Na temat szkodliwości diety wysoko zbożowej napisano ostatnio wiele książek.
A wszystko przez to, że coraz więcej osób na świecie cierpi na niezdiagnozowaną
nadwrażliwośc na gluten.
Dieta zbożowa prowadzi do wielu problemów zdrowotnych - są to coraz częstsze
choroby autoimmunologiczne ( wśród nich choroba Hashimoto, bardzo dziś
rozpowszechniona), różnego rodzaju nowotwory, stany zapalne różnych narządów
oraz zawały.
We wszystkich zbożach należących do rodziny traw występuje białko zwane
glutenem. Gluten jest białkiem wieloskładnikowym, a dużą jego częśc stanowi
gliadyna, która jest przyczyną uczulenia i nietolerancji zbóż przez organizm.
Najwyższy poziom gliadyny zawiera pszenica.
Oprócz glutenu zboża zawierają również inne toksyczne dla ludzi i zwierząt
białka. Są to lektyny i taumatyna. Gluten, lektyny i taumatyna działają
wspólnie powodując uszkodzenie jelit. To głównie lektyny wywołują odpowiedz
immunologiczną organizmu uszkadzając jelita na poziomie komórkowym.
Zboża zawierają również węglowodany, które są niezbędne ziarnom w procesie
kiełkowania. Są wysokokaloryczne i powodują gwałtowny wzrost poziomu
cukru we krwi. Duże spożycie węglowodanów zbożowych prowadzi do stanu
niedocukrzenia organizmu.
Nie jest to wcale paradoksem - ten węglowodan jest cukrem prostym szybko
wchłanianym z przewodu pokarmowego do krwi i podnosi w niej poziom cukru.
Trzustka dostaje wtedy sygnał o wysokim poziomie cukru i zaczyna produkowac
insulinę, by obniżyc jego poziom. Jednak wytworzona wówczas ilośc insuliny jest
zbyt duża jak na zapotrzebowanie organizmu i jesteśmy niedocukrzeni.
Mam wrażenie, że mało kto wie, że po zjedzeniu 2 kromek chleba pełnoziarnistego
poziom cukru we krwi podnosi się bardziej niż po spożyciu dwóch łyżek stołowych
białego cukru.
Poza tym węglowodany pochodzące ze zbóż pobudzając nadmierne wydzielanie
insuliny są przez nią zamieniane w tłuszcz, co prowadzi do powstawania zaburzeń
biochemicznych w organizmie. Po 5- 10 latach może się rozwinąc cukrzyca,
miażdżyca, nadciśnienie a w efekcie zawał serca lub udar mózgu.
Nasuwa się pytanie co w takim razie jeśc . Zapewniam Was, że naprawdę nie
głoduję odkąd jestem na diecie bezglutenowej.
A tym, którzy chcieliby bardziej zgłębic temat szczerze polecam dwie książki:
Bożeny Przyjemskiej "Niebezpieczne zboża.Grożny gluten" oraz Williama
Davis'a "Dieta bez pszenicy".
Obydwie pozycje można zamówic tutaj.
drewniana rzezba
sobota, 22 listopada 2014
piątek, 21 listopada 2014
629. Poezja???
Rozmawiałam dziś z córką odnośnie świąt- to będą wybitnie rodzinne święta.
Tym razem będzie również i jej teściowa, którą oboje z moim ślubnym bardzo lubimy.
To bardzo dobra, empatyczna osoba.
Prezenty dla dzieci już zakupili, będziemy tylko partycypowac w kosztach.
Przy okazji córka mi opowiedziała co to jest poezja, w pojęciu naszego "Pierwszaka".
Wczoraj, w drodze ze szkoły do domu, Starszy poinformował córkę, że ma do domu
zadane wiersze.
Moja córka bardzo się tym ucieszyła i była ciekawa o czym one są. Po przydreptaniu
do domu Starszy sięgnął do plecaka , wyjął z niego podręcznik do matematyki dla
klasy III, otworzył i pokazał jej zadanie z treścią, które mu zadano do domu, by je
rozwiązał. To te wiersze - wyjaśnił córce. Moją biedulę z lekka zatkało.
Za chwilę dziecię przysiadło i rozwiązało zadanie.
No cóż, dla niektórych treśc zadania z matematyki to poezja.
Ostatnio pojął potęgowanie. Na razie metodycznie potęguje liczbę 2.
Kochani, ja nie dlatego o tym piszę, że się chcę pochwalic, jaki to mój starszy wnuk
jest mądry. Mnie to przeraża, tak zupełnie zwyczajnie przeraża.
Przecież to jeszcze małe dziecko, dopiero w styczniu skończy 6 lat. Mniej mnie
przeraża to, że płynnie czyta i pisze, ale jego zdolności do matematyki jakoś mnie
przerażają. Dzieciak w pamięci dodaje do siebie liczby trzycyfrowe i to szybciej niż
jego matka, odejmowanie i mnożenie też nie ma dla niego tajemnic a teraz jeszcze
zaczął podnosic do potęgi. Nie wiem jak jest z dzieleniem - może chociaż to mu
"nie idzie"? W każdym razie nie odnajduję u niego nawet szczątków moich genów.
Nie ma "ciągu" do rysowania, do wszelakich prac plastycznych. To pierwsze dziecko,
od którego nigdy nie usłyszałam prośby o narysowanie czegokolwiek.
Dobrze, że chociaż muzykę lubi i śpiew- słuch ma bardzo dobry, melodie odtwarza
bezbłędnie. Uwielbia chodzic na muzyczne przedstawienia dla dzieci.
Chłopcy prawie wcale nie bawią się razem, bo Starszy chce Małym dyrygowac, a on
się na to nie zgadza.
Za to Mały potrafi tak zorganizowac sobie zabawę, że włączy do niej wszystkich
obecnych dorosłych.
Córka się śmieje, że zapewne jej przyszła "młodsza synowa" będzie drobną
brunetką o hiszpańskim typie urody - Mały lgnie do młodych pań o takiej właśnie
urodzie i bardzo je uwodzi.
No to zapowiadają mi się ciekawe święta.
Tym razem będzie również i jej teściowa, którą oboje z moim ślubnym bardzo lubimy.
To bardzo dobra, empatyczna osoba.
Prezenty dla dzieci już zakupili, będziemy tylko partycypowac w kosztach.
Przy okazji córka mi opowiedziała co to jest poezja, w pojęciu naszego "Pierwszaka".
Wczoraj, w drodze ze szkoły do domu, Starszy poinformował córkę, że ma do domu
zadane wiersze.
Moja córka bardzo się tym ucieszyła i była ciekawa o czym one są. Po przydreptaniu
do domu Starszy sięgnął do plecaka , wyjął z niego podręcznik do matematyki dla
klasy III, otworzył i pokazał jej zadanie z treścią, które mu zadano do domu, by je
rozwiązał. To te wiersze - wyjaśnił córce. Moją biedulę z lekka zatkało.
Za chwilę dziecię przysiadło i rozwiązało zadanie.
No cóż, dla niektórych treśc zadania z matematyki to poezja.
Ostatnio pojął potęgowanie. Na razie metodycznie potęguje liczbę 2.
Kochani, ja nie dlatego o tym piszę, że się chcę pochwalic, jaki to mój starszy wnuk
jest mądry. Mnie to przeraża, tak zupełnie zwyczajnie przeraża.
Przecież to jeszcze małe dziecko, dopiero w styczniu skończy 6 lat. Mniej mnie
przeraża to, że płynnie czyta i pisze, ale jego zdolności do matematyki jakoś mnie
przerażają. Dzieciak w pamięci dodaje do siebie liczby trzycyfrowe i to szybciej niż
jego matka, odejmowanie i mnożenie też nie ma dla niego tajemnic a teraz jeszcze
zaczął podnosic do potęgi. Nie wiem jak jest z dzieleniem - może chociaż to mu
"nie idzie"? W każdym razie nie odnajduję u niego nawet szczątków moich genów.
Nie ma "ciągu" do rysowania, do wszelakich prac plastycznych. To pierwsze dziecko,
od którego nigdy nie usłyszałam prośby o narysowanie czegokolwiek.
Dobrze, że chociaż muzykę lubi i śpiew- słuch ma bardzo dobry, melodie odtwarza
bezbłędnie. Uwielbia chodzic na muzyczne przedstawienia dla dzieci.
Chłopcy prawie wcale nie bawią się razem, bo Starszy chce Małym dyrygowac, a on
się na to nie zgadza.
Za to Mały potrafi tak zorganizowac sobie zabawę, że włączy do niej wszystkich
obecnych dorosłych.
Córka się śmieje, że zapewne jej przyszła "młodsza synowa" będzie drobną
brunetką o hiszpańskim typie urody - Mały lgnie do młodych pań o takiej właśnie
urodzie i bardzo je uwodzi.
No to zapowiadają mi się ciekawe święta.
środa, 19 listopada 2014
628. Wieści z Kosmosu....
....nie są złe. To tak jak z tą szklanką, która zależnie od patrzącego jest albo
do połowy pusta albo do połowy pełna.
Biedny lądownik, który leży kilometr dalej od planowanego miejsca lądowania,
przestał na razie pracowac.
Nie dośc, że biedaczek zamiast na nóżkach wylądował na jednym z boków, to
ułożył się w miejscu, w którym jest zbyt mało światła słonecznego i jego
baterie nie mogą się doładowac.
Ale do chwili całkowitego wyczerpania się baterii jego urządzenia działały i
przesyłały wieści do Centrum.
Praktycznie zostało wykonanych 20- 30% planowanych badań.
Niemiłą niespodzianką dla naukowców jest odkrycie, że jądro komety jest tak
bardzo twarde. Liczono ( tylko nie wiem na jakiej podstawie), że ta powierzchnia
będzie mniej zwarta.
Polskie urządzenie badające rozkłady temperatur miało wg. założeń wbic się
w głąb jądra komety na głębokośc około 40cm, ale dotarło ledwie na 2 cm.
W ostatnim komunikacie podano, że w pobranych próbkach znaleziono jakieś
związki organiczne, ale dopiero zaczyna się ich badanie. I nie jest to żadną
niespodzianką, bowiem od pewnego czasu uważa się, że to komety są w Kosmosie
nośnikami związków organicznych.
Na razie lądownik hibernuje, ale jest możliwośc, że gdy kometa znajdzie się bliżej
Słońca jego baterie się podładują na tyle, że podejmie znów pracę.
Zaobserwowano, że kometa wydaje dzwięki . Są one wprawdzie niedosłyszalne
bez odpowiedniego wzmocnienia dla ludzkiego ucha, ale po odpowiedniej
obróbce stały się słyszalne.
"Philae drzemie a kometa śpiewa jej do snu"(cytat)
Pomimo sporych niepowodzeń i tak wszyscy naukowcy są zadowoleni - przy
następnym takim projekcie będzie wiadomo co należy w konstrukcji takiego
lądownika poprawic.
Ciekawa jestem co będzie dalej - czy lądownik utrzyma się jeszcze długo na
powierzchni komety i czy jeszcze się obudzi?
do połowy pusta albo do połowy pełna.
Biedny lądownik, który leży kilometr dalej od planowanego miejsca lądowania,
przestał na razie pracowac.
Nie dośc, że biedaczek zamiast na nóżkach wylądował na jednym z boków, to
ułożył się w miejscu, w którym jest zbyt mało światła słonecznego i jego
baterie nie mogą się doładowac.
Ale do chwili całkowitego wyczerpania się baterii jego urządzenia działały i
przesyłały wieści do Centrum.
Praktycznie zostało wykonanych 20- 30% planowanych badań.
Niemiłą niespodzianką dla naukowców jest odkrycie, że jądro komety jest tak
bardzo twarde. Liczono ( tylko nie wiem na jakiej podstawie), że ta powierzchnia
będzie mniej zwarta.
Polskie urządzenie badające rozkłady temperatur miało wg. założeń wbic się
w głąb jądra komety na głębokośc około 40cm, ale dotarło ledwie na 2 cm.
W ostatnim komunikacie podano, że w pobranych próbkach znaleziono jakieś
związki organiczne, ale dopiero zaczyna się ich badanie. I nie jest to żadną
niespodzianką, bowiem od pewnego czasu uważa się, że to komety są w Kosmosie
nośnikami związków organicznych.
Na razie lądownik hibernuje, ale jest możliwośc, że gdy kometa znajdzie się bliżej
Słońca jego baterie się podładują na tyle, że podejmie znów pracę.
Zaobserwowano, że kometa wydaje dzwięki . Są one wprawdzie niedosłyszalne
bez odpowiedniego wzmocnienia dla ludzkiego ucha, ale po odpowiedniej
obróbce stały się słyszalne.
"Philae drzemie a kometa śpiewa jej do snu"(cytat)
Pomimo sporych niepowodzeń i tak wszyscy naukowcy są zadowoleni - przy
następnym takim projekcie będzie wiadomo co należy w konstrukcji takiego
lądownika poprawic.
Ciekawa jestem co będzie dalej - czy lądownik utrzyma się jeszcze długo na
powierzchni komety i czy jeszcze się obudzi?
poniedziałek, 17 listopada 2014
627. Chyba mam problem
Nie śmiejcie się, ale wczoraj wieczorem jakimś cudem dotarło do mnie, że święta
jednak w dalszym ciągu funkcjonują . A tak naprawdę uświadomiło mi to moje
dziecko, bo chce byśmy święta spędzili z nimi.
Sądziłam, że skoro byliśmy w ub.roku, to teraz pojedzie do nich druga babcia, a ja
oddam się słodkiemu lenistwu, czyli pobarłożę do południa, pociamkam jakieś
bezglutenowe ciasta typu "ciasto bez mąki", święta będą bez karpia i innych ryb,
najem się marcepanowych ciasteczek (bez mąki), zatopię się w książkach, które mam
zamiar kupic sobie "pod choinkę", której oczywiście nie mam zamiaru ubierac, ani
nawet wstawic do pokoju.
A tu okazuje się, że może mi to wszystko nie wypalic.
I mam zagwozdkę - co kupic dzieciom, które mają niemal wszystko a w ich pokoju
jest tyle zabawek ile ich posiada dobrze wyposażone przedszkole?
Na co im kolejny samochodzik, autobusik tramwaj czy też pociąg?
Półki się uginają od różnych książeczek i filmów DVD, gier. Ubranka - u nich są lepsze
gatunkowo.
Jestem załamana, naprawdę. Do tego wszystkie sąsiadki i przyjaciółki drugiej babci
co rusz posyłają nowe zabawki, bo mój zięc był ich ulubieńcem, więc z automatu
jego dzieci też są ich ulubieńcami. Nieważne, że zięc nie mieszka tam już niemal
czternaście lat.
Przy problemie co kupic wnukom, prezenty dla dorosłych przestały byc dla mnie
jakimkolwiek kłopotem.
I tak zamiast się cieszyc, że tam jadę, wpadam pomału w czarną rozpacz.
Wiem, wiem, mam świra.
*****
Czy wiecie, że taka zima będzie aż do połowy stycznia? Z jednej strony to dobrze,
bo nie jestem fanką mrozu i śniegu - z drugiej - wszelakie paskudztwa jak kleszcze,
komary i inne takie rozmnożą się okrutnie.
No ale skoro to ma byc ciepła zima, to czy nie byłoby milej gdyby cały czas była
taka przyjazna dla człowieka temperatura +20 w cieniu i słońce???
*****
Bardzo ubawiła mnie radośc PiSu, że w wielu okręgach wygrali wybory. I co z tego,
skoro nie mogą rządzic samodzielnie, a ich zdolnośc koalicyjna oscyluje pomiędzy
zerem a minus 1??? Nawet współrządzic nie będą, ot co. I to dla mnie najważniejsze.
jednak w dalszym ciągu funkcjonują . A tak naprawdę uświadomiło mi to moje
dziecko, bo chce byśmy święta spędzili z nimi.
Sądziłam, że skoro byliśmy w ub.roku, to teraz pojedzie do nich druga babcia, a ja
oddam się słodkiemu lenistwu, czyli pobarłożę do południa, pociamkam jakieś
bezglutenowe ciasta typu "ciasto bez mąki", święta będą bez karpia i innych ryb,
najem się marcepanowych ciasteczek (bez mąki), zatopię się w książkach, które mam
zamiar kupic sobie "pod choinkę", której oczywiście nie mam zamiaru ubierac, ani
nawet wstawic do pokoju.
A tu okazuje się, że może mi to wszystko nie wypalic.
I mam zagwozdkę - co kupic dzieciom, które mają niemal wszystko a w ich pokoju
jest tyle zabawek ile ich posiada dobrze wyposażone przedszkole?
Na co im kolejny samochodzik, autobusik tramwaj czy też pociąg?
Półki się uginają od różnych książeczek i filmów DVD, gier. Ubranka - u nich są lepsze
gatunkowo.
Jestem załamana, naprawdę. Do tego wszystkie sąsiadki i przyjaciółki drugiej babci
co rusz posyłają nowe zabawki, bo mój zięc był ich ulubieńcem, więc z automatu
jego dzieci też są ich ulubieńcami. Nieważne, że zięc nie mieszka tam już niemal
czternaście lat.
Przy problemie co kupic wnukom, prezenty dla dorosłych przestały byc dla mnie
jakimkolwiek kłopotem.
I tak zamiast się cieszyc, że tam jadę, wpadam pomału w czarną rozpacz.
Wiem, wiem, mam świra.
*****
Czy wiecie, że taka zima będzie aż do połowy stycznia? Z jednej strony to dobrze,
bo nie jestem fanką mrozu i śniegu - z drugiej - wszelakie paskudztwa jak kleszcze,
komary i inne takie rozmnożą się okrutnie.
No ale skoro to ma byc ciepła zima, to czy nie byłoby milej gdyby cały czas była
taka przyjazna dla człowieka temperatura +20 w cieniu i słońce???
*****
Bardzo ubawiła mnie radośc PiSu, że w wielu okręgach wygrali wybory. I co z tego,
skoro nie mogą rządzic samodzielnie, a ich zdolnośc koalicyjna oscyluje pomiędzy
zerem a minus 1??? Nawet współrządzic nie będą, ot co. I to dla mnie najważniejsze.
niedziela, 16 listopada 2014
626. Mądrośc i geniusz....
...nie zawsze idą w parze z ujmującym sposobem bycia.
"Natura i prawa natury skryte były w nocnej ciemności,
Bóg rzekł: Niech będzie Newton! i wszystko stało się światłem "
Takie właśnie epitafium ułożył Aleksander Pope, poeta angielskiego
oświecenia (1688 - 1744)
Nie da się ukryc, że Isaac Newton był wielkim uczonym a jednocześnie
niesamowitym ekscentrykiem. Czy ktoś dziś pamięta, że co najmniej
połowę swego życia poświęcił alchemii i zagadnieniom religii? I jak wielu
innych alchemików usiłował "wyprodukowac" złoto.
Między innymi był sekretnym zwolennikiem heretyckiej sekty arian, która
odrzucała dogmat Świętej Trójcy. Poza tym spędzał wiele czasu na studiowaniu
planu zaginionej Świątyni Salomona, wierząc, że znajdzie w tekstach hebrajskich
matematyczny klucz do dat powtórnego przyjścia Chrystusa oraz końca świata.
Pomimo wielu zalet swego umysłu był wielce ponurym samotnikiem, ogromnie
drażliwym. Znany był ze swych skłonności do całkowitego wyłączania bodzców
zewnętrznych i popadania w głęboką zadumę.
W Cambridge zbudował własne laboratorium, w którym dokonywał czasem
wielce dziwacznych eksperymentów - np. wbił we własną gałkę oczną długą
szewską igłę i obracał nią dookoła, pomiędzy okiem a kością, aby przekonac się
co z tego wyniknie. Jakimś cudem nic złego z tego eksperymentu nie wynikło.
Innym razem wpatrywał się w słońce tak długo jak tylko mógł wytrzymac, by
sprawdzic jaki to da efekt. Tym razem też uniknął jakichś trwałych uszkodzeń
wzroku, ale musiał spędzic kilka dni w zaciemnionym pokoju zanim minął
dotkliwy ból oczu.
Jeszcze jako student wynalazł rachunek różniczkowy, ale przez 27 lat nie publikował
swego odkrycia. Podobnie było z jego odkryciami w dziedzinie optyki- stworzył
podwaliny spektroskopii, ale udostępnił wszystko dopiero w trzydzieści lat pózniej.
W ciągu dwóch lat (1684-86) napisał swe wielkie dzieło:
"Zasady matematyczne filozofii przyrody", znane jako Principia.
Niemal z dnia na dzień Newton stał się sławny, chociaż Principia zostały określone
jako jedna z najtrudniejszych książek wszech czasów.
W Principiach Newton wyjaśnił i podał matematyczne podstawy orbit ciał niebieskich, zindentyfikował również siłę przyciągania odpowiedzialną za ruchy planet, czyli
grawitację.
Trzy nowatorskie prawa ruchu wyjaśniały takie zjawiska jak - prądy morskie, ruchy
planet, trajektorie pocisków armatnich, przyczyny dla których nie spadamy w Kosmos
lecz pozostajemy na Ziemi.
Zawsze zadziwia mnie jak to się działo, że w tak odległych latach ludzie wymyślili
różne nowe teorie, które potem się sprawdziły.
"Natura i prawa natury skryte były w nocnej ciemności,
Bóg rzekł: Niech będzie Newton! i wszystko stało się światłem "
Takie właśnie epitafium ułożył Aleksander Pope, poeta angielskiego
oświecenia (1688 - 1744)
Nie da się ukryc, że Isaac Newton był wielkim uczonym a jednocześnie
niesamowitym ekscentrykiem. Czy ktoś dziś pamięta, że co najmniej
połowę swego życia poświęcił alchemii i zagadnieniom religii? I jak wielu
innych alchemików usiłował "wyprodukowac" złoto.
Między innymi był sekretnym zwolennikiem heretyckiej sekty arian, która
odrzucała dogmat Świętej Trójcy. Poza tym spędzał wiele czasu na studiowaniu
planu zaginionej Świątyni Salomona, wierząc, że znajdzie w tekstach hebrajskich
matematyczny klucz do dat powtórnego przyjścia Chrystusa oraz końca świata.
Pomimo wielu zalet swego umysłu był wielce ponurym samotnikiem, ogromnie
drażliwym. Znany był ze swych skłonności do całkowitego wyłączania bodzców
zewnętrznych i popadania w głęboką zadumę.
W Cambridge zbudował własne laboratorium, w którym dokonywał czasem
wielce dziwacznych eksperymentów - np. wbił we własną gałkę oczną długą
szewską igłę i obracał nią dookoła, pomiędzy okiem a kością, aby przekonac się
co z tego wyniknie. Jakimś cudem nic złego z tego eksperymentu nie wynikło.
Innym razem wpatrywał się w słońce tak długo jak tylko mógł wytrzymac, by
sprawdzic jaki to da efekt. Tym razem też uniknął jakichś trwałych uszkodzeń
wzroku, ale musiał spędzic kilka dni w zaciemnionym pokoju zanim minął
dotkliwy ból oczu.
Jeszcze jako student wynalazł rachunek różniczkowy, ale przez 27 lat nie publikował
swego odkrycia. Podobnie było z jego odkryciami w dziedzinie optyki- stworzył
podwaliny spektroskopii, ale udostępnił wszystko dopiero w trzydzieści lat pózniej.
W ciągu dwóch lat (1684-86) napisał swe wielkie dzieło:
"Zasady matematyczne filozofii przyrody", znane jako Principia.
Niemal z dnia na dzień Newton stał się sławny, chociaż Principia zostały określone
jako jedna z najtrudniejszych książek wszech czasów.
W Principiach Newton wyjaśnił i podał matematyczne podstawy orbit ciał niebieskich, zindentyfikował również siłę przyciągania odpowiedzialną za ruchy planet, czyli
grawitację.
Trzy nowatorskie prawa ruchu wyjaśniały takie zjawiska jak - prądy morskie, ruchy
planet, trajektorie pocisków armatnich, przyczyny dla których nie spadamy w Kosmos
lecz pozostajemy na Ziemi.
Zawsze zadziwia mnie jak to się działo, że w tak odległych latach ludzie wymyślili
różne nowe teorie, które potem się sprawdziły.
sobota, 15 listopada 2014
625. Ciekawośc i dociekliwośc.
Podobno ciekawi i dociekliwi żyją krócej, bo często wpadają w tarapaty.
Ale moim prywatnym zdaniem mają ciekawsze życie.
Poza tym obie te cechy zawsze prowadziły do nowych odkryc w wielu
dziedzinach.
Gdyby nie prosta ciekawośc typu "a co jest za horyzontem" nie byłoby wcale
odkryc geograficznych.
Brak dociekliwości pozbawiłby nas wiedzy w wielu dyscyplinach nauki.
Dociekliwi rzeczywiście czasami żyją krócej i czasem mają mało przyjemne przygody.
W XVIII wieku ludzie nauki próbowali poznac pochodzenie, wiek, rozmiary,
masę naszej planety i jej miejsce w Kosmosie.
Uczeni zrzeszeni we Francuskiej Akademii Nauk zorganizowali w 1735 r wyprawę
naukową, która między innymi miała dokonac metodami triangulacyjnymi pomiaru
odległości równej jednemu stopniowi szerokości geograficznej wzdłuż południka, co
pozwoliłoby obliczyc całkowity obwód Ziemi.
W tym celu wyprawa wyruszyła w Andy. Pomiar miał byc dokonany wzdłuż linii
łączącej dwie miejscowości położone w Andach, oddalone od siebie około 320km-
Yarouqui koło Quito oraz okolice Cuenca.
Od samego początku wyprawa miała kłopoty- nie za bardzo wiadomo czym uczestnicy
podpadli mieszkańcom Quito, ale zostali obrzuceni przez nich kamieniami i wypędzeni
z miasta. Potem lekarz wyprawy został zamordowany w trakcie bójki o kobietę.
Botanik wyprawy oszalał. Kilku członków wyprawy zmarło - częśc z powodu malarii,
częśc z powodu wypadków. Jeden z członków kierownictwa wyprawy, Jean Godin,
zakochał się w trzynastoletniej panience i nie dał się nakłonic do powrotu.
Wskutek opóznień zezwolenie na prowadzenie badań wygasło i prace zostały
wstrzymane aż na 8 miesięcy, a jeden z kierowników wyprawy musiał pojechac do Limy
po nowe.
W grupie badaczy było coraz więcej sporów i nieporozumień, w ich wyniku dwaj
kierownicy przestali się do siebie odzywac i ze sobą współpracowac. Francuscy uczeni
cały czas mieli kłopoty z miejscowymi władzami, którym nie mieściło się w głowie, że
wyprawa była zorganizowana na antypody tylko po to, by zmierzyc obwód Ziemi.
I tak prawdą mówiąc do dziś pozostało to zagadką.
Złośliwi twierdzą, że Francuzi rzadko kiedy wybierają proste rozwiązanie jakiegoś
zagadnienia, jeżeli tylko istnieje jakaś absurdalnie skomplikowana alternatywa.
Ale moim prywatnym zdaniem mają ciekawsze życie.
Poza tym obie te cechy zawsze prowadziły do nowych odkryc w wielu
dziedzinach.
Gdyby nie prosta ciekawośc typu "a co jest za horyzontem" nie byłoby wcale
odkryc geograficznych.
Brak dociekliwości pozbawiłby nas wiedzy w wielu dyscyplinach nauki.
Dociekliwi rzeczywiście czasami żyją krócej i czasem mają mało przyjemne przygody.
W XVIII wieku ludzie nauki próbowali poznac pochodzenie, wiek, rozmiary,
masę naszej planety i jej miejsce w Kosmosie.
Uczeni zrzeszeni we Francuskiej Akademii Nauk zorganizowali w 1735 r wyprawę
naukową, która między innymi miała dokonac metodami triangulacyjnymi pomiaru
odległości równej jednemu stopniowi szerokości geograficznej wzdłuż południka, co
pozwoliłoby obliczyc całkowity obwód Ziemi.
W tym celu wyprawa wyruszyła w Andy. Pomiar miał byc dokonany wzdłuż linii
łączącej dwie miejscowości położone w Andach, oddalone od siebie około 320km-
Yarouqui koło Quito oraz okolice Cuenca.
Od samego początku wyprawa miała kłopoty- nie za bardzo wiadomo czym uczestnicy
podpadli mieszkańcom Quito, ale zostali obrzuceni przez nich kamieniami i wypędzeni
z miasta. Potem lekarz wyprawy został zamordowany w trakcie bójki o kobietę.
Botanik wyprawy oszalał. Kilku członków wyprawy zmarło - częśc z powodu malarii,
częśc z powodu wypadków. Jeden z członków kierownictwa wyprawy, Jean Godin,
zakochał się w trzynastoletniej panience i nie dał się nakłonic do powrotu.
Wskutek opóznień zezwolenie na prowadzenie badań wygasło i prace zostały
wstrzymane aż na 8 miesięcy, a jeden z kierowników wyprawy musiał pojechac do Limy
po nowe.
W grupie badaczy było coraz więcej sporów i nieporozumień, w ich wyniku dwaj
kierownicy przestali się do siebie odzywac i ze sobą współpracowac. Francuscy uczeni
cały czas mieli kłopoty z miejscowymi władzami, którym nie mieściło się w głowie, że
wyprawa była zorganizowana na antypody tylko po to, by zmierzyc obwód Ziemi.
I tak prawdą mówiąc do dziś pozostało to zagadką.
Złośliwi twierdzą, że Francuzi rzadko kiedy wybierają proste rozwiązanie jakiegoś
zagadnienia, jeżeli tylko istnieje jakaś absurdalnie skomplikowana alternatywa.
piątek, 14 listopada 2014
Mix
14 listopada 2008 rok - wtedy był mój debiut, czyli opublikowałam pierwszy post.
Mam nadzieję, że osoby, które mi wtedy pomogły, nie żałują dziś swej decyzji.
Dziś zamęczam Was już dwoma blogami - "procontra anabell", na którym
opublikowałam 448 postów, a na tym opublikowałam 623 posty. W sumie, nie
licząc dnia dzisiejszego, popełniłam 1071 postów.
I od pierwszego napisanego posta aż do dziś wciąż dręczy mnie pytanie czy pisac,
czy może jednak już czas na zaniechanie tego procederu.
******
Smutno mi, bo niestety misja kosmiczna Rosetty nie za bardzo się udała.
Oczywiście nadal sukcesem jest fakt, że Rosetta dogoniła kometę chociaż goniła
10 lat. Sukcesem jest, że po trzech latach od chwili wyłączenia aparatury, udało
się ją ponownie uruchomic. Również to, że udało się odłączyc od Rosetty
lądownik w sposób planowy, a nie w drodze kraksy, też należy zaliczyc do sukcesu.
Gdy oglądałam wtedy film, były też migawki z narady sztabu odnośnie wyboru
miejsca , w którym lądownik powinien "zacumowac". Zdjęcia powierzchni jądra
komety nie napawały nikogo optymizmem - to naprawdę mała powierzchnia,
zupełnie nie wiadomo czy jest twarda czy też nie, jak gruba jest warstwa osiadłego
na niej pyłu względnie czegoś, co może byc odpowiednikiem ziemskiego piargu.
Tak naprawdę tam nie ma dobrego miejsca do lądowania, więc wybrano "na oko"
mniejsze zło.
Poza tym zawiodły mechanizmy wspomagające lądowanie - nie tylko specjalne
kotwice ale i silnik, który w założeniach miał pomóc w przytrzymaniu lądownika
przy powierzchni komety. I teraz biedna "kosmiczna pralka" leży na boku, do tego
w miejscu, do którego nie dociera światło słoneczne i nie ma jak podładowac jej
solarnych baterii.
No ale Rosetta nadal towarzysz komecie i filmuje. Co będzie dalej- zobaczymy.
Mam nadzieję, że osoby, które mi wtedy pomogły, nie żałują dziś swej decyzji.
Dziś zamęczam Was już dwoma blogami - "procontra anabell", na którym
opublikowałam 448 postów, a na tym opublikowałam 623 posty. W sumie, nie
licząc dnia dzisiejszego, popełniłam 1071 postów.
I od pierwszego napisanego posta aż do dziś wciąż dręczy mnie pytanie czy pisac,
czy może jednak już czas na zaniechanie tego procederu.
******
Smutno mi, bo niestety misja kosmiczna Rosetty nie za bardzo się udała.
Oczywiście nadal sukcesem jest fakt, że Rosetta dogoniła kometę chociaż goniła
10 lat. Sukcesem jest, że po trzech latach od chwili wyłączenia aparatury, udało
się ją ponownie uruchomic. Również to, że udało się odłączyc od Rosetty
lądownik w sposób planowy, a nie w drodze kraksy, też należy zaliczyc do sukcesu.
Gdy oglądałam wtedy film, były też migawki z narady sztabu odnośnie wyboru
miejsca , w którym lądownik powinien "zacumowac". Zdjęcia powierzchni jądra
komety nie napawały nikogo optymizmem - to naprawdę mała powierzchnia,
zupełnie nie wiadomo czy jest twarda czy też nie, jak gruba jest warstwa osiadłego
na niej pyłu względnie czegoś, co może byc odpowiednikiem ziemskiego piargu.
Tak naprawdę tam nie ma dobrego miejsca do lądowania, więc wybrano "na oko"
mniejsze zło.
Poza tym zawiodły mechanizmy wspomagające lądowanie - nie tylko specjalne
kotwice ale i silnik, który w założeniach miał pomóc w przytrzymaniu lądownika
przy powierzchni komety. I teraz biedna "kosmiczna pralka" leży na boku, do tego
w miejscu, do którego nie dociera światło słoneczne i nie ma jak podładowac jej
solarnych baterii.
No ale Rosetta nadal towarzysz komecie i filmuje. Co będzie dalej- zobaczymy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)