drewniana rzezba

drewniana rzezba

niedziela, 12 lutego 2023

Rzeczy dziwne

 Byłam dziś na interaktywnej  wystawie jednego  z moich ulubionych malarzy- Gustawa Klimta. Niestety jestem nieco rozczarowana.  Poprzednia  tego typu wystawa poświęcona twórczości Claude  Moneta była znacznie lepiej, ciekawiej  zorganizowana. No i w lepszym  miejscu a nie  w dalekim ode mnie północno-wschodnim Berlinie.

Jak dla  mnie to było zdecydowanie  zbyt mało pokazanych  jego dzieł, bardziej  skupiono się na  jego biografii, którą zresztą od  dawna znam.




A to jeden z jego obrazów  - to trzy etapy życia kobiety, zamknięte w jednym obrazie. To "naga  prawda", której hołdował.

A teraz Was ponudzę. Żyjemy w ciekawych czasach, naukowcy są wielce pracowici, ciągle  coś odkrywają. Ostatnio znacznie usprawniono i udoskonalono odczytywanie starych,  zniszczonych tekstów. I dzięki temu odczytano po raz wtóry teksty Zwojów znad Morza  Martwego. I panowie naukowcy wpadli w wielkie  zdumienie, bowiem odczytując kolejny raz owe mocno z niszczone papirusy wyczytali, że Arka Noego miała kształt piramidy.

Tak naprawdę to żadne odkrycie, bo już  wcześniej w innych tekstach można było odczytać, że Arka Noego miała kształt piramidy, ale oficjalna  nauka nie uznawała tego faktu - no bo jakże- nikt przecież nie widział statku, łodzi itp. o tak niewydarzonym kształcie. Mało tego  - dawni artyści często przedstawiali ją na obrazach właśnie jako piramidę, np. żyjący  w latach  1378 - 1455  Lorenzo Ghiberthi.

Nie wiem ile w tym prawdy, ale podobno przebywanie w przestrzeni o kształcie piramidy sprawia, że człowiek potrzebuje znacznie  mniej snu, jest w zrównoważonym dobrym nastroju, odczuwa  niezwykłą jasność  myślenia.  Nasiona roślin umieszczone  w piramidzie mogą być przechowywane przez niezwykle długi czas bez stwarzania im  specjalnych  warunków.

W pewnym momencie niektórzy "zwykli Kowalscy" w kraju nad Wisłą dostali lekkiego "kręćka" i twierdzili, że  nawet malutka, podręczna piramidka jest w domu super przydatna, bo przechowywane w jej wnętrzu żyletki nie traciły, mimo stałego używania, ostrości. No i teraz żałuję że wtedy   nie kupiłam takowej w sklepie  z artykułami ezoterycznymi i nie przeprowadziłam żadnego eksperymentu. Niektórym to ponoć nawet masło nie jełczało w owej piramidce. Mnie też nie jełczało - trzymałam masło w lodówce.

No i to tyle na dziś. Na koniec pomieszczenie  w stylu secesyjnym:

To tylko światełka i lustra.


I tak  sobie słucham staroci. Miłego nowego tygodnia  Wszystkim!!!


poniedziałek, 6 lutego 2023

....mam i ja

 

 

Jestem zdruzgotana! Omal nie  zemdlałam  z wrażenia gdy wyjrzałam  bladym świtem  przez  okno i zobaczyłam ten biały osad na  wszystkim, a na termometrze  zaledwie minus 2 stopieńki i coś  arcy drobnego fruwało delikatnie  w powietrzu. A w pokoju, przy  włączonym kaloryferze ustawionym na "3" mam  "aż" 18 stopni ciepła. Wypowiedziałam 3 razy  zaklęcie brzmiące "zimo znikaj", ale niestety nie  zadziałało. Miłego dnia Wszystkim!!!

niedziela, 5 lutego 2023

Dotarło do mnie, że .....

 ........wypada coś napisać, skoro  się jeszcze po tym świecie  truchtam. Ale ponieważ wciąż jestem jakaś mocno przedwczorajsza to się  zaczęłam zastanawiać czy ze mną wszystko w porządku czy już może czeka na mnie  miejsce w klinice psychiatrycznej.  Za oknem mam  dziś od  rana słońce, na termometrze aż +1 stopień  ciepła, a na pasku meteo czytam, że jest  w moim mieście  duże zachmurzenie. Ale temperatura  się zgadza.

Druga babcia moich  wnuków ma  wnet urodziny, więc  wymodziłam  dla   niej korale. Tu biję  się w piersi- poszłam tym razem na łatwiznę i zrobiłam coś  naprawdę prostego- gotowe szklane "kulki" oplotłam małymi koralikami i tak powstał taki oto  sznurek:


A poszłam na łatwiznę z prostego powodu- nie da się "koralikować" w pozycji, w której muszę ostatnio siedzieć, żeby potem móc chodzić nie powykręcana  w chiński paragraf.

Znów Was nieco zanudzę, bo poczytałam co można by jeszcze odkryć. Jest jeszcze co najmniej pięć pozycji do odkrycia - są to: Atlantyda, Wyspa Thule, Eldorado, Lemuria,  Szambala lub Shangri La.

O Atlantydzie najwięcej  napisał Platon. Opisał ją jako najzwyklejszy, niesamowicie zaludniony, bogaty, zaawansowany w rozwoju kraj, usytuowany na  wyspie. Zdaniem Platona ludzie tam  mieszkający byli aroganccy a do tego wrogo nastawieni do Greków. A ponieważ bogom się to nie podobało zatopili gigantyczną wyspę tak z 10 tysięcy lat przed czasami Platona. I od setek lat ludzie  wciąż jeszcze  szukają pozostałości Atlantydy - no ale póki co to nawet nie są  w stanie ustalić gdzie  była. Platon sugerował, że Atlantyda  była  wyspą w Cieśninie  Gibraltarskiej. Jak dotąd  nigdzie nie natrafiono na jakikolwiek jej ślad. Wpierw  szukano na Atlantyku kierując  się jej nazwą, potem przerzucono poszukiwania na Morze Śródziemne a nawet na....Morze  Czarne. Jedni twierdzą, że Platon celowo wyspę wymyślił, inni podejrzewają, że opowieść o Atlantydzie dotyczyła zniszczonej przez wulkaniczne tsunami cywilizacji minojskiej na Krecie.

 Wyspa Thule  - już w  Starożytnej  Grecji rozpalała ludzkie umysły- był to kawałek ziemi nazywany rajem, choć tak naprawdę lokalizacja  chyba miała mało wspólnego z rajem, bo ten kawałek  ziemi jest za  kołem podbiegunowym. Nie mniej opowieść o tym miejscu  była tak atrakcyjna, że dała początek niemieckiemu kultowi  "Towarzystwo Thule". Przeważało przekonanie, że na tym skrawku ziemi zamieszkali ci co się uratowali z potopu Atlantydy.

Eldorado -  miejsce cudowne gdzie  skarby, czyli złoto i  drogie  kamienie.....rosły wprost na drzewach. Hiszpanie , a potem  Brytyjczycy organizowali wiele  ekspedycji, które przyniosły śmierć wielu tubylcom i równie  wielu poszukiwaczom, ale Siedmiu Złotych  Miast nikt  nie odkrył.

Lemuria - tajemniczy kontynent, który w czasach starożytnych zatonął w Oceanie Indyjskim. Pierwszy raz zaistniał w literaturze naukowców  epoki wiktoriańskiej. Ci najbardziej  wierzący w jego istnienie uważają, że wyspy: Mauritius, Reunion i Madagaskar są pozostałościami Lemurii.

Szambala lub Shangri La - mistyczna osada w Himalajach, gdzie ludzie  są równi, piękni i....zdobywają boską mądrość. Wielu buddystów uważa, że Szambala ukryła  się przed oczyma  ludzi 12 wieków temu, gdy te tereny najechali muzułmanie. I to bardzo skutecznie  się ukryła - jak widać.

No i co z tego, że staramy się poznać Kosmos, że wylądowaliśmy na Księżycu, robimy Marsowi piękne fotki, zaglądamy w przeszłość  Wszechświata, skoro  jeszcze do końca nie poznaliśmy własnej Planety?

Miłego nowego tygodnia  dla Was!!!!


I trochę "staroci" do posłuchania.

sobota, 28 stycznia 2023

Ogłoszenie parafialne;)

 Ogłoszenie  głównie  dla miłośników zespołu Quenn i Freddiego  Mercury.

W Berlinie w dniu 3.06. 2023 roku  w Verti  Music Hall odbędzie  się koncert "Miracle of Rock Quenn a Freddie Mercury.

https://miracle-of-rock.de  pod tym linkiem znajdziecie  więcej danych. Można  też zasięgnąć informacje telefonicznie pod  numerem: +49 1782018695 od poniedziałku do piątku  w godzinach  12,00 do 18,00

Ja  raczej nie  wybiorę się na ten koncert - Freddie to był idolem pokolenia mojej córki,  chociaż nie  da się ukryć, że lubiłam niektóre  śpiewane przez  niego utwory.

