drewniana rzezba

drewniana rzezba

niedziela, 14 maja 2023

A za oknem....

             u mnie wygląda tak:


Nie pada, ale jest tylko 20 stopni. 

Wybrałyśmy się dziś z córką we  dwie na  spacer w niezbyt odległe miejsce ( 1 przystanek "esbanem") na osiedle zaprojektowane w  1925  roku, o wdzięcznej nazwie "Ogrody Cecylii". Bardzo mi  się to osiedle podobało.  Budynki  trzypiętrowe, wysokie partery, dużo zieleni i piękny skwer pośrodku osiedla, okolony aktualnie kwitnącymi  kasztanowcami.  Potem szłyśmy ulicami, na których mijane przez nas  budynki były odzwierciedleniem  wyobraźni projektantów i stanu zamożności  kieszeni właścicieli. W końcu wylądowałyśmy w ogródkowej kawiarni. Przepędziła  nas jednak pogoda - na początku było piękne  słońce i bardzo  ciepło,  ale jak to  mówią - pogoda się zbiesiła, zrobiło się  chłodno, więc zostałyśmy zmuszone  do odwrotu.

W tygodniu, a tak dokładnie  w czwartek  byłam na koncercie gitarowym. Występowało 15 uczniów, którzy oprócz "zwykłej  szkoły" uczęszczają do  szkoły muzycznej i uczą  się  gry na gitarze  klasycznej.

Mój wielce  ambitny  młodszy wnuczek ( w lutym ukończył  12 lat) wykonał aż trzy  utwory no i jestem  z niego dumna, bo nigdy dotąd  nie  chciał "startować" solo. Myślę, że to wielka  zasługa  nauczyciela, który ma niezwykłą cierpliwość i życzliwość dla  dzieci, które są co prawda zdolne, ale bardzo nerwowe i  nieco nieśmiałe. Koncert był w auli szkoły podstawowej, do której chodzili  moi wnuczkowie - dziś już obaj  są gimnazjalistami. Przy okazji podziwiałam podwórko szkoły,  na którym między innymi jest  dla uczniów takie "ustrojstwo", bo dzieci na przerwy wychodzą  na podwórko.


W poniedziałek i wtorek miał tu być super strajk wszelakich środków komunikacji miejskiej i poza miejskiej - dziś rano podali wiadomość, że strajk odwołany,  ale i tak  zapewne  będzie  armagedon, bo na  wieść o  strajku wielu pracowników wzięło urlopy i może  się zdarzyć, że zabraknie pracowników.  A tak patrząc  w kalendarz to ten miesiąc jest  tu dość  bogaty  w dni  wolne od  pracy: 1,6,7,13,14,18,20,21, 27, 28,29.

A ja usiłuję wyhodować nowy egzemplarz poinsetii- ciekawa jestem czy mi  się uda, bo generalnie  to marny  ze mnie hodowca  roślin.


  Miłego nowego tygodnia  Wszystkim!!!

I znany, ogromnie przeze  mnie  lubiany gitarzysta - Francis  Goya - do posłuchania.




środa, 3 maja 2023

Prywata......

          .......bo post  dedykuję Serpentynie,  z którą, chociaż  dzieli nas wiele, wiele kilometrów mamy wciąż  wspólne tematy, a tym razem rzecz dotyczy..... planety o wdzięcznej nazwie Nibiru.

Nibiru to taka Kosmiczna Niewiadoma, bo tak naprawdę nie wiadomo czy istnieje  czy też nie. Na  razie  wciąż jest na liście Planetą  hipotetyczną, która według niektórych teorii znajduje   się w odległych rejonach  naszego Układu Słonecznego.

Wiadomość dla nie wtajemniczonych  czytelników-  koncepcja istnienia Nibiru pojawiła się po raz pierwszy w latach  siedemdziesiątych XX wieku. Pierwszy pisał o Nibiru  Zecharia Sitchin, dziennikarz, zajmujący  się paleoastronautyką, autor siedmiotomowego cyklu "Kroniki  Ziemi". Cykl był tłumaczony na wiele języków, na polski  również. Czyta się świetnie, mam całość.

Gdy w październiku 2010 roku Zecharia Sitchin przeniósł się w Lepszy Wymiar natychmiast został okrzyczany hochsztaplerem, nieukiem, poddano również  w  wątpliwość jego znajomość historii starożytnej, a zwłaszcza wszystkiego co dotyczyło państwa  Sumeru. Mnie osobiście dziwi fakt, że opluto Sitchina dopiero gdy umarł, ale gdy wychodziły jego  książki to była cisza  w tym temacie.

Sitchin twierdził, że  swe wiadomości nt. Nibiru opierał na znalezionych i odczytanych glinianych płytkach, które odnaleziono w Iraku podczas prac wykopaliskowych prowadzonych przez archeologów. Sitchin  stwierdził, że na tych tabliczkach  były zapisane informacje o  Planecie  Nibiru, zamieszkiwanej przez  rasę pozaziemską - Anunnaki, która tysiące lat temu odwiedziła  Ziemię i przyczyniła  się do stworzenia  homo sapiens, łącząc swoje geny z genami prymitywnych istot zamieszkujących region w którym wylądowali.

W 2014 roku obiekt międzygwiezdny zderzył  się z Ziemią i  wpadł do Pacyfiku. Został zidentyfikowany przez astrofizyka z Harvardu Abi Loeba i jego ucznia Amira  Sareja i oznaczony nazwą CNEOS 14.  Obiekt poruszał się z prędkością aż 60km na  sekundę , co sugeruje, że mógł pochodzić z odległego układu  gwiezdnego. Naukowcy badali czy obiekt  przyspieszył dzięki grawitacji nieznanej  nam planety w Układzie  Słonecznym. Badacze Hector Socas -Navarro i Ignacio Trujillo Cabrero z Instytutu Astrofizyki Wysp  Kanaryjskich  przeprowadzili symulacje, aby odtworzyć trajektorię tego obiektu i  zauważyli ,  że prawdopodobieństwo istnienia  gigantycznej planety w oddalonym regionie Układu Słonecznego wynosi  aż 99,9% . Naukowcy sądzą, że obiekt CNEOS14 został skierowany w stronę Ziemi przez nieznany gigantyczny obiekt w zewnętrznym  Układzie  Słonecznym, prawdopodobnie przez tę hipotetyczną Planetę. I nastąpiło  to prawdopodobnie około 30 do 60 lat temu. Ale jakoś nigdzie nie znalazłam wiadomości, czy ów obiekt CNEOS 14 (lub jego kawałki) został  wyłowiony czy nie. Może u Ciebie  Serpentyno znajdą  się na ten temat jakieś informacje.

W styczniu 2022 roku NASA oficjalnie potwierdziła istnienie Planety X. Naukowcy poinformowali, że obserwacje skrajów naszego systemu planetarnego potwierdzają istnienie dużego obiektu, którego dotąd nie zaobserwowaliśmy. Nadal go nie  widzimy,  ale wykonane wyliczenia  matematyczne wskazują,  że jakaś  bardzo  duża  siła działa  nie  tylko na tak zwane obiekty transneptunowe (planetoidy za orbitą Neptuna) ale działa ona  również na  orbity  niektórych planet i  również na cały nasz Układ  Słoneczny, który porusza  się  z tego powodu.

Zdaniem astrofizyka Konstantina Batygina z uczelni Caltech w Pasadenie (Kalifornia) obiekt ten jest co najmniej 10 razy  większy od Ziemi i znajduje się 20 razy dalej od Słońca  niż Ziemia. I te dane pasują do Nibiru. 

Więc  czekam na to co będzie dalej - może poleci w Kosmos kolejny teleskop i uda mu  się zbadać te nadal tajemnicze krańce naszego Układu Słonecznego. A może mieszkańcy Nibiru już opuścili swą planetę i znaleźli gdzieś inną? A może się wzajemnie pozabijali, bo jednak już wtedy dysponowali śmiercionośną bronią jądrową?


A dziś taki filmik  zamiast muzyki

Miłego nowego tygodnia- Wszystkim!!!


niedziela, 30 kwietnia 2023

Ale Was dziś zanudzę!

 Majówka,  więc "moja" brzoza zmobilizowała  się i okryła  się wreszcie zielenią, tym samym uniemożliwiając  mi obserwację życia pewnej bliżej  mi nie znanej wrony.


Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że tak naprawdę niczego nie muszę, bo do "obsługi" mam tylko i wyłącznie  siebie. Pogoda u  mnie majówkowa, słońce świeci na tle  błękitnego nieba i jest 11 stopni na termometrze, a odczuwalne ponoć tylko 10. Co prawda  pamiętam majówki z czasów gdy  nikt nie miauczał o czymś co się nazywa "globalne ocieplenie"  a na majówce kursowałam w bikini i pływałam na odkrytym basenie a na dodatek przypiekłam  się nieźle majowym słońcem.

No ale  skoro mogę robić co mi  się  zamarzy, to czytam, bo to jedna  z rzeczy, które uwielbiam. No i oczywiście  znów o......piramidach. Zapewne większość  z Was w tym momencie zrezygnuje  z dalszego czytania, a ja się wcale  z tego powodu  nie obrażę.

Do dziś piramidy w Egipcie wciąż są badane i, jak na  złość, wciąż pozostają zagadką. Co o nich wiemy? no na przykład to, że były zbudowane z kamienia i polerowane wapieniem. Z tego powodu były białe, a promienie słoneczne odbijające  się od ich gładkiej powierzchni dawały blask widoczny z bardzo dużej odległości. Pytanie - po jakie licho komuś  zależało by były widoczne z  daleka?

Piramida  niejakiego  Cheopsa wciąż jest badana i ciągle  stanowi zagadkę. Na pewno nigdy  nie była grobowcem, bowiem nigdy nie znaleziono w niej ani kawałka sarkofagu lub mumii. Nie ma  w niej również śladu ani jednej jakiejkolwiek  inskrypcji wyjaśniającej cel jej budowy. A więc po co ją  zbudowano???

W ramach badań ponad  dwa tygodnie skanowano tę piramidę termicznie i odkryto wyraźne anomalie w jej dolnej części po wschodniej  stronie. Po analizie  wyników badań postawiono tezę, że być może wynika to z istnienia jeszcze dotąd  nie odkrytych pomieszczeń.

Według teorii oficjalnych badaczy piramida Cheopsa została  zbudowana przez faraonów IV dynastii, czyli w okresie od 2589 do 2530 roku p.n.e.,  a jej pierwotna wysokość wynosiła 147  metrów i do XX wieku była to najwyższa budowla  na Ziemi. Tylko zupełnie nie wiadomo, dlaczego 3 piramidy w Gizie są przedstawione graficznie  na strusim jajku, które wg znanych metod datowania pochodzi sprzed 5 tysięcy lat, czyli z czasów, gdy owe piramidy ponoć jeszcze nie istniały.  

A tak ogólnie to wciąż nie wiadomo po jakie licho owe piramidy  zostały zbudowane. Profesor matematyki i astronomii na Uniwersytecie  w Cardiff, Chandra Wickramasinghe uważa, że piramidy wcale nie miały być  schronem dla mumii faraonów  ale  schronem dla niektórych ludzi przed atakami asteroid z Kosmosu. A że zdarzały  się kiedyś takie "ataki" asteroid na Ziemię świadczą rozsiane po pustyniach Afryki Północnej zielone, szklane kamienie, powstające z piasku wystawionego na działanie  bardzo wysokich temperatur. I można je w Afryce znaleźć tylko tam.  W dzisiejszych  czasach takie kamienie odnaleziono po przeprowadzonych  na piaszczystych pustyniach próbach broni jądrowej. Profesor  postawił teorię, że Ziemia , regularnie co 1500 lat zostaje bombardowana z Kosmosu niewielkimi meteorytami i Egipcjanie mogli o tym wiedzieć. I tu pozostaje  bez odpowiedzi pytanie- a skąd o  tym oni wiedzieli?

A czy wiecie, że te piramidy  wcale  nie są piramidami czworokątnymi ale ośmiokątnymi? Widać to dopiero wtedy, gdy patrzy się na nie  z góry - ich boczne ściany, które  widzimy stojąc na  ziemi wcale nie  są płaskie - są pośrodku, od  wierzchołka do podstawy, leciutko wklęsłe.

A międzynarodowy zespół ekspertów naukowych udowodnił w trakcie prowadzonych badań, że zależnie od rezonansu fal  radiowych budowla jest w stanie koncentrować energię elektromagnetyczną zarówno w  swoich komnatach jak i pod  piramidą.

