drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 21 października 2020

Pada..........

.....................więc czekam aż przestanie . I słucham niejakiego Mozarta:




Bo Mozart jest dobry na wszystko. Nawet na  zły humor i zupełnie nieciekawe wiadomości  covidowe.

Moje  jesienno-zimowe pelargonie są w pełnym rozkwicie, nawet latem nie wyglądały tak imponująco.


Na ogół pelargonie kupujemy w maju w postaci gotowych sadzonek, ale ja w lutym posadzę do ziemi nasiona swoich pelargonii, które, mam nadzieję, wykiełkują i będą pięknie rosły. A wyglądają tak:

Pierwszy raz w  życiu widzę nasiona pelargonii- bardzo mi się podobają.

Dbajcie o siebie, starajcie  się unikać skupisk ludzkich, ten wirus jest wyjątkowo wredny, powoduje znacznie większe szkody w organizmach niż "zwykła" grypa.

U osób, które przechorowały covid , podczas badania echokardiografem stwierdzają lekarze w większym lub mniejszym stopniu uszkodzenie mięśnia serca, podobne do uszkodzeń po przebytym zawale  serca.

Miłego dla Was;)



wtorek, 20 października 2020

Drugie podejście

Od niedzielnego popołudnia leży u mnie  na stole :


Leży i czeka, aż znów się do niej przymierzę . Ma ponad 600 stron i napisał ją profesor psychologii Uniwersytetu Princeton, który w 2002 roku był laureatem Nagrody Nobla z dziedziny ....nauk ekonomicznych, za psychologiczne odkrycia, które podważyły model racjonalności ludzkich osądów i decyzji.

Trafiła w moje ręce niemal dwa lata  temu, przymierzyłam się, ale chyba miałam jeszcze wtedy zbyt dużo nowych wrażeń (wszak nowe miejsce do życia wymagało ode mnie oswojenia się z nową rzeczywistością) by spokojnie  i systematycznie podążać myślami za tym co pan profesor napisał.

Do powrotu do tej właśnie  książki skłoniła mnie...pandemia , a właściwie wypowiedzi bliźnich tego typu: "nie wiem czy jest pandemia, bo dookoła mnie nikt nie choruje na  covid ani nikt nie umarł z tego powodu".  I przeważnie osoba głosząca taki pogląd jakoś nie zastanawia się nad tym, że jednocześnie  sama wierzy w rzeczy których nie widziała na swe piękne oczy, a  zna je tylko z opowieści. 

Drugim powodem powrotu do nieprzeczytanej od deski do deski książki jest moje doświadczenie z powieścią Salmana Rushdiego  "Szatańskie wersety". Zabierałam się do niej tak ze cztery  razy, przeczytałam  dopiero za  piątym podejściem i..... wreszcie "zaskoczyłam" - porwała mnie ta książka i natychmiast przeczytałam inne książki Rushdiego, czyli debiutancki "Grimus", "Dzieci północy", "Ziemia pod jej stopami".  Wiem, niektórzy nie lubią zdań długich, wielokrotnie złożonych, bo po prostu tracą wątek w trakcie czytania, ale  mnie osobiście to wcale nie przeszkadza. Powieść to wszak nie instrukcja obsługi jakiegoś urządzenia.

Kiedyś mi koleżanka wytknęła, że straszne ze mnie dziwadło, bo co jakiś czas wracam do niektórych książek i czytam je nawet po kilka razy. Po co, skoro już znam treść? Rzeczywiście, szczególnie jedną  książkę mam "wyczytaną" wzdłuż i wszerz - to "Podróże z moją ciotką" Grahama Greene'a.  A nie dość, że czasem czytam coś kilka razy to na dodatek  lubię prozę Marqueza, Llosy, Cortazara, Borgesa, Fuentesa. 

No i całkowita kompromitacja - co jakiś czas czytam  Kubusia Puchatka. Już dawno doszłam do wniosku, że to książka dla dorosłych a nie dla dzieci. Dla dorosłych, żeby lepiej zrozumieli świat małego dziecka.

Ciekawa jestem czy i Wy macie książki do których "notorycznie" wracacie- napiszcie, proszę.

sobota, 17 października 2020

Dziś jest.........

...........................trzecia rocznica mojego przyjazdu do Berlina.

I muszę szczerze powiedzieć, że  przez ten czas ani przez moment nie żałowałam (mój mąż  też  nie) podjętej w ciągu kilkunastu minut decyzji. Od podjęcia decyzji do czasu przyjazdu minęło 7 miesięcy- było naprawdę sporo  spraw do załatwienia po obu stronach granicy. W Polsce musieliśmy załatwić zgodę NFZ na przeniesienia naszych składek zdrowotnych do jednej z niemieckich  Kas Chorych, znaleźć firmę, która będzie w trakcie naszej nieobecności opiekować się i odnajmować chętnym nasze warszawskie mieszkanie (własnościowe, wykupione) jak również firmę, która będzie rozliczać nas  z Urzędem Skarbowym z tegoż wynajmu. Wcale nie łatwo było zredukować nasz ruchomy majątek, wytypować co bierzemy,  a co zostawiamy najemcom.

"Znajomi i krewni królika" stukali się wymownie w głowę, usiłując nam wytłumaczyć, że nikt przy zdrowych zmysłach  będąc w naszym wieku, nie przeprowadza się do innego kraju, zwłaszcza że język niemiecki był dla nas równie znany jak chiński lub suahili. 

Chyba w wyobraźni widzieli nas już gołych i bosych i żebrzących na ulicach Berlina, bo przecież to strefa  euro a nie złotówkowa. Ale nikt się nie zapytał czy jesteśmy zorientowani w cenach mieszkań, oraz kosztach utrzymania. A ja nie uważałam za stosowne by spowiadać się komukolwiek z tego , że wszystko mieliśmy już dawno wyliczone, przeliczone, przemyślane. I gdyby  nie  fakt, że były po stronie berlińskiej  małe zacięcia z wpisaniem przez właściciela lokalu (który  mieliśmy wynajmować) do księgi wieczystej to zjechalibyśmy do Berlina wcześniej. 

Co zabawniejsze, najmniej się niektórym podobała lokalizacja - gdybyśmy wyjeżdżali do USA to byłby niemal entuzjazm, ale do Niemiec? No wariaci, na mózg im padło i zupełnie pomajtały im się kierunki. Nie wykluczam, że podejrzewano nas również o początki demencji, bo w naszym wieku to wiele osób ją posiada.

Dziś świeci słońce, jest piękna pogoda, wtedy w  dniu przyjazdu Berlin witał nas deszczem, a Polska pożegnała nas , bez uprzedzenia (operator NJU Mobile) wyłączeniem nas z sieci, bo u nich roaming nie był automatyczny, o czym nie mieliśmy nawet  bladego pojęcia. I zaraz w kilka dni później musieliśmy specjalnie pojechać te drobne 105 km do Słubic, żeby znów podłączyć się do sieci wystukując w telefonie odpowiednią opcję. Teraz mnie to śmieszy, wtedy wściekało.

Nim tu zamieszkaliśmy znaliśmy już nieco Berlin, bo tu mieszkała i nadal mieszka nasza  córka  z mężem i dziećmi. Pisałam to już kilka razy - Berlin polubiłam "od pierwszego wejrzenia". Wcześniej znałam kilka niemieckich miast, owszem podobały mi się, ale nie wywołały w moim sercu szybszego bicia ani chęci zamieszkania w nich.

Niewiele mnie  już teraz łączy z Polską- bliskiej rodziny już nie mam bo już od kilku lat przebywają w innym, lepszym wymiarze, moje dwie  kochane przyjaciółki też już odeszły- jedna jeszcze przed moim wyjazdem z Polski, gdy żegnałam się z  drugą obie wiedziałyśmy, że widzimy się po raz ostatni i że  Jej dni są policzone.

Wiem, że wiele osób nie może pojąć, że po życiu od urodzenia w Warszawie ja wcale a wcale nie tęsknię za Warszawą, ale po prostu jestem takim dziwnym stworem, że przywiązuję się do ludzi a nie do miejsc. Nie brakuje  mi również "polskości", bo niestety owa polskość ostatnio ma dziwne oblicze. Jest mi tu dobrze (pomimo covidu, maseczek i ograniczeń z covidem związanych) - i niech tak zostanie.