A poza tym mam już dość zimy, którą dość trudno jest zakwalifikować do konkretnej pory roku - ot, taka byle jaka pora  przejściowa- na moje oko jeszcze ze 4 miesiące pory przejściowej a potem będzie  lato. Oczywiście krótkie. A ja słucham namiętnie  staroci z lat ubiegłych:


Miłego  weekendu  Wszystkim!

środa, 25 stycznia 2023

Sprawy czasem dziwne, czasem......

                                                 ........nieprawdopodobne, a czasem śmieszne.  I chyba one pozwalają mi jeszcze jako-tako funkcjonować w obecnych coraz  dziwniejszych  czasach.

Mam wrażenie, że niemal  wszyscy gdy usłyszą hasło "Ostatnia  Wieczerza" mają przed oczami obraz namalowany przez Leonarda da Vinczi, znajdujący  się w Mediolanie. Ale okazuje  się, że motyw Ostatniej Wieczerzy od roku 1000 do 1750 malowano  aż 52 razy. Z bardziej znanych malarzy to  motyw ten  malowali również: Giotto w 1305 roku dla kaplicy Scrovegnich w Padwie, Jacopo Tintoretto - jego dzieło możemy zobaczyć w Bazylice San Giorgio Maggiore w Wenecji, malował też "Wieczerzę" Tycjan i ten obraz    jest chyba jeszcze   restaurowany  a znaleźć go można w kościele Wszystkich Aniołów w Ledburg, Nikołaj  Gay- ten obraz jest w Petersburgu, Michael Willman i ten obraz znajdziemy w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Mamy również i polskiego malarza - Maciej Świerszewski namalował ten motyw w latach 1995-2005 w roli apostołów umieszczając znanych gdańszczan związanych z kulturą i  sztuką , a dzieło to zdobi halę przylotów gdańskiego lotniska. Niestety nie  widziałam, do Gdańska to głównie samochodem jeździłam, nie latałam.

A najsławniejsza "Ostatnia  Wieczerza", ta namalowana przez Leonarda  da Vinczi co jakiś  czas prowokuje naukowców albo tych, którzy  się  za naukowców  uważają, do różnego rodzaju analiz. No i wpatrując  się  bystro w obrazy o tej tematyce  doszli do wniosku, że na przestrzeni 750 lat (od 1000r do 1750 r) wielkość porcji żywnościowych  przedstawiona na obrazach o tej tematyce wzrosła o 69% a wielkość talerzy o 66%. No to teraz wiemy,  skąd otyłość się bierze. Poza tym podobno na tym najsłynniejszym obrazie ( L.da V.) są  zakodowane daty  końca świata - tak twierdzi niejaka  pani  Sabrina Sforza Galitzia  - jej zdaniem Armagedon  rozpocznie  się 21 marca 4006r globalnym potopem i  zakończy  się 1 listopada  tegoż  roku. A potem nastąpi już Nowa Era. Ta  włoska  ekspertka prowadziła  badania rękopisów przechowywanych w bibliotece Uniwersity of California w Los  Angeles oraz  w Archiwach Watykańskich. A tak poza tym to wpatrzyła  się  bystro w element sklepienia  kolebkowego znajdującego  się nad oknem w środkowej części malowidła  L.da Vinczi i wypatrzyła tam zagadkę matematyczno-astrologiczną,  która rozszyfrowała.

A sam Watykan to szalenie tajemnicze w  sumie  miejsce- podobno  skrywa tajemne  urządzenie o nazwie Chronovisor,  stworzone w latach 50-tych XX wieku przez grupę12 znanych  naukowców, dzieło było  sponsorowane przez Watykan. Celem zbudowania tegoż urządzenia było umożliwienie obserwowania największych  biblijnych tajemnic  świata, by udowodnić  ich prawdziwość.  Ksiądz (fizyk), Ernetti Pellegrino opisał go jako dużą szafkę z wieloma katodami, tarczami, dźwigniami i kilkoma  bardzo dziwnymi antenami.  Nie cofał on obserwatorów w czasie, ale umożliwiał, niczym na filmie, obserwować tamte  wydarzenia. Ponoć papież Pius XII ( pontyfikat  1939 -1958) uznał chronovizor za bardzo niebezpieczne urządzenie dla całej ludzkości i pod  groźbą ekskomuniki zabronił jego ponownego uruchomienia.

Ale tak  jest z tajemnicami, że każda tajemnica  kiedyś  się wyda i w maju 1972 roku we włoskim  czasopiśmie La Domenica del Corriere można  było przeczytać  artykuł pt. "Wreszcie  wynaleziono maszynę  fotografującą przeszłość" i opublikowano nawet fotografię z ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Podobno po jakimś czasie ksiądz Ernetti przyznał się, że ta fotografia to był swego rodzaju fotomontaż, to nawet tuż przed śmiercią twierdził, że chronovisor istnieje.

Szkoda tylko, że nikt jeszcze  nie  wyprodukował jakiejś maszyny naprawiającej nieco sfiksowane  mózgi, bo jak dotąd to nikt owego wspaniałego urządzenia nie widział, nie  mniej myślę, że olbrzymia Watykańska Biblioteka skrywa wiele tajemnic. 

O ile  się nie mylę, to chyba jest karnawał, a więc- tańczcie!


Miłego Wszystkim!

środa, 18 stycznia 2023

Nie wiem jak....

                       ......u was, ale u  mnie coś jakby constans. Za oknem panoszy  się "zima nie zima", co na  mnie już właściwie  nie robi wrażenia. Trochę zimowej aury to ja  tu miałam w 2017 i 2018  roku, nawet kilka  razy była cieniuteńka warstewka śniegu. Wczoraj wieczorem miałam tu nawet minus  dwa stopnie, dziś w dzień było już tylko plus 2, a teraz mam plus 1. Na szczęście nic nie pada. W sklepach u mnie, tak jak i chyba  w całej Europie - drożyzna. Nie wiem ile  w tym prawdy, ale podobno najlepiej w tej  chwili powodzi się Holendrom.

Nieco fajniejsze wiadomości są w sferze badań kosmicznych. Dzieje  się to za sprawą umieszczonego w przestrzeni Kosmicznej w październiku 2021 roku nowego teleskopu, następcy teleskopu Hubble'a. Ten nowy to James Webb Space Telescope.  Widzi więcej i lepiej  niż  poprzedni teleskop, bowiem obserwuje w zakresie podczerwieni, co pozwala na zaobserwowanie zjawisk i obiektów których nie da się obserwować przy pomocy teleskopów widzących tylko w zakresie  widzialnym.

Dzięki niemu mamy zdjęcia czarnej dziury, pierwsze  zdjęcie pierwiastka chemicznego powyżej pierwiastka helium, (czyli Helu, liczba  atomowa 2) pierwsze zdjęcie pierwiastków  chemicznych w atmosferach egzoplanet, w tym pierwsze  zdjęcie pierwiastków chemicznych w atmosferze gazowego olbrzyma oraz zdjęcie pierwiastków chemicznych  w atmosferze super-ziemskiej  planety, czyli planety pozasłonecznej o masie większej od masy Ziemi i należącej do planet  skalistych.

Aktualnie teleskop przechodzi testy i kalibrację a naukowcy czekają już na  następne odkrycia. Jako absolutna ignorantka poczytałam przy okazji o podczerwieni, którą odkrył Wiliam Herschel w lutym 1800 roku. W czterdzieści lat później, jego  syn John Herschel uzyskał pierwszy  zapis obrazu cieplnego na papierze. A my,  dzięki odkryciu podczerwieni mamy detektory , które w kolejnictwie wykrywają stany awaryjne taboru kolejowego podczas jazdy, w energetyce badają stan infrastruktury przesyłowej energii elektrycznej, wojsko  ma systemy obserwacyjne, celowniki na bezzałogowych obiektach latających i na amunicji samonaprowadzającej  się.  Na szczęście podczerwień wykorzystywana jest również w medycynie - pomaga we wczesnym  wykryciu zmian nowotworowych w tkankach miękkich oraz  zaburzeń w krążeniu krwi.

Z mego osobistego punktu widzenia wolałabym by owa podczerwień służyła głównie medycynie  a zwłaszcza we wczesnym wykrywaniu zmian nowotworowych.

No to was  setnie  tym razem  wynudziłam, ale od  dziś to już  z górki do weekendu!


Miłego Wszystkim!!!

piątek, 13 stycznia 2023

Odetchnęłam.......

