zawsze jest
to prawdziwa historia. Nie wiem tylko czemu mnie raczej ubawiła
niż zasmuciła. Pewnie to przez ten mój cynizm.
piątek, 30 listopada 2012
Padłam
Wróciłam dziś z ostatnich zajęć i króciutkiego wypadu na zakupy
i padłam.
Wypiłam herbatę, rozłożyłam odwłok przed TV i jedyne co pamiętam
to głos pana redaktora, że Kowalczyk nie weszła do finału. Obudziłam
się około 20-tej.
Mam nadzieję, że to tylko zmęczenie a nie początek jakiegoś
paskudztwa.
Wczoraj wieczorem mojego ślubnego ruszyło "dziadkowe"
sumienie i dziś przyjechał po mnie, by razem ze mną pojechać
dokupić ten koszyk dla małego.
I teraz wyposażenie w "towar" wygląda jak wyżej.
Samochodziki dla młodszego też zakupiliśmy, jutro
wszystko zapakuję i w poniedziałek wyślę w świat.
A jutro muszę odrobić domowe zaległości, bo produkcja
zabawek odsunęła wszystko na plan dalszy, wręcz bardzo
daleki.
I wreszcie będę mogła zabrać się do koralikowania. Mam
kilka nowych pomysłów ale i kilka zaległości.
W holu budynku, w którym mieści się "moja" przychodnia
rehabilitacyjna, zorganizowano dziś kiermasz wyrobów
regionalnych.
Pozaglądałam do tych stoisk i na zaglądaniu się skończyło.
Przede wszystkim nie kupuję ostatnio wędlin "w kawałkach",
ale krojone, a tu nikt nie posiadał krajalnicy. Druga rzecz to
ceny, które się zaczynały od 35 zł/kg za zwykłą kiełbasę.
Rodzime sery też były wielce "drogocenne" niczym rodem
z Francji. Nie mam zwyczaju zwracać sprzedawcom uwagi,
że towar wydaje mi się za drogi, po prostu nie kupuję,
zwłaszcza gdy nie znam tych wyrobów.
Ale jedna z klientek nie wytrzymała i wygłosiła expose,
że z takimi cenami to mogą się już pakować z powrotem,
bo nikt nie zakupi szynki w cenie 50zł/kg i pierogów
po 40 zl/kg. Klientka była wyraznie "na fali", więc się
wyniosłam nie czekając na efekt owej przemowy.
Korci mnie, by zamówić sobie "pod choinkę" dwie
książki; "Sztuka minimalizmu w codziennym życiu" pióra
Dominique Loreau i "Trafny wybór" J.K.Rowling.
Może ten minimalizm w codziennym życiu pomógłby
mi zaprzestania gromadzenia różnych przydasiów?
No a Rowling wszak popełniła Harry'ego Pottera, lubię
ją czytać. Ponoć to dobrze napisana książka., tym razem
dla dorosłych.
i padłam.
Wypiłam herbatę, rozłożyłam odwłok przed TV i jedyne co pamiętam
to głos pana redaktora, że Kowalczyk nie weszła do finału. Obudziłam
się około 20-tej.
Mam nadzieję, że to tylko zmęczenie a nie początek jakiegoś
paskudztwa.
Wczoraj wieczorem mojego ślubnego ruszyło "dziadkowe"
sumienie i dziś przyjechał po mnie, by razem ze mną pojechać
dokupić ten koszyk dla małego.
I teraz wyposażenie w "towar" wygląda jak wyżej.
Samochodziki dla młodszego też zakupiliśmy, jutro
wszystko zapakuję i w poniedziałek wyślę w świat.
A jutro muszę odrobić domowe zaległości, bo produkcja
zabawek odsunęła wszystko na plan dalszy, wręcz bardzo
daleki.
I wreszcie będę mogła zabrać się do koralikowania. Mam
kilka nowych pomysłów ale i kilka zaległości.
W holu budynku, w którym mieści się "moja" przychodnia
rehabilitacyjna, zorganizowano dziś kiermasz wyrobów
regionalnych.
Pozaglądałam do tych stoisk i na zaglądaniu się skończyło.
