....ciągle nic nie wiem.
Rtg męskiej klatki z piersiami udało się nam wykonać stosunkowo
bezboleśnie. Niech mi tylko ktoś wyjaśni, dlaczego musieliśmy
dopłacić 30,- zł, by dostać wynik nie tylko na płytce CD ale i na
tradycyjnej kliszy. A cały dowcip polega na tym, że większość
lekarzy nie posiada w gabinecie komputera, a często, jeśli nawet
posiada, to nie zawsze może odczytać CD, bo nie ma tego programu,
w którym jest ona nagrana. To są te polskie medyczne paranoje.
Poza tym, co by nie powiedzieć nt. stanu polskiej służby zdrowia, to
głównym winowajcą , że coś nawala, zawsze jest człowiek i jego
podejście do swoich obowiązków.
Obserwowałam pracę pani w rejestracji do rtg i ortopedy - ta pani
była nie tylko miła i uprzejma, ale do tego umiała doradzić pacjentom
co zrobić by dostać się do jednego z ortopedów wcześniej niż....
w sierpniu. Bo nie oszukujmy się - wszystko zależy właśnie od ludzi.
A wynik rtg będzie dopiero jutro. Już wpadam pomału w rezonans...
****
Zrobiłam dziś "coś", czyli deser wielce naturalny i zdrowy.
Zmiksowałam 2 dojrzałe awokado z 3 łyżkami melasy karobowej,
a potem dodałam 2 kopiaste łyżki mączki karobowej.
Optymalnie można dodać do tego mielonych grubo orzechów.
Bardzo mi to smakowało, ślubnemu też, a z niego to wielki łasuch.
Tak właśnie wyglądają te owoce (zdjęcie z sieci)
Karob - melasa i mączka to produkty z owocu zwanego "chlebem
świętojańskim". To bardzo zdrowy owoc, oprócz witamin B1,B2,B3 i E,
zawiera magnez, żelazo, wapń, potas, fosfór i sód.
Melasa z powodzeniem zastępuje cukier, mnie to nawet zastępuje dżem,
a mączka karobowa zastępuje kakao.
To "coś" co zrobiłam było wielce podobne smakiem i wyglądem do
kremu czekoladowego. Mączkę karobową można również wykorzystać
do wypieku browni bez kakao i muffinek.
A przepisy wzięłam stąd.
Korzystam z tego blogu często, bo jest tam sporo przepisów na
potrawy bezglutenowe.
****
A tak poza tym to na nic nie mam ostatnio czasu, zaczynam po prostu
lekko się gubić w tym wszystkim. Nawet na koralikowanie nie mam czasu.
Pomału zaczynam się czuć jak kot w teoretycznym doświadczeniu
Schroedingera:))))
drewniana rzezba
czwartek, 14 marca 2013
niedziela, 10 marca 2013
Mam.....
.....sklerozę, ale o tym to już chyba wiecie, bo pisałam.
Miałam wczoraj pokazać to, co dostałam od Jaskółki. No ale po
prostu zapomniałam, co dotarło do mnie w godzinę po tym, gdy już
"porzuciłam" komputer.
Z początku chciałam natychmiast dać drugi post, ale pomyślałam,
że lepiej będzie, gdy będzie to post poświęcony tylko tej sprawie.
Jaskółka po cichutku, bez rozgłosu, nie chwaląc się na blogu, robi
takie rzeczy:
To jest lniana poszeweczka na poduszkę, Ten len jest w delikatnym
zielonym kolorze.Niestety moje umiejętności fotograficzne są
kiepskie i ten kolor mi nie "wyszedł".
Tu są dwie broszki-kwiatki i kwiatek -breloczek, dwustronny
A to jest ozdobna zawieszka, ale wg mnie może być równie
dobrze naszyjnikiem
Bardzo mi się podobają kwiatki, robione tą techniką, bo są niezmiernie
delikatne, w przeciwieństwie do kwiatków robionych szydełkiem w sposób
tradycyjny.
Jaskółko, ogromnie Ci dziękuję i proszę - pokazuj swe wyroby na blogu!
Miałam wczoraj pokazać to, co dostałam od Jaskółki. No ale po
prostu zapomniałam, co dotarło do mnie w godzinę po tym, gdy już
"porzuciłam" komputer.
Z początku chciałam natychmiast dać drugi post, ale pomyślałam,
że lepiej będzie, gdy będzie to post poświęcony tylko tej sprawie.
Jaskółka po cichutku, bez rozgłosu, nie chwaląc się na blogu, robi
takie rzeczy:
To jest lniana poszeweczka na poduszkę, Ten len jest w delikatnym
zielonym kolorze.Niestety moje umiejętności fotograficzne są
kiepskie i ten kolor mi nie "wyszedł".
Tu są dwie broszki-kwiatki i kwiatek -breloczek, dwustronny
A to jest ozdobna zawieszka, ale wg mnie może być równie
dobrze naszyjnikiem
Bardzo mi się podobają kwiatki, robione tą techniką, bo są niezmiernie
delikatne, w przeciwieństwie do kwiatków robionych szydełkiem w sposób
tradycyjny.
Jaskółko, ogromnie Ci dziękuję i proszę - pokazuj swe wyroby na blogu!
sobota, 9 marca 2013
Chyba....
jestem.
Nie mogę powiedzieć, że się czuję dobrze, bo bym skłamała, ale ktoś
przecież musi funkcjonować i jak zwykle padło na mnie.
Przede wszystkim dziękuję Wam za pamięć o mnie i za to, że tu wciąż
zaglądacie. To naprawdę pomaga w trzymaniu się pionowo.
****
Wczoraj lekarz stwierdził, że mój ślubny ma zapalenie płuc, a konkretnie
jednego płuca. No więc w poniedziałek rtg męskiej klaty piersiowej,
potem znów wizyta u lekarza, bo zależnie od wyniku ustawi leki.
Ciekawe czy pójdzie trzeci antybiotyk???
****
Od tego zapalenia zatok olśniło mnie i......sprułam całkiem naszyjnik,
który haftowałam w nocy. Chyba byłam mało przytomna gdy
wycinałam jego podkład, bo za nic w świecie nie "leżał" dobrze na
dekolcie.
No więc klnąc sama siebie sprułam i zrobiłam inny, na bazie tych
samych elementów.
Oto i on:
Jest nieco w stylu art deco.
Trochę czasu pochłonęło mi uplecenie "sznurka", ale teraz
jestem z efektu zadowolona. Kryształki rozdzielające elementy
mają w naturze inny kolor, ale mocno oświetlone tak właśnie
się mienią.
****
W ostatnim numerze Focusa wyczytałam , że przeciętnie:
"Polak zjada w ciągu roku 112 kg ziemniaków, co daje 9 ton w ciągu
całego życia. Do tego zjada 2 krowy, 20 świń, 760 kurczaków, 46
indyków, 15 kaczek, 1000 ryb - czyli w sumie 11 ton żywności.
Do tego konsumuje tonę pomidorów, 700 kg ogórków, ponad 800
kg kapusty.
Wychodzi na to, że przez całe swe życie zjadamy 40 ton żywności, co
równa się wadze 40 słoni.
Do tego należy jeszcze dodać, że tę żywność przyprawiamy 400 kg
soli.
W ramach deserów zjadamy 4,5 tony jabłek, 0,5 tony cytrusów, 0,5
tony bananów, ponad 200 kg śliwek.
Jeśli dziennie spożywamy ok.2,5 tys.kalorii, to w ciągu całego życia
pochłaniamy ponad 75.000.000 kcal, czyli równowartość 132 tysięcy
tabliczek gorzkiej czekolady.
Tak sobie pomyślałam, że lepiej nas ubierać niż żywić.
****
A co tam, idę zjeść drugie śniadanko - jabłko i kostkę gorzkiej, 80%
czekolady.
Nie mogę powiedzieć, że się czuję dobrze, bo bym skłamała, ale ktoś
przecież musi funkcjonować i jak zwykle padło na mnie.
Przede wszystkim dziękuję Wam za pamięć o mnie i za to, że tu wciąż
zaglądacie. To naprawdę pomaga w trzymaniu się pionowo.
****
Wczoraj lekarz stwierdził, że mój ślubny ma zapalenie płuc, a konkretnie
jednego płuca. No więc w poniedziałek rtg męskiej klaty piersiowej,
potem znów wizyta u lekarza, bo zależnie od wyniku ustawi leki.
Ciekawe czy pójdzie trzeci antybiotyk???
****
Od tego zapalenia zatok olśniło mnie i......sprułam całkiem naszyjnik,
który haftowałam w nocy. Chyba byłam mało przytomna gdy
wycinałam jego podkład, bo za nic w świecie nie "leżał" dobrze na
dekolcie.
No więc klnąc sama siebie sprułam i zrobiłam inny, na bazie tych
samych elementów.
Oto i on:
Jest nieco w stylu art deco.
Trochę czasu pochłonęło mi uplecenie "sznurka", ale teraz
jestem z efektu zadowolona. Kryształki rozdzielające elementy
mają w naturze inny kolor, ale mocno oświetlone tak właśnie
się mienią.
****
W ostatnim numerze Focusa wyczytałam , że przeciętnie:
"Polak zjada w ciągu roku 112 kg ziemniaków, co daje 9 ton w ciągu
całego życia. Do tego zjada 2 krowy, 20 świń, 760 kurczaków, 46
indyków, 15 kaczek, 1000 ryb - czyli w sumie 11 ton żywności.
Do tego konsumuje tonę pomidorów, 700 kg ogórków, ponad 800
kg kapusty.
Wychodzi na to, że przez całe swe życie zjadamy 40 ton żywności, co
równa się wadze 40 słoni.
Do tego należy jeszcze dodać, że tę żywność przyprawiamy 400 kg
soli.
W ramach deserów zjadamy 4,5 tony jabłek, 0,5 tony cytrusów, 0,5
tony bananów, ponad 200 kg śliwek.
Jeśli dziennie spożywamy ok.2,5 tys.kalorii, to w ciągu całego życia
pochłaniamy ponad 75.000.000 kcal, czyli równowartość 132 tysięcy
tabliczek gorzkiej czekolady.
Tak sobie pomyślałam, że lepiej nas ubierać niż żywić.
****
A co tam, idę zjeść drugie śniadanko - jabłko i kostkę gorzkiej, 80%
czekolady.
wtorek, 5 marca 2013
Jak wrócę....
to będę. To jednak jest jakby zakazne. Głowa mi odpada, oczy bolą,
zatoki też.
Do miłego, ;)
zatoki też.
Do miłego, ;)
niedziela, 3 marca 2013
Mix
Po pierwsze to dostałam psa - jamnika. Tym razem jest to jamnik
krótkowłosy. Ze świetnej hodowli u Joanny.
Jest bardzo grzeczny, ale widać , że rozpieszczony.
Joanna zrobiła mi tym jamnikiem cudowną niespodziankę -to
osoba, która najwyrazniej czyta w myślach.
Popatrzcie na niego, jak go nie pokochać???
Z jakichś względów doszedł do wniosku, że najlepiej jest
pobawić się moją bransoletką z howlitu.
****
A tu prezentuję to, co można robić w czasie nocy, gdy zamiast
spania trzeba czuwać. Robiąc ten naszyjnik spędziłam
noc z czwartku na piątek.
Oczywiście nie jest to jeszcze skończony naszyjnik. To dopiero
połowa pracy. Teraz muszę dać podkład, obrębić całość
koralikami no i upleść jakiś "sznurek" i zapięcie.
Ponieważ bałam się, że czytając przysnę, zabrałam się za koraliki.
