drewniana rzezba

drewniana rzezba

czwartek, 10 września 2026

Post o niczym ......

 .........bo  najzwyczajniej  w  świecie nic a nic  się u  mnie nie  dzieje. 

Nigdzie  nie  bywam poza  najbliższym marketem spożywczym, bo mam  do niego zaledwie 450 metrów - nie  mierzyłam, ale taką liczbę  metrów dostałam w odpowiedzi na  wrzucone do sieci pytanie jaka to odległość dzieli mnie od  najbliższego marketu spożywczego.

Co do bywania - bywam też na rehabilitacji po tym  niefortunnym moim kontakcie z podłogą  we własnym mieszkaniu.  Najważniejsze, że  już nie  budzę  się   w nocy z bólu gdy  muszę  zmienić pozycję. I jestem  "zakochana"  w swoim rollatorze - lekki, bez trudu  można  go złożyć i rozłożyć i w każdej  chwili (byle nie na środku  jezdni)  wygodnie   na  nim  usiąść i odpocząć. Już kilka  razy odpoczęłam na  nim  w drodze na rehabilitację, choć mam do niej przysłowiowy  rzut  beretem. Ale  nagle, nie wiadomo  skąd  wziął  się upał, więc odpoczęłam spokojnie  w cieniu dużego drzewa. I już  wypróbowałam rollator w  miejskiej  komunikacji - stał  się moim ulubionym sprzętem. "Garażuje" u  mnie  na klatce  schodowej na moim piętrze.


 Wprawdzie u  mnie   za oknem nadal  zielono,  ale  już czuje  się powiew  jesieni - słońce  zdecydowanie  mniej grzeje, rano na chodniku sporo opadłych  żołędzi chociaż jeszcze  zielone i coraz  więcej opadłych już żółtych liści-  bo nadal panuje  susza a nikt  tu  drzew miejskich  nie podlewa. Nie wiem- może  w bardziej reprezentacyjnych  miejscach  Berlina drzewa  są podlewane, no ale  nie  w mojej okolicy.



 

A gdy wyjdę na  balkon to ciągle  jeszcze   bardzo  zielono za nim  jest. I dobrze, bo od  pewnego czasu  "moja"  cicha przedtem ulica  stała  się szalenie  ruchliwą ulicą bo nadal  na  szosie  trwa budowa tak  zwanej  obwodnicy Berlina,  więc spora  część  ruchu przeniosła się na  "moją"  ulicę, która  jest na  dość  długim odcinku równoległa do  szosy, więc  "wtajemniczeni" z  niej namiętnie  korzystają. Oczywiście  nie cały dzień  jest taki  ruch- głównie rano  do 11,00, potem jest nieco spokoju  a potem zaczyna się około 17,00 znowu, ale i tak  jest  mniejszy niż  rano. Gdy  "zjechałam" do Berlina w 2017 roku to już słyszałam o obwodnicy, mało tego - w  niedługi czas potem przypadkiem  trafiłam  na jakiś  jej budowany fragment ( a tak  dokładnie na jakiś  zjazd  z niej) i pamiętam, że strasznie  długo sterczeliśmy w korku. A potem i  tak  musiałam  telefonować  do zięcia  jak  się mamy z tego  miejsca  wydostać i dojechać  do swego miejsca zamieszkania.

Właśnie  przeżyłam "Najwyższy  Stopień Ostrzegawczy"  - wpierw rozjarzył mi się na  czerwono druk w smartfonie i z lekka ustrojstwo  zawyło a teraz, gdy już jest po  tej  "atrakcji" (i to już  2  godziny po  niej) dostałam  na  smartfona  powiadomienie, że będzie taki ogólny  Najwyższy  Stopień  Ostrzegawczy, że się rozwrzeszczą komórki, telefony i syreny alarmowe. No i rozwrzeszczał mi się  smartfon, tekst  był w eleganckim  rzucającym  się w oczy czerwonym kolorku,  ale żadnych  syren alarmowych  nie  słyszałam- nie  wykluczam, że w  dzielnicy w której  mieszkam po prostu ich nie  ma. Trochę  się  w duchu pośmiałam z tego  wszystkiego, bo odkąd tu  mieszkam to coraz  bardziej staje  się wyblakły  mit o  tym jacy  to Niemcy  są  zdyscyplinowani,  świetnie  zorganizowani i w  ogóle  "najlepsi" niemal pod każdym względem. Nie  wiem- może  gdzieś  na prowincji, gdzie  nie  ma  wielu przybyszów z innych stron Europy i  świata są tacy  mieszkańcy - ale  Berlin  jest bardzo wielonarodowym miastem. I nadal lubię  to  miasto jak i dzielnicę  w której mieszkam.

Miłego  Wszystkim!!!! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz