.......świadczących zapewne o moim niskim IQ.
Siedzę tu już pół roku a nadal język niemiecki niewiele się dla mnie różni od
języka chińskiego, choć niewątpliwie w sensie znaków pisarskich jest dla
mnie o wiele łatwiejszy niż chiński.
I choć podobno wiek nie ma tu znaczenia, zaczynam podejrzewać, że jednak ma.
Nie mniej nadal mi się tu podoba.
Dokonałam "epokowego" odkrycia- dęby rosnące tuż przy naszym budynku to
dęby burgundzkie. Rozpoznania dokonałam na podstawie kroju liści i faktu, że
zeszłoroczne liście trwały na nich niemal do chwili ukazania się nowych
pączków. Pozostałe dęby to takie najpowszechniejsze , które znam z Polski.
Zdjęcia można powiększyć klikając kursorem na zdjęcie.
Taki mam widok gdy spojrzę z balkonu w dół
A taki, gdy spojrzę na drugą stronę ulicy
Tak ogólnie to co kilka dni dokonuję niemal "epokowych odkryć", choć są one
raczej śmieszne niż epokowe. No ale jaka różnica w brzmieniu!
Odkryłam pewien sklep z sieci tych dyskontowych. Zabawne, bo przejeżdżamy
obok niego przynajmniej 6 razy w tygodniu i wreszcie namówiłam ślubnego
by tam wpaść, bo w ich gazetce reklamowej znalazłam tacę o potrzebnych
mi wymiarach. Co tydzień nam wrzucają do skrzynki listowej całą furę
przeróżnych gazetek; czytam je w ramach poznawania języka, bo zwyczajnie
jestem głównie wzrokowcem, więc jest szansa że szybciej słówka zapamiętam.
Przy okazji odkryłam, że w tego typu sklepach naczelną zasadą jest kupowanie
niczym w Polsce w czasach PRL, czyli: jest towar który ci pasuje to bierz, bo
za jeden dzień już go nie będzie. A ponieważ już się od tego typu zakupów
odzwyczaiłam, oczywiście kupiłam tylko jedno opakowanie kawy, którą bardzo
lubię. Gdy trafiłam tam następnego dnia po tej kawie nie było nawet śladu.
Przy okazji za straszliwe śmieszną cenę nabyłam 10 sadzonek begonii stale
kwitnącej i 10 sadzonek aksamitki.
Moje świeżo zasadzone begonijki stale kwitnące
Aksamitki,które spokojnie przetrwają tu całe lato
Obie roślinki już siedzą w swoich balkonowych skrzynkach- to są roślinki, które
lubią sucho i ciepło- południowa ekspozycja balkonu i mój talent ogrodniczy
zapewnią im te warunki.
Kolejne odkrycie - w porównaniu z Warszawą- tu wszędzie widać ludzi w wieku
60+. Tu każdy ma zakodowane, że dopóki jeszcze może się poruszać to musi
"wychodzić do ludzi". W jednym z sąsiednich budynków mieszka pan, który
zapewne jest po udarze- chodzi malutkimi niepewnymi kroczkami, bokiem ,
przy pomocy dwóch lasek- nie kul ani nie balkonika. Nigdy nikogo nie prosi
o pomoc przy przechodzeniu przez jezdnię, czasem ktoś sam, z własnej
inicjatywy go asekuruje idąc obok w jego tempie. Oczywiście nie jest w stanie
pokonać jezdni w czasie jednego cyklu zielonego światła, ale kierowcy na
szczęście go przepuszczają nie poganiając klaksonami.
Sklepy i zakupy.
Nie wiem jak jest w innych dzielnicach, ale tu brakuje mi zwyczajnego bazaru,
gdzie można kupić różne owoce, warzywa a nawet i sznurowadła lub wkładki do
butów.
Na "mojej" ulicy są dwa sklepy typu piekarniczo-ciastkarskiego, ale pieczywo
jest tylko do 11 rano.
