drewniana rzezba

drewniana rzezba

piątek, 19 czerwca 2026

Starość - nie radość....

 ....... a młodość nie  wesele.

Przez wiele  lat słyszałam   to powiedzenie  niemal  codziennie od mojej  babci, mamy  mego ojca. Bo żeby  było zabawniej moi "wspaniali" rodzice  rozstali  się na  zawsze gdy miałam rok i każde  pomaszerowało  w innym  kierunku- a ja byłam tym nikomu niepotrzebnym balastem. Do czasu  zakończenia  wojny byłam wpierw rodzajem przesyłki z pomylonym  adresem przerzucanej pomiędzy rodziną matki i ojca, a gdy skończyłam 4 lata  wylądowałam już na stałe u rodziców  mojego ojca. On sam przezornie opuścił zrujnowaną  Warszawę, znalazł  w innej części Polski inną kobietę, wdowę  8 lat starszą od  siebie i nigdy do Warszawy  nie  wrócił.

Ostatnio kolejny  raz  przekonałam  się, że faktycznie  starość to nie  radość, natomiast co do drugiej części tego "przysłowia" to się  z nią  nie  zgadzam. Mimo  wszystko moja  młodość nie  była zła, choć dzieciństwo i młodość  to były czasy tuż powojenne.

No a wracając  do tematu- znowu miałam bliski ale niezaplanowany kontakt z podłogą. Ale  tym razem nic  nie pękło , "tylko" zablokował  mi  się jeden  nerw i przekonałam się na  własnej  skórze jak  szalenie  wszystko w naszym organizmie jest połączone i powiązane ze  sobą. Nie podejrzewałam, że ból może nagle  przeszyć człowieka na wylot tak jakby ktoś  wbił w  ciało ostry i bardzo długi nóż od stawu biodrowego aż do łopatki. Teraz  już jest lepiej, bo to już  drugi tydzień, ale na początku było koszmarnie a ja przeżyłam ten  czas na prochach anty bólowych.  Dziś jeszcze  nie  wzięłam  wzięłam "antybólowca" i jakoś udaje  mi się wstawać i siadać a nawet kłaść prawie  bez  bólu. No ale niestety jeszcze muszę tkwić w domu. Tyle  tylko,że  noce  spędzam tylko w jednej pozycji, na którymś z boków, bo nadal zmiana  pozycji jest  bolesnym procesem.

Za oknem mam dziś drobne +30 stopni w cieniu, ma  być jeszcze o stopień  więcej, więc nawet gdybym nie  była kontuzjowana to też bym nie wyszła z mieszkania - upał,  słońce i moje  nadciśnienie  nie  są pożądaną kombinacją. 

Poza  tym, żeby było weselej, mam swoisty kontredans z tutejszą AOK, czyli niemiecką   Kasą  Chorych, która  nie bardzo wiadomo dlaczego doszła nagle  do wniosku, że ja nie mieszkam już w Niemczech i dała taki komunikat do Polski i Polska przestała przesyłać  moje  składki zdrowotne do Niemiec i....wyleciałam z ich systemu opieki zdrowotnej. Teraz  trwa odkręcanie tego wszystkiego. Już zawiadomiłam o wszystkim polski Narodowy Fundusz  Zdrowia oraz niemiecki  AOK i czekam na  efekt.

No i jest to potwierdzenie przysłowia,że starość to nie  radość.

Miłego dnia  życzę  Wszystkim, którzy tu  zaglądają. 


 A moje  "zabalkonowe" młode  dęby już coraz  wyższe.

18 komentarzy:

  1. Ach Anabell, a młodość nie wieczność, to druga część tego powiedzenia. Dobrze, że tylko na potluczeniu się skończyło, ono wystarczająco boli.
    Jak AOK wpadła na to, że nie ma cie w Niemczech??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to jeszcze w jakiej wersji ja znam to powiedzenie: druga część brzmi ...a śmierć nie wesele, coś jak dopowiedzenie tej pierwsze j;-), zyczę zdrowia

      Usuń
    2. Lucy - AOK rozsyłała do pacjentów jakieś druki do wypełnienia, tyle tylko, że ja żadnego druku nie otrzymałam, więc nie wiedziałam co jest grane. Córka napisała do nich dość obraźliwe pismo i stwierdziła w nim,że poda ich do sądu. I dziś nadeszło z AOK pismo (a raczej mail), w formie zaświadczenia, że nadal jestem ubezpieczona i że ten mail ma moc taką jak karta ubezpieczeniowa, a karta nadejdzie do mnie pocztą. Podejrzewam, że "nasza" stała pani listonoszka była wtedy było to pismo na urlopie, a zastępstwo było mało gramotne i nie potrafiło odczytać mojego czysto polskiego nazwiska, z którego odczytaniem to nawet część rodaków ma problem- no bo jak odczytać "krzę"?

      Usuń
  2. Ja też miała napisać to samo, że młodość nie wieczność. W tej wersji znam to powiedzenie. Uważaj na Siebie moja droga. Co do upałów to zaczynają się też i u nas, ale ma szczęście mieszkam w otoczeniu drzew i zieleni więc to jest mniej odczuwalne niż w mieście. Perypetie że służba zdrowia nie zazdroszczę. Oby się jak najszybciej wyprostowało. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście mieszkam w przedwojennej dzielnicy Berlina i jest tu sporo zieleni i piękne, stare olbrzymie drzewa dające dobry cień. Na najbliżsżą sobotę meteo przewiduje +44 stopnie. I szczęście w nieszczęściu, że mało kto ma w domu klimatyzację, bo wtedy to elektrownia by nie wyrobiła takiego obciążenia.

      Usuń
  3. Och, Aniu, niech Ci ten ból szybko przejdzie. Jak najszybciej. I żebyś znów, bez problemów, mogła korzystać z niemieckiej służby zdrowia. Do starości mam podejście racjonalne takie samo, jak do wszystkiego w moim życiu. Trudno, dzieje się:) Liczę się z trudnościami, ale równocześnie staram się czerpać wiele radości z życia. Dęby są obłędnie zielone:) Prześliczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółeczko, bywam u Ciebie regularnie i szkoda,że nie można komentować.

      Usuń
  4. Starość bywa niefajna. Powoli wszystkie te nieprzyjemności dopadają moich rodziców, przez kontakt z nimi frustracja i smutek promieniuje na mnie. Życzę Ci jak najczęstszych dobrych chwil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety starość i związane z nią problemy jakoś nie jest do ominięcia. Moja babcia mawiała, że starość i śmierć to jest
      jedyna sprawiedliwość tego świata, bo każdego to czeka.

      Usuń
  5. Ze zdrowotnego punktu widzenia na pewno nie jest najweselej, choć każdemu inaczej. Dzieciństwo niemal traumatyczne, nawet nie próbuję sobie wyobrazić. Takie malutkie dziecko potrzebuje stabilizacji i spokoju!
    Sypiemy się na starość, a wiele zależy od stanu konta i pomocy rodziny. Moja koleżanka przewróciła się nieszczęśliwie, 6 tygodni leczenia, rehabilitacja...na szczęście córka wzięła ja do siebie i ma w rodzinie lekarzy.
    Trzymam kciuki, by w końcu ból odpuścił, bo to straszna zmora!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Traumatyczne dzieciństwo nauczyło mnie radzić sobie w samotności.Zaraz po wojnie nie było przedszkoli i nauczyłam się siedzieć całymi dniami sama. No ale gdy skończyłam 4 lata to zabrali mnie rodzice mojego ojca i u nich już byłam do dorosłości. Wczoraj rozmawiałam z moją przyjaciółką, z którą się znamy od 18 roku życia- kilka dni przed moim "wyczynem" ona też zaliczyła u siebie podłogę, ale tak jakoś dziwnie, że na skutek upadku ma ....uszkodzony słuch. Ona niestety kilka razy w roku zalicza takie "rozrywki", ja poprzednim razem miałam zbyt bliski kontakt z podłogą w na początku 2019 roku.

      Usuń
  6. Bedac bardzo bliska Twemu rocznikowi moge tylko potwierdzic wielka racje tego powiedzenia chociaz nie przewracam sie. Moj caly uklad kostny zrobil sie slaby, bolacy , zmuszajac do ograniczen, odpowiednich sposobow na poruszanie sie, przykucniecie, nie noszenie ciezarow i takie tam......
    Widze jak sie pomalu rozlatuje ale zarazem ciesze ze jeszcze jestem samodzielna i mogaca mieszkac solo co dla mnie jest wazne.
    Nie przewracaj sie, patrz pod nogi i miej sie jak najzdrowiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dopiero druga moja wywrotka w dorosłym życiu - poprzednią miałam też tu, w 2019 roku. Muszę sobie po prostu kupić inne klapki po domu, takie z gumową, nie śliską podeszwą. W Warszawie to miałam w pokojach wykładzinę dywanową a w kuchni, łazience i przedpokoju płytki antypoślizgowe.

      Usuń
  7. Starość nie radość ,a śmierć nie wesele ,tak mawiała moja babcia. Anabell ,myślałam ,że jesteś młodsza .Nadal zachowujesz dobrą kondycję ,przede wszystkim myślową ,kiedy większość równolatków już szwankuje w tym aspekcie lub po prostu odchodzi ,tak jak moi rodzice .Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie jestem młoda i sama się nie mogę nadziwić ile to już cyferek jest w mojej metryce. Dobra kondycja myślowa - może dlatego, że nadal bardzo dużo czytam i nadal interesuję się wieloma sprawami i.........nie korzystam z TV.

      Usuń
  8. Zawsze podziwiałam Twoją sprawność. Sama nawet gdy chodziłam, witałam "matkę ziemię" boleśnie, więc wiem o czym napisałaś. Lato w pełni, a mnie bóle mięśniowo-stawowe dają się we znaki. By ograniczyć leki przeciwbólowe, często stosuję "Maść końską", która przynosi chwilową ulgę. Mocno, bardzo mocno trzymam kciuki za Twój powrót do zdrowia. Ściskam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Na to przyblokowanie nerwu to pomaga jedno ćwiczenie, ale już widzę przysłowiowe "światełko w tunelu" bo już drugi raz wstałam z łóżka bez tego przeszywającego na wylot bólu, więc jednak jest lepiej. No i się wyprostowało już wszystko z ubezpieczeniem, co mnie najbardziej cieszy. Ja używam żelu Voltaren.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzieciństwo u mało kogo wyglądało bezstresowo i szczęśliwie, ale lepiej być chcianym dzieckiem w rodzinie z dziadkami, niż niechciabym balastem w zawieszeniu pomiędzy rodzicami biologicznymi. Więc i tak trafił Ci się jackpot.
    Niezależnie od początków też miło wspominam moje młode beztroskie lata, chyba jednak poczucie bycia bardzo młodym daje sporo radości i nadziei.

    Co do dolegliwości nerwów, to rozmawiałyśmy tuż po tym, mam nadzieję, że już się trochę złagodziły objawy.
    Natomiast karuzela z AOK i polskim systemem zdrowia to wyższa szkoła braku kompetencji! Coś niesamowitego. Mam nadzieję, że uda się to wszystko odkręcić, bo to szopka. Poza tym przecież ZUS regularnie z tobą gada online, więc wiedzą, gdzie jesteś i żyjesz.
    To mnie przekonuje, żeby samemu sprawdzać, co się da, bo nikt za nas tego nie zrobi.

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń