drewniana rzezba

drewniana rzezba

sobota, 4 października 2014

Zawiesiłam się...

niczym stary, zdezelowany komputer.
Zdaje się, że jedyna rada to  jakoś się  samoczynnie zresetowac.
Zresetowac i nieco uporządkowac pewne sprawy.
Zaczyna mi się rehabilitacja i przy okazji ponowny romans z piłką a ja
naprawdę nie lubię siedziec na niej i obsługiwac klawiaturę.
Macie, Kochani, niebywałą okazję odpoczynku od mojego pisania,
narzekania itp.
Jak wrócę to będę - do poczytania moi Mili.

piątek, 3 października 2014

Mix

Zdarza się Wam, że coraz częściej czegoś zapominacie ? Po każdej takiej
wpadce zaczynacie się pewnie zastanawiac, czy to aby nie początki  choroby
Alzheimera. Zamiast  zastanawiania się zerknijcie jaki bierzecie lek na
nadciśnienie tętnicze - jeżeli jest to "proplanolol"  to wiedzcie, że to on jest
winny owym zanikom pamięci. Jednym z ubocznych działań tego leku
jest właśnie blokada pamięci. Proplanolol  jest wykorzystywany w leczeniu
stresu pourazowego. Po prostu poproście lekarza o zmianę leku na inny.
Nawet nie macie pojęcia ile leków ma dziwne, uboczne działania.
Jest nawet jeden taki lek, który wspomaga porost włosów, a jego podstawową
funkcją jest działanie diuretyczne.
Ale tego wszystkiego nie wyczytacie w ulotce dołączonej do leku.
                                                      *****
Pogoda dziś tzw. "cudno-jesienna", czyli słońce, bezwietrznie i ciepło.
Zupełnie niespodziewanie wylądowałam dziś w Parku w Wilanowie.
Drzewa we wszystkich odcieniach żółci, zieleni, brązu i czerwieni.
Ale nadal nie mogę zrozumiec pomysłu "rewitalizacji" ogrodu do stanu w jakim
był w chwili powstania. Ładnie to będzie dopiero za kilka lat - na razie jest
goło. Przecież żeby przywrócic tamten wygląd zniszczono multum pięknych
iglaków i dorodnych drzew i krzewów.
Oczywiście był to pomysł na wykorzystanie pieniędzy unijnych.
Mój ślubny mówi, że jeszcze trochę, a ktoś wpadnie na pomysł by któremuś
z miast przywrócic wygląd z czasów gdy dopiero wprowadzano bruk,
a wszelkie nieczystości wylewano przez okna na  ulicę, a wykusze spełniały
w budynkach rolę toalet.
                                                    *****
A teraz popatrzcie na zwierzątka które zrobiła Rosjanka, pani Zhanna
Vasilieva:
Oglądam je i oglądam i.....zazdrośc  mnie zżera, że ja tak nie
potrafię.
Oczywiście, że wpierw trzeba zrobic odpowiedni "szkielet" i dopiero
potem "ubrac" go w koraliki - w sumie to ogrom pracy i talentu.
Ale efekt  jest- prawda???

 

wtorek, 30 września 2014

Przemyślenia z okazji Dnia Budowlańca

W miniony czwartek był Dzień Budowlańca. Oczywiście sama na to nie
wpadłam - usłyszałam o tym w Radiu Zet Gold.
Bardzo lubię tę rozgłośnię, bo gra stare przeboje i na szczęście mało "gadają"
no i można   na ich stronie internetowej sprawdzic co o danej godzinie grali.
Nie ujmując czci nikomu, kto jest związany z branżą budowlaną, najlepszego
zdania o "budowlańcach"  nie mam.
Chyba zbyt często byłam mocno rozczarowana ich pracą, niesłownością,
bałaganiarstwem i....nadużywaniem procentów.
Dawno minęły czasy, gdy człowiek zajmujący się budowaniem miał bardzo
rozległą wiedzę - nie tylko potrafił zbudowac  jakąś budowlę ale i wiedział
które miejsce będzie do tego celu odpowiednie.
W wiekach średnich budownictwo było wiedzą nieomal tajemną- wiedza ta
była przekazywana tylko ustnie, nie wolno było nic zapisywac ani rysowac,
aby ta wiedza nie wpadła w niepowołane ręce.
Pierwsze organizacje masońskie wzorowały się właśnie na owych budowniczych-
architektach.
Mam wrażenie,że każdy z Was był w którymś ze starych gotyckich kościołów
w Polsce lub w jakimś innym kraju  europejskim.
Zabytkowe gotyckie budowle sakralne pojawiły się około 1130 - 40 roku.
Bardzo różniły się od dotychczasowych budowli romańskich.
Romańskie kościoły były budowane z kamienia, miały bardzo grube mury,
 mało wymyślne kształty, za to często służyły jako miejsca obronne lub
schronienie w czasie wojen.
Nowe, gotyckie świątynie były wysokie, smukłe a dzięki zastosowaniu
sklepienia żebrowego ściany zyskały duże okna. Po raz pierwszy do  wnętrza
kościoła  wpuszczono światło, poprzez duże okna i ozdobne rozety.
Zwykłe szyby zostały zastąpione kolorowym szkłem - witrażami.
W czasach, w których sztuka czytania nie była sprawą powszechną,witraże
spełniały rolę książek o tematyce religijnej- przedstawiały życie apostołów,
dokonania Jezusa, historie świętych męczenników.
 Gotyckie świątynie  wznoszono  na przecięciach linii geomantycznych -
były to miejsca, w których koncentrowała się energia Ziemi i Kosmosu.
Witraże natomiast były zrobione ze specjalnego szkła, które miało zdolnośc
wzmacniania blasku.
Wg nauk ( w które teraz mało kto wierzy) światło wpadające do wnętrza
poprzez kolorowe szkło, działało silnie na czakramy człowieka, wzmacniając
pozytywne oddziaływania Ziemi i Kosmosu z korzyścią dla człowieka.
Nie wiem czym się kierują współcześni wybierając miejsce pod budowę
kościoła - ale z pewnością nie liniami geomantycznymi.
Nie da się ukryc - jedynie stare, gotyckie  kościoły mają niepowtarzalny
klimat - nawet te, które w czasie wojen mocno ucierpiały i musiały byc
w dużej części odbudowywane .
Bo to nie mury i ozdobne wnętrze wpływa na ludzi odwiedzających taką
wiekową świątynię a właśnie owo tajemnicze promieniowanie Ziemi i
Kosmosu.

piątek, 26 września 2014

Byłam w kinie

Po wielu latach  nie bywania w kinie, dziś poszłam na " Miasto 44".
Mam wielce mieszane uczucia - po pierwsze nie rozumiem dlaczego, za jakie
grzechy, przed filmem widz ma obowiązek przez 30 minut oglądac reklamy.
Nieomal te same, które "jadą" w TV. Oprócz nich zwiastuny nowych filmów i
dzięki temu wiem, co z repertuaru będę omijac szerokim łukiem.
Co do samego filmu - niewątpliwie 5+ za efekty specjalne. Ale ja zapewne zbyt
wiele wiem o  Powstaniu Warszawskim od osób, które same  brały w nim
czynny udział lub były wtedy, do samego końca w Warszawie.
Słaba jest pierwsza częśc filmu, czyli ostatnie dni przed wybuchem powstania.
Muzyka w filmie - jak powszechnie wiadomo - przeważnie powinna stanowic
tło i odzwierciedlac czasy o których film opowiada. Nie muszą to byc
autentyczne  melodie z tamtych czasów, ale przynajmniej  utrzymane w danym
stylu.
Owszem, było przedwojenne tango "Chryzantemy Złociste", ale gdy zabrzmiał
Niemen z piosenką "Dziwny ten świat", z lekka zdębiałam. Poza tym muzyka
usiłowała zagłuszyc cały czas efekty dzwiękowe  (wybuchy bomb, pocisków itp.)
więc siedziałam ogłuszona niemal całkowicie.
Brakowało mi prawdziwego nastroju tych czasów , który był kiedyś, przed wielu
laty, świetnie ukazany w telewizyjnym serialu "Kolumbowie".
Bo oprócz wątków "technicznych", czyli walki, bardzo ważną sprawą były
przeżycia nie tylko czynnych powstańców ale i ludności cywilnej, stosunki pomiędzy
cywilami a powstańcami, rozterki  dowódców.
Oczywiście jestem pełna podziwu  dla rozmachu, z jakim film zrobiono, ale
czułam się tak, jakbym oglądała western ze zredukowaną niemal do zera fabułą, za to
z scenami strzelaniny i totalnej demolki do sześcianu.
A do tego w sali kinowej snuł się smród prażonego popcornu.
 Z całą pewnością film nie odpowiada na pytanie czy Powstanie Warszawskie
było konieczne i czy była to właściwa decyzja - zresztą odpowiedz na to pytanie nie
była zamiarem twórcy tego filmu.
Jeśli film miał ukazac rozmiar zniszczen to owszem-  zadanie to zostało dobrze
wykonane.
Czy warto go obejrzec - warto, by docenic to wszystko co mamy dziś.


środa, 24 września 2014

Entropia.....

....rządzi wszystkim.
Naukowcy twierdzą, że gdyby nie entropia** moglibyśmy życ dużo, dużo dłużej.
Co dziwniejsze, problemem wydłużenia życia człowieka zajmują się uczeni
bardzo wielu specjalności - oczywiście biolodzy, wszelkiej maści  medycy, fizycy,
chemicy, genetycy, kriogenicy a nawet...matematycy.
Bo podobno wszystko można ując we wzór matematyczny.
Nie jestem wcale pewna czy podoba mi się ten pomysł, bo nasza Ziemia już teraz
cierpi z  powodu przeludnienia.
I jakoś zawodzi mnie na tym polu wyobraznia - bo osobiście nie chciałabym życ
długo mając tyle lat co teraz i nadal cierpiąc na te wszystkie dolegliwości, które
nie umilają mi życia.
Ale w zaciszach naukowych laboratoriów praca wre - genetycy, odkąd poznali
genotyp człowieka, wciąż dumają nad tym, co można w nim ulepszyc i zmienic,
by "pan wszelkiego stworzenia" był rzeczywiście "panem całą gębą"- by nie
chorował, był wiecznie młody, żył długo i szczęśliwie, niewiele pracował i miał
sporo pieniędzy. Jakoś nie słyszałam by ktokolwiek starał się tak pomajstrowac
w ludzkich genach by wyeliminowac wszelkie złe cechy ludzkie jak agresję,
i parę innych przywar rodem z Dekalogu.
Na razie kombinują jakby tu wydłużyc czas życia. Początkowo badania prowadzili
na muszkach owocówkach, głównie je głodząc, co  jakimś cudem wydłużało im
nieco życie. Następnie na tapetę trafiły myszki laboratoryjne. Rozpracowano ich
DNA, usunięto z niego dwa geny i tym prostym sposobem myszki zamiast życ
należne im 2 lata żyły aż....4 lata.
Ale nie cieszcie się  - pogmerali w ludzkich genach i na razie znalezli już 60
genów odpowiedzialnych za proces starzenia się organizmu i są pewni, że jest
ich znacznie więcej, więc poszukiwania trwają nadal.
Jak na razie, jedyne komórki które żyją wiecznie, to są komórki rakowe. Niestety
mają paskudny zwyczaj uśmiercania komórek naszego organizmu.
Amatorzy zamrażania  już mają pewne sukcesy - udało się opracowac  odwracalną
i bezpieczną dla tkanek metodę zamrażania niektórych narządów. Jak na razie
metoda ta, zwana witryfikacją, jest stosowana przy zamrażaniu ludzkich zarodków
( tych "zapasowych") w procesie zapłodnienia in vitro.
W trakcie zamrażania narządów, w przestrzeniach pomiędzy jego komórkami,
tworzą się kryształki lodu, które odpychają od siebie poszczególne komórki na tyle
daleko, że po rozmrożeniu łącznośc pomiędzy komórkami nie może już nastąpic.
Ale kriogenicy opracowali mieszankę płynu, dzięki której witryfikację udało się
zastosowac przy zamrażaniu całych narządów.
Zamrożono nerkę pewnego  króliczka, poleżała jakiś czas w temp. -22 stopni C,
a po rozmrożeniu, ku uciesze uczonych, nerka podjęła  swe czynności.
Jak na razie jest to duży postęp zwłaszcza z punktu widzenia zabiegów transplantacji,
bo tym sposobem można  będzie  pobrac  potrzebny do przeszczepu narząd nawet od
bardzo oddalonego dawcy i bez szkody go dostarczyc do biorcy.
Ale jak wszyscy wiemy, wszystkimi naszymi narządami kieruje mózg i czołowym
zadaniem kriogeniki jest znalezienie metody zamrożenia całego mózgu w ten sposób,
by po rozmrożeniu mógł podjąc swą pracę.
Na razie poddano witryfikacji "plasterek" hipokampu i ku radości badaczy ów
rozmrożony "plasterek" przyjął impuls elektryczny i przekazał go dalej.
Całe badanie widziałam na filmie- bardzo mi się to doświadczenie podobało.
Nie mogę się jednak oprzec wrażeniu, że przebadanie w ten sposób całego mózgu, tak
plasterek po plasterku, zajmie okropnie  dużo czasu, bo te plasterki są bardzo, bardzo
cieniutkie.
Ale tak naprawdę to nieco mnie  śmieszą te wszystkie badania mające na celu
wydłużenie ludzkiego życia nawet do kilkuset lat.
Może jestem dziwna i nieco głupawa, ale te kilka chwil, które spędzam na  Ziemi
w zupełności mi wystarczają.
W pewnym sensie już jestem nieśmiertelna- przekazałam swą pulę genów dziecku.

**
entropia = chaos.

poniedziałek, 22 września 2014

Zagadka

Dostałam newsletter od pewnej firmy, a w nim zachęcają mnie do zakupu
nowych  "SREBRYKATÓW".
Czy ktoś się domyśla co to jest???
Czekam  na podpowiedzi.

poniedziałek, 15 września 2014

Mix

Ponieważ świetnie mi poszło plecenie koralików ściegiem peyotle, uplotłam
jeszcze taki komplet - naszyjnik i kolczyki:

Dziwnym trafem kolory są takie jak w naturze.
Komentarz mego ślubnego: "nie wiedziałem, że tak lubisz geometrię."
Ja też nie wiedziałam;))))

A teraz kilka  wiadomostek-ciekawostek z frontu Pierwszoklasisty.
Trzeciego września Krasnoludek powiedział rano swej mamie, że się zle
czuje. Gdy już zaczęła sprawdzac czy aby nie ma gorączki, Krasnoludek
oświadczył, że on się zle czuje w szkole, bo już trzeci dzień jest w szkole,
a jeszcze nic nie mógł policzyc. Ani chybi księgowy nam  rośnie.
A teraz  kilka ciekawostek z życia jego szkoły: Starsze klasy zaczęły
naukę wcześniej, bo wraz z personelem szykowały szkołę dla Pierwszaków.
Starszaki przyklejały kartki  z imionami Pierwszaków oraz inne oznaczenia,
żeby Małym łatwo było wszędzie trafic.
Poza tym  każdy Pierwszak  ma tzw. "Ojca Chrzestnego", czyli opiekuna
z drugiej lub trzeciej klasy. Na początku każdym Pierwszakiem  opiekują się,
dwaj rózni uczniowie, potem zostaje ten, z którym Pierwszak lepiej się
dogaduje. Naszym Krasnalem opiekuje się Max, drugoklasista.
Klasa naszego Krasnala liczy 24 uczniów. Codziennie, przez dwie godziny,
klasą opiekują się dwie osoby- stała nauczycielka oraz Wychowaczyni,
czyli szkolny pedagog.
W pierwszym tygodniu szkoła rozdała rodzicom tzw. "zeszyty cwiczeń",
(jest ich kilka poziomów), by rodzice wybrali z których zeszytów ma się
uczyc ich dziecko - bo w Niemczech nie ma "zerówek" i do pierwszej
klasy trafiają zarówno te dzieci, które już piszą i czytają jak i te, które nie
rozróżniają liter.
Ta szkoła od pierwszej klasy przyzwyczaja dzieci do odrabiania prac
domowych. Nasz Krasnal miał do odrobienia w domu zadanie z dodawania-
9+ 6=  .... Krasnal popadł w głęboki namysł, bo zupełnie nie widział sensu
w napisaniu wyniku, skoro on wiedział jaki jest wynik dodawania. Dośc
długo musiała  mu córka tłumaczyc, dlaczego to musiał napisac.
W końcu zapytał - "czy masz na myśli, że mam napisac, że to jest tyle ile
zostaje gdy od 20 odejmiemy 5?"
Oczywiście nasz Słodziak dostał zadanie dla dzieci z klasy drugiej.
Dzieciaki raz w tygodniu jeżdżą autokarem na  basen - i tu znów był
cios dla Krasnala- Krasnal już pływa i ma zaliczone pływanie "żabką" i
nurkowanie, a tu, ponieważ to pierwsza wizyta na basenie ( a basen 25 m,
najpłytsze miejsce 1,20m) wszystkim pierwszakom kazali założyc
rękawki. Oczywiście zaraz w domu był protest-song i następnego dnia
córka zaniosła do szkoły jego kartę pływacką, więc już więcej nikt mu
rękawków nie założy. Ale za dodatkową opłatą jeden z trenerów będzie
z nim przerabiał nastepny stopień wtajemniczenia, czyli pływanie na
grzbiecie.
W pierwszej klasie nie ma angielskiego, ale córka, nie chcąc by stracił
to co już  umie (a angielski miał od żłobka) znalazła mu już lektorkę i
raz w tygodniu będzie  miał w domu 2,5 godz. angielskiego. Pani jest rodem
z Kanady, z wykształcenia plastyczką i  Kai jest  zachwycony bo nawet nie
zauważył, że to jest lekcja- pani rysowała, a on tak przy okazji nauczył się
nowych słów.
A drugi, młodszy Krasnal, będzie miał zmienione przedszkole - primo
bliżej szkoły Starszego, secundo- o niebo lepsze. To  ostatnio miało jakieś
zawirowania  wśród personelu i bardzo się popsuło.
Dziś córka była z nim w nowym przedszkolu i mały stwierdził, że tu mu
się znacznie bardziej podoba.
23 b.m. jest pierwsza "wywiadówka " nauczyciele i wychowawcy podzielą
się z rodzicami swymi wrażeniami z trzech tygodni pobytu dzieci w szkole.
Gdy się dowiem czegoś ciekawego- oczywiście napiszę.