drewniana rzezba

drewniana rzezba

niedziela, 1 stycznia 2023

Znowu Nowy Rok

 Właśnie dotarłam ogłuszona i  z lekka zaczadzona do swego mieszkania.  Wreszcie mógł sobie naród postrzelać. Na każdym narożniku ulic w okolicy,  w której  mieszkam, zmęczony pracą, pandemią , maseczkami, podwyżkami cen żywności,  elektryczności,  gazu, paliwa - naród odreagowywał swą frustrację w huku petard - niestety ogłuszającym.









A żeby  było jeszcze  zabawniej to właśnie jest w tej chwili- godzona 1,20 w nocy-  i 16 (słownie szesnaście) stopni ciepła. Podobno ceny owych sztucznych  ogni były  w tym  roku "powalające", ponieważ przez ostatnie  dwa lata był mocno zmniejszony  popyt a przechowywanie ich w odpowiednich warunkach jest bardzo  drogie a do tego podobno zakup tańszych,  sprowadzonych przez Polaków był zbyt  ryzykowny, bo ich jakość nawet u bardzo oszczędnych budziła wielki niepokój. Jakiś cud nad  Sprewą - już się wyciszyło!!!

A ja wszystkim odwiedzającym życzę by ten NOWY ROK  nie  był gorszy od tego, który pożegnaliśmy.

środa, 21 grudnia 2022

Wszyscy, wszystkim......



 Nic od lat się już nie  zmienia, wszyscy, wszystkim ślą życzenia - ślę więc i ja.

Niezależnie od tego, czy obchodzicie tradycyjne Boże Narodzenie , czy Zimowe Przesilenie, czy jest to po prostu czas wolny przeznaczony na spotkanie  z  tymi, których kochacie  i lubicie - wszystkim Wam życzę byście go spędzili tak jak chcecie - w spokoju i radości.

Kończy  się rok - życzę Wszystkim, by Nowy był bardziej stabilny i spokojny a przynajmniej nie gorszy od tego, który wkrótce pożegnamy.

Do poczytania w Nowym Roku!!!!


poniedziałek, 19 grudnia 2022

Smutno mi

 W miniony piątek, 16.XII o godzinie 6,00 rano rozpadło się największe na świecie wolno stojące akwarium, które  miało 16 metrów wysokości, 11,5 metra  średnicy, było domem dla 1500 ryb ponad 100 gatunków. Z akwarium wylało się milion lirów  wody, zginęły  wszystkie ryby. Dwie osoby zostały ranne odłamkami szkła. To olbrzymie  akwarium znajdowało się w holu berlińskiego hotelu Radisson Blu.

Siła eksplozji roztrzaskała  drzwi i okna  w hotelu a na ulice wyleciał gruz. Zniszczony doszczętnie jest parter tego obiektu.

Latem tego roku, po 2,5 latach renowacji owo akwarium  zostało udostępnione dla zwiedzających. Koszt renowacji tegoż akwarium  wyniósł 2,6 miliona  euro. W trakcie renowacji między innymi wymieniono uszczelki silikonowe akwarium.

W chwili tego wypadku w Berlinie było 7 stopni mrozu. Szczęście  w nieszczęściu, że nikt o tak wczesnej porze  nie  zwiedzał owego akwarium.

Lubię akwaria i oceanaria. Wśród moich przyjaciół w  Warszawie było kilku miłośników  akwariów. U jednych  było nawet akwarium, które  mieściło 300 l wody i w tym pokoju niemal na każdym blacie  stało jakieś  akwarium - po prostu pan domu  miał fioła na punkcie  hodowli ryb. I dzięki temu pozbyłam  się bez problemu  swojego akwarium, gdy moja  latorośl przestała  się interesować  rybkami.

Ale ilekroć jest okazja odwiedzenia jakiegoś ładnego akwarium lub oceanarium to  z niej korzystam.

Na zdjęciach  poniżej jest to berlińskie super akwarium przed i po katastrofie:


Poza tym nic ciekawego u mnie - pogoda z  gatunku "i psa  żal byłoby na  spacer  wygonić", raptem 1 stopień ciepła i mży coś bliżej  nieokreślonego - chwilami wygląda na  zwykły deszcz, a chwilami są to mini kuleczki śniegu. A mnie głowa  pęka  z bólu i  chyba sprawdzę czy moje łóżeczko nadal jest  wygodne.

Zostawiam Was  w towarzystwie  Vivaldiego :



wtorek, 13 grudnia 2022

Bez zmian......

                        ........ nawet miałam zamiar napisać w tytule "na zachodzie  bez  zmian", ale się w porę opamiętałam. 

Pogoda taka jakaś "średnio na jeża", przeważają temperaturki w okolicach zera, czasem  nieco powyżej owego  zera, czasem poniżej,  jak na  razie śniegu nie ma, co mnie  akurat wcale a wcale nie martwi. Wczoraj spędziłam   sześć godzin na  dekupażowaniu prezentu dla teściowej  mojej córki. Jutro, gdy już wszystko mi wyschnie idealnie,  położę dwie  cieniutkie  warstewki lakieru bezbarwnego. Osobiście  bardzo  lubię i  cenię Ingrid, fantastycznie  wychowała  swego syna,  a lekko nie miała, bo owdowiała gdy dziecko miało zaledwie 1 rok. Poza tym jest to nieprawdopodobnie dobra osoba i kocha swą  synową  tak, jakby to była jej  własna córka. Cieszę  się, że się spotkamy w święta i na pewno pobędzie  tu przynajmniej  do Nowego Roku. 

Wytaszczyłam  się dziś do swego rodzinnego lekarza w nadziei, że wreszcie  dostanę kod na e-recepty. Okazało się, że jak na  razie jeszcze ów kod do tej placówki nie dotarł, no ale przynajmniej dostałam recepty na swoje  stałe leki i zaszczepiłam  się p. grypie, która  w tym roku wetuje sobie  straty za dwie ubiegłe  zimy, gdy ludzi kosił Covid-19 wraz ze swymi mutantami i zaczynają po Berlinie  krążyć jakieś grypopodobne infekcje męcząc  ludzi. Jako osoba  w wieku mocno 60+ mam obowiązek się szczepić no i  się z tego obowiązku dziś wywiązałam. 

Trochę to kłopotliwe, bo do swego rodzinnego muszę się przewlec dwiema liniami metra, choć to zaledwie  pięć przystanków. Na szczęście ja mam z  domu do metra 250 metrów a na miejscu do rodzinnego pewnie 100 metrów. Obskoczyłam  elegancko wszystko w 70 minut, łącznie  z drobnym czekaniem na zastrzyk. Jedyne co mi nie za bardzo pasuje to fakt, że w metrze (w każdym środku komunikacji publicznej  Berlina) i u lekarza trzeba być w maseczce. Mam wyraźnie krótszy oddech niż kiedyś. No cóż- starość nie radość. Chyba sobie  kupię nową maseczkę, tym razem czarną i koniecznie  dziecięcą rozmiarowo, bo taka dla dorosłych to mi dosłownie  wchodzi do oczu, więc  muszę jej dół podwijać, by była węższa.

Ponieważ ciągle jestem na "utrzymaniu" ZUSu, a jest koniec  roku, to muszę udowodnić tejże instytucji, że nadal niestety żyję i tu nowość - gdy zimą w 2019 roku załatwiałam w szczecińskim oddziale swego Banku sprawy  spadkowe (bo miałam wspólne konto bankowe  z mężem) to wdepnęłam do ZUS-u i załatwiłam  sobie "profil  zaufany" i w tym roku, po raz pierwszy z niego skorzystam- zamiast gnać do naszej  ambasady na potwierdzenie własnoręczności podpisu na druczku do ZUS-u, będę miała wideo-wizytę w polskim ZUSie i wystarczy widok mojej fizjonomii oraz mój paszporcik obejrzane przez urzędniczkę przy pomocy kamerki, żeby uznano, że jeszcze żyję i renta  rodzinna mi się nadal należy. Oczywiście  wpierw muszę się umówić na ową wizytę z osobą, która się tym w ZUS-ie zajmuje. Ciekawa jestem czy uda mi się przy pomocy owego  "profilu  zaufanego" wyrobić sobie nowy Dowód Osobisty, no bo podobno  wszystkie dowody podlegają wymianie- ma ponoć  być podpis cyfrowy. W  najgorszym  razie będę musiała zrobić wycieczkę do Szczecina po odbiór. No a może do Słubic? Jak na razie to "w razie co" (uwielbiam to powiedzenie) mam jeszcze kilka lat ważny paszport.

Jest jedna rzecz, za którą tęsknię stale i niewymownie- bardzo mi brakuje filii Centrum Kompleksowej Rehabilitacji, w którym regularnie co 6 miesięcy spędzałam trzy tygodnie na zabiegach fizyko i fizjoterapii- codziennie. Tego mi tylko brak, za niczym innym, w kwestii miasta rodzinnego, czyli Warszawy - nie tęsknię. Nadal kocham Berlin.

Miłego Wszystkim!!!





sobota, 3 grudnia 2022

Milej się dzień skończył niż zaczął

To był pierwszy poranny rzut oka przez okno- niezachęcająco-  prawda?

Na wszelki wypadek spojrzałam nieco  w bok i zobaczyłam to:


 

Po kilku godzinach już nie było śladu po tym śniegu. Ciepło nadal  nie jest , aktualnie mam -1 i ostrzeżenie o gołoledzi.

No a że nie było dokąd  iść, bo zimno i wiatr wybrałyśmy  się z córką na polowanko, czyli popatrzeć i ewentualnie  kupić różne  rzeczy "pod  choinkę". I w  związku  z tym wytuptałam  dziś w dwóch  sklepach, przemierzając  tylko partery -  2,5 km.  Zmordowałam  się,  bo wszak byłam w zimowej kurtce. To był całkiem  dobry pomysł z tymi  zakupami dziś, bo na  szczęście nie  było tłumów i tym samym kolejek do kas. 

Zachciało mi się niedużej foremki do pieczenia i  znów przeżyłam lekki szok, bo dobił mnie wybór - kilkanaście  metrów z akcesoriami do pieczenia ciast, tortów i Bóg  wie  czego jeszcze. Byłam  również  w sklepie,  w którym można  zakupić przeróżne produkty do zaspokajania  swego hobby- oczywiście musiałam  wszystko pomacać i.... jeden z  prezentów podchoinkowych  to będzie pudełko na chusteczki, zdekupażowane przeze mnie. Od jutra  muszę  się niestety  wziąć do roboty, dekupażowanie pochłania  bardzo dużo czasu. I miła  niespodzianka - nie rzępolili kolęd ani żadnych około świątecznych  melodyjek.

Miłej niedzieli Wszystkim życzę! A do posłuchania nieco zapomniany Demis Roussos



wtorek, 29 listopada 2022

Minęła....

                   ......pierwsza niedziela  adwentu.


W tym  roku  zamiast  typowego  wieńca adwentowego  mam  "gwiazdę betlejemską". Jej ojczyzną jest Meksyk. Według legendy Azteków kwiat  jest  zabarwiony krwią  bogini, której serce pękło z miłości, niestety nie wiemy do kogo.

Z liści Aztekowie robili czerwony pigment, który był używany do barwienia tkanin i kosmetyków, a mleczny sok, który  wydziela był lekiem, którym  zbijano  gorączkę.  W półtropikalnym klimacie ta  roślina  jest krzewem i może dorosnąć nawet do 4 metrów  wysokości.

Na początku XIX wieku Joel Poinsett, ambasador USA w  Meksyku, doktor i pasjonat  botaniki sprowadził te  roślinę  do USA. Na jego  cześć  nazwano ją  "poinsetia".  Do Europy trafiła dzięki Aleksandrowi von Humboldtowi, ( mój idol)  który przywiózł ją ze swej podróży do Ameryki. W Berlinie  została skatalogowana i otrzymała nazwę botaniczną Euphorbia pulcherrima , czyli najpiękniejsza z euforbii.

Nieco kapryśna  w swych wymaganiach, ale  mam nadzieję,  że do Świąt BN jakoś przetrzyma  mój  wybitny antytalent  do hodowli  roślin.

Poza tym - jak na  działkach zimą- nic się  nie  dzieje. Za oknem chmurno i chłodno, "aż" +3 stopnie.

Miłego nowego tygodnia dla Was!!!




niedziela, 20 listopada 2022

Widok z okna

 ........mojej kuchni.

Widok na  tyle niecodzienny, że aż pyknęłam  "zdjątko", bo trudno  to nazwać  zdjęciem. Wczoraj  cały  dzień coś mżyło i właściwie jest  to pamiątka po wczorajszej "mżawce". Dziś na termometrze "0", na ulicy ani śladu po jakimś "śniegu" tylko na podwórku pamiątka  po  wczorajszej śniegowej  mżawce. Po raz pierwszy  widziałam tak mikroskopijne płatki/kropelki śniegu. Naprawdę  musiałam się dobrze  zjawisku przypatrzeć, by dostrzec, że to  nie  zwykła, a śniegowa  mżawka.

W pokojach  mam, pomimo włączonych  kaloryferów, aż 18  stopni ciepła, bo piec centralnego  ogrzewania  jest opalany  gazem,  a gazu, jak  wiadomo - brakuje - i należy go oszczędzać. W ramach  oszczędzania  wszyscy właściciele domów    mieszkalnych i  nie  tylko, dostali odgórne  wytyczne jak ma być ustawione ogrzewanie.  A na dworze oszałamiająca  temperatura wynosząca 0 stopni. Jak dobrze pójdzie, to podobno  będzie  aż +1. Ale na koniec  nadchodzącego  tygodnia jest  szansa na +7 stopni. Jedno jest pewne - Niemcy, ów przez  wiele osób kraj  wymarzony, mlekiem i miodem płynący, ma  spore problemy finansowe i coraz  bardziej należy "zaciskać pasa".

Na gruncie prywatnym  też nie mam się czym zachwycić, jakoś nie mogę dojść do siebie - pewnie za daleko odeszłam od dobrego stanu  zdrowia. Niestety muszę  się w tym tygodniu przemieścić do swojego rodzinnego lekarza - mam nadzieję, że może już będą  w stanie  podać  mi kod na e-recepty i uda mi  się zaliczyć  szczepienie p. grypie oraz zbadać poziom mego TSH.

Muszę Was  pocieszyć - nie tylko kraj nad  Wisłą nie jest zadowolony  z rządu, który został wybrany - tu też narodowi  pomału otwierają  się oczęta na otaczającą rzeczywistość. Po prostu sprawdza  się stare, ale wciąż  aktualne powiedzenie, że "lepiej jest  wrogiem  dobrego"  i nie  warto wierzyć w przedwyborcze obietnice.

Miłego nowego tygodnia Wszystkim życzę!