drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 14 czerwca 2023

Czerwiec......

                              .......a  więc czas na kręgi w zbożu.

Jest takie hrabstwo Wiltshire w Anglii, w którym  notorycznie w czerwcu ktoś/coś  tworzy kręgi  w  zbożu, w samym środku pól. Tegoroczny krąg prezentuje  się tak:

To nowy  wzorek, takiego jeszcze  nie było, ukazał się rano 11 czerwca  zdziwionym oczom właściciela tego pola. Powstał w nocy z 10 na 11 czerwca, zupełnie  bezszmerowo pośrodku rozległego pola. No i jak co roku, od wielu lat, ten  nowy krąg przyciągnie  tłumy - ufologów, miłośników tajemnic oraz nawet panów  naukowców.

A dziesięć lat temu, w 2013 roku w tymże hrabstwie,  ale na czyimś innym polu był taki wzorek:


Też całkiem udany, moim  skromnym zdaniem. I naprawdę nadal nie ma dobrej i wiarygodnej odpowiedzi skąd  się one biorą w ciągu krótkiej czerwcowej nocy na środku pól. Ostatnio podejrzenie padło na drony. 

A co Wy o tym sądzicie?

P.S.

zdjęcia wzięłam z sieci.

poniedziałek, 12 czerwca 2023

Aż żal patrzeć

 Susza. Coraz  więcej  drzew w mieście wygląda tak:





A prawdziwe upały dopiero przed nami. Jedno co jest  już teraz pewne - ceny wszystkiego co wyrasta  z  ziemi i potrzebuje wody poszybują pod  niebiosa.

niedziela, 11 czerwca 2023

Fajnie było......

             .......wczoraj.

Cały dzionek przesiedziałam  grzeczniutko w  domu, bo jednak był upał. Ale tak  mniej więcej około godziny 18,00 wybrałam  się z  rodzinką na imprezę o nazwie  "czerpanie wina ze  studni". Impreza była na terenie niezbyt odległego ode mnie parku, nieodległego to znaczy ok, 1,5 km od mojego domu. Drepcząc w stronę parku zastanawiałam się co to  za impreza i co to  za studnia. Po drodze zachwyciły mnie takie "skwerkowe" róże:





Zapewne lada  dzień odejdą  w nicość, bowiem  ziemia wokół nich sucha  niemiłosiernie, a że to nie żaden reprezentacyjny skwer w rządowej  dzielnicy to nie  zasłużył na podlewanie.

Park, w którym znalazłam się po raz  pierwszy trudno jest mi nazwać parkiem - nazwałabym go raczej dużym  skwerem- dwupoziomowym. Trawniki, krzewy i ławki są poniżej poziomu  głównej ulicy, nawet trzeba zejść kilkunastoma schodkami w  dół. W jego górnej  części, pod pięknymi bardzo starymi i  wysokimi  drzewami odbywała  się  owa tajemnicza dla  mnie  impreza. Główne  miejsce, wokół którego kłębił się tłumek zajmował pawilonik, w którym można  było zakupić wino (nie tylko na  butelki) i stało kilkanaście stolików - wyraźnie  zbyt mało w stosunku do ilości chętnych do posiedzenia w miłych okolicznościach przyrody. Więc na początku siedziałyśmy  z córką na dole  w parku, a płeć męska czyhała na zwolnienie  się któregoś  ze  stolików.  Stali bywalcy tej imprezy przybyli z własnym  sprzętem turystycznym  w postaci stolików i krzesełek jak i z własną zakąską. W końcu udało się chłopakom zdobyć stolik, więc posiedzieliśmy przy stoliku popijając naprawdę dobre wino (kupiliśmy butelkę na 3 dorosłe osoby), dzieciaki  nie chciały nawet wody mineralnej tylko pomaszerowały do pobliskiej  lodziarni po lody dla siebie, a gdy już pożarli owe lody to pograliśmy sobie  w karty. To jakaś taka młodzieżowa  gra,w której przy każdym rozdaniu gracze mają inne zadanie i zakończywszy dany poziom pomyślnie, przechodzą na  następny.  Zdołałam dotrzeć aż do 7 (chyba  było ich 10) gdy okazało się, że starszy wnuk  już dobrnął do 10 i zakończyliśmy grę. A ja, na stare lata, ciągle uczę  się różnych nowych gier, bo mi nie odpuszczą- muszę grać razem z nimi.  Wróciliśmy do domów jakoś tak około 22,00 i nadal było bardzo  ciepło. Sumując - to był bardzo miły wieczór!

A na dziś przewidują 28 stopni ( nie wiem jak to jest, ale w 99% te prognozy  się sprawdzają), teraz jeszcze jest przyzwoicie bo tylko 22 stopnie. A co dziś będę robiła? - jeszcze nie  wiem. Na pewno długo wieczorem nie posiedzimy, bo wszak jutro szkoła.