 .......... pełną  piersią, a tak  dokładnie to dwiema piersiami, jako że nadal posiadam komplet.

W końcu roku , jak zawsze od pięciu lat, dotarł do mnie  druczek wysłany  przez ZUS, na którym miałam stwierdzić, że nadal jeszcze  (niestety dla ZUSu) żyję i nadal należy mi przysyłać tzw. rentę rodzinną. Wypełnienie  druczka to "maleńki pikuś", niestety mój podpis  za każdym razem wymaga poświadczenia własnoręczności jego. A poświadczyć może albo Konsulat Polski w Berlinie, albo notariusz, albo upoważniony do tego urzędnik w  miejskim urzędzie. Dotychczas truchtałam do naszej ambasady, która mieści się w ładnej, willowej dzielnicy, niestety dość daleko od  centrum miasta. Na  domiar  złego nie dojeżdża tam metro, autobus ma przystanek w odległości mniej więcej dwóch kilometrów od  ambasady,  a do tegoż autobusu to ja  z kolei mam dojście około 2 kilometrów. A ja, jak na złość, od dość długiego  czasu mam spore problemy ze swobodnym i bezbolesnym szlajaniem się per pedes. No ale dzielnie wypełniłam druczek, postanowiłam podjechać do ambasady taksówką  i w tym układzie bym przedreptała tylko 4 km per pedes, rozdzielone przysiądnięciem w autobusie. Nie przewidziałam jednego - po pandemii zaczęło w Berlinie brakować......taksówek. Ponoć dziennie Berlin traci kilkadziesiąt  taksówek, bowiem ceny paliwa plus inflacja sprawiły, że taksówkarze rezygnują ze  swojego dotychczasowego źródła utrzymania. Bardziej się widać opłaca status bezrobotnego i związany  z tym zasiłek. Gdy już niemal wpadłam w  czarną rozpacz, przypomniało mi się, że mam coś takiego jak profil  zaufany w ZUS- PUE. PUE załatwiłam sobie zaraz po śmierci męża, gdy załatwiałam sprawy w  ZUS-ie  w Szczecinie. Odsiedziałam wtedy z godzinę w kolejce, ale się opłaciło. Mając  owe konto ZUS-PUE   (PUE- czyli Platforma Usług Elektronicznych) mogłam sobie  dziś załatwić video-rozmowę z pracownikiem tejże instytucji. Potrzebne do tego są dwie rzeczy - kamerka i mikrofon.  Oprócz tego musiałam jeszcze przed oko kamerki przedstawić  swój paszport i  niemiecką legitymację ubezpieczeniową. I tym prostym, nowoczesnym  sposobem mam sprawę załatwioną bez ruszania  się sprzed komputera. A pogoda u  mnie  wybitnie  anty-spacerowa, chociaż jest +9 stopni. Wieje silny  wiatr i niestety dość często pada.  

Ponoć ów profil zaufany PUE można  sobie wyrobić też nie  ruszając  się sprzed komputera,  no ale ja tego nie sprawdzałam. I niestety ów wspaniały wynalazek nie pomoże mi w  kwestii wymiany Dowodu Osobistego, bo muszą pobrać mi do tego celu odciski palców. Nie dość, że pobrano mi je gdy wyrabiałam  sobie przed  wyjazdem z Polski paszport, to przez te odciski palców  będę musiała przedsięwziąć wycieczkę do Szczecina lub Słubic, by to załatwić. Ale nie wykluczam, że może znów wprowadzą jakieś udogodnienie i np.ambasady będą nie tylko wyrabiały nowe paszporty ale może i Dowody Osobiste. Pośpiech, jak wiadomo, wskazany jest  tylko przy łapaniu pcheł, więc nieco  zaczekam z tą wymianą dowodu. Tu się posługuję po prostu paszportem.

Na razie usiłuję pokochać swój nowy smartfon - trochę walczymy ze sobą - to taki co ma 5G w swej nazwie. Niby nie za duży, ale jakiś ciężki - poprzedni był znacznie lżejszy. Ukazuje mi się za każdym razem tyle ikonek, że dostaję oczopląsu. Muszę w weekend zaprząc starszego wnuczka by mi połowę tego patałajstwa powyrzucał. No i muszę smartfon w coś przyodziać- niestety "ubranko" z poprzedniego jest za małe;(

Poza tym -jak w ogródkach działkowych - nic  się nie dzieje, no może poza faktem, że domofon znów nawala.

Miłego weekendu Wszystkim!!!