.........bo najzwyczajniej w świecie nic a nic się u mnie nie dzieje.
Nigdzie nie bywam poza najbliższym marketem spożywczym, bo mam do niego zaledwie 450 metrów - nie mierzyłam, ale taką liczbę metrów dostałam w odpowiedzi na wrzucone do sieci pytanie jaka to odległość dzieli mnie od najbliższego marketu spożywczego.
Co do bywania - bywam też na rehabilitacji po tym niefortunnym moim kontakcie z podłogą we własnym mieszkaniu. Najważniejsze, że już nie budzę się w nocy z bólu gdy muszę zmienić pozycję. I jestem "zakochana" w swoim rollatorze - lekki, bez trudu można go złożyć i rozłożyć i w każdej chwili (byle nie na środku jezdni) wygodnie na nim usiąść i odpocząć. Już kilka razy odpoczęłam na nim w drodze na rehabilitację, choć mam do niej przysłowiowy rzut beretem. Ale nagle, nie wiadomo skąd wziął się upał, więc odpoczęłam spokojnie w cieniu dużego drzewa. I już wypróbowałam rollator w miejskiej komunikacji - stał się moim ulubionym sprzętem. "Garażuje" u mnie na klatce schodowej na moim piętrze.
Wprawdzie u mnie za oknem nadal zielono, ale już czuje się powiew jesieni - słońce zdecydowanie mniej grzeje, rano na chodniku sporo opadłych żołędzi chociaż jeszcze zielone i coraz więcej opadłych już żółtych liści- bo nadal panuje susza a nikt tu drzew miejskich nie podlewa. Nie wiem- może w bardziej reprezentacyjnych miejscach Berlina drzewa są podlewane, no ale nie w mojej okolicy.
A gdy wyjdę na balkon to ciągle jeszcze bardzo zielono za nim jest. I dobrze, bo od pewnego czasu "moja" cicha przedtem ulica stała się szalenie ruchliwą ulicą bo nadal na szosie trwa budowa tak zwanej obwodnicy Berlina, więc spora część ruchu przeniosła się na "moją" ulicę, która jest na dość długim odcinku równoległa do szosy, więc "wtajemniczeni" z niej namiętnie korzystają. Oczywiście nie cały dzień jest taki ruch- głównie rano do 11,00, potem jest nieco spokoju a potem zaczyna się około 17,00 znowu, ale i tak jest mniejszy niż rano. Gdy "zjechałam" do Berlina w 2017 roku to już słyszałam o obwodnicy, mało tego - w niedługi czas potem przypadkiem trafiłam na jakiś jej budowany fragment ( a tak dokładnie na jakiś zjazd z niej) i pamiętam, że strasznie długo sterczeliśmy w korku. A potem i tak musiałam telefonować do zięcia jak się mamy z tego miejsca wydostać i dojechać do swego miejsca zamieszkania.
Właśnie przeżyłam "Najwyższy Stopień Ostrzegawczy" - wpierw rozjarzył mi się na czerwono druk w smartfonie i z lekka ustrojstwo zawyło a teraz, gdy już jest po tej "atrakcji" (i to już 2 godziny po niej) dostałam na smartfona powiadomienie, że będzie taki ogólny Najwyższy Stopień Ostrzegawczy, że się rozwrzeszczą komórki, telefony i syreny alarmowe. No i rozwrzeszczał mi się smartfon, tekst był w eleganckim rzucającym się w oczy czerwonym kolorku, ale żadnych syren alarmowych nie słyszałam- nie wykluczam, że w dzielnicy w której mieszkam po prostu ich nie ma. Trochę się w duchu pośmiałam z tego wszystkiego, bo odkąd tu mieszkam to coraz bardziej staje się wyblakły mit o tym jacy to Niemcy są zdyscyplinowani, świetnie zorganizowani i w ogóle "najlepsi" niemal pod każdym względem. Nie wiem- może gdzieś na prowincji, gdzie nie ma wielu przybyszów z innych stron Europy i świata są tacy mieszkańcy - ale Berlin jest bardzo wielonarodowym miastem. I nadal lubię to miasto jak i dzielnicę w której mieszkam.
Miłego Wszystkim!!!!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz