Czasami mam takie dni, w których czuję się tak, jakbym była w owym
słynnym Trójkącie Bermudzkim.
Wiecie jak tam jest - coś co było- nagle znika. Wszystko co realne,
nagle zaczyna być nierealne, a człowiek zaczyna czuć się dziwnie.
Dziś mam właśnie taki dzień. Kilka godzin szukałam koralików, które
rano wyjęłam z pudełka. Potem nie mogłam znalezć nakładek na
kulki zaciskowe. Gdy zaczęłam nawlekać koraliki to "tylko" dwa
razy prawie całkiem nawleczona linka wylądowała na podłodze, a
ja musiałam trenować zbieranie koralików.
Byłam pewna, że wyjęłam mięso z zamrażalnika, co było tylko
złudzeniem i musiałam rozmrażać mięso w tempie ekspresowym.
Nie mogłam znalezć sosu do burito, a wiem, że go miałam, bo kupiłam
razem z naleśnikami. Naleśniki były, a sos - przepadł.
Zapomniałam zamówić leki, no ale to zrobię za chwilę.
Zapomniałam, że byłam umówiona do fryzjerki, a czekałam na
tę wizytę 2 tygodnie.
Z tego wszystkiego , na poprawę własnego humoru, ogłaszam
"rozdawajkę wakacyjną".
To zdjęcie poniżej to cztery typowo wakacyjne naszyjniki, takie
do letnich sukienek.
Losowanie zrobię wśród osób, które się zgłoszą pod tym postem.
Losowanie zrobię w Dniu Dziecka.
No i od razu mi lepiej:))
drewniana rzezba
wtorek, 22 maja 2012
poniedziałek, 21 maja 2012
313. Muszę, bo się uduszę....
z wściekłości i oburzenia. Ci, co czytali wcześniejsze posty to wiedzą, że
moja przyjaciółka jest po jednostronnej mastektomii. Operacja była 24
kwietnia, 27 wypuścili Ją do domu, nie interesując się wcale czy ma w domu
kogoś, kto pomoże przy zmianie opatrunków i oczywiście nie dając
skierowania do pielęgniarki środowiskowej. Oczywiście w dniu wyjścia ze
szpitala nie dostała karty wypisowej - nie zdążyli.
Trochę to dziwne, bo oddział ma raptem 20 łóżek. Wypis dostała dopiero
w ub. tygodniu.
Czytamy, czytamy i.... na badaniu EKG jest notka, że EKG wykazało
świeżo przebyty zawał, a poza tym zapis jest nieprawidłowy. Trochę nas
wkopało - badanie było robione w przeddzień operacji.
Więc zaczęłyśmy mocno się zastanawiać kiedy ów zawał miał miejsce.
No ale poszłam po rozum do głowy, wysłałam Ją z tym wynikiem EKG do
swojego kardiologa. Przez dwa dni oczekiwania na tę wizytę biedna M.
bardzo się zamartwiała i bałam się, że ze stresu dostanie zawału.
Pan doktor, pomimo ewidentnego braku czasu przyjął Ją, obejrzał EKG i
stwierdził, że nie ma tu śladu po jakimkolwiek zawale, ale oczywiście
natychmiast zrobił echo serca. Serce w porządku, zawału nie było, nic
sercu nie dolega.
Dziś była na zdjęciu ostatnich szwów i powiedziała o tym dziwnym wyniku
EKG pielęgniarce,( nie dostąpiła zaszczytu spotkania z lekarzem) dodając,
że chyba jednak to wszystko opisze w piśmie do dyrektora szpitala, bo albo
pomylili wyniki, albo mają co najmniej kiepską specjalistkę od odczytywania
EKG.
I myślicie, że pielęgniarka się przejęła ? Ona zupełnie nie zrozumiała o co
pacjentce "biega", przecież gdyby miała wcześniej zawał to nikt by jej nie
operował.
No więc M. tłumaczy, że wg ich EKG to miała zawał, a jednak ją operowali,
więc jak to wytłumaczyć? Pielęgniarka miała jeden argument - no przecież nic
się pani nie stało. Ręce opadają.
Szpital jest im. Świętej Rodziny. Podejrzewam , że ufając nazwie, opiekę nad
pacjentami powierzyli właśnie Świętej Rodzinie, szkoda tylko, że Ona nic o
tym nie wie.
To zawsze był kiepski szpital i przez 36 lat nic a nic się nie zmienił.
P.S.
Zaglądajcie na drugi blog, nie będę za każdym razem ogłaszać, że coś tam
jest. Wystarczy, że zerknięcie na "ulubione blogi" (prawy margines) i tu się
zorientujecie czy jest coś nowego .
moja przyjaciółka jest po jednostronnej mastektomii. Operacja była 24
kwietnia, 27 wypuścili Ją do domu, nie interesując się wcale czy ma w domu
kogoś, kto pomoże przy zmianie opatrunków i oczywiście nie dając
skierowania do pielęgniarki środowiskowej. Oczywiście w dniu wyjścia ze
szpitala nie dostała karty wypisowej - nie zdążyli.
Trochę to dziwne, bo oddział ma raptem 20 łóżek. Wypis dostała dopiero
w ub. tygodniu.
Czytamy, czytamy i.... na badaniu EKG jest notka, że EKG wykazało
świeżo przebyty zawał, a poza tym zapis jest nieprawidłowy. Trochę nas
wkopało - badanie było robione w przeddzień operacji.
Więc zaczęłyśmy mocno się zastanawiać kiedy ów zawał miał miejsce.
No ale poszłam po rozum do głowy, wysłałam Ją z tym wynikiem EKG do
swojego kardiologa. Przez dwa dni oczekiwania na tę wizytę biedna M.
bardzo się zamartwiała i bałam się, że ze stresu dostanie zawału.
Pan doktor, pomimo ewidentnego braku czasu przyjął Ją, obejrzał EKG i
stwierdził, że nie ma tu śladu po jakimkolwiek zawale, ale oczywiście
natychmiast zrobił echo serca. Serce w porządku, zawału nie było, nic
sercu nie dolega.
Dziś była na zdjęciu ostatnich szwów i powiedziała o tym dziwnym wyniku
EKG pielęgniarce,( nie dostąpiła zaszczytu spotkania z lekarzem) dodając,
że chyba jednak to wszystko opisze w piśmie do dyrektora szpitala, bo albo
pomylili wyniki, albo mają co najmniej kiepską specjalistkę od odczytywania
EKG.
I myślicie, że pielęgniarka się przejęła ? Ona zupełnie nie zrozumiała o co
pacjentce "biega", przecież gdyby miała wcześniej zawał to nikt by jej nie
operował.
No więc M. tłumaczy, że wg ich EKG to miała zawał, a jednak ją operowali,
więc jak to wytłumaczyć? Pielęgniarka miała jeden argument - no przecież nic
się pani nie stało. Ręce opadają.
Szpital jest im. Świętej Rodziny. Podejrzewam , że ufając nazwie, opiekę nad
pacjentami powierzyli właśnie Świętej Rodzinie, szkoda tylko, że Ona nic o
tym nie wie.
To zawsze był kiepski szpital i przez 36 lat nic a nic się nie zmienił.
P.S.
Zaglądajcie na drugi blog, nie będę za każdym razem ogłaszać, że coś tam
jest. Wystarczy, że zerknięcie na "ulubione blogi" (prawy margines) i tu się
zorientujecie czy jest coś nowego .
piątek, 18 maja 2012
312. Krzemienie
Krzemienie oprawiłam. Zrobiłam naszyjnik i bransoletkę. Krzemieniowy
wisiorek wygląda jak lekko pijany:))
Niedługo trafi do mojej koleżanki, która jest fanką niebieskich,
szafirowych lub kobaltowych w kolorze "biżutków".
Oprócz tego popełniłam jeszcze taki typowo wakacyjny drobiazg z perłowych
koralików:
A rano dopisałam następny kawałek na "procontra"
wisiorek wygląda jak lekko pijany:))
Niedługo trafi do mojej koleżanki, która jest fanką niebieskich,
szafirowych lub kobaltowych w kolorze "biżutków".
Oprócz tego popełniłam jeszcze taki typowo wakacyjny drobiazg z perłowych
koralików:
A rano dopisałam następny kawałek na "procontra"
czwartek, 17 maja 2012
311.Ogłoszenie parafialne
Napisałam kilka słów na drugim blogu. Jeśli Was zaciekawi, to będzie ciąg dalszy.
poniedziałek, 14 maja 2012
310. Zabawa kryształkami
Zauważyłam, że bardzo rzadko robię naszyjniki z kryształkami.
