drewniana rzezba

drewniana rzezba

wtorek, 4 lipca 2023

115 rocznica......

                           .........tajemniczego,  acz głośnego wydarzenia.

30 czerwca tego roku minęło 115 lat od chwili gdy na Syberii "coś" zniszczyło setki kilometrów kwadratowych lasu i wywołało skutki takie jakby ktoś zrzucił z tysiąc bomb atomowych takich, jak ta zrzucona  na Hiroszimę.Drzewa zostały tam powalone w promieniu dochodzącym do 40 kilometrów.

Ale gdyby to był efekt zrzuconych bomb ewentualnie uderzenie  asteroidy lub komety to pozostałyby dobrze  widoczne ślady w postaci krateru a w gruncie znaleziono  by znaczne pozostałości irydu, który jest składnikiem meteorytów. 

I od 115 lat wciąż nie wiadomo co wywołało tak potężną eksplozję - asteroida? a może jakaś zabłąkana kometa? a może była to samoistna  eksplozja gazu metanowego z rejonu mokradeł? Wśród podejrzanych jest również obcy statek kosmiczny lub nie  zgłoszony eksperyment z jakąś nową, nieznaną dotąd technologią? A może była to kometa złożona głównie z lodu i gazu, która całkowicie  wyparowała w ziemskiej atmosferze i dlatego nie ma  żadnych  śladów.  Podejrzenie owej "super demolki"  padło nawet na.......czarną dziurę, która przeleciała przez Ziemię. Ta ostatnia ewentualność ogromnie mi się spodobała.

Jeszcze inna teoria  głosi, że był to efekt eksperymentu Tesli, który w tamtym czasie zbudował urządzenie, które jego zdaniem zdolne było przenieść konkretny ładunek energii w dowolne miejsce na świecie. Tesla już nawet zbudował w tym celu odpowiednią wieżę, ale według oficjalnych  danych do eksperymentu nie doszło, ale  dziwnym trafem  termin ewentualnego eksperymentu pokrywał  się z ową tajemniczą katastrofą tunguską. 

A tak na marginesie- CIA przejęła swego czasu prace Tesli i ponoć je udoskonalała i powstało urządzenie HAARP, o którym informacje możecie poczytać w sieci.

Miłego tygodnia - bez upałów ale z przyjazną temperaturą!





niedziela, 2 lipca 2023

Uprzedzam lojalnie.....

                            .........nudne będzie.

Być może pamiętacie, że 8 marca 2014 roku samolot Malaysia Airlines  lot nr 370 wyleciał z Kuala Lumpur do Pekinu z 227 pasażerami na pokładzie. I niestety nie  doleciał. Łączność z nim stracono nad południową częścią Oceanu Indyjskiego o godzinie 2,30 czasu lokalnego. 

Oczywiście natychmiast wszczęto poszukiwania- prowadziły je siły powietrzne kilku krajów i marynarka wojenna - niestety nie odnaleziono nigdy ani jego wraku ani kogokolwiek, kto by ocalał z tego lotu.

Teorie  dotyczące zaginięcia tego samolotu były różne - od porwania do zderzenia się w powietrzu z jakimś innym obiektem. I, jak dotąd zaginięcie tego samolotu jest wciąż nie rozwiązaną zagadką. Przypadek jest o  tyle  dziwny, że nawet po zaangażowaniu satelitów  szpiegowskich nie udało się nigdzie zlokalizować nawet najmniejszego śladu po ewentualnej  katastrofie.

W czasie gdy doszło do tego arcy dziwnego zaginięcia zarejestrowano kilka anomalii systemu Flight Radar, a świadkowie  twierdzą, że gdy zniknął  malezyjski Boeing,  z ekranu radaru zniknęło też kilka innych  samolotów. Ale inne doleciały do celu podróży.

W trakcie tego lotu na pokładzie tego MH370  znalazło się aż 20 pracowników amerykańskiej firmy Freescale Semi conductors. Jest to firma pracująca dla amerykańskiego rządu, między innymi nad technologiami zapewniającymi niewidzialność samolotów na radarach.  A kilka dni przed  tym lotem do  amerykańskiego Urzędu Patentowego wpłynął wniosek o ochronę patentową technologii pozwalającej osiągnięcie niewidzialności. I cztery osoby będące właścicielami tego patentu były na pokładzie tegoż zaginionego samolotu.

Oczywiście natychmiast powstało wiele bardzo dziwnych wersji tłumaczących zaginięcie  samolotu - najbardziej mnie rozbawiły  wersje, że samolot wleciał do jakiejś anomalii czasoprzestrzennej lub został przechwycony przez istoty pozaziemskie.

Czyżby Amerykanie po  cichu zaangażowali niejakiego polskiego jasnowidza pana J. lub słynną komisję pana M. do rozwiązania tej zagadki?

A co Wy sądzicie o  tym feralnym locie MH370?

piątek, 30 czerwca 2023

Taka ciekawostka

 Jak już pisałam  zmieniłam lekarza rodzinnego. Wczoraj  byłam na omówieniu wyników badania krwi i jestem zaskoczona. Wyniki są bardzo dobre, czyli jestem stara  ale zdrowa. A co mnie  zaskoczyło?- szczepienia. Tu się jednak dba o ludzi starych. Zostałam zaszczepiona przeciwko tężcowi, dyfterytowi, polio i kokluszowi. W lipcu, 20-tego dostanę  pierwszą dawkę szczepionki przeciw półpaścowi, bo mi  się paskuda wraca a  jesienią będzie  V szczepienie p. covid. Ponadto dostanę  szczepionkę p. pneumokokom. Najbardziej  mi się spodobało że od razu mi wydrukowano dokładnie rozpiskę leków które już biorę, dokładniutko z dawkowaniem a ponieważ  jeden z leków przez 6 dni biorę  całą tabletkę czyli 100 mikrogramów  a 7 dnia mam brać tylko połówkę to dostałam również receptę na opakowanie  tego leku o zawartości 50mikrogramów, żebym  nie musiała tych tabletek dziabać na połówki. A dodatkowo to mam kod, by każdy lekarz mógł bez problemu odczytać jakie leki stale i w jakich ilościach biorę.  Dla mnie to wszystko novum,  bo w dotychczasowej przychodni z królującym  w niej językiem polskim , a byłam w niej od zimy 2017 roku,  nikt mi takich "luksusów" nie zapewniał. Poza tym w sierpniu  znów mi zrobią badania krwi. Dostałam też kropelki p. bólowe jeśli tylko zacznie  mnie znów pobolewać w miejscu, gdzie mi się trafił półpasiec. Nie mogli  się nadziwić, że w poprzednim miejscu nie dostałam książeczki szczepień, więc dostałam ją tutaj.  Oczywiście  poinformowałam panią doktór, że przechorowałam  w dzieciństwie wszystkie dziecięce wirusówki, ale po tylu latach to już nie ma odporności, a  zachorowanie na którąkolwiek z tych chorób w starszym wieku często źle  się kończy, nie tylko pobytem w szpitalu.

Pogodę mam w kratkę, czyli tak zwane  "przelotne opady deszczu" i tak ma  być przez następne  2 godziny. A sobota i niedziela też  się nie przedstawiają za ciekawie, ale nie narzekam, bo przynajmniej  nie ma upału. No i zieleń wypięknieje.





A te  zdjęcia  to są wspominki z pobytu na wyspie Mainau , która  znajduje  się w północno-zachodniej części  Jeziora  Bodeńskiego.  Każdemu polecam zwiedzenie jej - to piękne  miejsce. A motylek przysiadł na moim ramieniu gdy byłam w tamtejszym insektarium.

Pewnie  was rozśmieszę,  ale całe dzieciństwo byłam pewna, że Jezioro Bodeńskie nie istnieje a nazwę  wymyślił pan Dygat gdy wymyślał tytuł dla swej książki, którą wówczas czytał mój dziadek.

Minęło sporo lat, nim  pojęłam, że jezioro o tej nazwie naprawdę istnieje, ale nie podejrzewałam ,  że kiedyś zobaczę je na własne oczy i nawet będę je pokonywać promem i znajdę się na wyspie Mainau, że zwiedzę też Meersburg   i  Konstancję, o której pisał Dygat.

