....rozebrali wreszcie rusztowania. A dziś uprzejmie je wywiezli w siną dal. W związku z tym zabieram się do: pomalowania całej kraty na śliczny kolorek bardzo ciemno zielony. Potem zamontujemy nowy daszek (dziś z trudem odinstalowaliśmy ten zniszczony przez prace remontowe na wyższych piętrach), potem kupimy i zainstalujemy nową siatkę wolierową, żeby się nam nie zagniezdziły gołębie na loggii gdy wyjedziemy na jakiś czas. Niby to nic, ale niestety większość czynności spadnie na mnie, a rola męża sprowadzi się do "przynieś, podaj, potrzymaj" bo jednak większości prac fizycznych z uwagi na POChP już nie może wykonać. No i wynika z tego, że zniknę na trochę z sieci- mam nadzieję, że uwinę się z tym "koksem" w kilka dni. Dotychczas pomalowanie kraty (ozdobnej) o wymiarach 4,65m x 1,5 m zajmowało mi 3-4 dni, do tego trzeba dodać 1 dzień na walkę z daszkiem, a potem to już będzie "z górki", zostanie zagospodarowanie loggii na nowo. Wynika z tego, że odpoczniecie ode mnie z tydzień. A jeśli mi odbije i gdzieś wyjadę to może i dłużej? A poniżej muzyka, żebyście nie tęsknili.
Te gady jeszcze nie rozebrały rusztowania. Bałagan kwitnie, ma się świetnie, zupełnie jak chwasty po deszczu. Zakupiliśmy dziś nowy daszek z falistego, transparentnego PCV. Niestety w budowlanym markecie nie mogli nam przeciąć na pół kawałka, który zakupiliśmy, bo oni tną tylko w pionie to tworzywo, a w poprzek nie, bo nie mają czym. Myślałam, że padnę - jeszcze kilka lat temu mieli czym, a były to zwykłe nożyczki do cięcia blachy. No nic, zakupiłam dziś fajne nożyczki i sami będziemy ciąć owo faliste PCV. Ten kraj cofa się w rozwoju w tempie postępu geometrycznego. ***** Natrafiłam na taką oto ciekawostkę, a nawet dwie: 1. 30 pazdziernika 1998 roku Jan Paweł II mówił do pielgrzymów na Placu Świętego Piotra o umieraniu, śmierci i o tym co następuje po zgonie ciała. "- Nie należy myśleć, że życie po śmierci zaczyna się dopiero po otrzymaniu tak zwanego niebieskiego wyroku. Chodzi raczej o fazę przejściową zachodzącą po naturalnej śmierci, w której panują bardzo szczególne warunki i w której ciało znika, a zaczyna się dalsze życie "elementu duchowego". Element ów posiada świadomość i wolną wolę w taki sposób, że człowiek istnieje, mimo, że nie ma już ciała fizycznego". zródło: Radio Watykańskie 2. 17 pazdziernika 2005 roku, w swoim pierwszym, dużym wywiadzie papież Benedykt XVI powiedział: "Nieżyjący Jan Paweł II przekazał mi taką informację: Człowiek, który idzie do Pana, nie znika. W tej samej publikacji znajdziemy również taki passus: Słyszę go i widzę, jak mówi. Dzięki temu mogę być z nim w stałym dialogu. Papież jest mi bardzo bliski, a teraz pomaga mi być blisko Pana (....) Toczymy naszą rozmowę w pewien nowy sposób, w bardzo głęboki sposób. zródło:www.spiegel
Te dwie "ciekawostki" są niejako kontynuacją napisanego przeze mnie w dniu 6 czerwca notką pt."Co tam słychać w Watykanie". A rzecz dotyczyłatranskomunikacji. Ksiądz Magni, autor licznych książek i artykułów, kolega ze studiów Karola Wojtyły, znajomy Enrico Fermiego i Gugliemo Marconiego, przewodniczył przez kilka lat konferencjom, podczas których teolodzy i naukowcy próbowaliwyjaśnić niewytłumaczalne fenomeny z dziedziny parapsychologii. Był teżaktywnym uczestnikiem kongresów dotyczących życia po śmierci oraz transkomunikacyjnych przekazów radiowych i telewizyjnych. W jednym z wywiadów powiedział: -"podjąłem się dogłębnych studiów związanych ze zjawiskami paranormalnymi i chcę powiedzieć, że Kościół jest otwarty na fenomeny PSI, gdy dotyczą one faktów i doświadczeń związanych z życiem po obecnym życiu. Jako badacz dobrze wiem, że nauka już potwierdziła istnienie świata pozagrobowego. Naukowcy nie akceptujący tego faktu, zachowują się, jakby byli opóznieni o cały wiek. (...) Wychodząc naprzeciw ustaleniom naukowców XX wieku studiowałem fizykę teoretyczną, fizykę kwantową i fizykę Einsteina. (...) Doświadczenia generalnie ukształtowały we mnie przekonanie, że zjawiska paranormalne są faktem. Dzisiejsza nauka nie jest już taka, jak ta sprzed 100 lat, związana z atomem. Obecnie przeszliśmy do epoki elektronu i fotonu".