Naukowcy z ITMO University i Laser Zentrum w Hannoverze twierdzą, że ta niezwykła budowla wchodzi w interakcję z falami elektromagnetycznymi.  Jest  to zauważalne w stanie rezonansu elektromagnetycznego- piramida koncentruje  wtedy w swoich  wewnętrznych pomieszczeniach  a i pod budynkiem, (gdzie  znajduje  się trzecia, rzekomo niedokończona komnata)  energię. Wygląda na to, że piramidy były czymś w rodzaju przekaźników energii,  tylko zupełnie nie  wiemy dla kogo i  do czego.

Władze Egiptu z niezbyt jasnego powodu wcale nie palą się do tego by świat naukowy spoza Egiptu nadal drążył tajemnice  które skrywają w sobie  piramidy i...Sfinks. Powiedziałabym, że zwłaszcza Sfinks.

Tylko jedno jest pewne - tajemnice związane z Wielką Piramidą Cheopsa są nadal tak wielkie jak ta niezwykła  budowla.

Przepraszam tych, których  zanudziłam nieomal na śmierć i życzę Wszystkim miłego, nowego tygodnia.



środa, 19 kwietnia 2023

Rozważania przy .....

                              ....... śniadaniu, pierwszym. 

Co prawda  normalni ludzie  o tej  godzinie  to już  drugie  śniadanie konsumują, ale  mnie  się jakoś tak dziwnie  składa, że przeważnie tzw. pierwsze śniadanie konsumuję bliżej południa  niż poranka. Podobno to nienormalne,  ale ja nie  aspiruję do grupy ludzi normalnych.

Jak już tu pisałam, okoliczne  drzewa "u  mnie" nadal gołe- zwłaszcza jeszcze dość młode  dęby burgundzkie,  zwane czerwonymi. Widok smutny, spójrzcie  sami:



Starszy "okaz" łaskawie zaczyna  pączkować. Za to podwórkowa  brzoza  zaczyna już bardziej przypominać drzewo liściaste. Wronie  gniazdo nadal widać i pani  wrona w nim urzęduje, ale chyba jeszcze  nie ma w nim piskląt:


Poza tym miałam jakiś tajemniczy atak pracowitości i wydziergałam z kordonka serwetkę- małą ale za to z czterech części. Przy następnym  ataku pracowitości ją wypiorę i wyprasuję. Na razie moja pracowitość poszła  się gdzieś paść i biedna  serwetka wygląda tak:


Zdjęcia można powiększyć "kliknięciem".

Ci co tu  zaglądają, wiedzą, że fizyka kwantowa  to moja miłość- nie  wszystko pojmuję, trochę się to wszystko kłóci z moim rozumem, a przecież ją kocham. Wiem- to brzmi śmiesznie - no bo jak  można kochać coś czego się do końca  nie  rozumie?  Ale tak to jest z miłością-  nie do końca obie płcie  się rozumieją a jednak się kochają.

Tak  sobie myślę, że  dzięki fizyce kwantowej uczeni mają  co robić. Na przykład teraz trwają badania nad rzeczywistością- pytanie  brzmi: czy rzeczywistość rzeczywiście istnieje  czy też może zaczyna istnieć dopiero wtedy gdy ją uchwyci obserwator.

Zdaniem jednych ekspertów rzeczywistość istnieje poza naszą  świadomością- inni natomiast są  zdania, że rzeczywistość  kwantową  można ukształtować według własnych działań.

Poczytałam sprawozdanie z owych badań i tak się w tym  wszystkim  "zamotałam", że muszę w jakiś naukowy sposób sprawdzić gdzie właściwie  w tej  chwili jestem- w kuchni czy w pokoju. Mobilizuje mnie do tego również pogoda - świeci słońce, termometr okazuje aż +11 stopni, a ja pstrykając te  zdjęcia zmarzłam jak diabli, a jestem w ciepłym swetrze i na loggii mam słońce.

Z tego wszystkiego chyba  "zalegnę" na  kolczastej macie wellax , a potem pogrążę się w lekturze - mam do czytania "Empuzjon" Olgi Tokarczuk. A w tle YT będzie  mi odtwarzać stare, piękne tanga.




piątek, 14 kwietnia 2023

Czasami..........

               ........... u mnie, za oknem,  po całym dniu przelotnych opadów  bywa  taki  zachód  słońca :


     Niestety , jak widać  gołym  okiem, drzewa nadal bezlistne. Suszę to mamy już od kilku lat. Te drzewa są stare, ich korzenie sięgają w głąb ziemi  na więcej niż 10 metrów, więc mają szansę na zdobycie  tak  bardzo potrzebnej   im do życia  wody. To stare drzewa, mają sporo lat. Ale pod moimi oknami rosną młode dęby czerwone  i odkąd  tu  mieszkam z przerażeniem i  smutkiem  widzę jak im   usychają najwyższe gałęzie. Nic nie urosły od  chwili mego tu przyjazdu, a jestem  tu już szósty rok. Specjaliści od "miejskiej  zieleni"  bardzo krytykują berlińskie  "nasadzenia", bo wtedy gdy te  drzewa  sadzono  nikt  nie podejrzewał, że miastu, usytuowanemu  w miejscu gdzie łączą  się dwie  rzeki- Hawela i Sprewa  - będzie groziła  susza. W Berlinie posadzono niegdyś bardzo  wiele platanów- to piękne  drzewa, ale mają jeden feler - potrzebują  dużo wody i bezpardonowo o  nią walczą pod  ziemią. Teraz okazuje  się, że wielkie, piękne berlińskie trawniki to też nie nadają  się do istnienia  w czasach gdy w całej Europie przyrodnicy obawiają  się  jej zestepowienia. Czyli jeszcze  trochę  a ziszczą się katastroficzne opowiastki o codziennej, okrutnej i krwawej walce o wodę pitną.

Wczoraj stuknęło mi 80 lat przebywania na tym "łez padole". Uczciliśmy ten fakt w bardzo miłej restauracyjce, przypominającej swym wnętrzem mesę na statku. Nie podejrzewałam, że niestety dociągnę do takiego stanu metryki.

Weekend zaczyna się deszczowo, niewielkie deszcze  przelatują  dziś  jeden  za drugim, temperatura to tylko +8 stopni. Może gdy tak popada przez cały weekend to wreszcie drzewa wypuszcza listki?

Miłego weekendu Wszystkim!!! A następnego  może w Wenecji? Z chęcią pojechałabym tam  znowu.




czwartek, 6 kwietnia 2023

Już kwiecień

 


Od jutra, dla tutejszego świata pracy cztery  dni wolnego - bo Wielki Piątek jest tu  dniem wolnym od pracy, potem weekendowa  sobota, Niedziela Wielkanocna i  poniedziałek też jest  wolny od pracy. Na razie od rana słońce świeci, wiatr targa  nagimi gałęziami drzew, forsycje kwitną, temperatura przyjazna tylko jakoś pomimo + 8 stopni wcale  nie jest ciepło. 

Przyjrzyjcie się poniższemu  zdjęciu - to jedna  z brzóz na moim podwórku . Zeszłoroczne wronie  gniazdo ma jednak lokatorkę- nie  mam pojęcia  czy to zeszłoroczna   lokatorka, czy  jakaś  nowa. W każdym razie już spędza w tym gnieździe  wiele godzin, czyli już złożyła jajka. Czasami widać jej łepek, kilka  razy w  ciągu dnia rozprostowuje skrzydła i na krótko wylatuje by gdzieś  się pożywić. Wrony należą do ptaków  wszystkożernych.


Na tym zdjęciu robionym  smartfonem udało mi  się uchwycić  moment gdy widać  jej kawałek łebka wystający z gniazda. Oprócz wrony mogę jeszcze obserwować lokum sikorki. Zagnieździła  się w otworze technicznym,  w którym w 2018 roku usiłował sobie wybudować  apartament.....dzięcioł. Przez kilka  dni  namiętnie usuwał z tego otworu  styropian, ale okazało  się, że  skończył się styropian, zaczął się beton, biedny dzięcioł nie mógł dalej kuć, a ta "dziupla" była jednak  dla niego za  mała i zrezygnował. Potem w jednym otworze osiedliły  się wróble, a w tym roku zauważyłam, że rozgościły  się sikorki bogatki. A ta "miejscówka" wygląda tak:


Te  dwa małe otwory w narożniku budynku pod  dachem,  po prawej  stronie to ptasie gniazda. A na  dole, w żywopłocie już rozgościły  się drozdy. Ptaszory mają tu całkiem niezłe życie - nie istnieją tu bezdomne  lub wychodzące  z domów  koty, na przydomowych trawnikach są  karmniki dla ptaków i poidełka  z wodą - nikt  tu  nie karmi ptaków na parapecie lub  balkonie- tego nie  wolno robić. Psów bez  smyczy też tu nie  widać. Niedaleko ode  mnie jest Volks Park, ptaków tam mnóstwo, a od kilku lat są również.....lisy.

Jeszcze w 2017, 2018 roku były  w parku dzikie króliki - teraz   króliki zniknęły a rozgościły  się lisy. I się panoszą - można je spotkać wieczorem nawet w centrum miasta.

A któregoś  dnia na jednym   z drzew rosnących przy mojej ulicy siedział....dorosły sokół wędrowny. I wcale mu  nie przeszkadzało, że dołem jeździły samochody. On gdzieś niedaleko  zapewne gniazduje, bo ja go już widziałam dwa razy, w tym raz na czubku jednej  z podwórkowych brzóz, a córka go widziała na swoim podwórku, gdy na  gałęzi  starej, olbrzymiej lipy konsumował jakiegoś  niedużego ptaszka starannie go wpierw rozczłonkowując. No cóż - takie jest  życie- żeby żyć trzeba jeść.

Wszystkim, bez wyjątku, którzy tu zaglądają życzę by najbliższe dni były dla nich prawdziwym wytchnieniem od codzienności i to niezależnie czy i w jaki sposób obchodzą WIELKANOC!!!!


piątek, 31 marca 2023

Piszę, a więc.....

                        ........zapewne  jest piątek.

Zanabyłam świeże  filety z łososia, 4 sztuki a 125 g każdy filet. I postanowiłam go upiec, w piekarniku. W tym celu wpierw sporządziłam marynatę z:

1 małej  , drobno pokrojonej  czerwonej  cebuli, 2 ząbków  czosnku, soku z połówki dużej  pomarańczy, 1 łyżki syropu daktylowego ( może być miód zamiast tego  syropu), 2 łyżek sosu  sojowego, 1 łyżeczki ziółka  zwanego rozmarynem.

Filety zalałam ową marynatą, dodałam trochę  soli  morskiej i wrzuciłam  jeszcze do  marynaty  garść  suszonej  żurawiny i pozwoliłam  się  filetom pomoczyć w owej marynacie  20 minut.

W tak  zwanym  międzyczasie drugą połowę pomarańczy obrałam  ze skóry i pokroiłam  w cienkie plasterki, które jeszcze  dodatkowo przekroiłam na połówki.

Piecyk nagrzałam do temperatury 200 stopni, grzanie  góra-dół, bez termoobiegu.

W żaroodpornym naczyniu ułożyłam filety, poukładałam na  nich pokrojoną pomarańczę, wszystko zalałam marynatą wraz  ze wszystkimi jej  składnikami i piekłam w owych 200 stopniach przez  18 minut. 

Osobiście  za rybami  nie przepadam, łososia to najbardziej lubię gdy jest wędzony na gorąco, ale w tej postaci też jest dla  mnie jadalny.  Oczywiście mam go jeszcze i na  "zaś"  i pewnie dziś dojem resztę, odgrzawszy go w mikrofali. 

Jako "bezglutenówka" a do tego osoba  cholernie leniwa  zjadłam tę rybę  bez żadnych wypełniaczy, ale można  do niej  zrobić np. ryż albo kartofelki. Chyba jednak  idzie  wiosna, podwórkowa śliwka już gubi kwiatki i pokrywa  się listkami i......była już pierwsza wiosenna burza.

Pisałam w ub. roku, że na jednej  z podwórzowych brzóz wrona uwiła  całkiem  zgrabne  gniazdo. Wtedy odchowała  w nim trzy pisklaki. Kilka  dni temu widziałam, że gniazdo wzbudziło zainteresowanie  jakiejś wrony, przymierzała  się  do  niego, coś tam poprawiała, ale  nie  widzę by się tam zameldowała. No ale wszak  nie  siedzę  godzinami przy kuchennym oknie, więc nie wiem czy i kto tam zamieszkał.

Samiczki wron same budują gniazda i same bez pomocy samca wykarmiają młode.

Miłego Weekendu Wszystkim;)