Przede wszystkim nie kupuję ostatnio wędlin "w kawałkach",
ale krojone, a tu nikt nie posiadał krajalnicy. Druga rzecz to
ceny, które się zaczynały od 35 zł/kg za zwykłą kiełbasę.
Rodzime sery też były wielce "drogocenne" niczym rodem
z Francji. Nie mam zwyczaju zwracać sprzedawcom uwagi,
że towar wydaje mi się za drogi, po prostu nie kupuję,
zwłaszcza gdy nie znam tych wyrobów.
Ale jedna z klientek nie wytrzymała i wygłosiła expose,
że z takimi cenami to mogą się już pakować z powrotem,
bo nikt nie zakupi szynki w cenie 50zł/kg i pierogów
po 40 zl/kg. Klientka była wyraznie "na fali", więc się
wyniosłam nie czekając na efekt owej przemowy.
Korci mnie, by zamówić sobie "pod choinkę" dwie
książki; "Sztuka minimalizmu w codziennym życiu" pióra
Dominique Loreau i "Trafny wybór" J.K.Rowling.
Może ten minimalizm w codziennym życiu pomógłby
mi zaprzestania gromadzenia różnych przydasiów?
No a Rowling wszak popełniła Harry'ego Pottera, lubię
ją czytać. Ponoć to dobrze napisana książka., tym razem
dla dorosłych.
środa, 28 listopada 2012
MIx
Gdy w końcu listopada jest +10 to chyba nie jest to stan normalny.
Dziś było tak gorąco na salach, że trzeba było włączyć klimę, choć
kaloryfery są całkiem przykręcone.
A tak ogólnie to gonię resztką sił - sama myśl, że jeszcze dwa dni
ćwiczeń, odbiera mi chęć do życia. To chyba z powodu tej pogody.
****
Poza tym mam kiepski humor. Byłam dziś w pewnym dużym
markecie i wdepnęłam w regały z zabawkami , żeby popatrzeć na
samochodziki. I coś mnie podkusiło, że zajrzałam również w regał
z zabawkami dla dziewczynek i aż skamieniałam z wrażenia- na
jednej z półek stały koszyczki z towarem do sklepu spożywczego.
Koszyczek zawierał 50 elementów wykonanych z plastiku , takiego
zupełnie zwykłego.Wprawdzie truskawka była tej samej wielkości
co gruszka, a pomarańcza wyglądała jak koło od traktora, ale były
też naprawdę udane miniaturki butelek z mlekiem, pudełek z sokiem
owocowym, puszka z konserwą rybną i jeszcze kilka torebek
z produktami sypkimi jak cukier, mąka itp. I to wszystko raptem
za 25 zł. Gdybym była sama, z całą pewnością zakupiłabym ten
koszyczek, bo podobały mi się te miniaturki, ale mój mąż ostro
zaprotestował. Poza tym szarmancko stwierdził, że "moje" produkty
są o wiele ładniejsze, a te miniaturki nie będą do nich pasowały.
No nie wiem, może ma rację?
****
Chyba pomału naród szykuje się do świąt. Dziś panie oczekujące
na swą kolejkę do ćwiczeń licytowały się, która z nich będzie
miała mniej gości z tej okazji. Wygrała ta, która przewidywała, że
do wigilijnego stołu zasiądzie tylko 8 osób. I do tego będzie to
oaza skromności wigilijnej - karp w trzech wersjach, dwie wersje
pierogów, 2 wersje kapusty, jedna biała, druga "modra", będzie
pure z kartofli i włoskiej kapusty, zupa rybna i rosół grzybowy,
obowiązkowo kompot z suszonych owoców, obowiązkowo
makowiec, kutia, sernik i orzechy z miodem.
Jak się domyślacie, nie brałam udziału w licytacji, ale wygrałabym
w cuglach.
Miałam wielką ochotę powiedzieć tej pani, by obok każdego
talerza położyła choć ze dwie tabletki Raphacholiny.
Dziś było tak gorąco na salach, że trzeba było włączyć klimę, choć
kaloryfery są całkiem przykręcone.
A tak ogólnie to gonię resztką sił - sama myśl, że jeszcze dwa dni
ćwiczeń, odbiera mi chęć do życia. To chyba z powodu tej pogody.
