Dla wszystkich , którzy obchodzą Walentynki. Kochajcie się, nie tylko
z okazji dzisiejszego dnia.
Zdjęcie z sieci, ale nie wiem dokładnie skąd, bo dotarł do mnie drogą
łańcuszkową aż z Kolumbii.
drewniana rzezba
wtorek, 14 lutego 2012
niedziela, 12 lutego 2012
267. W oczekiwaniu na....
wenę. Bo mi jej coś ostatnio brak. Przymierzam się do kilku projektów,
dumam, dumam, wyciągam z pudełek koraliki i kamyki, biegam po necie
przeglądając półfabrykaty w sklepach i......nic. Brak pomysłu.
Ale w ramach redukowania zapasów (oj, chomik ze mnie okropny)
zrobiłam taki wisior:
A na skończenie czekają te:
"Dziewczynie z perłą" brakuje zapięcia, jaspisowemu - sznurka, bo nie
mam pomysłu jakim sposobem i z jakich koralików go upleść, a koral -
albo dorobię mu "braci", bo mam jeszcze dwa takie same kamyki i będzie
coś jakby naszyjnik, albo będzie punktem centralnym plecionej bransoletki.
Informacja dla "wtajemniczonych" : duży wisior jest na podkładzie, jaspis
ma plecki uplecione z koralików, koral też bez podkładu.
Wszystkim zmarzniętym życzę, by wreszcie nastały cieplejsze dni.
dumam, dumam, wyciągam z pudełek koraliki i kamyki, biegam po necie
przeglądając półfabrykaty w sklepach i......nic. Brak pomysłu.
Ale w ramach redukowania zapasów (oj, chomik ze mnie okropny)
zrobiłam taki wisior:
A na skończenie czekają te:
"Dziewczynie z perłą" brakuje zapięcia, jaspisowemu - sznurka, bo nie
mam pomysłu jakim sposobem i z jakich koralików go upleść, a koral -
albo dorobię mu "braci", bo mam jeszcze dwa takie same kamyki i będzie
coś jakby naszyjnik, albo będzie punktem centralnym plecionej bransoletki.
Informacja dla "wtajemniczonych" : duży wisior jest na podkładzie, jaspis
ma plecki uplecione z koralików, koral też bez podkładu.
Wszystkim zmarzniętym życzę, by wreszcie nastały cieplejsze dni.
piątek, 10 lutego 2012
266. Mix
Nadrabiam zaległości. Wreszcie skończyłam wisior z malachitami i
małymi agatami. Kamyki są oplecione , jak zawsze u mnie, koralikami
toho, a wszystko trzyma się na podkładzie. Sznur też jest z koralików
toho, spleciony ściegiem spiralnym. Bardzo lubię ten splot.
****
Czy ktoś z Was widział w okolicy wiosnę? Osobiście mam już dość zimy.
Do tego wszystkiego gdzieś się "zasyfiłam" - szczekam niczym zachrypnięty
pies podwórzowy. Dziś znów ma być w nocy b. zimno, a wiem, że u
niektórych ogrzewanie wysiadło. Ogromnie mi z tego powodu przykro
****
Jak myślicie, ile razy można być mężatką? Bo dziś dowiedziałam się,
że jedna z moich znajomych właśnie po raz szósty została "kobietą z
odzysku". I bardzo żałuje, że w ostatnim związku trwała zbyt długo, bo
teraz to nie jest pewna, czy znajdzie następnego męża.
Bo "Małpunia" (taki ma nick) z każdego związku wychodziła z jakimiś
"łupami" - a to z mieszkaniem w centrum miasta, a to z samochodem,
z innego z pełnym kontem w banku, pomijam już fakt, że ma niezły zbiór
antyków i biżuterii. Pamiętam ją z czasów panieńskich - miała naprawdę
powodzenie, ale ona zawsze wybierała panów ustabilizowanych życiowo.
Trzech to się nawet z jej powodu dość intensywnie wyplątywało z
dotychczasowych związków. Kiedyś zapytałam się jej głupawo, czemu
za każdym razem wychodzi za mąż, skoro wciąż się rozwodzi.
" To inwestycja, nie rozumiesz?" Chyba nie rozumiałam, ale chyba
głównie nie rozumiałam w jaki sposób ona namawia kolejnych panów
na małżeństwo. Ogólnie wiadomo, że mężczyzni niezbyt chętnie się żenią.
Małpunia mnie oświeciła - "żadnych bara-bara przed ślubem, wpierw ślub,
potem siup". Nie wpadłam na to, naprawdę.
Ilekroć spotkałam Małpunię, zawsze zadawała mi to samo pytanie:
"a ty dalej z tym samym? dziwna jesteś." Może i jestem dziwna, ale
nie muszę się martwić, czy złapię kolejnego potentata.
****
Jutro kibice Wisły Kraków i naszej stołecznej Legii pewnie będą się
tłukli na ulicach miasta. Paranoja. A wszystko przez to, że policja
nie ma odpowiednich środków łączności- nie może złapać łączności
na Stadionie Narodowym pomiędzy garażami a wyższymi poziomami.
Inne, niż będące w posiadaniu policji, środki łączności jakoś nie mają
z tym problemu.
****
Chyba wyjadę z W-wy gdy będą tu rozgrywki Euro.
małymi agatami. Kamyki są oplecione , jak zawsze u mnie, koralikami
toho, a wszystko trzyma się na podkładzie. Sznur też jest z koralików
toho, spleciony ściegiem spiralnym. Bardzo lubię ten splot.
****
Czy ktoś z Was widział w okolicy wiosnę? Osobiście mam już dość zimy.
Do tego wszystkiego gdzieś się "zasyfiłam" - szczekam niczym zachrypnięty
pies podwórzowy. Dziś znów ma być w nocy b. zimno, a wiem, że u
niektórych ogrzewanie wysiadło. Ogromnie mi z tego powodu przykro
****
Jak myślicie, ile razy można być mężatką? Bo dziś dowiedziałam się,
że jedna z moich znajomych właśnie po raz szósty została "kobietą z
odzysku". I bardzo żałuje, że w ostatnim związku trwała zbyt długo, bo
teraz to nie jest pewna, czy znajdzie następnego męża.
Bo "Małpunia" (taki ma nick) z każdego związku wychodziła z jakimiś
"łupami" - a to z mieszkaniem w centrum miasta, a to z samochodem,
z innego z pełnym kontem w banku, pomijam już fakt, że ma niezły zbiór
antyków i biżuterii. Pamiętam ją z czasów panieńskich - miała naprawdę
powodzenie, ale ona zawsze wybierała panów ustabilizowanych życiowo.
Trzech to się nawet z jej powodu dość intensywnie wyplątywało z
dotychczasowych związków. Kiedyś zapytałam się jej głupawo, czemu
za każdym razem wychodzi za mąż, skoro wciąż się rozwodzi.
" To inwestycja, nie rozumiesz?" Chyba nie rozumiałam, ale chyba
głównie nie rozumiałam w jaki sposób ona namawia kolejnych panów
na małżeństwo. Ogólnie wiadomo, że mężczyzni niezbyt chętnie się żenią.
Małpunia mnie oświeciła - "żadnych bara-bara przed ślubem, wpierw ślub,
potem siup". Nie wpadłam na to, naprawdę.
Ilekroć spotkałam Małpunię, zawsze zadawała mi to samo pytanie:
"a ty dalej z tym samym? dziwna jesteś." Może i jestem dziwna, ale
nie muszę się martwić, czy złapię kolejnego potentata.
****
Jutro kibice Wisły Kraków i naszej stołecznej Legii pewnie będą się
tłukli na ulicach miasta. Paranoja. A wszystko przez to, że policja
nie ma odpowiednich środków łączności- nie może złapać łączności
na Stadionie Narodowym pomiędzy garażami a wyższymi poziomami.
Inne, niż będące w posiadaniu policji, środki łączności jakoś nie mają
z tym problemu.
****
Chyba wyjadę z W-wy gdy będą tu rozgrywki Euro.
czwartek, 9 lutego 2012
264. Tylko tyle
To jest dalszy ciąg wariacji drucikowych.
Ten naszyjnik jest zrobiony przy użyciu szydełka. Trochę niezbyt
równo mi to wyszło, ale pierwszy raz dziergałam drucik szydełkiem.
Kupiłam kiedyś takie małe, metalowe koraliki i bardzo długi czas nie
za bardzo wiedziałam jak je spożytkować. Wydaje mi się,że jak na
pierwszy raz to ten naszyjnik niezle się prezentuje.
A dla mojego prywatnego Smoka zrobiłam taki wisiorek:
Centralnym punktem wisiorka jest koral w kółku z kulek hematytu.
"Sznurek" jest z małych, japońskich koralików toho w kolorze hematytu,
czerwone koraliki są z odzysku, z jakiegoś sznurka czeskich paciorków.
Ten naszyjnik jest zrobiony przy użyciu szydełka. Trochę niezbyt
równo mi to wyszło, ale pierwszy raz dziergałam drucik szydełkiem.
Kupiłam kiedyś takie małe, metalowe koraliki i bardzo długi czas nie
za bardzo wiedziałam jak je spożytkować. Wydaje mi się,że jak na
pierwszy raz to ten naszyjnik niezle się prezentuje.
A dla mojego prywatnego Smoka zrobiłam taki wisiorek:
Centralnym punktem wisiorka jest koral w kółku z kulek hematytu.
"Sznurek" jest z małych, japońskich koralików toho w kolorze hematytu,
czerwone koraliki są z odzysku, z jakiegoś sznurka czeskich paciorków.
wtorek, 7 lutego 2012
263. Najgorzej, gdy......
z lekka mi odbija. Zgadniecie co dziś zrobiłam? No właśnie -
dorwałam się do komputera i do robótek- wszak trzeba nadrobić
zaległości. Ale tym razem są to wariacje z drucikami:
Są to agaty na drucikach.
Zrobiłam też coś dla pewnej przemiłej i delikatnej osoby, którą bardzo
lubię i podziwiam. Dziś tylko dokończyłam i przygotowałam do wysłania.
A wygląda to tak:
To agat w koralikach o lawendowym kolorze. Niestety , mimo rozlicznych
prób kolor mi nie wyszedł taki, jak w oryginale. Ale właściwie to zawsze
są kłopoty z kolorem, bo mój aparat należy do tych najprostszych, więc
nie powinnam się czepiać. Agat jest opleciony bez podkładu.
Podobno bieżący rok jest rokiem Smoka, więc wszystkie panie urodzone
w latach Smoka powinny nosić jakieś czerwone dodatki. W związku z tym,
zrobiłam dziś dla mojej osobistej córki, koral w hematytowym kółku, sznurek
jest z toho w kolorze hematytu i do tego "czerwone kropki" z koralików
niewiadomego pochodzenia, czyli z odzysku.
Usiłuję również zrobić czerwony kwiatek z koralików, splatając je ściegiem
"kwadratowym", co pozwoli na uzyskanie dość sztywnych płatków. Mam
nadzieję, że będzie z tego broszka.
Ciekawa jestem co mi z tego wyjdzie. Jeśli wyjdzie to się oczywiście
pochwalę, jeśli nie - dyplomatycznie sprawę przemilczę.
dorwałam się do komputera i do robótek- wszak trzeba nadrobić
zaległości. Ale tym razem są to wariacje z drucikami:
Są to agaty na drucikach.
Zrobiłam też coś dla pewnej przemiłej i delikatnej osoby, którą bardzo
lubię i podziwiam. Dziś tylko dokończyłam i przygotowałam do wysłania.
A wygląda to tak:
To agat w koralikach o lawendowym kolorze. Niestety , mimo rozlicznych
prób kolor mi nie wyszedł taki, jak w oryginale. Ale właściwie to zawsze
są kłopoty z kolorem, bo mój aparat należy do tych najprostszych, więc
nie powinnam się czepiać. Agat jest opleciony bez podkładu.
Podobno bieżący rok jest rokiem Smoka, więc wszystkie panie urodzone
w latach Smoka powinny nosić jakieś czerwone dodatki. W związku z tym,
zrobiłam dziś dla mojej osobistej córki, koral w hematytowym kółku, sznurek
jest z toho w kolorze hematytu i do tego "czerwone kropki" z koralików
niewiadomego pochodzenia, czyli z odzysku.
Usiłuję również zrobić czerwony kwiatek z koralików, splatając je ściegiem
"kwadratowym", co pozwoli na uzyskanie dość sztywnych płatków. Mam
nadzieję, że będzie z tego broszka.
Ciekawa jestem co mi z tego wyjdzie. Jeśli wyjdzie to się oczywiście
pochwalę, jeśli nie - dyplomatycznie sprawę przemilczę.
poniedziałek, 6 lutego 2012
262. Cisza, aż w uszach dzwoni
Właśnie wróciliśmy z lotniska - dziś moi goście odlecieli. Byli arcy
krótko, ale intensywnie. Wiadomo, każda babcia wnuczkiem jest
zachwycona, ale ja jestem nietypowa babcia i wierzcie mi - jestem i
zawsze byłam obiektywna oceniając własne dziecko, więc i Młodego
oceniam w ten sam sposób. Po pierwsze - gaduła z niego niesamowita.
Trochę miałam kłopotu bo po polsku to tylko mówił "babcia, dziadek"
i chwilami nasze rozmowy były prześmieszne. To jest dziecko, które
od pierwszych dni życia jest prowadzone dwujęzycznie, a od 11
miesiąca życia doszedł angielski, jako trzeci język. Gdy prosiłam, by
mówił po polsku, bo nie rozumiem, Młody zaczynał ćwierkać po...
angielsku. Mówi ogromnie rozbudowanymi zdaniami, co mnie bardzo
śmieszy. Nie powie: " babciu/dziadku/mamo pobaw się ze mną" ale
tak nawija: " czy moglibyśmy teraz się razem pobawić, poczytać, pograć?"
W sobotę zaczął grać z nami w "chińczyka". Trochę się baliśmy, że trzylatek
nie pojmie lub nie zaakceptuje reguł gry, ale po drugiej grze, Młody wszystko
"załapał" i musieliśmy z nim niemal cały wieczór spędzić na grze. Tak w ogóle
to on mnie nieco przeraża- liczy do 100, sam potrafi obsługiwać wieżę,
pisze na komputerze swoje imię, imię brata oraz papa i mama.Wieżę
obsługuje "pod dyktando", czyli wystarczy mu powiedzieć pod
jakim napisem ma wcisnąć przycisk, bo Młody czyta i zna takie proste
słowa jak play, stop, CD. Wczoraj mnie dobił - rozłożył dwie serwetki,
stołowe i zauważył, że każda ma cztery części. Zapytany ile jest części tych,
spokojnie skonstatował, że osiem. Po prostu je, wskazując paluszkiem,
policzył. No a ponieważ samym liczeniem i grą nie można żyć,
wybraliśmy się w sobotę do sali zabaw dla dzieci. Dawno nie byłam
w takim miejscu - myślałam, że uszy mi odpadną.A Młodemu, choć w domu
naprawdę słucha muzyki bardzo cicho, to ten hałas jakoś nie
przeszkadzał. Po 2 godzinach udało się nam stamtąd wyjść - głowa
bolała mnie jeszcze z godzinę. Ku wielkiemu niezadowoleniu córki Młody
wcinał całkiem sporo ciasta domowej roboty i słodzone dziecinne jogurty.
Stwierdziła jednak, że przez trzy dni nie zdąży się od tego zdeprawować
żywieniowo.
A tak się Młody wyżywał w Bajkolandii na Ursynowie.
Dziś od rana zastanawiał się, czy samolot będzie miał opózniony wylot
czy też nie. Oczywiście miał.
Ogólnie - przeżyłam i pojedziemy razem na wakacje. Mąż był bardzo
zadowolony, że Młody okazał się fajnym dzieciakiem, choć akurat jest
w okresie negacji i na większość propozycji daje odpowiedz negatywną.
I zaraz poodwiedzam Wasze blogi- calutkie 3 dni nawet nie zajrzałam.
krótko, ale intensywnie. Wiadomo, każda babcia wnuczkiem jest
zachwycona, ale ja jestem nietypowa babcia i wierzcie mi - jestem i
zawsze byłam obiektywna oceniając własne dziecko, więc i Młodego
oceniam w ten sam sposób. Po pierwsze - gaduła z niego niesamowita.
Trochę miałam kłopotu bo po polsku to tylko mówił "babcia, dziadek"
i chwilami nasze rozmowy były prześmieszne. To jest dziecko, które
od pierwszych dni życia jest prowadzone dwujęzycznie, a od 11
miesiąca życia doszedł angielski, jako trzeci język. Gdy prosiłam, by
mówił po polsku, bo nie rozumiem, Młody zaczynał ćwierkać po...
angielsku. Mówi ogromnie rozbudowanymi zdaniami, co mnie bardzo
śmieszy. Nie powie: " babciu/dziadku/mamo pobaw się ze mną" ale
tak nawija: " czy moglibyśmy teraz się razem pobawić, poczytać, pograć?"
W sobotę zaczął grać z nami w "chińczyka". Trochę się baliśmy, że trzylatek
nie pojmie lub nie zaakceptuje reguł gry, ale po drugiej grze, Młody wszystko
"załapał" i musieliśmy z nim niemal cały wieczór spędzić na grze. Tak w ogóle
to on mnie nieco przeraża- liczy do 100, sam potrafi obsługiwać wieżę,
pisze na komputerze swoje imię, imię brata oraz papa i mama.Wieżę
obsługuje "pod dyktando", czyli wystarczy mu powiedzieć pod
jakim napisem ma wcisnąć przycisk, bo Młody czyta i zna takie proste
słowa jak play, stop, CD. Wczoraj mnie dobił - rozłożył dwie serwetki,
stołowe i zauważył, że każda ma cztery części. Zapytany ile jest części tych,
spokojnie skonstatował, że osiem. Po prostu je, wskazując paluszkiem,
policzył. No a ponieważ samym liczeniem i grą nie można żyć,
wybraliśmy się w sobotę do sali zabaw dla dzieci. Dawno nie byłam
w takim miejscu - myślałam, że uszy mi odpadną.A Młodemu, choć w domu
naprawdę słucha muzyki bardzo cicho, to ten hałas jakoś nie
przeszkadzał. Po 2 godzinach udało się nam stamtąd wyjść - głowa
bolała mnie jeszcze z godzinę. Ku wielkiemu niezadowoleniu córki Młody
wcinał całkiem sporo ciasta domowej roboty i słodzone dziecinne jogurty.
Stwierdziła jednak, że przez trzy dni nie zdąży się od tego zdeprawować
żywieniowo.
A tak się Młody wyżywał w Bajkolandii na Ursynowie.
Dziś od rana zastanawiał się, czy samolot będzie miał opózniony wylot
czy też nie. Oczywiście miał.
Ogólnie - przeżyłam i pojedziemy razem na wakacje. Mąż był bardzo
zadowolony, że Młody okazał się fajnym dzieciakiem, choć akurat jest
w okresie negacji i na większość propozycji daje odpowiedz negatywną.
I zaraz poodwiedzam Wasze blogi- calutkie 3 dni nawet nie zajrzałam.
środa, 1 lutego 2012
261. Całkowita prywata
Mam do wszystkich odwiedzających zupełnie nietypową prośbę -
jeśli ktoś z Was ma rodzinę lub przyjaciół przebywających aktualnie
w Wielkiej Brytanii , to przeczytajcie poniższy tekst-
"Zapraszam Cię do wypełnienia anonimowej ankiety do projektu
naukowego Transforming Migration. Ankieta ta jest skierowana
do osób, których znajomi, przyjaciele lub członkowie rodzin
przebywają w Wielkiej Brytanii.
http://nowicka.Transformig.sgizmo.com/s3/
Jeśli znasz kogoś, którego rodzina i/lub znajomi przebywają
w Wielkiej Brytanii, prześlij, proszę, powyższy link."
Badania te przeprowadza moja własna córka, stąd moja prośba
do Was. Od dwóch lat realizuje w Instytucie Maxa Plancka
projekt Transforming Migration, który bada najnowszą migrację
z Polski do Wielkiej Brytanii. Wyniki badań będą opublikowane
w czasopismach fachowych w Wielkiej Brytanii i Niemczech.
Podaję jeszcze raz ów link:, wystarczy kliknąć:
http://nowicka.Transformig.sgizmo.com/s3/
jeśli ktoś z Was ma rodzinę lub przyjaciół przebywających aktualnie
w Wielkiej Brytanii , to przeczytajcie poniższy tekst-
"Zapraszam Cię do wypełnienia anonimowej ankiety do projektu
naukowego Transforming Migration. Ankieta ta jest skierowana
do osób, których znajomi, przyjaciele lub członkowie rodzin
przebywają w Wielkiej Brytanii.
http://nowicka.Transformig.sgizmo.com/s3/
Jeśli znasz kogoś, którego rodzina i/lub znajomi przebywają
w Wielkiej Brytanii, prześlij, proszę, powyższy link."
Badania te przeprowadza moja własna córka, stąd moja prośba
do Was. Od dwóch lat realizuje w Instytucie Maxa Plancka
projekt Transforming Migration, który bada najnowszą migrację
z Polski do Wielkiej Brytanii. Wyniki badań będą opublikowane
w czasopismach fachowych w Wielkiej Brytanii i Niemczech.
Podaję jeszcze raz ów link:, wystarczy kliknąć:
http://nowicka.Transformig.sgizmo.com/s3/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