A do posłuchania w weekendowe wieczory wybrałam dziś:




Miłego weekendu Wszystkim  życzę!!!

czwartek, 15 października 2020

Mży...........

 ..................kropi i jest zimno.

A więc czytam. O tym jak naprawdę wygląda aktualnie lecznictwo w Polsce. Czytam również o tym, że wczoraj około godz. 21,00 zakończyły się rozmowy p.Kanclerz Merkel z przywódcami krajów związkowych, bo wirus nie odpuszcza. Jest i będzie z nami ani chybi do późnej wiosny 2021 roku, a może dłużej.

Ostatniej doby zachorowało w Niemczech 6638 osób, został pobity rekord zachorowań z marca. Choruje sporo ludzi w wieku 80+, więc i śmiertelność się zapewne zwiększy. Ale młodzi też chorują i nie wychodzą z tego bez szwanku.

Ustalono wczoraj, że w regionach w których liczba nowych zakażeń przekroczy  w ciągu 7 dni 50 osób  na 100.000 mieszkańców wprowadzona będzie  godzina policyjna. Dotyczy ona sprzedaży alkoholi  i przebywania w  restauracjach i barach od  godz. 23,00 do 6 rano.

Maseczki - będą obowiązywać w miejscach publicznych także na zewnątrz tam, gdzie w ciągu 7 dni wzrośnie ilość zakażeń powyżej 35 osób na 100.000 mieszkańców.

Prywatne uroczystości- przy 50 nowych zakażeniach na 100.000 osób może być maksymalnie 10 osób z dwóch różnych  gospodarstw domowych,  a jeśli  ilość zachorowań wzrośnie  spotkania mogą dotyczyć tylko 5 osób z dwóch różnych gospodarstw.

Wiem, wszyscy mają dość tej pandemii, ja też. I bez maseczki mam płytki oddech, ale chodzą w maseczce. Nosząc maskę chronicie innych, nie siebie.  I nie wciskajcie ludziom kitu, że od noszenia maseczki dostaje się grzybicy płuc - to nie jest prawda.

A jeśli ktoś nie wierzy w pandemię to nie  widzę przeszkód by ruszył tyłek i poszedł pomagać w szpitalach. Skoro uważa jeden z drugim, że pandemii nie ma, to się przecież nie zarazi bo nie ma czym - logiczne, prawda?

A na polepszenie sobie  humoru zrobiłam sobie dziś ciasteczka- cały proces zabrał mi aż 40 minut. Robiłam nieco "na oko": bo wzięłam 100g mąki owsianej, 150 g grubych płatków owsianych, 100 g masła ghee (rozpuścić po zważeniu), łyżeczkę proszku do pieczenia, 3 łyżeczki cukru kokosowego, 1 jajko i zupełnie na oko dodałam resztę śmietanki 30%- pewnie było jej ok. 2 łyżek. Wymieszałam wszystko i układałam  łyżką na "kratce" , na papierze do pieczenia, "kupki  ciasta". Wstawiłam do nagrzanego piekarnika i piekłam ok. 20 minut w temp. 180 stopni. Potem studziłam na tej kratce wyjętej z piekarnika. A tak się prezentują:


Ciemnego koloru  nabrały od cukru kokosowego. Smakują obłędnie

Następny wypiek to będą kokosanki- ma się te  małpie geny;)

środa, 14 października 2020

O szyby deszcz dzwoni..........

 ...............................deszcz dzwoni jesienny, a do tego jest zimno.

Nawet mój mini iglaczek miał już dość deszczu, więc:

 przeniosłam dziś tę skrzynkę na loggię, bo już  za dużo tego deszczu i wiatru.Na loggii roślinki złapią  jeszcze  trochę słońca i nie będą tak targane wiatrem.


A wczoraj było jeszcze całkiem miło i słonecznie, choć jak widać liście już tracą swą zieleń 

Wyczytałam dziś, że po raz pierwszy od dziesięciu lat spadła ilość ludności w Niemczech i to o około 40 tysięcy osób. Jest to niewątpliwie zasługa pandemii, bowiem  wyraźnie zmalała  liczna imigrantów w I półroczu.  Do Niemiec przybyło zaledwie ok. 74 000 osób, czyli o połowę mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Poza tym w wyniku pandemii zmarło 9677 osób. Ponadto liczba zgonów w Niemczech przekroczyła liczbę urodzeń o 112 tysięcy. A z powodu pandemii zmarło 9677 osób.