Miłej niedzieli Wszystkim!!!

piątek, 9 czerwca 2023

Piątek......

               no więc...

Jest nieźle, przynajmniej  mnie. Wczoraj  cały dzień było tu 30 stopni pana  Celsjusza, więc utrzymywałam w  domu miłą  dla  mnie i znośną temperaturę 25 stopni, a na  dziś  panowie od pogody  zapowiadają 29 stopni. No i dobrze.

Właśnie pożarłam  mrożone  owoce z jogurtem i poczytałam co też wyprawiają  panowie  naukowcy z Imperial College London. To wielce pracowici ludzie i utworzyli wirujący dysk plazmy i zdołali zasymulować warunki panujące w dyskach akrecyjnych- czyli w obszarach, w których materia układa się spiralnie wokół czarnej  dziury. Są to miejsca, w których grawitacja  czarnej  dziury tworzy turbulencje, ogrzewa gaz do ekstremalnych temperatur i zmienia go  w plazmę. Owe dyski utrzymywane  są na miejscu przez  równoważenie sił odśrodkowych generowanych przez ich obrót i grawitacyjnych wpływów czarnej  dziury.

Podobno jest  to bardzo ważny eksperyment bo może pomóc panom  naukowcom zrozumieć jak rosną czarne  dziury pochłaniając otaczającą je  energię. Będzie również można obserwować jak obłoki gazu zapadają się na siebie tworząc gwiazdy. Poza tym może mieć również zastosowanie w eksperymentach z syntezą  termojądrową, gdzie  są stwarzane podobne   warunki.

Wirujący dysk plazmy uzyskano używając generatora megaamperowego. Przy użyciu 18 strumieni plazmy razem  zepchniętych  ( nie wiem czym je  spychali do kupy) uzyskano obracającą  się kolumnę. Przy okazji zaobserwowano, że plazma poruszała  się szybciej w  wewnętrznych obszarach kolumny, co jest ważnym atrybutem dysków akrecyjnych.  

Te badania, oraz dane uzyskane za pomocą Teleskopu Horyzontu Zdarzeń ( dla mnie to wielce  romantyczna nazwa) podobno pomogą naukowcom w testowaniu istniejących teorii na temat  działania czarnych  dziur. 

No i niech badają, bo podobno jedna  z czarnych dziur znajduje  się zaledwie 1550 lat świetlnych od Ziemi, co w miarach  kosmicznych = bardzo, bardzo blisko.

A poniżej widoki z mojego okna:



Ostatnie zdjęcie to ta tak długo wiosną "bezlistna  brzoza".



Miłego weekendu  Wszystkim!!!



poniedziałek, 5 czerwca 2023

No nie wiem......

                 ..........ale to, o  czym napiszę wcale, a wcale  mi się nie podoba. Może nie umiem dostrzec tych  dobrych stron  sytuacji, która może  zaistnieć. Po prostu  nie jestem optymistką, raczej jestem fatalistką.

W 2016 roku niejaki pan Elon Musk utworzył  firmę o nazwie  Neuralink i otrzymał zezwolenie na przeprowadzenie badań klinicznych nad  chipem, który ma  być  wszczepiany w mózg  człowieka, by miał możliwość korzystania z komputera i telefonu bez użycia  rąk. Ponoć rekrutacja do udziału w testach jeszcze  nie jest otwarta, ale  temat eksperymentu budzi zainteresowanie i dyskusje, co mnie  wcale  nie  dziwi.

Ambicją  Neuralinku jest  stworzenie technologii umożliwiającej wszczepienie w mózg  człowieka niemal  nieograniczonej liczby elektrod w  sposób całkowicie  automatyczny. Zdaniem  Elona Muska interfejsy neuronowe pozwolą się stawać  ludziom cyborgami i będą mogli konkurować ze  sztuczną inteligencją oraz  sterować komputerami bezpośrednio za pomocą myśli.

A Ray Kurzweil, pan futurolog, którego 86% przewidywań już  się  spełniło, uważa że do końca dekady ludzkość pozna nieśmiertelność.  Ostatnio stwierdził, że  rozwój nanotechnologii i robotyki sprawi, że maleńkie nanoroboty będą odbudowywać uszkodzone komórki i tkanki w organizmie  człowieka, które zostały uszkodzone w procesie  starzenia się.

Ponadto zdaniem Kurzweila sztuczna  inteligencja prześcignie  człowieka i już w 2029 roku  zda test Turinga  i wyznaczy nowy  kierunek ewolucji człowieka. No i zdaniem owego pana ludzie nie powinni się bać inwazji robotów, bo wszczepienie w nasze   mózgi komputerów  poprawi ludzkie  życie i stanie   się wzmocnieniem  naszych możliwości.