Potem już tylko ciasta i ciastka oraz kawa. Jest jeden sklep z różnymi napojami,
w którym króluje piwo, ale wodę mineralną też można nabyć. Na miejscu też się
się można napić- teraz przed sklepem stoi stolik i krzesełko.
Ciekawostka- niektóre plastikowe butelki są opakowaniami zwrotnymi, o czym
informuje etykieta na butelce.
Do zwrotu opakowań służy prześmieszna maszyna - wkładasz butelkę, naciskasz
guzik, machina zabiera butelkę, dostajesz kwitek z wydrukiem ile to pieniędzy
ma ci kasa zwrócić. Jak dla mnie - dobre rozwiązanie.
Oprócz tych sklepów jest jeszcze bar sałatkowy, ale ciastka i kawę też mają.
Teraz, gdy już jest ciepło kilka stolików wywędrowało przed sklep.
I to tyle gdy idzie o branżę spożywczą.
Jest kilka punktów napraw różnych elektronicznych urządzeń typu laptopy i są
tam do nabycia różne "drobiazgi" jak kabelki, wtyczki, podkładki pod myszki
i różne inne dziwne rzeczy z tej branży.
Poza tym jest kilka "salonów" fryzjerskich, kosmetycznych, "manikiurowych" -
mam wrażenie, że jak ktoś chce mieć "własny biznes" to otwiera salon
fryzjerski.
Poza tym mam tu dwie restauracje , w tym jedna jest włoska i jeden klub nocny,
czynny do 2 w nocy. No i jest sklep z antycznymi meblami, które zawsze oglądam
z przyjemnością. Jest dwóch optyków, kilku dentystów i kilku lekarzy, oddział
pewnego banku, szkoła jazdy na motocyklu oraz jakaś misja katolicka.
Ale nie polska, aż dziwne. Byłam pewna, że mamy monopol w tej branży.
Dobrze mi się tu żyje, chociaż nieco inaczej niż w Polsce.
Ale, wierzcie mi, wcale ale to wcale nie tęsknię za Warszawą.
No i jak już wiecie- do Ogrodu Botanicznego mam blisko, tudzież do metra
i kilku linii autobusowych od 200 do 350 metrów od domu.
A dzielnica spokojna, z pięknymi domami, można bezpiecznie wędrować
tymi ulicami nawet pózną nocą...
A wieczorem w pobliskim Volks Parku rządzą króliki i podobno lisy. Króliki
to widziałam nawet za dnia, ale lisów nie.
Miłego nowego tygodnia dla Was!
drewniana rzezba
niedziela, 6 maja 2018
wtorek, 1 maja 2018
Berliński Ogród Botaniczny.
Jestem "padnięta" bo trzy godziny spacerowałam po Ogrodzie Botanicznym.
Nie będę Wam opisywała historii Ogrodu, bo jeśli ktoś jest zainteresowany to
może wszak zajrzeć do Wikipedii.
Bardzo wiele czasu spędziliśmy w części "szklarniowej" było tam gorąco, dość
duszno i nieco zbyt ciemno, by robić zdjęcia.
Gdy już byłam bliska padnięcia i wreszcie wydostałam się na powietrze, to okazało
się, że zwiedziłam zaledwie połowę tego kompleksu szklarni.
A potem nastąpiła znacznie milsza część zwiedzania.
Berliński Ogród Botaniczny jest trzecim co do wielkości ogrodem botanicznym na
świecie.
I bardzo przemyślnie urządzonym, bo zwiedzający czuje się tu jak w parku.
Poszczególne części tego parku są podzielone na strefy geograficzne. Wszędzie
jest sporo ławek, są zaciszne alejki i oczywiście mnóstwo roślin.
Na wprost od wyjścia z dżungli powitał mnie ten wiosenny widok
A to jest bohater tej wiosny - tulipan w otoczeniu czerwonych stokrotek i nie
mam pojęcia czego jeszcze.Jak ktoś wie, jak się te fioletowe drobiazgi zwą to
niech napisze, proszę
A tu zwyczajne bratki w towarzystwie? no właśnie- ułudki czy może
niezapominajek? A te białe maleństwa to co?
To są pustynne kaktusy, które spokojnie, bez okrycia zimują rok w rok w tym
ogrodzie pod śniegiem.
A jeden to nawet zaczął kwitnąć.Kwiatuszki małe, ale ich nawet sporo.
Spójrzcie uważnie na liście tego tego drzewa - nazywają to drzewo
chusteczkowym z uwagi na te białe jego liście. Trochę trudno było to
sfotografować, bo stałam w jego cieniu.
Potem zobaczyłam jakąś japońską odmianę peonii o bardzo dziwnym zapachu.
I następne peonie, też azjatyckie, ale jakoś nie pachnące.
Trzy kolejne roślinki też pochodzą z odległych geograficznie rejonów.
A kora tego drzewa bardzo mnie zachwyciła- jeszcze takiej nie widziałam.
Ponieważ to azjatycka część ogrodu, stoi tu taki stylowy pawilon a dookoła
niego kwitną rododendrony.
A tu istne szaleństwo rododendronów. Po raz pierwszy widziałam niebieskie
rododendrony.
Rosły tu również nie tylko krzewy rododendronów ale i również całkiem
spore drzewa- też rododendrony. I oczywiście widziałam tej wielkości
rododendrony po raz pierwszy. Niestety rosły pomiędzy innymi drzewami
a do tego w głębokim cieniu, więc nie robiłam zdjęć.
Wszędzie coś kwitło i prowokowało do fotografowania, ale nie zawsze dało się
podejść dostatecznie blisko, więc jest i takie zdjęcie:
Doszliśmy ze ślubnym do wniosku, że letnie dni będziemy się starali spędzać
w tym Ogrodzie Botanicznym.
Jest wiele miłych zakątków, jest kawiarnia a w niej i dania barowe więc można
zjeść lunch, a do zwiedzania mamy jeszcze ogromne Muzeum Przyrodnicze no i
pozostałe szklarnie i palmiarnię oraz inne części ogrodu.
Poza tym odbywają się tu różne otwarte koncerty oraz pokazy sztucznych ogni.
Z domu autobusem dojeżdżamy w 8 minut a autobus staje niemal na wprost
wejścia do Ogrodu. A z domu do autobusu to raptem 300 metrów.
W czerwcu będzie "impreza" w szklarni z roślinami wodnymi- ma tam
zakwitnąć największa lilia wodna świata, zwana Wiktorią Królewską.
W naturze jest to bylina wodna z rodziny grzybieni, rosnąca w dorzeczu
Amazonki, a jej liście mogą osiągnąć nawet 2 m średnicy. Obecnie ta szklarnia
jest zamknięta dla zwiedzających, a zostanie otwarta gdy roślina zakwitnie.
Kwiat początkowo będzie biały a potem różowy a może nawet ciemnoróżowy,
na długiej szypułce wystającej nad wodę.
POST SCRIPTUM
Azalia, rhododendron, różanecznik, bagno to jedna i ta sama roślina., należąca do kategorii wrzosowatych, rząd- wrzosowce.
Rhododendron to nazwa naukowa tej rośliny,
Odmian jest jak napluł naliczyłam ich 20, ale może i jest ich więcej.
A więc pozostaje mi tylko cieszyc się, że będę częstym gościem Ogrodu
Botanicznego, bo dowiem się z pewnością wielu nowych rzeczy.
Nie będę Wam opisywała historii Ogrodu, bo jeśli ktoś jest zainteresowany to
może wszak zajrzeć do Wikipedii.
Bardzo wiele czasu spędziliśmy w części "szklarniowej" było tam gorąco, dość
duszno i nieco zbyt ciemno, by robić zdjęcia.
Gdy już byłam bliska padnięcia i wreszcie wydostałam się na powietrze, to okazało
się, że zwiedziłam zaledwie połowę tego kompleksu szklarni.
A potem nastąpiła znacznie milsza część zwiedzania.
Berliński Ogród Botaniczny jest trzecim co do wielkości ogrodem botanicznym na
świecie.
I bardzo przemyślnie urządzonym, bo zwiedzający czuje się tu jak w parku.
Poszczególne części tego parku są podzielone na strefy geograficzne. Wszędzie
jest sporo ławek, są zaciszne alejki i oczywiście mnóstwo roślin.
Na wprost od wyjścia z dżungli powitał mnie ten wiosenny widok
A to jest bohater tej wiosny - tulipan w otoczeniu czerwonych stokrotek i nie
mam pojęcia czego jeszcze.Jak ktoś wie, jak się te fioletowe drobiazgi zwą to
niech napisze, proszę
A tu zwyczajne bratki w towarzystwie? no właśnie- ułudki czy może
niezapominajek? A te białe maleństwa to co?
To są pustynne kaktusy, które spokojnie, bez okrycia zimują rok w rok w tym
ogrodzie pod śniegiem.
A jeden to nawet zaczął kwitnąć.Kwiatuszki małe, ale ich nawet sporo.
Spójrzcie uważnie na liście tego tego drzewa - nazywają to drzewo
chusteczkowym z uwagi na te białe jego liście. Trochę trudno było to
sfotografować, bo stałam w jego cieniu.
Potem zobaczyłam jakąś japońską odmianę peonii o bardzo dziwnym zapachu.
I następne peonie, też azjatyckie, ale jakoś nie pachnące.
Trzy kolejne roślinki też pochodzą z odległych geograficznie rejonów.
A kora tego drzewa bardzo mnie zachwyciła- jeszcze takiej nie widziałam.
Ponieważ to azjatycka część ogrodu, stoi tu taki stylowy pawilon a dookoła
niego kwitną rododendrony.
A tu istne szaleństwo rododendronów. Po raz pierwszy widziałam niebieskie
rododendrony.
Rosły tu również nie tylko krzewy rododendronów ale i również całkiem
spore drzewa- też rododendrony. I oczywiście widziałam tej wielkości
rododendrony po raz pierwszy. Niestety rosły pomiędzy innymi drzewami
a do tego w głębokim cieniu, więc nie robiłam zdjęć.
Wszędzie coś kwitło i prowokowało do fotografowania, ale nie zawsze dało się
podejść dostatecznie blisko, więc jest i takie zdjęcie:
Doszliśmy ze ślubnym do wniosku, że letnie dni będziemy się starali spędzać
w tym Ogrodzie Botanicznym.
Jest wiele miłych zakątków, jest kawiarnia a w niej i dania barowe więc można
zjeść lunch, a do zwiedzania mamy jeszcze ogromne Muzeum Przyrodnicze no i
pozostałe szklarnie i palmiarnię oraz inne części ogrodu.
Poza tym odbywają się tu różne otwarte koncerty oraz pokazy sztucznych ogni.
Z domu autobusem dojeżdżamy w 8 minut a autobus staje niemal na wprost
wejścia do Ogrodu. A z domu do autobusu to raptem 300 metrów.
W czerwcu będzie "impreza" w szklarni z roślinami wodnymi- ma tam
zakwitnąć największa lilia wodna świata, zwana Wiktorią Królewską.
W naturze jest to bylina wodna z rodziny grzybieni, rosnąca w dorzeczu
Amazonki, a jej liście mogą osiągnąć nawet 2 m średnicy. Obecnie ta szklarnia
jest zamknięta dla zwiedzających, a zostanie otwarta gdy roślina zakwitnie.
Kwiat początkowo będzie biały a potem różowy a może nawet ciemnoróżowy,
na długiej szypułce wystającej nad wodę.
POST SCRIPTUM
Azalia, rhododendron, różanecznik, bagno to jedna i ta sama roślina., należąca do kategorii wrzosowatych, rząd- wrzosowce.
Rhododendron to nazwa naukowa tej rośliny,
Odmian jest jak napluł naliczyłam ich 20, ale może i jest ich więcej.
A więc pozostaje mi tylko cieszyc się, że będę częstym gościem Ogrodu
Botanicznego, bo dowiem się z pewnością wielu nowych rzeczy.
niedziela, 22 kwietnia 2018
A teraz.....
......plon dzisiejszego spaceru.
Mam nadzieję, że mnie nie pobijecie, bo to znów moje hobby, czyli ładne
kamienice.
Wędrowaliśmy sobie Bundesallee , potem skręciliśmy w jedną z bocznych ulic,
a ja, ku utrapieniu ślubnego, co chwilę przystawałam i zupełnie niezgodnie
z jego sugestiami- fotografowałam.
To bardzo typowa uliczka i to wcale nie jednokierunkowa . Takich uliczek
w Berlinie jest multum, a te blisko nas są na dodatek wybrukowane kostką,
która bywa paskudnie śliska gdy jest mokra. Tu jak widać jest asfalt.
Jak widać zdarzają się tu również urocze, małe domy.
Ta pompa jest czynna, ale woda nie jest przeznaczona do picia.
Tu połączenie dwóch różnych okresów w budownictwie- z prawej budynek
przedwojenny, oczywiście ślicznie zrewitalizowany.
To jest strona budynku od podwórza. Zainteresowało mnie co jest w tych
półokrągłych "naroślach"- mają one z boku wąskie okienka, a pomiędzy tymi
"naroślami" są wyraznie okna. I tak staliśmy, staliśmy snuliśmy domysły i
nic nie wymyśliliśmy.
Jak widać tu też są kościoły i jest ich całkiem sporo. W środku nie byłam.
Bardzo mnie rozbawił narożnik tego budynku- miał projektant fantazję.
A poniżej nowy budynek stoi starego.No i chyba nie muszę podpowiadać,
że ten stary to jest z prawej strony;)
A te dwa ostatnie zdjęcia to widok z mego kuchennego okna.
Wiem, że niektóre budynki na zdjęciach wyglądają tak, jakby za moment miały
runąć, ale tak to jest, gdy się robi zdjęcie stojąc pod budynkiem a nie
z perspektywy. I tak już je nieco "pionizowałam" w trakcie obróbki, ale nie
jestem wcale z efektu zadowolona. No ale tu wszak biega o fasadę, a nie o pion
budynku.
Mam nadzieję, że mnie nie pobijecie, bo to znów moje hobby, czyli ładne
kamienice.
Wędrowaliśmy sobie Bundesallee , potem skręciliśmy w jedną z bocznych ulic,
a ja, ku utrapieniu ślubnego, co chwilę przystawałam i zupełnie niezgodnie
z jego sugestiami- fotografowałam.
To bardzo typowa uliczka i to wcale nie jednokierunkowa . Takich uliczek
w Berlinie jest multum, a te blisko nas są na dodatek wybrukowane kostką,
która bywa paskudnie śliska gdy jest mokra. Tu jak widać jest asfalt.
Jak widać zdarzają się tu również urocze, małe domy.
Ta pompa jest czynna, ale woda nie jest przeznaczona do picia.
Tu połączenie dwóch różnych okresów w budownictwie- z prawej budynek
przedwojenny, oczywiście ślicznie zrewitalizowany.
To jest strona budynku od podwórza. Zainteresowało mnie co jest w tych
półokrągłych "naroślach"- mają one z boku wąskie okienka, a pomiędzy tymi
"naroślami" są wyraznie okna. I tak staliśmy, staliśmy snuliśmy domysły i
nic nie wymyśliliśmy.
Jak widać tu też są kościoły i jest ich całkiem sporo. W środku nie byłam.
Bardzo mnie rozbawił narożnik tego budynku- miał projektant fantazję.
A poniżej nowy budynek stoi starego.No i chyba nie muszę podpowiadać,
że ten stary to jest z prawej strony;)
A te dwa ostatnie zdjęcia to widok z mego kuchennego okna.
Wiem, że niektóre budynki na zdjęciach wyglądają tak, jakby za moment miały
runąć, ale tak to jest, gdy się robi zdjęcie stojąc pod budynkiem a nie
z perspektywy. I tak już je nieco "pionizowałam" w trakcie obróbki, ale nie
jestem wcale z efektu zadowolona. No ale tu wszak biega o fasadę, a nie o pion
budynku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)