****
Poza tym mam kiepski humor. Byłam dziś w pewnym dużym
markecie i wdepnęłam w regały z zabawkami , żeby popatrzeć na
samochodziki. I coś mnie podkusiło, że zajrzałam również w regał
z zabawkami dla dziewczynek i aż skamieniałam z wrażenia- na
jednej z półek stały koszyczki z towarem do sklepu spożywczego.
Koszyczek zawierał 50 elementów wykonanych z plastiku , takiego
zupełnie zwykłego.Wprawdzie truskawka była tej samej wielkości
co gruszka, a pomarańcza wyglądała jak koło od traktora, ale były
też naprawdę udane miniaturki butelek z mlekiem, pudełek z sokiem
owocowym, puszka z konserwą rybną i jeszcze kilka torebek
z produktami sypkimi jak cukier, mąka itp. I to wszystko raptem
za 25 zł. Gdybym była sama, z całą pewnością zakupiłabym ten
koszyczek, bo podobały mi się te miniaturki, ale mój mąż ostro
zaprotestował. Poza tym szarmancko stwierdził, że "moje" produkty
są o wiele ładniejsze, a te miniaturki nie będą do nich pasowały.
No nie wiem, może ma rację?
****
Chyba pomału naród szykuje się do świąt. Dziś panie oczekujące
na swą kolejkę do ćwiczeń licytowały się, która z nich będzie
miała mniej gości z tej okazji. Wygrała ta, która przewidywała, że
do wigilijnego stołu zasiądzie tylko 8 osób. I do tego będzie to
oaza skromności wigilijnej - karp w trzech wersjach, dwie wersje
pierogów, 2 wersje kapusty, jedna biała, druga "modra", będzie
pure z kartofli i włoskiej kapusty, zupa rybna i rosół grzybowy,
obowiązkowo kompot z suszonych owoców, obowiązkowo
makowiec, kutia, sernik i orzechy z miodem.
Jak się domyślacie, nie brałam udziału w licytacji, ale wygrałabym
w cuglach.
Miałam wielką ochotę powiedzieć tej pani, by obok każdego
talerza położyła choć ze dwie tabletki Raphacholiny.
niedziela, 25 listopada 2012
Filcaki
Doświadczalnie stwierdziłam, że "towar" zrobiony z modeliny lub glinki
nie wytrzyma użytkowania niemal czterolatka i dwulatka.
Glinka reaguje na upadek ze stołu niczym krucha porcelana czyli
rozpada się na części pierwsze. Poza tym każde mocniejsze stuknięcie
powoduje odpryśnięcie wierzchniej warstwy, czyli farby wraz z lakierem.
Modelina wcale nie jest lepsza - też łatwo ją unicestwić.
W związku z tym wczoraj zakupiłam arkusiki filcu, które służą między
innymi do wykonywania haftu koralikowego i zrobiłam na rozgrzewkę
takie rzeczy:
Mam nadzieję , że są rozpoznawalne.
A oprócz tego zrobiłam tort czekoladowy, dekorowany różyczką
Oczywiście też z filcu. Krem do dekoracji - z kordonku, zrobiony
szydełkiem.
A teraz idę dalej robić z płaskich kawałków filcu formy
przestrzenne. Życzcie mi powodzenia.
nie wytrzyma użytkowania niemal czterolatka i dwulatka.
Glinka reaguje na upadek ze stołu niczym krucha porcelana czyli
rozpada się na części pierwsze. Poza tym każde mocniejsze stuknięcie
powoduje odpryśnięcie wierzchniej warstwy, czyli farby wraz z lakierem.
Modelina wcale nie jest lepsza - też łatwo ją unicestwić.
W związku z tym wczoraj zakupiłam arkusiki filcu, które służą między
innymi do wykonywania haftu koralikowego i zrobiłam na rozgrzewkę
takie rzeczy:
Mam nadzieję , że są rozpoznawalne.
A oprócz tego zrobiłam tort czekoladowy, dekorowany różyczką
Oczywiście też z filcu. Krem do dekoracji - z kordonku, zrobiony
szydełkiem.
A teraz idę dalej robić z płaskich kawałków filcu formy
przestrzenne. Życzcie mi powodzenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)