Miłego weekendu Wszystkim życzę! Ze słonkiem ale bez upału!

wtorek, 27 czerwca 2023

Czerwiec.......

              .........pomału zmierza do zniknięcia z kalendarza.

Tegoroczny czerwiec jest dla  mnie nieco  męczący, bo jest pod znakiem moich kontaktów z medycyną. Rozstałam się z dotychczasowym lekarzem rodzinnym, chociaż placówka, do której jeździłam była prowadzona przez polski personel (i lekarze i rejestracja), ale ostatnio zrobiła  się tak ogromnie polska, że miałam dość- bałagan i czekanie godzinami (pomimo ustalonej  wcześniej godziny  wizyty) by wreszcie dostać  się przed oblicze lekarza. 

Teraz  mam luksus - lekarka rodzinna ma nowo otwarty  gabinet w sąsiedniej kamienicy. Niewielki mankament to fakt, że muszę na wizytę i omówienie analiz chodzić z córką w roli tłumacza. Ale bywam u lekarza  "na przeglądach" nie częściej  niż raz do roku, co trzy miesiące wpadam tylko po recepty na stale brane leki, ale do tego to nie potrzebuję tłumacza. Niestety wdrażanie E-recepty jakoś tu kuleje, bo to się samo nie zrobi,  a tu jest  permanentny brak ludzi do pracy - niestety we wszystkich branżach.

No i nadal jeszcze mam randki ze stomatologią. Przeciągnie mi się to na lipiec, z tym, że wczoraj już zakończyło  się leczenie kanałowe górnej siódemki. Bolesne głównie dla portfela, chociaż  część kosztów wrzucone  było w Kasę Chorych. W lipcu dalszy  ciąg wizyt stomatologicznych, ale już o innym charakterze, bo  wszystko jest wyleczone a tak naprawdę to tylko jeden ząb wymagał leczenia, reszta jest  w jak największym porządku. Ale poza  stomatologią  czeka  mnie  w lipcu jeszcze kontrola  audiologiczna i okulistyczna. Mam nieco wyrzutów sumienia, że dziecię musi mi w tym pomagać, ale jej zdaniem  "to pestka", grunt, że nie mam Alzheimera. Ja też  się cieszę z tego powodu.

Wczoraj pojawiła się nad Berlinem  zapodawana przez  meteo burza- z tym, że samej burzy w sensie wyładowań to było tyle co kot napłakał, za to szalał wiatr i lał deszcz i, co zabawniejsze - deszcz padał zupełnie poziomo a był tak rzęsisty, że nie było widać budynku po drugiej stronie ulicy, chociaż moja ulica  nie jest jakąś arterią i szerokością nie grzeszy. Rozmawiałam wieczorem ze znajomą, która też mieszka w Berlinie i podobno w jej okolicy po tej ulewie służby miejskie musiały wypompowywać wodę niemal ze  wszystkich piwnic stojących tam kamienic. Dziś jest dość wietrznie, upał się skończył, jest  tylko 17 stopni i dość  silnie wieje wiatr, więc pewnie  coś przyniesie, więc się muszę sprężyć i zaraz iść  na cotygodniowe  zakupy, bo coś pusto w mojej lodówce.

Miłego nowego tygodnia Wszystkim!!!




środa, 14 czerwca 2023

Czerwiec......

                              .......a  więc czas na kręgi w zbożu.

Jest takie hrabstwo Wiltshire w Anglii, w którym  notorycznie w czerwcu ktoś/coś  tworzy kręgi  w  zbożu, w samym środku pól. Tegoroczny krąg prezentuje  się tak:

To nowy  wzorek, takiego jeszcze  nie było, ukazał się rano 11 czerwca  zdziwionym oczom właściciela tego pola. Powstał w nocy z 10 na 11 czerwca, zupełnie  bezszmerowo pośrodku rozległego pola. No i jak co roku, od wielu lat, ten  nowy krąg przyciągnie  tłumy - ufologów, miłośników tajemnic oraz nawet panów  naukowców.