Przyczyna mej zarwanej nocy dość prozaiczna - mąż dostał bardzo
wysokiej gorączki i musiałam mu ściągać temperaturę starymi,
domowymi sposobami, czyli okładami. Niestety jest w grupie
osób, którym z uwagi na schorzenia i brane leki nie można podać
aspiryny lub paracetamolu a jednocześnie nie można dopuścić by
temperatura przekraczała 38,5., co udało mi się z wielkim trudem,
a temperatura dochodziła mu do 39,5.
W piątek musiałam wezwać do domu lekarza- oczywiście prywatnie.
Niestety lekarka nie wiedziała co to jest, ale wykluczyła płuca i
ewentualnie zapalenie wsierdzia. Zapisała antybiotyk, pochwaliła ,że
dobrze ściągałam gorączkę i pojęczała, że ma związane ręce przy
tych lekach i jego stanie zdrowia.
Antybiotyk kosztował grosze, poniżej 10 zł, ale za wizytę zapłaciłam
równiutko 200 zł.
No ale mnie pochwaliła, to też coś warte, no nie?
krótkowłosy. Ze świetnej hodowli u Joanny.
Jest bardzo grzeczny, ale widać , że rozpieszczony.
Joanna zrobiła mi tym jamnikiem cudowną niespodziankę -to
osoba, która najwyrazniej czyta w myślach.
Popatrzcie na niego, jak go nie pokochać???
Z jakichś względów doszedł do wniosku, że najlepiej jest
pobawić się moją bransoletką z howlitu.
****
A tu prezentuję to, co można robić w czasie nocy, gdy zamiast
spania trzeba czuwać. Robiąc ten naszyjnik spędziłam
noc z czwartku na piątek.
Oczywiście nie jest to jeszcze skończony naszyjnik. To dopiero
połowa pracy. Teraz muszę dać podkład, obrębić całość
koralikami no i upleść jakiś "sznurek" i zapięcie.
Ponieważ bałam się, że czytając przysnę, zabrałam się za koraliki.
Przyczyna mej zarwanej nocy dość prozaiczna - mąż dostał bardzo
wysokiej gorączki i musiałam mu ściągać temperaturę starymi,
domowymi sposobami, czyli okładami. Niestety jest w grupie
osób, którym z uwagi na schorzenia i brane leki nie można podać
aspiryny lub paracetamolu a jednocześnie nie można dopuścić by
temperatura przekraczała 38,5., co udało mi się z wielkim trudem,
a temperatura dochodziła mu do 39,5.
W piątek musiałam wezwać do domu lekarza- oczywiście prywatnie.
Niestety lekarka nie wiedziała co to jest, ale wykluczyła płuca i
ewentualnie zapalenie wsierdzia. Zapisała antybiotyk, pochwaliła ,że
dobrze ściągałam gorączkę i pojęczała, że ma związane ręce przy
tych lekach i jego stanie zdrowia.
Antybiotyk kosztował grosze, poniżej 10 zł, ale za wizytę zapłaciłam
równiutko 200 zł.
No ale mnie pochwaliła, to też coś warte, no nie?
czwartek, 28 lutego 2013
Kocham pana.....
panie Planck! I choć od 1947 roku jest pan gdzieś w innym wymiarze,
zakochałam się w pana teorii kwantowej.
Dzięki niej, pana następcy, fizycy i astrofizycy interpretują Wszechświat.
A przecież jesteśmy cząstką tego Wszechświata.
Podobnie jak on jesteśmy zbudowani z komórek, które są złożone
z oszałamiającej wprost liczby atomów i cząstek elementarnych, ich
istnienie polega na stałym ruchu i wymianie informacji, które są
zawarte w otaczającym nas powietrzu, którym oddychamy, pokarmie,
który spożywamy, wodzie, którą pijemy.I wszystkie te atomy posiadają
informacje znajdujące się we Wszechświecie. Pobieramy je i wydalamy,
biorąc udział w wielkim procesie Brania i Dawania.
I biorą w tym procesie udział wszystkie żywe organizmy.
Fizyk Jean E.Charon, uważany za największego znawcę teorii kwantów,
napisał książkę "Duch Materii". Wg J.E.Charona w każdym z nas jest
cząstka tych wszystkich, którzy odeszli - Buddy, Jezusa, Einsteina.
I raczej nie jest to mrzonka - współczesne badania ludzkiego ciała z
wykorzystaniem radioaktywnych izotopów potwierdzają tę teorię.
Jeżeli ktoś z Was interesował się buddyzmem z pewnością zetknął
się ze sformułowaniem, że każdy z nas jest....bogiem. I w świetle
teorii kwantów ma to nawet sens.
Niektórzy fizycy uważają, że Wielki Wybuch, który nastąpił ponad
13 miliardów lat temu powiązał ze sobą Kosmos i dzięki temu
może on się ze sobą porozumiewać. I wielu z nich uważa, że ludzka
świadomość może egzystować w związku z tym poza ciałem, bo
jest powiązana z Kosmosem. A więc chyba jesteśmy w pewien
sposób nieśmiertelni.
Profesor Roman Schnabel z hanowerskiego Instytutu Maxa Plancka
uważa, że wszyscy pochodzimy z pyłu gwiazdowego, a myśli ludzkie
są informacjami kwantowymi.
Sekunduje mu pogląd amerykańskiego fizyka, prof.Amit Goswami'ego,
który jest zdania, że pozostajemy w stałym związku z każdym
dowolnym punktem Wszechświata.
Amerykański fizyk Jack Sarfati uważa, że fizyka kwantowa jest kluczem
do rozwiązania zagadnienia dualizmu ciała i duszy.Wg niego każda nasza
myśl, każde działanie gromadzimy nie tylko we własnym mózgu ale
i we Wszechświecie.
Teorii powstaje coraz więcej, wysnuwają je nie tylko fizycy i astrofizycy,
pracują nad tym zagadnieniem i neurobiolodzy, neurofizjolodzy i ...
filozofowie. Pytań jest coraz więcej : czy nasz mózg pracuje jak kwantowy
komputer? Czy Wszechświat jest ogromnym mózgiem? Czy świadomość
egzystuje również poza ciałem?
Czy świadomość jest tylko elektrochemicznym procesem zachodzącym
w naszym mózgu? Na jakiej zasadzie te procesy są przeprowadzane przez
nasz mózg? Dlaczego podczas hipnozy w każdej niemal sekundzie są
przywoływane zdarzenia z naszego życia? Jak to jest biologicznie mozliwe,
że mózg ludzki, w wieku 70 lat magazynuje ponad 280 trylionów
informacyjnych bitów? A może wcale ich nie składuje, ale wysyła do
"magazynu", którym jest Wszechświat i stamtąd, w razie potrzeby, je
pobiera? A może Wszechświat to rodzaj ogromnego komputera?
Pytania się mnożą i być może, że każdy dzień przybliża nas do poznania
na nie odpowiedzi.
A póki co, ciekawych odsyłam do artykułu Jacka Lewandowskiego
zamieszczonego w numerze 3 mies. "Nieznany Świat".
Wierzcie mi, warto przeczytać bez względu na światopogląd i stopień
wiedzy z dziedziny fizyki.
zakochałam się w pana teorii kwantowej.
Dzięki niej, pana następcy, fizycy i astrofizycy interpretują Wszechświat.
A przecież jesteśmy cząstką tego Wszechświata.
Podobnie jak on jesteśmy zbudowani z komórek, które są złożone
z oszałamiającej wprost liczby atomów i cząstek elementarnych, ich
istnienie polega na stałym ruchu i wymianie informacji, które są
zawarte w otaczającym nas powietrzu, którym oddychamy, pokarmie,
który spożywamy, wodzie, którą pijemy.I wszystkie te atomy posiadają
informacje znajdujące się we Wszechświecie. Pobieramy je i wydalamy,
biorąc udział w wielkim procesie Brania i Dawania.
I biorą w tym procesie udział wszystkie żywe organizmy.
Fizyk Jean E.Charon, uważany za największego znawcę teorii kwantów,
napisał książkę "Duch Materii". Wg J.E.Charona w każdym z nas jest
cząstka tych wszystkich, którzy odeszli - Buddy, Jezusa, Einsteina.
I raczej nie jest to mrzonka - współczesne badania ludzkiego ciała z
wykorzystaniem radioaktywnych izotopów potwierdzają tę teorię.
Jeżeli ktoś z Was interesował się buddyzmem z pewnością zetknął
się ze sformułowaniem, że każdy z nas jest....bogiem. I w świetle
teorii kwantów ma to nawet sens.
Niektórzy fizycy uważają, że Wielki Wybuch, który nastąpił ponad
13 miliardów lat temu powiązał ze sobą Kosmos i dzięki temu
może on się ze sobą porozumiewać. I wielu z nich uważa, że ludzka
świadomość może egzystować w związku z tym poza ciałem, bo
jest powiązana z Kosmosem. A więc chyba jesteśmy w pewien
sposób nieśmiertelni.
Profesor Roman Schnabel z hanowerskiego Instytutu Maxa Plancka
uważa, że wszyscy pochodzimy z pyłu gwiazdowego, a myśli ludzkie
są informacjami kwantowymi.
Sekunduje mu pogląd amerykańskiego fizyka, prof.Amit Goswami'ego,
który jest zdania, że pozostajemy w stałym związku z każdym
dowolnym punktem Wszechświata.
Amerykański fizyk Jack Sarfati uważa, że fizyka kwantowa jest kluczem
do rozwiązania zagadnienia dualizmu ciała i duszy.Wg niego każda nasza
myśl, każde działanie gromadzimy nie tylko we własnym mózgu ale
i we Wszechświecie.
Teorii powstaje coraz więcej, wysnuwają je nie tylko fizycy i astrofizycy,
pracują nad tym zagadnieniem i neurobiolodzy, neurofizjolodzy i ...
filozofowie. Pytań jest coraz więcej : czy nasz mózg pracuje jak kwantowy
komputer? Czy Wszechświat jest ogromnym mózgiem? Czy świadomość
egzystuje również poza ciałem?
Czy świadomość jest tylko elektrochemicznym procesem zachodzącym
w naszym mózgu? Na jakiej zasadzie te procesy są przeprowadzane przez
nasz mózg? Dlaczego podczas hipnozy w każdej niemal sekundzie są
przywoływane zdarzenia z naszego życia? Jak to jest biologicznie mozliwe,
że mózg ludzki, w wieku 70 lat magazynuje ponad 280 trylionów
informacyjnych bitów? A może wcale ich nie składuje, ale wysyła do
"magazynu", którym jest Wszechświat i stamtąd, w razie potrzeby, je
pobiera? A może Wszechświat to rodzaj ogromnego komputera?
Pytania się mnożą i być może, że każdy dzień przybliża nas do poznania
na nie odpowiedzi.
A póki co, ciekawych odsyłam do artykułu Jacka Lewandowskiego
zamieszczonego w numerze 3 mies. "Nieznany Świat".
Wierzcie mi, warto przeczytać bez względu na światopogląd i stopień
wiedzy z dziedziny fizyki.
poniedziałek, 25 lutego 2013
Mix
Odreagowałam ból kolana w taki sposób:
I zrobiłam drugą wersję kotów na gałęzi:
A dziś zrobiłam eksperyment kulinarny.
Jestem od kilku tygodni na diecie bezglutenowej, choć wcale nie mam
celiakli. Ale nie da się ukryć , że znacznie lepiej się czuję.
A dziś postanowiłam upiec chleb bezglutenowy w automacie.
Zakupiłam mąkę bezglutenową, przestudiowałam przepis ( na opakowaniu),
załadowałam wszystko wg wytycznych, włączyłam wypiekacz i zaczęłam
czekać na efekty. Maszyna kręciła, kręciła, kręciła i kręciła w nieskończoność
składniki. Jak dla mnie robiła to zdecydowanie zbyt długo, a zawartość
pojemnika wciąż przypominała konsystencją masę na kotlety mielone.
Wreszcie dotarło do mnie, że mój wypiekacz do chleba nie ma opcji Gluten
free i prędzej zatrze się silnik mieszadła niż konsystencja zawartości
pojemnika będzie taka, by spełniała warunki programu "basic", który mam
włączony.
A ustrojstwo jest tak zaprogramowane, że będzie tak długo pracowało aż
osiągnie dobrze wyrobiony bochenek surowego ciasta , a nie taką paciaję.
Koniec końców zawartość pojemnika przełożyłam do normalnej formy,
załadowałam do piecyka i upiekłam jak zwykłe ciasto.
Efekt nieco mnie poraził- jeszcze nic mi tak w życiu nie urosło, ale smakowo
ten wyrób jest w porządku.
I wygląda to tak:
A dziś , skoro już pichcę bezglutenowo, mam zamiar zrobić naleśniki z mąki
ciecierzycowej. Ciekawa jestem co mi z tego wyjdzie. Kiedyś robiłam placki
z gotowanych kartofli i tej właśnie mąki i smażyłam je na maśle klarowanym.
Było to proste i naprawdę smaczne no i bezglutenowe. Ślubnemu też te
placuszki smakowały. Mam podejrzenie, że można też zrobić z tą mąką
placki kartoflane z surowych kartofli. Gdy wypróbuję to "sprawozdam".
Miłego przed- przedwiośnia wszystkim życzę. U mnie śnieg się topi, ale nic
wiosennego w tym nie widzę. Ponurość straszliwa.
I zrobiłam drugą wersję kotów na gałęzi:
A dziś zrobiłam eksperyment kulinarny.
Jestem od kilku tygodni na diecie bezglutenowej, choć wcale nie mam
celiakli. Ale nie da się ukryć , że znacznie lepiej się czuję.
A dziś postanowiłam upiec chleb bezglutenowy w automacie.
Zakupiłam mąkę bezglutenową, przestudiowałam przepis ( na opakowaniu),
załadowałam wszystko wg wytycznych, włączyłam wypiekacz i zaczęłam
czekać na efekty. Maszyna kręciła, kręciła, kręciła i kręciła w nieskończoność
składniki. Jak dla mnie robiła to zdecydowanie zbyt długo, a zawartość
pojemnika wciąż przypominała konsystencją masę na kotlety mielone.
Wreszcie dotarło do mnie, że mój wypiekacz do chleba nie ma opcji Gluten
free i prędzej zatrze się silnik mieszadła niż konsystencja zawartości
pojemnika będzie taka, by spełniała warunki programu "basic", który mam
włączony.
A ustrojstwo jest tak zaprogramowane, że będzie tak długo pracowało aż
osiągnie dobrze wyrobiony bochenek surowego ciasta , a nie taką paciaję.
Koniec końców zawartość pojemnika przełożyłam do normalnej formy,
załadowałam do piecyka i upiekłam jak zwykłe ciasto.
Efekt nieco mnie poraził- jeszcze nic mi tak w życiu nie urosło, ale smakowo
ten wyrób jest w porządku.
I wygląda to tak:
A dziś , skoro już pichcę bezglutenowo, mam zamiar zrobić naleśniki z mąki
ciecierzycowej. Ciekawa jestem co mi z tego wyjdzie. Kiedyś robiłam placki
z gotowanych kartofli i tej właśnie mąki i smażyłam je na maśle klarowanym.
Było to proste i naprawdę smaczne no i bezglutenowe. Ślubnemu też te
placuszki smakowały. Mam podejrzenie, że można też zrobić z tą mąką
placki kartoflane z surowych kartofli. Gdy wypróbuję to "sprawozdam".
Miłego przed- przedwiośnia wszystkim życzę. U mnie śnieg się topi, ale nic
wiosennego w tym nie widzę. Ponurość straszliwa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