Czytam te słowa i robi mi się smutno - znów jesteśmy na peryferiach, już nie tylko UE o co bardzo stara się obecny rząd ale i na peryferiach tego co się dzieje w Kościele. Przekleństwo jakieś nas dotknęło czy jak?
Całość można przeczytać w numerach 6 i 7 miesięcznika "Nieznany Świat" z tego roku. Uprzedzam lojalnie, że to miesięcznik dla tych co myślą i czują więcej.
W czwartek napisałam, że sytuacja się wyjaśnia, pan od układania gresu pojawi się u mnie w weekend. Znając już z grubsza termin tej wizyty, w czwartek oczywiście poczytałam do pierwszej w nocy, mając w planie pobudkę w piątek tak mniej/więcej około 9 rano. I gdy spokojniutko spałam, nagle zostałam dość gwałtownie postawiona na nogi o godz. 7,00 rano. W pierwszej chwili byłam przekonana, że mąż mi zasłabł i muszę go ratować ale w końcu dotarło do mego zaspanego mózgu, że skoro stoi nade mną to chyba jednak nie zasłabł. Okazało się, że za niecałą godzinę ma przyjść "pan od gresu", więc trzeba jeszcze przygotować mu miejsce pod cały majdan, zabezpieczyć w domu podłogi, żeby mógł się swobodnie poruszać, pościelić łóżka, zjeść leki i śniadanie oraz zmienić bieliznę nocną na ubranie. Pobiłam chyba rekord świata- gdy przyszedł już kończyłam śniadanie a podłogę dekorowała folia i karton falisty. Układanie gresu trwało cztery godziny. Potem pan od gresu poszedł w jakąś niedaleką siną dal, bo wrócił o godz. 20,00 by zafugować ułożone płytki. Przy okazji wszyściutko po sobie elegancko posprzątał, a nawet wyniósł do śmietnika to co było do wyrzucenia. Dał rachunek na materiały oraz na usługę, którą wykonał. Robocizna i materiały - 610,00 złotych. Jutro już mogę wejść na loggię i ją zmyć po fugowaniu. Pan od gresu robi również remonty mieszkań, jako że ma własną firmę, a takie drobne, jak nasze zlecenie przyjmuje gdy ma jakiś przestój w trakcie dużego remontu i może na kilka godzin wpaść, np. by ułożyć kafelki. Firmę po prostu przejął po swym ojcu. Istniała jeszcze za czasów PRL. Jestem zachwycona jego pracą - prawdziwy profesjonalista. Firmę ma zgłoszoną do Le Roy Merlin i właśnie przez nich na niego trafiliśmy. Nic nie zapaćkał, sam był niezwykle starannie i czysto ubrany, niepalący. A językiem polskim operował lepiej niż niejeden radiowy redaktor. No wreszcie jakiś normalny "przedwojenny" fachowiec. Poniżej- tak dziś wygląda podłoga mojej loggii
Jeszcze tylko ją trzeba przemyć. Jak widzicie bałagan przed budynkiem w dalszym ciągu kwitnie. Podobno w poniedziałek będą zdejmować rusztowania.
.....co poniektórzy mają już wakacje. Jedni mają wakacje, a ja ciągle mam bardak pod oknami. Ale jest postęp - mój ślubny, który zwykle marga tylko pod moim adresem, tym razem zmienił adresata i zadzwonił do Działu Technicznego naszej ADM i .....NAKRZYCZAŁ na pana kierownika. Słuchałam wręcz oniemiała z wrażenia. W pewnej chwili wrzasnął w słuchawkę "ja nie krzyczę, tylko mówię co mi się nie podoba!" a ja przezornie wyszłam z pokoju by się swobodnie wyśmiać. Ale mała awanturka zaowocowała tym, że mam teraz loggię cudnie odnowioną, wszystkie dziury i odpryski zaszpachlowane a całość jest pięknie pomalowana, czego wcale nie było w planie tych robót. Nawet gdy się tu wprowadzaliśmy 43 lata temu loggia nie była w tak dobrym stanie. Teraz czekam na pana od układania gresu - prawdopodobnie będzie ten gres układał w weekend. Bardzo się ucieszył, że nam nie przeszkadza fakt, że będzie pracował w sobotę i niedzielę.