A dziesięć lat temu, w 2013 roku w tymże hrabstwie,  ale na czyimś innym polu był taki wzorek:


Też całkiem udany, moim  skromnym zdaniem. I naprawdę nadal nie ma dobrej i wiarygodnej odpowiedzi skąd  się one biorą w ciągu krótkiej czerwcowej nocy na środku pól. Ostatnio podejrzenie padło na drony. 

A co Wy o tym sądzicie?

P.S.

zdjęcia wzięłam z sieci.

poniedziałek, 12 czerwca 2023

Aż żal patrzeć

 Susza. Coraz  więcej  drzew w mieście wygląda tak:





A prawdziwe upały dopiero przed nami. Jedno co jest  już teraz pewne - ceny wszystkiego co wyrasta  z  ziemi i potrzebuje wody poszybują pod  niebiosa.

niedziela, 11 czerwca 2023

Fajnie było......

             .......wczoraj.

Cały dzionek przesiedziałam  grzeczniutko w  domu, bo jednak był upał. Ale tak  mniej więcej około godziny 18,00 wybrałam  się z  rodzinką na imprezę o nazwie  "czerpanie wina ze  studni". Impreza była na terenie niezbyt odległego ode mnie parku, nieodległego to znaczy ok, 1,5 km od mojego domu. Drepcząc w stronę parku zastanawiałam się co to  za impreza i co to  za studnia. Po drodze zachwyciły mnie takie "skwerkowe" róże:





Zapewne lada  dzień odejdą  w nicość, bowiem  ziemia wokół nich sucha  niemiłosiernie, a że to nie żaden reprezentacyjny skwer w rządowej  dzielnicy to nie  zasłużył na podlewanie.

Park, w którym znalazłam się po raz  pierwszy trudno jest mi nazwać parkiem - nazwałabym go raczej dużym  skwerem- dwupoziomowym. Trawniki, krzewy i ławki są poniżej poziomu  głównej ulicy, nawet trzeba zejść kilkunastoma schodkami w  dół. W jego górnej  części, pod pięknymi bardzo starymi i  wysokimi  drzewami odbywała  się  owa tajemnicza dla  mnie  impreza. Główne  miejsce, wokół którego kłębił się tłumek zajmował pawilonik, w którym można  było zakupić wino (nie tylko na  butelki) i stało kilkanaście stolików - wyraźnie  zbyt mało w stosunku do ilości chętnych do posiedzenia w miłych okolicznościach przyrody. Więc na początku siedziałyśmy  z córką na dole  w parku, a płeć męska czyhała na zwolnienie  się któregoś  ze  stolików.  Stali bywalcy tej imprezy przybyli z własnym  sprzętem turystycznym  w postaci stolików i krzesełek jak i z własną zakąską. W końcu udało się chłopakom zdobyć stolik, więc posiedzieliśmy przy stoliku popijając naprawdę dobre wino (kupiliśmy butelkę na 3 dorosłe osoby), dzieciaki  nie chciały nawet wody mineralnej tylko pomaszerowały do pobliskiej  lodziarni po lody dla siebie, a gdy już pożarli owe lody to pograliśmy sobie  w karty. To jakaś taka młodzieżowa  gra,w której przy każdym rozdaniu gracze mają inne zadanie i zakończywszy dany poziom pomyślnie, przechodzą na  następny.  Zdołałam dotrzeć aż do 7 (chyba  było ich 10) gdy okazało się, że starszy wnuk  już dobrnął do 10 i zakończyliśmy grę. A ja, na stare lata, ciągle uczę  się różnych nowych gier, bo mi nie odpuszczą- muszę grać razem z nimi.  Wróciliśmy do domów jakoś tak około 22,00 i nadal było bardzo  ciepło. Sumując - to był bardzo miły wieczór!

A na dziś przewidują 28 stopni ( nie wiem jak to jest, ale w 99% te prognozy  się sprawdzają), teraz jeszcze jest przyzwoicie bo tylko 22 stopnie. A co dziś będę robiła? - jeszcze nie  wiem. Na pewno długo wieczorem nie posiedzimy, bo wszak jutro szkoła.

Miłej niedzieli Wszystkim!!!