Postanowiłam nadrobić zaległości w tej materii i w ramach ćwiczeń uplotłam
naszyjnik i bransoletkę.
W roli głównej kryształki f-my Preciosa z serii Fire Polish, w kolorach
karmelowy i czekoladowy brąz. Do towarzystwa dodałam im koraliki toho,
kolor metaliczny brąz.
Naszyjnik to typowa obróżka, niestety nie nadaje się dla psa.
A wszystko razem wygląda tak:
Postanowiłam nadrobić zaległości w tej materii i w ramach ćwiczeń uplotłam
naszyjnik i bransoletkę.
W roli głównej kryształki f-my Preciosa z serii Fire Polish, w kolorach
karmelowy i czekoladowy brąz. Do towarzystwa dodałam im koraliki toho,
kolor metaliczny brąz.
Naszyjnik to typowa obróżka, niestety nie nadaje się dla psa.
A wszystko razem wygląda tak:
sobota, 12 maja 2012
309. Trochę się zastanawiam....
jak oprawić 4 krzemienie (ciemno-stalowe), nieduże, owalne. Myślę i myślę,
przeglądam koraliki i z tego wszystkiego zrobiłam takie coś, dla siebie.
Wisior to szkło weneckie, a sznurek jest zrobiony z drobnych
koralików szklanych, o śmiesznej nazwie farfale.
No a pomysłu na te krzemienie dalej nie mam. I dziś, zamiast myślenia o tych
krzemieniach zrobiłam bransoletkę z kryształków Fire Polish i kawałek
naszyjnika. Jutro pewnie skończę i wtedy zrobię zdjęcia. Ale kamyki
leżą na wierzchu niczym wyrzut sumienia. Ciekawe ile dni poleżą.
***
Miałam ochotę dziś zabić sąsiada, który tak mniej więcej około godz. 17.00
przypomniał sobie, że w dzieciństwie marzył by być dentystą i operować
wiertarką..
Dentystą nie został, więc się realizuje biedak wiercąc dziury w betonie.
Wiercił te dziury do godz. 21,00, myślałam, że dostanę szału od tego
hałasu.
przeglądam koraliki i z tego wszystkiego zrobiłam takie coś, dla siebie.
Wisior to szkło weneckie, a sznurek jest zrobiony z drobnych
koralików szklanych, o śmiesznej nazwie farfale.
No a pomysłu na te krzemienie dalej nie mam. I dziś, zamiast myślenia o tych
krzemieniach zrobiłam bransoletkę z kryształków Fire Polish i kawałek
naszyjnika. Jutro pewnie skończę i wtedy zrobię zdjęcia. Ale kamyki
leżą na wierzchu niczym wyrzut sumienia. Ciekawe ile dni poleżą.
***
Miałam ochotę dziś zabić sąsiada, który tak mniej więcej około godz. 17.00
przypomniał sobie, że w dzieciństwie marzył by być dentystą i operować
wiertarką..
Dentystą nie został, więc się realizuje biedak wiercąc dziury w betonie.
Wiercił te dziury do godz. 21,00, myślałam, że dostanę szału od tego
hałasu.
czwartek, 10 maja 2012
308. Mix
Dziergać każdy może, ja ostatnio używam do tego drucika. Pierwszy druciak
skończony, koraliczki metalowe.
Drugi druciak jest z perełkami.Czeka na ukończenie, czyli na zapięcie, więc
na razie druty sterczą na wszystkie strony.
Szykuje mi się kolejna seria zabiegów rehabilitacyjnych. Tym razem
już z ćwiczeniami, 10 dni , każdego dnia po 7 zabiegów, zaczynam 4 czerwca.
Ciekawe czy się nie rozpadnę z nadmiaru wrażeń. Gdy na zakończenie wizyty
wyraziłam nadzieję, że może mi to pomoże, pan doktor spojrzał mi
głęboko w oczy i wyszeptał: "no cóż, skończyliśmy już trzydziestkę".
Bystrota z niego, moja karta leżała przed nim na biurku.
A tak w ogóle doznałam lekkiego szoku - pół roku temu ów pan był
szpakowatym szatynem, teraz jasnym szatynem z mocno widocznym
siwym odrostem. Tak mnie to rozśmieszyło, że z trudem powstrzymałam się
od ciągłego spoglądania na te odrosty. Prawdę mówiąc lepiej wyglądał
jako szpakowaty ciemny szatyn.
****
W ramach wymiany dostałam od Mady z "Kolorowych szkiełek"
przecudnego witrażowego motyla, oto on na moim oknie.
Mój mąż jest pewien, że teraz będą się zlatywać motyle z okolicy.
Poza motylem, nadprogramowo przyleciał do mnie aniołek.
Powiesiłam go już nad łóżkiem, wisi pod aniołkiem którego
kiedyś kupiłam na....targach książki.
Myślę, że w takim towarzystwie mogę spać bezpiecznie.
****
Ćwierć-etat pielęgniarki zakończyłam, szwy już zdjęte, dren
wyjęty, a moja przyjaciółka załamana - mówi o sobie, że
czuje się jak zbity pies. Wciąż czeka na wynik badania i na
poważną rozmowę z lekarzem. Jak na razie to nie ma nawet
karty wypisowej ze szpitala.Obecnie lekarze nie zdają sobie chyba
sprawy z tego, że pacjent to nie tylko numer statystyczny choroby.
Ten nowy, mały (20 łóżek) oddział onkologiczny jest wyrażnie
maszynką do zarabiania pieniędzy. Pacjenci zmieniają się w
zabójczym tempie, operacja we wtorek, pacjent w piątek już
wychodzi ze szpitala i nikogo nie interesuje czy sobie sam
poradzi w domu z opatrunkiem i innymi sprawami. Masakra.
skończony, koraliczki metalowe.
Drugi druciak jest z perełkami.Czeka na ukończenie, czyli na zapięcie, więc
na razie druty sterczą na wszystkie strony.
Szykuje mi się kolejna seria zabiegów rehabilitacyjnych. Tym razem
już z ćwiczeniami, 10 dni , każdego dnia po 7 zabiegów, zaczynam 4 czerwca.
Ciekawe czy się nie rozpadnę z nadmiaru wrażeń. Gdy na zakończenie wizyty
wyraziłam nadzieję, że może mi to pomoże, pan doktor spojrzał mi
głęboko w oczy i wyszeptał: "no cóż, skończyliśmy już trzydziestkę".
Bystrota z niego, moja karta leżała przed nim na biurku.
A tak w ogóle doznałam lekkiego szoku - pół roku temu ów pan był
szpakowatym szatynem, teraz jasnym szatynem z mocno widocznym
siwym odrostem. Tak mnie to rozśmieszyło, że z trudem powstrzymałam się
od ciągłego spoglądania na te odrosty. Prawdę mówiąc lepiej wyglądał
jako szpakowaty ciemny szatyn.
****
W ramach wymiany dostałam od Mady z "Kolorowych szkiełek"
przecudnego witrażowego motyla, oto on na moim oknie.
Mój mąż jest pewien, że teraz będą się zlatywać motyle z okolicy.
Poza motylem, nadprogramowo przyleciał do mnie aniołek.
Powiesiłam go już nad łóżkiem, wisi pod aniołkiem którego
kiedyś kupiłam na....targach książki.
Myślę, że w takim towarzystwie mogę spać bezpiecznie.
****
Ćwierć-etat pielęgniarki zakończyłam, szwy już zdjęte, dren
wyjęty, a moja przyjaciółka załamana - mówi o sobie, że
czuje się jak zbity pies. Wciąż czeka na wynik badania i na
poważną rozmowę z lekarzem. Jak na razie to nie ma nawet
karty wypisowej ze szpitala.Obecnie lekarze nie zdają sobie chyba
sprawy z tego, że pacjent to nie tylko numer statystyczny choroby.
Ten nowy, mały (20 łóżek) oddział onkologiczny jest wyrażnie
maszynką do zarabiania pieniędzy. Pacjenci zmieniają się w
zabójczym tempie, operacja we wtorek, pacjent w piątek już
wychodzi ze szpitala i nikogo nie interesuje czy sobie sam
poradzi w domu z opatrunkiem i innymi sprawami. Masakra.
Subskrybuj:
Posty (Atom)