Upał mi przeszkadza. Dziwne, bo przez wiele,wiele lat zupełnie mi nie przeszkadzał. Śmiali się ze mnie, że powinnam służyć w Korpusie Afrykańskim, z uwagi na moją odporność na wysokie temperatury. No cóż, było,minęło, podobnie jak tyle innych rzeczy. No a skoro gorąco to napiszę o czymś chłodnym. W XX wieku uznano, że już nie ma na naszym globie żadnych nie odkrytych terenów- wszystko juz znane i skatalogowane, nawet jakieś małe odnózki dopływów Amazonki, skryte w głębokim lesie. A tu nagle, w 1996 roku, na Antarktydzie, rosyjscy polarnicy odkryli pod powierzchnią lodu o grubości 4 km olbrzymie jezioro. Badania sejsmiczne wykazały, że jezioro ma długość 250 km, szerokość 50 km, głębokość- ponad 1200 m i zajmuje powierzchnię 15,500 km kwadratowych. Od 14 milionów lat jest całkowicie odizolowane od kontaktu ze słońcem, powietrzem i całym naziemnym życiem .Temperatura jego wody wynosi +10 stopni C , co świadczy o jakimś podziemnym zródle ciepła. Jezioro nazwano WOSTOK od rosyjskiej stacji polarnej, która znajduje się zaledwie o 4 km powyżej tego jeziora. I tu pierwsza ciekawostka -istnienie tego jeziora jak i innych podlodowych jezior zostało przepowiedziane przez znanego uczonego Andrieja Kapicę w latach 1955- 57. Badaniem tego niezwykłego jeziora zajęli się Rosjanie i Amerykanie. Dane z amerykańskich satelitów wykazały, że nad powierzchnią wód jeziora istnieje przestrzeń wolna od lodu o wysokości ok. 800 metrów, a w jego zachodniej części odnotowano silną anomalię magnetyczną. W lutym 2000 roku dotychczasowy amerykański program badawczy został wstrzymany, a wszystkich cywilnych specjalistów wycofano. Kierowanie projektem przejęła Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA). Do rosyjskiej stacji Wostok przybyli nowi specjaliści wyposażeni w ultra drogi, super nowoczesny sprzęt badawczy. Wszystkie te zmiany toczyły się w najgłębszej tajemnicy. W jakiś czas potem, z australijskiej stacji Casey wyruszyły dwie ekstremalne turystki, planujące pokonać na nartach Antarktydą w poprzek. Gdy przemierzały lodową pokrywę jeziora wylądował przy nich samolot USAF i jego umundurowani pasażerowie kazali wejść turystkom na pokład, twierdząc, że przylecieli by je ratować. Co prawda turystki nie wzywały pomocy, ale w czasie marszu informowały przez telefon satelitarny rodzinę i przyjaciół, że po powrocie opowiedzą im "o czymś najzupełniej niewiarygodnym". Gdy już znalazły się w domu nic nikomu nie opowiedziały, nie udzielały żadnych wywiadów a zapowiedziana konferencja prasowa nigdy się nie odbyła. Od tego czasu wszystkie prace prowadzone w rejonie jeziora WOSTOK mają status najwyższej tajności. 10 kwietnia 2013 roku uczeni rosyjscy otrzymali w drodze b.głębokiego odwiertu rdzeń lodowy z głębokości ponad 3769,3m. Znaleziono w nim nieznane wcześniej nauce gatunki bakterii, które uzyskiwały energię z reakcji oksydacyjnych a nie z organicznych związków chemicznych. W lipcu 2013 roku, dzięki metodom metagenomiki, uczonym udało się wyróżnić ponad 3500 gatunków żywych organizmów zamieszkujących jezioro. Prace prowadzone przez Amerykanów nadal okrywa głęboka tajemnica. "Tajny XX wieka" przypomina, że w tym rejonie rosyjskie i amerykańskie satelity zwiadowcze niejednokrotnie odnotowywały starty UFO spod wody, a wyniki badań podane do publicznej wiadomości są tylko swoistą zasłoną dymną skrywającą prawdziwe badania prowadzone przez Amerykanów.
Na podst. artykułu Wiktora Miednikowa, Nieznany Świat 6/2016
....bo to łańcuszek zdarzeń. Prezes wzywa sekretarkę: -Pani Halinko, jedziemy na weekend do Czech. Proszę się spakować.
Sekretarka po przyjściu do domu mówi do męża: -Krystian, jadę z szefem w delegację. Bedziesz musiał poradzić sobie sam, biedaku.
Facet dzwoni do kochanki: -Weronika, jest dobrze. Stara wyjeżdża na weekend, zabawimy się nieco.
Kochanka, nauczycielka matematyki w gimnazjum telefonuje do swego ucznia: -Kamilek, będę zajęta w weekend.Korepetycje odwołane.
Zadowolony uczeń telefonuje do dziadka: -Dziadku, mogę wpaść do ciebie w weekend, korki odwołane! Dziadek (prezes) telefonuje do sekretarki: -Pani Halinko, wyjazd odwołany, pojedziemy za tydzień. Sekretarka dzwoni do męża: -Krystian, szef odwołał wyjazd. Facet dzwoni do kochanki: -Weronika, beznadzieja. Stara zostaje w chacie. Kochanka -nauczycielka telefonuje do ucznia: -Kamil, korepetycje będą o 10 rano, w sobotę.
Uczeń dzwoni do dziadka: -Dziadziu, lekcje jednak będą.Nie mogę do ciebie wpaść. Dziadek -prezes do sekretarki: - Pani Halinko, a jednak wyjeżdżamy w ten weekend. Pamiętajcie - jeżeli nagle zmieniacie swe plany mogą z tego wyniknąć komplikacje dla wielu osób;)) na podst."Nieznany Świat 7/2016
Puszka Pandory została otwarta. I nikt nie wie co z niej, oprócz wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, jeszcze wyleci. Scenariuszy jest kilka, a wśród nich również możliwość rozczłonkowania Wielkiej Brytanii. Bo Szkocja może teraz zażyczyć sobie oddzielenia się od WB, bo Szkotom akurat Unia Europejska bardzo pasuje. Irlandia też się może odłączyć. Nie da się ukryć, że chęć pana Camerona pozostania za wszelką cenę na swym stanowisku, podpowiedziała Mu zorganizowanie referendum. Nie przewidział, zupełnie jak pewna partia u nas, że część społeczeństwa nie myśli ani perspektywicznie ani racjonalnie. I zrobiło mi się tak jakoś smutno - nie dlatego, że darzę Brytyjczyków jakimś gorącym uczuciem przyjazni lub miłości- smutno mi, bo idea silnej, zjednoczonej Europy była i nadal mi jest bliska. I to bardzo. I przyszła mi na myśl pewna piosenka, którą słyszałam będąc dzieckiem. Na jakichś szkolnych występach dzieciaki brały udział w przedstawieniu, którego ideą przewodnią była krytyka postępowania USA, dążącego ponoć do III wojny światowej i chórek śpiewał co jakiś czas: "świat już za długo był spokojny, my chcemy wojny, my chcemy wojny". Wszędzie ożywają ruchy nacjonalistyczne, a to do niczego dobrego nie prowadzi. Czyżby ludziom znudził się spokój, względny dobrobyt i stabilizacja? A może część z nas jest obciążona jakimiś zmutowanymi genami i dla tych osób stabilizacja, jest po prostu nudna i męcząca? I jest mi dziś bardzo smutno i szaro, choć słońce świeci obłędnie i żar leje się z nieba. Miłego weekendu Wam życzę;)
Właściwie to jestem wpieniona- 9 czerwca ekipa wkroczyła na moją loggię. Dziś jest 22 czerwca i nadal mam totalny bajzel, co udokumentowałam przed chwilą na zdjęciach:
Zdjęcia robiłam przed chwilą. Tak właśnie panowie robole zostawiają codziennie swe miejsce pracy. Owszem, mam nową wylewkę na loggii , ale oczywiście ściany wciąż nie są pomalowane, a poza tym zachlapali mi cementem lub czymś w tym stylu mój daszek z poliwęglanu i nie mam wielkiej nadziei, że to się da oczyścić. Okna moje wyglądają jak po przejściu burzy cementowej, bo wczoraj cięli w dwóch miejscach tę nową, już wyschniętą podłogę loggii by zrobić w niej rowki, które następnie zalano silikonem. Ma to podobno zapobiec pękaniu podłogi. Pożyjemy- zobaczymy. Wściekam się, bo nie mogę się dowiedzieć po jakim czasie od położenia tej nowej podłogi można na niej położyć gres. Mam już trzy opinie - po kilku dniach, po dwóch lub czterech tygodniach, po 2 miesiącach. Gorzej, że teraz jest sezon budowlany i najzwyczajniej w świecie wszyscy już nie mają wolnych terminów, na tak mało atrakcyjną robótkę. Może i mało atrakcyjna, ale przez to i kosztowna- sama robocizna będzie zapewne kosztowała 500- 600 zł. Oczywiście materiały pomocnicze ja kupuję. Przy tym wszystkim koszt zakupionego już gresu jest śmiesznie niski. Jeżeli ktoś z Was wie jaki jest "czas ochronny" dla świeżo zrobionej podłogi balkonowej, to niech się ze mną podzieli tą tajemnicą, proszę:) Poza tym jestem śpiąca jak kot po nocy pełnej wrażeń- poszłam spać około pierwszej po północy, a pobudkę miałam około 5,45. No cóż, takie życie w remontami w tle. Ciekawa jestem czy ADM odrestauruje nam trawnik. Bo teraz na nim więcej zaprawy niż trawy i normalnej ziemi. A do tego dziś było gorąco i choć było słońce to biomet ponoć jest niekorzystny.