Niewątpliwie idzie ku zimie, bo na regale z herbatkami owocowymi pokazały się już "Herbatki Zimowe" - to dobrze, bo je bardzo lubię. No to może sobie upiekę do nich szwedzkie kokosanki. Różnią się od polskich tym, że są do ich wypieku użyte całe jajka, a nie tylko ubita piana z białek i są w kształcie stożków, a do tego są rumiane.

No i wszystkiego miłego dla obu płci nauczycieli !!!

Na na dodatek Bert Kaempfert i jego orkiestra:




niedziela, 11 października 2020

Udana niedziela .......

.........................................i to bardzo.

A wcale nie zapowiadało się, że będzie to udany dzień. Całe przedpołudnie snuły się ciemne chmury , właściwie cały czas wydawało się, że lada moment zacznie  padać. Około 14,00 zatelefonowała do mnie córka, że choć pogoda  nie wygląda najlepiej, ale ma się jednak rozpogodzić, więc moglibyśmy pojechać nad  jezioro  Schlachtensee, które jest w jednej z  berlińskich dzielnic- Zehlendorf, tak z 8 kilometrów od mojego domu i tam pospacerować. Wyjechaliśmy z domu nieco po  godz. 16 ,00. 

Zaraz po wejściu na szeroką aleję okalającą  Schlachtensee oczywiście wpadły mi w oko piękne domki, a z ich okien jest widok na jezioro.


I jeszcze jeden dom, w którym z chęcią bym mieszkała:

I zapewne, żeby we mnie wzbudzić  żałość, że nie mieszkam w tak pięknym miejscu wyszło słońce i zaraz jezioro nabrało blasku




Ta kępa  sitowia wygląda zupełnie  nierealnie,w ogóle cały las odbity w  tafli jeziora wygląda nierealnie. Nie ma lekko, jest więcej zdjęć tego jeziora:


W pewnym momencie pomiędzy drzewami uwagę chłopców przyciągnął stojący nieruchomo ptak. To czapla stała i wgapiała się w jezioro:


Przyjrzyjcie się uważnie - stoi  między cienkim drzewkiem, które jest na pierwszym planie a sporo grubszym nieco oddalonym. Bałam się podejść bliżej żeby jej nie spłoszyć.

Gdy byliśmy już po drugiej stronie jeziora nad lasem którym dopiero co przechodziliśmy pokazała się tęcza, choć wcale deszcz żaden nie padał.


To był naprawdę piękny spacer. A ja jestem zadowolona, że przedreptałam w jednym rzucie, bez przystanków "ławkowych" całe to jezioro dookoła, czyli nieco ponad 5 km.  Jezioro  ma bardzo czystą wodę, w wielu miejscach są zrobione z powalonych  pni siedziska nad samym brzegiem. Z przyrody ożywionej było nieco łysek, trochę kaczek krzyżówek i małe stadko kaczek ozdobnych - mandarynek. Niestety bez teleobiektywu ciężko robić z daleka zdjęcia takim małym "okazom".

A jutro jadę do naszego Konsulatu. Mam nadzieję, że nie będzie żadnego problemu.

To miłego nowego tygodnia dla Was;)


sobota, 10 października 2020

Cisza, spokój......

......................chwilami wiatr znęca się nad drzewami. 

Ludzi niemal nie ma na ulicy.Jak na razie w mojej dzielnicy nie ma wzrostu zachorowań, ale  są Berlinie trzy dzielnice "zakazane". Mieszkańcy tych dzielnic nie mogę się "ot tak" zameldować w jakimkolwiek hotelu na terenie Niemiec - muszą mieć przy sobie "świeżo wykonany" negatywny test na obecność wirusa. W wielu miastach Niemiec wprowadzone są różne obostrzenia a pani Kanclerz apeluje do rozsądku, ale odnoszę wrażenie, że z równie dobrym skutkiem mogłaby apelować do Księżyca by zaczął grzać niczym Słońce.

Siedzę w chacie, dziergam czapkę dla siebie na  zimę, słucham muzyki :






I coś dla koneserów:



Miłego weekendu Wszystkim