I czytając to wszystko bardzo  się ucieszyłam że już  raczej nie doczekam się  tych rewolucyjnych zmian, bo z góry wiadomo, że pierwsi z owych wszczepień skorzystają ci stojący dziś na  szczytach władzy, którzy najczęściej nie są zaliczani do tych, których naród chciałby widzieć na stołku przywódcy do końca świata.

Pogodę mam całkiem,  całkiem przyzwoitą, przewidują  na  dziś  słońce i 27 stopni w  drugiej połowie  dnia, więc muszę teraz  się udać na spacer i wcale mi tego czip nie podpowiedział.

Miłego Nowego Tygodnia Kochani!!!





poniedziałek, 29 maja 2023

Rzeczy dziwne, zagadkowe

 

Jeśli uda Wam się kiedyś dotrzeć w okolice jeziora Titicaca będzie  mogli "na żywo" obejrzeć to co widzicie na  tym  zdjęciu. To miejsce  w 1996 roku zostało odkryte i rozpropagowane przez  miejscowego przewodnika Jose Luisa Deldago Mamani.

Wieki mijają a do dziś nie wiemy kto i w jakim  celu wybudował ten mur, jak  wykuł  te ogromne kamienne bloki,  jak umieścił na górze te olbrzymie kamienie.  Mamy całą masę pytań i kompletny brak odpowiedzi.  Znamy tylko opowieści rdzennych Amerykanów związane  z tym miejscem- oto jedna z nich.

Inkaski Kapłan Aramu  Muru ze  świątyni Siedmiu Promieni szukając schronienia przed  hiszpańskimi konkwistadorami udał  się w głąb gór Hayu Marca. Tu za pomocą złotego dysku o nazwie Klucz Bogów Siedmiu Promieni odblokował  zamkniętą bramę i przeszedł przez nią. Podobno tunel prowadzący w głąb skały promieniował niezwykłym światłem i umożliwiał wgląd w nieznane królestwa. Legendy rdzennych Amerykanów mówią o  bohaterach, którzy przeszli przez te bramę aby połączyć  się  ze swymi bóstwami zyskując  w ten sposób nieśmiertelność i boską egzystencję.

Podobne opowieści dotyczące bram prowadzących do innych światów odnajdujemy w starożytnych opowieściach, np. u Sumerów.

U mnie drugi Dzień Zielonych Świątek - jest zielono, 21 stopni, świeci  słońce - czyli jest wielce udany weekend. 

A jeżeli  wpadnie  wam w ręce  książka J.Douglasa Kenyona "Zakazana  Historia Ludzkości" to ją przeczytajcie - naprawdę warto, jest nad  czym się zastanowić.

Miłego nowego tygodnia  Wszystkim.


sobota, 27 maja 2023

Coś jednak kwitnie

 Tu jest nieco dłuższy weekend, bo niedziela i poniedziałek to są Zielone  Świątki. Pogoda całkiem,  całkiem w porządku, a wczoraj to nawet było wręcz gorąco. Słońce świeci, jest 19 stopni  w cieniu. I nawet już sporo krzewów  kwitnie, więc w ramach spaceru  zrobiłam trochę  zdjęć:

 


A tak ogólnie to nic ciekawego u mnie- jedyna "atrakcja" to zaczęłam leczenie kanałowe - trochę mnie to będzie kosztowało, ząb nie jest jednokanałowy, a wyleczenie jednego kanału wraz  z jego wypełnieniem to 100€. Oczywiście mogłabym zrobić ten ząb  na ubezpieczalnię, ale wtedy są zupełnie inne materiały używane,  a ja na razie mam lek w jednym kanale, w środę  czeka mnie dalszy  ciąg tych atrakcji. Oczywiście wszystko wczoraj było bez bólu, nawet samo wkłucie  się przy zastrzyku było bezbolesne. Najbardziej  mi  się podobało, że do rtg nawet nie musiałam wstawać z fotela. Poza tym każdy kanał będzie obejrzany pod mikroskopem stomatologicznym. Nie  miałam pojęcia, że takie ustrojstwo istnieje. Gdyby tak jeszcze wszystko było bezgłośne byłoby to super. Po doświadczeniach z leczeniem kanałowym w Polsce, po którym straciłam ząb,  zaczynam doceniać dobre wyposażenie gabinetów dentystycznych. No i wielce prawdopodobne, że będę miała tzw. "lekarza  rodzinnego" w sąsiednim budynku, więc nie będę musiała jeździć metrem z przesiadką do samego centrum, co mnie bardzo cieszy.

Miłego weekendu - Wszystkim!!!

P.S. Zdjęcia  można powiększyć.