drewniana rzezba

drewniana rzezba

wtorek, 29 września 2026

Post, który jest odpowiedzią do komentarzy pod moim poprzednim postem

 Kochani - sanatoria, podobnie jak i inne placówki lecznicze  nie  są identyczne, zasadniczo każde z nich ma  jakąś  swoją "specjalizację"- tak jak lekarze i  szpitale. I jest  to w  pełni logiczny  sposób organizacji służby  zdrowia. Ja wiem, że  wielu osobom  sanatorium  kojarzy  się bardziej  z jakimiś ekskluzywnymi wczasami, ale tak  naprawdę sanatoria    mają różne  specjalizacje. Osobiście  po przechorowaniu żółtaczki  zakaźnej- wszczepiennej, po miesięcznym pobycie  w  szpitalu  zakaźnym  trafiłam do  sanatorium dla "stanów pożółtaczkowych". To  było wręcz  wieki temu, bo jeszcze  przed moim  zamążpójściem.  Nie  mniej nadal istnieje rodzaj  specjalizacji sanatoriów i to ma sens, bo wtedy łatwiej jest zorganizować  całe  leczenie wspomagające powrót  do zdrowia. 

Trafiłam wtedy do  Długopola-Zdroju i......świetnie  się tam bawiłam, bowiem przeważali pacjenci w młodym  wieku, co prawda  nie  wolno nam było wybierać  się na pobliskie  górki, ale codziennie niemal  wszyscy  pacjenci  gromadzili  się na wieczorkach tanecznych, jedni by tylko posłuchać  muzyki, inni by nawet nieco poprzebierać nogami po parkiecie. Poza tym we  wszystkich trzech  budynkach  sanatoryjnych przeważała  młodzież i średnia  wieku nie przekraczała  lat 40. I, co było dla  mnie  zupełnym  zaskoczeniem- owe  dietetyczne posiłki, które nam  serwowano -  były naprawdę  smaczne a nie  tylko zdrowe. 

Co dwa lub 3  dni były wykłady na temat jak powinniśmy  się po przechorowaniu owej żółtaczki odżywiać  oraz  jak przyrządzać różne  dania tak, by  nie rujnować  swej wątroby. Po każdym obiedzie  wszyscy pacjenci  mieli nakaz leżenia przez  2 godziny. 

W owym  Długopolu podobała mi się szalenie  jedna  rzecz - wzdłuż szosy przecinającej Długopole  rosły drzewa owocowe i to nie tak  zwane  "dziczki", ale naprawdę dobre jabłonie. Poza  tym był w owym Długopolu Zdroju park,  zwany Parkiem  Zdrojowym, ale z jakiegoś zupełnie  nie znanego mi powodu  nie  było w nim.....ławek. Drugą, dla  mnie  dość  dziwną  rzeczą był fakt ,że posiłki, gabinety  zabiegowe, szczątkowa biblioteka , stołówka były w  zupełnie odrębnym  budynku, co wymuszało na  wszystkich spacerek bez  względu na pogodę. Dobrze, że przez  te 30  dni, które tam spędziłam tylko raz padał deszcz.

Owe  Długopole  Zdrój  odwiedziłam  w  wiele lat później, gdy już  byłam zamężna a córcia  miała już 3 lata. I - ze  zdumieniem stwierdziłam, że czas  się tam jakby  zatrzymał -  tylko jabłek już nie  było na  drzewach, bo to już  był październik. 

5 komentarzy:

  1. Moja koleżanka korzystała z sanatorium w naszym mieście, bo miała kontuzję kolana, a w sanatorium była świetna rehabilitacja, oczywiście wykupiła prywatnie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż sprawdziłam, gdzie jest to Długopole Zdrój. Domy zdrojowe mają w sobie jakąś magię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Długopole Zdrój, toż to zaraz za togiem mojego rodzinnego Prudnika!
    Faktycznie był tam ośrodek pożóltaczkowy, przypominam sobie coś w kontekście lat 70tych i sąsiadów po żółtaczce.
    Także w Niemczech kliniki rehabilitacyjne są wyspecjalizowane na schorzenia i rehabilitację przy czy po nich. Mój ostatni pobyt był w endoprotetycznej, po operacji kolana w 2023 roku. Ogólnie mam tych tutejszych klinik trochę na koncie 😅
    Ciepło wspominam rehabilitację w Bad Nauheim, gdzie doskonaliłam słuch i optymalnie ustawiano mi procesor słuchu.
    Ortopedyczna Klinika w Turyngii, w Bad Frankenhausen.
    Bad Zwesten, gdzie psychosomatycznie podchodzono do mojego tinnitusa i ogólnie obciążeń wynikających z samego faktu życia.
    Byłam też 3 razy na kuracji pod nazwą matka z dzieckiem, znaczy mój syn był że mną, w wieku 4, 7 i 11 lat. To były świetne turnusy, z początku cztero- potem trzytygodniowy.
    I oczywiście płatne przez kasę chorych bądź przez ubezpieczenie rentowe, dopłaty byly 10 DM bądź potem € za dzień, przy czym dziecko nie musi nigdy dopłacać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy post, bo nie wiedziałam, że istniał ośrodek "pożółtaczkowy". Swoją żółtaczkę przeszłam jako dziecko i pamiętam z tego okresu tylko tyle że cieszyłam się, kiedy na obiad dostawałam kurczaka, gdy inne dzieciaki musiały jeść niezbyt przeze mnie lubiane potrawy. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. No, ale nie odpowiedzialas w koncu czy zdecydujesz sie na pojechanie do polskiego sanatorium ? Wychodzi na to, ze AOK zwraca za takie pobyty , trzeba to chyba najpierw zglosic u nich, no i zebrac wszystkie rachunki. Mysle, ze za dojazd tez zwroca , jesli to np. transport publiczny, czyli pociag. Warto wylozyc te pieniadze ( pozniej je odzyskasz ) , a masz mozliwosc wyboru miejsca, regionu, rodzaju samego sanatorium i terminu. Same korzysci. Pozdrawiam Asia

    OdpowiedzUsuń