.......przemyślenia.
Podpadnę Wam wszystkim, bo wiem, że nie lubicie gdy piszę coś, nawet niewiele,
zbliżonego do tematów politycznych.
Trudno, muszę, bo inaczej się uduszę;)
Jeśli oglądacie tylko produkt zwany kurwizją , to z pewnością nie jesteście
zestresowani - przecież jest pięknie, radośnie, rośniemy w siłę i dostatek.
Już raz tak rośliśmy, o czym pokolenie 40-latków nie pamięta.
Osobiście mam jakieś skrzywienie psychiczne i owej kurskiej wizji nie oglądam,
podobnie jak nie oglądam i nie słucham toruńskich produktów medialnych pana
Rydzyka.
Wyznaję zasadę, że jeżeli ktoś musi westchnąć do swego boga, to może to
zrobić udając się do kościoła lub pomodlić się w zaciszu własnego domu.
Narzekamy, że pisuary wygrali wybory. No ale przecież ktoś tych ludzi wszak
wybrał.
Wybrali ci, którzy po pierwsze raczyli w ogóle ruszyć tyłki na wybory, a poza tym
zostali oczarowani wizją państwa, którego obraz roztaczali przed nimi wierni
wyznawcy p.p.Rydzyka i Kaczyńskiego. Ta para oszołomów roztaczała przed
swoim elektoratem wizję państwa opiekuńczego, pochylającego się nad każdym
swym wyborcą i zdejmującego z niego obowiązek samodzielnego dbania o swe
życiowe interesy.
Nie da się ukryć- samodzielność wymaga znacznie więcej wysiłku niż posłuszne
wypełnianie poleceń, wspomagane datkami opiekuńczego państwa.
W niedzielę były w stolicy dwie potężne demonstracje - pod Sejmem i pod Sądem
Najwyższym. Obie pod hasłem obrony niezawisłości sądów i trójpodziału władzy,
co jest gwarancją utrzymania w kraju systemu demokratycznego.
Równolegle odbyły się pod tymi samymi hasłami demonstracje w Krakowie i
Szczecinie. Jak na okres wakacyjny i dość niemiłą pogodę (gorąco i duszno)
ludzi było sporo.
Zrobiło mi się smutno, bo do walki o demokrację muszą dziś stawać ci, którzy już
raz o nią walczyli.
*****
Wczoraj polską publikę zelektryzowała wizyta brytyjskiej pary książęcej wraz
z nieletnim przychówkiem.
Naród wyrażał żywe zainteresowanie parą książęcą, atrakcja jak rzadko.
Oglądając potem wywiady z tymi, którzy "byli i oglądali i pieli z zachwytu"
skonfrontowałam ten wywiad z poprzednio oglądanym wywiadem
przeprowadzonym wśród rodaków wypoczywających nad polskim morzem-
pytani o najnowsze i ważne dla nas wszystkich krajowe wydarzenia polityczne
odpowiadali : nie wiem, nie znam, nie interesuję się polityką wcale.
I jakoś nie mogę się nadziwić, że kogoś interesuje sukienka i uczesanie księżnej
Kate, czyli rzeczy, które nie mają żadnego znaczenia dla naszego dalszego życia
w Polsce, a poczynania rządu, które systematycznie niszczą kraj nikogo nie
interesują.
To naprawdę dziwne i smutne.
*****
Ciekawa jestem kiedy ludzie się ockną. Zapewne zgodnie ze starym przysłowiem:
"mądry Polak po szkodzie", czyli gdy już będzie za pózno.
Może wtedy gdy paszporty wrócą do składnic paszportowych i na każdy wyjazd
trzeba będzie, jak kiedyś, godzinami stać by złożyć wniosek na otrzymanie
paszportu na wyjazd?
A może ockną się dopiero wtedy, gdy nas wyproszą z UE bo nie spełniamy już
standardów państwa demokratycznego i będziemy szwendać się od ambasady do
ambasady żebrząc o wizę?
A wtedy , gdy się już naród ocknie będzie mógł sobie zaśpiewać piosenkę:
"miałeś chamie złoty róg".
Wiem , urlop rozleniwia tak bardzo, że wydaje się nam, że nasz wątły głos niczego
nie zmieni, ale wiele tych "wątłych glosów" składa się zawsze w chór- pamietajcie
o tym. Warto.
drewniana rzezba
wtorek, 18 lipca 2017
piątek, 14 lipca 2017
Mix, bo dawno nie było
Przedwczoraj o mały włos nie zostałam zeżarta przez komary. Gdy około południa
wysiedliśmy pod domem z samochodu, rzucił się na nas rój głodnych komarzyc.
Właściwie nic dziwnego- przedtem wciąż padało ale było ciepło, więc się
paskudztwo wylęgło w niesamowitej ilości. Przejście kilku kroków od bryczki do
budynku było gehenną. Ostatni raz takie ilości komarów spotkałam gdy letnim,
póznym wieczorem płynęliśmy Wisłą wzdłuż zarośniętego krzaczorami brzegu.
Ale takich ilości, w biały dzień, w mieście, około południa, jeszcze nie widziałam.
Przeżyłam, jak widać- tak gnałam do domu jak jeszcze nigdy.
*****
A dziś poniosło nas do Janek, do sklepu IKEA . Straszliwie się nałaziłam, jak
zwykle w tym sklepie. Chciałam tylko zobaczyć dział z tekstyliami oraz meblowy.
Ale nie ma lekko - nim się doczłapałam do zasłon i firanek to już mnie nogi bolały.
Znalazłam w naturze to, co wpierw widziałam on line i okazało się, że nie bez
powodu zachwyciłam się tymi zasłonami.
Są to tzw. zasłony zaciemniające , bardzo dobrze się układają, przemiłe w dotyku,
mają fakturę skórki brzoskwini.
A co najważniejsze, to mają pożądaną przez mnie wysokość 3 metrów i są gotowe
do powieszenia. I nawet znalazłam takiej też długości firankę- mięciutką, dobrze
się układającą. I też już gotową do powieszenia. Muszę zawsze teraz pamiętać, że
moje nowe mieszkanie ma 360 cm wysokości.
*****
A potem było dużo smiechu. W drodze powrotnej wpadliśmy po dżinsy dla mego
ślubnego.
Ponieważ mój mąż nadal ma sylwetkę "młodzieżowca" odwiedziliśmy sklep
R......d. Ja to w ich rozmiarówkę raczej się nie łapię, ale on - tak.
Sklep z bliżej mi nie znanych względów urządzony w stylu " właśnie nam wysiadło
oświetlenie", lub "gdy ciemniej to przyjemniej".
Niemal wszędzie leżały męskie szorty lub bermudy i wszystkie mocno podarte
i artystycznie postrzępione.
Nie postrzępione były tylko bermudy z tkaniny dresowej.
Sunąc w tych ciemnościach zauważyłam,że z boku wiszą długie spodnie. Owszem,
były długie, nawet dżinsy, ale straszliwie podarte, postrzępione i artystycznie
poprzecierane.
Podeszliśmy do lady, przy której uwijał się, tokując do jakiejś panienki, młodzian
z ogoloną na "zero" połówką głowy.
Druga połowa głowy miała nieco dłuższe włosy (ze 3 cm) i kończyła się na całym
czubku głowy czymś w rodzaju starannie wyżelowanego parkaniku.
Pokonując zdumienie , ale wpatrując się w ten cud sztuki fryzjerskiej, zapytałam,
czy bywają jeszcze dżinsy bez dziur i strzępów. Młodzian obrzucił mnie mocno
zgorszonym spojrzeniem, myśląc zapewne- "taka stara a tak głupia" i z dumą mi
wyjaśnił, że u nich są tylko modne spodnie.
Trąciliśmy się z mężem łokciami, zrobiliśmy zgodnie w tył zwrot i dusząc się ze
śmiechu wymaszerowaliśmy z tego sklepu.
Za to w innym sklepie udało nam się kupić takie zwykłe, całe dżinsy , bez dziur
i strzępów i nawet bez wytartego koloru. Jako towar obecnie niemodny były one
niemal o połowę tańsze od tych dziurawych. No normalnie dom wariatów.
Miłego Wszystkim;)
wysiedliśmy pod domem z samochodu, rzucił się na nas rój głodnych komarzyc.
Właściwie nic dziwnego- przedtem wciąż padało ale było ciepło, więc się
paskudztwo wylęgło w niesamowitej ilości. Przejście kilku kroków od bryczki do
budynku było gehenną. Ostatni raz takie ilości komarów spotkałam gdy letnim,
póznym wieczorem płynęliśmy Wisłą wzdłuż zarośniętego krzaczorami brzegu.
Ale takich ilości, w biały dzień, w mieście, około południa, jeszcze nie widziałam.
Przeżyłam, jak widać- tak gnałam do domu jak jeszcze nigdy.
*****
A dziś poniosło nas do Janek, do sklepu IKEA . Straszliwie się nałaziłam, jak
zwykle w tym sklepie. Chciałam tylko zobaczyć dział z tekstyliami oraz meblowy.
Ale nie ma lekko - nim się doczłapałam do zasłon i firanek to już mnie nogi bolały.
Znalazłam w naturze to, co wpierw widziałam on line i okazało się, że nie bez
powodu zachwyciłam się tymi zasłonami.
Są to tzw. zasłony zaciemniające , bardzo dobrze się układają, przemiłe w dotyku,
mają fakturę skórki brzoskwini.
A co najważniejsze, to mają pożądaną przez mnie wysokość 3 metrów i są gotowe
do powieszenia. I nawet znalazłam takiej też długości firankę- mięciutką, dobrze
się układającą. I też już gotową do powieszenia. Muszę zawsze teraz pamiętać, że
moje nowe mieszkanie ma 360 cm wysokości.
*****
A potem było dużo smiechu. W drodze powrotnej wpadliśmy po dżinsy dla mego
ślubnego.
Ponieważ mój mąż nadal ma sylwetkę "młodzieżowca" odwiedziliśmy sklep
R......d. Ja to w ich rozmiarówkę raczej się nie łapię, ale on - tak.
Sklep z bliżej mi nie znanych względów urządzony w stylu " właśnie nam wysiadło
oświetlenie", lub "gdy ciemniej to przyjemniej".
Niemal wszędzie leżały męskie szorty lub bermudy i wszystkie mocno podarte
i artystycznie postrzępione.
Nie postrzępione były tylko bermudy z tkaniny dresowej.
Sunąc w tych ciemnościach zauważyłam,że z boku wiszą długie spodnie. Owszem,
były długie, nawet dżinsy, ale straszliwie podarte, postrzępione i artystycznie
poprzecierane.
Podeszliśmy do lady, przy której uwijał się, tokując do jakiejś panienki, młodzian
z ogoloną na "zero" połówką głowy.
Druga połowa głowy miała nieco dłuższe włosy (ze 3 cm) i kończyła się na całym
czubku głowy czymś w rodzaju starannie wyżelowanego parkaniku.
Pokonując zdumienie , ale wpatrując się w ten cud sztuki fryzjerskiej, zapytałam,
czy bywają jeszcze dżinsy bez dziur i strzępów. Młodzian obrzucił mnie mocno
zgorszonym spojrzeniem, myśląc zapewne- "taka stara a tak głupia" i z dumą mi
wyjaśnił, że u nich są tylko modne spodnie.
Trąciliśmy się z mężem łokciami, zrobiliśmy zgodnie w tył zwrot i dusząc się ze
śmiechu wymaszerowaliśmy z tego sklepu.
Za to w innym sklepie udało nam się kupić takie zwykłe, całe dżinsy , bez dziur
i strzępów i nawet bez wytartego koloru. Jako towar obecnie niemodny były one
niemal o połowę tańsze od tych dziurawych. No normalnie dom wariatów.
Miłego Wszystkim;)
poniedziałek, 10 lipca 2017
N i e s p o d z i a n k a....
Muszę was zmartwić - przeprowadzamy się dopiero we wrześniu bo:
a) wykonanie i montaż mebli kuchennych potrwa 8 tygodni,
b) łazienka ma być przerobiona, tzn. zamiast wanny ma być duuża,
wygodna kabina prysznicowa, taka długości i szerokości wanny,
c) nie jest jeszcze zrobiona podłoga na balkonie, która co prawda nie będzie
kryta terakotą, ale pokrywana jakąś powłoką kauczukową,
d) podłogi w mieszkaniu są już położone, ale jeszcze trzeba je czymś pokryć,
jakimś nietrującym lakierem,
e) klatka schodowa budynku też jeszcze nie jest wykończona. Trzeba jeszcze
zmienić poręcze, poprawić niektóre stopnie i na całych schodach ułożyć
chodnik dywanowy. To bardzo praktyczne, bo nim się człowiek przeczłapie
do mieszkania to mu się buty osuszą w razie deszczu lub śniegu,
f) widziałam na podesłanych zdjęciach że na zewnątrz budynku są jeszcze
rusztowania i jeszcze wykończają elewację,
g) po raz pierwszy będę miała drzwi wejściowe do mieszkania tak ozdobne-
w górnej partii drzwi są szybki. Szkoda, że nie kolorowe.
Na razie więcej liter alfabetu nie jest zaangażowanych w przeszkody do
wyjazdu w sierpniu. Dobrze, że jeszcze nie zapakowałam koralików!!!!!
Właśnie zaczął padać deszcz z burzą w tle, więc coś na pocieszenie:
a) wykonanie i montaż mebli kuchennych potrwa 8 tygodni,
b) łazienka ma być przerobiona, tzn. zamiast wanny ma być duuża,
wygodna kabina prysznicowa, taka długości i szerokości wanny,
c) nie jest jeszcze zrobiona podłoga na balkonie, która co prawda nie będzie
kryta terakotą, ale pokrywana jakąś powłoką kauczukową,
d) podłogi w mieszkaniu są już położone, ale jeszcze trzeba je czymś pokryć,
jakimś nietrującym lakierem,
e) klatka schodowa budynku też jeszcze nie jest wykończona. Trzeba jeszcze
zmienić poręcze, poprawić niektóre stopnie i na całych schodach ułożyć
chodnik dywanowy. To bardzo praktyczne, bo nim się człowiek przeczłapie
do mieszkania to mu się buty osuszą w razie deszczu lub śniegu,
f) widziałam na podesłanych zdjęciach że na zewnątrz budynku są jeszcze
rusztowania i jeszcze wykończają elewację,
g) po raz pierwszy będę miała drzwi wejściowe do mieszkania tak ozdobne-
w górnej partii drzwi są szybki. Szkoda, że nie kolorowe.
Na razie więcej liter alfabetu nie jest zaangażowanych w przeszkody do
wyjazdu w sierpniu. Dobrze, że jeszcze nie zapakowałam koralików!!!!!
Właśnie zaczął padać deszcz z burzą w tle, więc coś na pocieszenie:
piątek, 7 lipca 2017
Możecie się pośmiać
Wyniosło nas dziś na zakupy, głownie tego, co akurat nie jest niezbędne.
Po drodze wpadłam do niedawno otwartego popularnego marketu, gdzie
zawsze są niskie ceny.
Kupiłam fajną owocową herbatę, urodziwe, jednakowiutkie pieczarki, nieco
warzyw i ekologiczne banany, bo miały niebywale atrakcyjną cenę.
Potem kierując się inną alejką w stronę kas, mój ślubny przystanął przy stoisku
z ciuchami.
Właśnie kilka dni wcześniej doszedł do wniosku, że poszukuje nowych
letnich spodni,więc jego wzrok padł na z lekka wytarte dżinsy.
Przezornie zwróciłam jego uwagę, że te dżinsy to takie modne, bo mają
firmowe "przetarcia", ale mój na nie popatrzył, odczytał całkiem przytomnie
obwód pasa i wrzucił je do koszyka.
W tym sklepie nie ma żadnej przymierzalni, ale w ciągu 7 dni można towar
bez problemu zwrócić.
Ale rozmiary mają nie przekłamane i jeszcze niczego nigdy nie zwracałam.
Kupił, przyjechaliśmy do domu, ślubny owe dżinsy zmierzył i oczywiście
okazało się, że są za luzne w tzw. partiach tyłkowo - brzusznych.
Odszukał kwitek z kasy, potem spodnie złożył , spojrzał na paragon i mówi:
"słuchaj, na paragonie jest napisane, że to są spodnie damskie."
Akurat byłam zajęta pichceniem, więc nie zareagowałam, tylko miauknęłam,
że oddamy je w poniedziałek do sklepu.
Po niemal godzinie dotarło do mnie, że mój użył nazwy "spodnie damskie".
Obejrzałam te spodnie i... na foto- metce faktycznie jest sfotografowana
kobieta w owych dżinsach.
A tak dokładnie to tylko fragment kobiety od talii w dół.
Niewiele myśląc przymierzyłam je i....bingo! Mój rozmiar! Dusząc się ze
śmiechu pokazałam się mężowi.
Popatrzył i stwierdził- "od razu wiedziałem, że coś z nimi nie tak w tyłku!"
No ale dla ciebie są dobre i wiesz? wreszcie ci dżinsy nie będą wisieć
tu i ówdzie. No fakt, ostatnio wiszą i nawet przymierzyłam się do
kupienia o numer mniejszych.
I w ten oto prosty sposób stałam się właścicielką modnych dżinsów.
A że wyglądają na stare? To co, ja też młoda nie jestem;)))
I kwestia spodni dla ślubnego nadal aktualna, nie ma lekko.
Teraz co na nie spojrzę to strasznie mi się chce śmiać.
Od dziś będę kupować tylko ekologiczne banany- mają zupełnie inny smak.
Bardzo zbliżony do takich malutkich, malezyjskich, które kiedyś jadłam
w Singapurze.
Są bardziej aromatyczne i nie takie suche jak te zrywane w stanie zielonym.
Życzę Wam miłego, słonecznego weekendu
Po drodze wpadłam do niedawno otwartego popularnego marketu, gdzie
zawsze są niskie ceny.
Kupiłam fajną owocową herbatę, urodziwe, jednakowiutkie pieczarki, nieco
warzyw i ekologiczne banany, bo miały niebywale atrakcyjną cenę.
Potem kierując się inną alejką w stronę kas, mój ślubny przystanął przy stoisku
z ciuchami.
Właśnie kilka dni wcześniej doszedł do wniosku, że poszukuje nowych
letnich spodni,więc jego wzrok padł na z lekka wytarte dżinsy.
Przezornie zwróciłam jego uwagę, że te dżinsy to takie modne, bo mają
firmowe "przetarcia", ale mój na nie popatrzył, odczytał całkiem przytomnie
obwód pasa i wrzucił je do koszyka.
W tym sklepie nie ma żadnej przymierzalni, ale w ciągu 7 dni można towar
bez problemu zwrócić.
Ale rozmiary mają nie przekłamane i jeszcze niczego nigdy nie zwracałam.
Kupił, przyjechaliśmy do domu, ślubny owe dżinsy zmierzył i oczywiście
okazało się, że są za luzne w tzw. partiach tyłkowo - brzusznych.
Odszukał kwitek z kasy, potem spodnie złożył , spojrzał na paragon i mówi:
"słuchaj, na paragonie jest napisane, że to są spodnie damskie."
Akurat byłam zajęta pichceniem, więc nie zareagowałam, tylko miauknęłam,
że oddamy je w poniedziałek do sklepu.
Po niemal godzinie dotarło do mnie, że mój użył nazwy "spodnie damskie".
Obejrzałam te spodnie i... na foto- metce faktycznie jest sfotografowana
kobieta w owych dżinsach.
A tak dokładnie to tylko fragment kobiety od talii w dół.
Niewiele myśląc przymierzyłam je i....bingo! Mój rozmiar! Dusząc się ze
śmiechu pokazałam się mężowi.
Popatrzył i stwierdził- "od razu wiedziałem, że coś z nimi nie tak w tyłku!"
No ale dla ciebie są dobre i wiesz? wreszcie ci dżinsy nie będą wisieć
tu i ówdzie. No fakt, ostatnio wiszą i nawet przymierzyłam się do
kupienia o numer mniejszych.
I w ten oto prosty sposób stałam się właścicielką modnych dżinsów.
A że wyglądają na stare? To co, ja też młoda nie jestem;)))
I kwestia spodni dla ślubnego nadal aktualna, nie ma lekko.
Teraz co na nie spojrzę to strasznie mi się chce śmiać.
Od dziś będę kupować tylko ekologiczne banany- mają zupełnie inny smak.
Bardzo zbliżony do takich malutkich, malezyjskich, które kiedyś jadłam
w Singapurze.
Są bardziej aromatyczne i nie takie suche jak te zrywane w stanie zielonym.
Życzę Wam miłego, słonecznego weekendu
środa, 5 lipca 2017
Dobra zmiana.......
......w pewnym szpitalu.
Wyszłam z domu tuż po 9,00, by dwoma autobusami pokonać drobne 6 km,
dzielące mnie od przyszpitalnej przychodni endokrynologicznej.
Nie wzięłam samochodu, bo w tych godzinach znalezienie miejsca na ich
parkingu jest cudem.
Gdy zdyszana dotarłam pod gabinet okazało się, że endokrynologia po raz
kolejny została przeniesiona w inne miejsce. To już piąta zmiana lokalizacji
tegoż gabinetu. Szybko obliczyłam średnią arytmetyczną - wypadło, że co
osiem miesięcy gabinet jest przenoszony w inne miejsce- zapewne lepsze,
zdaniem zarządzających.
Z lekka zaklęłam, pomaszerowałam przez zatłoczony korytarz wzdłuż
gabinetów rtg, rezonansu, tomografii komputerowej, gipsiarni, chirurgii.
Z przykrością zauważyłam, że znów ktoś zapomina, że pacjent stary i chory
nadal jeszcze jest człowiekiem i powinien być traktowany z szacunkiem, a
oczywiście nie jest.
Nie wiem co za debil wymyślił, by szpitalni pacjenci oczekiwali na swych
łóżkach przed gabinetami (wyżej wymienionymi) razem z pacjentami
" z miasta". Na łóżkach leżą starzy, często mało przytomni chorzy- najczęściej
sami, nie wiedząc po co tu są, bo salowe, które pacjenta przywiozły z oddziału
ustawiają łóżko z pacjentem "w kolejce" i gdzieś znikają.
Ci "z miasta" przypatrują się im ze zdziwieniem lub odrazą - no cóż widok
półnagiej starej, potarganej kobiety nie jest miły dla oka i nie każdemu
wtedy przychodzi na myśl, że zapewne będąc w jej wieku i stanie raczej nie
będzie wyglądał lepiej.
Nagminne jest wożenie pacjentów nagich do pasa, bo mają poprzylepiane
elektrody- zupełnie tak, jakby nakrycie starej , chorej kobiety chociażby
wiskozowym jednorazowym prześcieradłem przerastało możliwości szpitala.
Gdy bywałam dzień w dzień na kardiologii zachowawczej (było to osiem lat
temu) interweniowałam i nawet pomogło, niestety w nawyk nie weszło.
Pani doktor, u której dziś byłam , przy każdej wizycie stara się wrzucić mi
między wierszami, że jest wszechstronnie wykształcona i raczej się tu marnuje.
Naiwna kobieta dwa lata temu usiłowała mnie też przekonać, że gdy wygrają
pisuary sytuacja w lecznictwie ulegnie znacznej poprawie.
Dziś ową Wszechstronnie Wykształconą poinformowałam, że wyjeżdżam,
bo mój mało inteligentny mózg nie jest w stanie ogarnąć tych wszystkich dobrych
zmian i w związku z tym proszę o wydanie mi, dla mego przyszłego lekarza
karty informacyjnej, w języku niemieckim lub angielskim, lub..... po łacinie.
Pani łypnęła na mnie spod oka, coś chwilę pisała, następnie podała mi złożoną
na cztery części kartę, podała rękę i życzyła dobrego zdrowia.
Ta wszechstronnie wykształcona osoba napisała wszystko po polsku.
I niech mi ktoś powie na czym polega jej wszechstronność, skoro nawet nie
wpisała łacińskiej nazwy???? Przecież tego uczą się studenci medycyny!
Dumając nad pojęciem "wszechstronnego wykształcenia" postawiłam sobie
taksówkę i w 10 minut byłam w domu.
I dobrze, bo już była godzina 13,00.
Wyszłam z domu tuż po 9,00, by dwoma autobusami pokonać drobne 6 km,
dzielące mnie od przyszpitalnej przychodni endokrynologicznej.
Nie wzięłam samochodu, bo w tych godzinach znalezienie miejsca na ich
parkingu jest cudem.
Gdy zdyszana dotarłam pod gabinet okazało się, że endokrynologia po raz
kolejny została przeniesiona w inne miejsce. To już piąta zmiana lokalizacji
tegoż gabinetu. Szybko obliczyłam średnią arytmetyczną - wypadło, że co
osiem miesięcy gabinet jest przenoszony w inne miejsce- zapewne lepsze,
zdaniem zarządzających.
Z lekka zaklęłam, pomaszerowałam przez zatłoczony korytarz wzdłuż
gabinetów rtg, rezonansu, tomografii komputerowej, gipsiarni, chirurgii.
Z przykrością zauważyłam, że znów ktoś zapomina, że pacjent stary i chory
nadal jeszcze jest człowiekiem i powinien być traktowany z szacunkiem, a
oczywiście nie jest.
Nie wiem co za debil wymyślił, by szpitalni pacjenci oczekiwali na swych
łóżkach przed gabinetami (wyżej wymienionymi) razem z pacjentami
" z miasta". Na łóżkach leżą starzy, często mało przytomni chorzy- najczęściej
sami, nie wiedząc po co tu są, bo salowe, które pacjenta przywiozły z oddziału
ustawiają łóżko z pacjentem "w kolejce" i gdzieś znikają.
Ci "z miasta" przypatrują się im ze zdziwieniem lub odrazą - no cóż widok
półnagiej starej, potarganej kobiety nie jest miły dla oka i nie każdemu
wtedy przychodzi na myśl, że zapewne będąc w jej wieku i stanie raczej nie
będzie wyglądał lepiej.
Nagminne jest wożenie pacjentów nagich do pasa, bo mają poprzylepiane
elektrody- zupełnie tak, jakby nakrycie starej , chorej kobiety chociażby
wiskozowym jednorazowym prześcieradłem przerastało możliwości szpitala.
Gdy bywałam dzień w dzień na kardiologii zachowawczej (było to osiem lat
temu) interweniowałam i nawet pomogło, niestety w nawyk nie weszło.
Pani doktor, u której dziś byłam , przy każdej wizycie stara się wrzucić mi
między wierszami, że jest wszechstronnie wykształcona i raczej się tu marnuje.
Naiwna kobieta dwa lata temu usiłowała mnie też przekonać, że gdy wygrają
pisuary sytuacja w lecznictwie ulegnie znacznej poprawie.
Dziś ową Wszechstronnie Wykształconą poinformowałam, że wyjeżdżam,
bo mój mało inteligentny mózg nie jest w stanie ogarnąć tych wszystkich dobrych
zmian i w związku z tym proszę o wydanie mi, dla mego przyszłego lekarza
karty informacyjnej, w języku niemieckim lub angielskim, lub..... po łacinie.
Pani łypnęła na mnie spod oka, coś chwilę pisała, następnie podała mi złożoną
na cztery części kartę, podała rękę i życzyła dobrego zdrowia.
Ta wszechstronnie wykształcona osoba napisała wszystko po polsku.
I niech mi ktoś powie na czym polega jej wszechstronność, skoro nawet nie
wpisała łacińskiej nazwy???? Przecież tego uczą się studenci medycyny!
Dumając nad pojęciem "wszechstronnego wykształcenia" postawiłam sobie
taksówkę i w 10 minut byłam w domu.
I dobrze, bo już była godzina 13,00.
wtorek, 4 lipca 2017
Cesarzowa Elżbieta- cz.III, ostatnia
Całkowicie zdesperowana Elżbieta oświadczyła cesarzowi, że spędzenie
kolejnej zimy w Wiedniu ją zabije, poza tym jej lekarz, specjalista od
chorób płucnych doradza by cesarzowa przeniosła się w cieplejsze miejsce,
o łagodniejszym klimacie.
Na podstawie opowieści swego szwagra, Maksymiliana, na miejsce pobytu
wybrała Maderę.Było to dostatecznie daleko od Austrii i wiadomo było, że
z całą pewnością cesarz tam jej nie odwiedzi.Ten ostatni fakt wielce Sissi
radował - nie tęskniła już do obecności cesarza.
Udało się jej również pozostawić w Wiedniu swą pierwszą damę dworu-
zgodnie z życzeniem cesarzowej miała się opiekować dziećmi, które
tym razem nie towarzyszyły matce.
Sissi osobiście wytypowała osoby, które miały jej towarzyszyć w podróży
i na Maderze. Brytyjska Królowa Wiktoria, przejęta stanem zdrowia Sissi,
zaoferowała jej do dyspozycji swój komfortowy jacht, który cumował
w Antwerpii.
Cesarz towarzyszył żonie aż do Bambergu, gdzie zmartwiony i nieco
urażony chłodno się z nią pożegnał.
Następnego dnia Sissi wraz ze swą świtą, ogromnym bagażem i ulubionymi
zwierzętami wsiadła na pokład królewskiego jachtu.
W Zatoce Biskajskiej trafili na burzę, wszyscy ogromnie cierpieli z powodu
choroby morskiej ale ta słabiutka i delikatna cesarzowa najlepiej zniosła
podróż.
Na Maderze prowadziła spokojne, samotne życie, a wieści które z
Madery docierały na cesarski dwór były skrajnie różne- jedni twierdzili, że
cesarzowa nadal zle się czuje i męczy ją uporczywy kaszel, inni z kolei
donosili, że cesarzowa wygląda znacznie lepiej i młodziej.
Sissi bardzo tęskniła za dziećmi ale myśl o powrocie na wiedeński dwór
pełen plotek i spotkanie z teściową napawało ją niepokojem.
W końcu w kwietniu 1861 roku powzięła myśl o powrocie.Był to bardzo
niespieszny powrót jachtem królowej Wiktorii .
Zawadziła o Kadyks, potem incognito zwiedziła Sewillę, obejrzała corridę,
następnie kontynuowano podróż przez Gibraltar aż do Majorki, a stamtąd
na Korfu. Wyspa zachwyciła Sissi niezmiernie i zapragnęła zwiedzić
jeszcze Wyspy Jońskie, ale stęskniony i zniecierpliwiony cesarz wyjechał
po nią aż do Triestu.
Po sześciu miesiącach rozłąki powitanie było okraszone łzami obojga i
bardzo serdeczne.
Po kilku dniach pobytu w Wiedniu stan zdrowia Sissi gwałtownie uległ
pogorszeniu- wrócił uporczywy kaszel, napady gorączki , płacz z byle
powodu, zły nastrój.
Opiekujący się cesarzową lekarz Skoda stwierdził "galopujące suchoty" i
doradził cesarzowi by małżonkę na okres zimy wysłał na Korfu.
Sissi zabrała z Wiednia ponad trzydziestoosobową świtę łącznie z lekarzem.
Mieszkała w domu na skraju wsi a łagodny klimat i całkowity spokój
przywracał jej stopniowo zdrowie.
W pierwszych dniach pazdziernika cesarz wybrał się osobiście na Korfu, by
zobaczyć jak się czuje cesarzowa. Tym razem nie było czułego powitania,
wizyta miała charakter inspekcji. Sissi skarżyła się mężowi, że bardzo
tęskni za dziećmi ale bardzo boi się wrócić do Wiednia by znów się nie
pogorszyło jej zdrowie.
W końcu wspólnie ustalili, że Sissi przeniesie się do Wenecji i przyjadą
do niej dzieci, by spędzić z matką kilka miesięcy.
Na Korfu i w Wenecji Sissi spędziła rok, ale nadal myśl o powrocie do
Wiednia napawała ją strachem, więc w drodze do Wiednia zahaczyła
jeszcze o swe rodzinne strony.
Wiedeńskie towarzystwo było wielce zgorszone prostotą i swobodą życia
w rodzinnym domu cesarzowej.
W połowie sierpnia 1862 roku cesarzowa musiała jednak wrócić do
Wiednia, bo zbliżały się 32 urodziny cesarza.
Oddalenie od męża i całego dworu wzmocniło Sissi psychicznie- teraz
potrafiła już stawiać cesarzowi swoje warunki. Zamieszkała w pałacu
Schoenbrunn, zażądała by uszanowano jej samotność podczas spacerów
i konnych przejażdżek, zwolniła z urzędu swą pierwszą damę dworu i
oświadczyła cesarzowi, że w oficjalnych uroczystościach będzie brała
udział tylko wtedy, gdy będzie to niezbędne.
Poza tym zażądała by to ona decydowała o tym kto i czego będzie
uczył ich dzieci, a nie teściowa.
Cesarz, który nadal kochał swoją szaloną Sissi zgadzał się na wszystko,
byleby tylko nie zostawiała go samego.
Sissi dość pózno odkryła, że jest piękną kobietą, ale swą urodę pielęgnowała
głównie dla samej siebie. W wieku 25 lat martwiła się bardzo upływem czasu,
który mógł zniszczyć jej urodę.
Urodę traktowała jako swą niezbywalną własność, denerwowały ją zachwycone
spojrzenia obcych.
W 1867r Franciszek Józef przywrócił wreszcie Węgrom konstytucję oraz
przyznał przywileje niezależnego królestwa w ramach imperium.
Ósmego czerwca Franciszek Józef i Elżbieta Bawarska zostali koronowani na
króla i królową Węgier.
Sissi, jako gorąca orędowniczka spraw węgierskich czuła się wielce zadowolona.
W dziesięć miesięcy pózniej na świat przyszło czwarte dziecko, Maria Waleria.
Dziewczynka urodziła się w Budzie. Po raz pierwszy cesarzowa mogła sama
zajmować się dzieckiem i poznać prawdziwe oblicze macierzyństwa.
Sissi bardzo wiele czasu spędzała teraz na zamku Godollo, który para cesarska
otrzymała od Węgier w podzięce za konstytucję i przywileje.
Tu cesarzowa zorganizowała sobie życie "po swojemu", miała własny dwór.
W Wiedniu bywała sporadycznie, pozostałą dwójką dzieci zajmował się
cesarz. W maju 1872 r zmarła arcyksiężna Zofia .
Na wieść, że teściowa jest w bliska śmierci Sissi przyjechała z Węgier i do
samego końca czuwała przy umierającej.
Dwór wiedeński, podobnie jak i cesarz, miał nadzieję, że teraz Sissi będzie
więcej czasu spędzać w Wiedniu, ale Sissi nadal stroniła od Hoffburgu,
w którym wciąż obowiązywała sztywna etykieta i w którym szeptano po
kątach, że odeszła z tego świata cesarzowa Austrii.
Ulubionym miejscem pobytu Sissi stał się teraz zamek Godollo. Do Wiednia
przyjeżdżała tylko na specjalne okazje, jak urodziny lub ceremonie religijne.
Gdy Sissi ukończyła 35 lat jej nieco dziwne zachowanie pogłębiło się.
Nie chciała by ktokolwiek był świadkiem zmierzchu jej urody.
Choć nadal była piękną kobietą, zaczęła ukrywać swą twarz pod gęstym
błękitnym woalem, ukrywać się pod białą parasolką i w miejscach
publicznych kryć się za skórzanym, czarnym wachlarzem.
W 1874 roku, jej siostra Maria, była królowa Obojga Sycylii, zaprosiła
Sissi do swego myśliwskiego pałacyku w Anglii, gdzie zajmowała się
głównie zabawami arystokracji i końmi.
Sissi zakochała się w angielskich polowaniach na lisa.W ciągu następnych
dziesięciu lat odgrywała przed światem rolę "królowej amazonki", wydając
krocie na zakup bardzo drogich koni i braniu udziału w najbardziej znanych
polowaniach.
W kwietniu 1879 roku para cesarska obchodziła swe srebrne gody. Z tej
okazji pozowali do oficjalnego portretu. I był to ostatni ich wspólny
portret.
Franciszek Józef w niczym nie przypominał siebie sprzed lat, a stojąca obok
Sissi wprawdzie nadal zachowała swą urodę i figurę ale jej smutna, poważna
twarz świadczyła, że nie czuła się szczęśliwa.
Dla nikogo na dworze nie było tajemnicą, że małżonkowie nie dzielą ze sobą
sypialni i żyją w wielkim oddaleniu. Ale Franciszek nadal był zakochany
w swej żonie i nie potrafił jej niczego odmówić.
Sissi, by rozweselić samotną egzystencję cesarza zgodziła się, żeby aktorka
Katharina Schratt, dwadzieścia trzy lata młodsza od cesarza została jego oficjalną
metresą.
Rok 1886 bardzo niepokoił cesarzową. Intuicyjnie wyczuwała, że spadną na
nią jakieś nieszczęścia lub umrze.
Przeczucia zaczęły się spełniać. Jej ukochany krewniak, Ludwik II Bawarski
( zwany Ludwikiem Szalonym) został znaleziony martwy w jeziorze Starnberg.
W trzy lata pózniej, 30 stycznia dosięgnęła cesarzową straszliwa wiadomość-
jej jedyny syn, Rudolf, popełnił samobójstwo w swym pałacyku myśliwskim
w Mayerling. Obok niego znaleziono zwłoki jego kochanki, siedemnastoletniej
Marii Vetsery, węgierskiej arystokratki, z którą miał gorący romans.
Rudolf miał trzydzieści lat i był żonaty, z rozsądku, z belgijską księżniczką
Stefanią.
Cesarzowa po śmierci syna rozdała swe ubrania i wspaniałe klejnoty pomiędzy
swe córki i najwierniejsze damy.
Od tej pory nosiła tylko stroje żałobne, a twarz chowała za czarnym wachlarzem.
Nigdy nie pozwoliła się sfotografować ani sportretować.
Po ślubie swej najmłodszej córki Marii Walerii stwierdziła, że czuje się zwolniona
ze wszelkich obowiązków i zacznie swój " lot mewy".
Zakupiła statek parowy "Miramar" i pływała właściwie zupełnie bez celu,
losowo wybierając kierunek.
Sześćdziesięcioletnia Elżbieta przemierzała świat dręczona żalem, nie mogąc
nigdzie znalezć ukojenia.
Podróżowała pociągami z ponad 60 kuframi, apteczką z lekami, kataplazmami,
flaszeczką morfiny i strzykawką do kokainy.
Była w Portugalii, Maroku, Algierii, na Malcie, w Grecji, Irlandii, Turcji, Egipcie,
Hiszpanii.
Na Korfu kazała wybudować spaniałą willę Achilleon. Był to jej okres pasji
greckiej, studiowała grekę i tłumaczyła na ten język dzieła Szekspira i
Schopenhauera, sama też sporo pisała.
W 1890 roku zebrała swoje dzieła w dwóch tomach, które trzymała w kufrze
i poleciła by w 1950 roku zostały one przekazane prezydentowi Konfederacji
Helweckiej i opublikowane, co zostało uczynione.
Ostatnie lata spędziła w Szwajcarii spoglądając na swe umiłowane Alpy.
Nie mogła już wędrować i jej główną rozrywką było kupowanie zabawek dla
swych licznych wnucząt.
Nie bywała już w Wiedniu, ale prowadziła z Franciszkiem czułą korespondencję.
Rano 10 września 1898 roku cesarzowa wraz ze swą damą dworu szły do
przystani nad Jeziorem Genewskim. Miały wsiąść na statek płynący do
Montreux. Już były na przystani gdy nagle jakiś mężczyzna rzucił się na
Elżbietę i wbił jej ostry pilnik na wysokości serca.
Sisi upadła, ale natychmiast się podniosła, nie zdając sobie sprawy z tego, że
została ranna.
Panie przeszły jeszcze około 100 metrów i wsiadły na statek.
Już na pokładzie cesarzowa upadła, a osoby, które udzielały jej pomocy
szybko skonstatowały, że cesarzowa nie żyje.
K O N I E C
kolejnej zimy w Wiedniu ją zabije, poza tym jej lekarz, specjalista od
chorób płucnych doradza by cesarzowa przeniosła się w cieplejsze miejsce,
o łagodniejszym klimacie.
Na podstawie opowieści swego szwagra, Maksymiliana, na miejsce pobytu
wybrała Maderę.Było to dostatecznie daleko od Austrii i wiadomo było, że
z całą pewnością cesarz tam jej nie odwiedzi.Ten ostatni fakt wielce Sissi
radował - nie tęskniła już do obecności cesarza.
Udało się jej również pozostawić w Wiedniu swą pierwszą damę dworu-
zgodnie z życzeniem cesarzowej miała się opiekować dziećmi, które
tym razem nie towarzyszyły matce.
Sissi osobiście wytypowała osoby, które miały jej towarzyszyć w podróży
i na Maderze. Brytyjska Królowa Wiktoria, przejęta stanem zdrowia Sissi,
zaoferowała jej do dyspozycji swój komfortowy jacht, który cumował
w Antwerpii.
Cesarz towarzyszył żonie aż do Bambergu, gdzie zmartwiony i nieco
urażony chłodno się z nią pożegnał.
Następnego dnia Sissi wraz ze swą świtą, ogromnym bagażem i ulubionymi
zwierzętami wsiadła na pokład królewskiego jachtu.
W Zatoce Biskajskiej trafili na burzę, wszyscy ogromnie cierpieli z powodu
choroby morskiej ale ta słabiutka i delikatna cesarzowa najlepiej zniosła
podróż.
Na Maderze prowadziła spokojne, samotne życie, a wieści które z
Madery docierały na cesarski dwór były skrajnie różne- jedni twierdzili, że
cesarzowa nadal zle się czuje i męczy ją uporczywy kaszel, inni z kolei
donosili, że cesarzowa wygląda znacznie lepiej i młodziej.
Sissi bardzo tęskniła za dziećmi ale myśl o powrocie na wiedeński dwór
pełen plotek i spotkanie z teściową napawało ją niepokojem.
W końcu w kwietniu 1861 roku powzięła myśl o powrocie.Był to bardzo
niespieszny powrót jachtem królowej Wiktorii .
Zawadziła o Kadyks, potem incognito zwiedziła Sewillę, obejrzała corridę,
następnie kontynuowano podróż przez Gibraltar aż do Majorki, a stamtąd
na Korfu. Wyspa zachwyciła Sissi niezmiernie i zapragnęła zwiedzić
jeszcze Wyspy Jońskie, ale stęskniony i zniecierpliwiony cesarz wyjechał
po nią aż do Triestu.
Po sześciu miesiącach rozłąki powitanie było okraszone łzami obojga i
bardzo serdeczne.
Po kilku dniach pobytu w Wiedniu stan zdrowia Sissi gwałtownie uległ
pogorszeniu- wrócił uporczywy kaszel, napady gorączki , płacz z byle
powodu, zły nastrój.
Opiekujący się cesarzową lekarz Skoda stwierdził "galopujące suchoty" i
doradził cesarzowi by małżonkę na okres zimy wysłał na Korfu.
Sissi zabrała z Wiednia ponad trzydziestoosobową świtę łącznie z lekarzem.
Mieszkała w domu na skraju wsi a łagodny klimat i całkowity spokój
przywracał jej stopniowo zdrowie.
W pierwszych dniach pazdziernika cesarz wybrał się osobiście na Korfu, by
zobaczyć jak się czuje cesarzowa. Tym razem nie było czułego powitania,
wizyta miała charakter inspekcji. Sissi skarżyła się mężowi, że bardzo
tęskni za dziećmi ale bardzo boi się wrócić do Wiednia by znów się nie
pogorszyło jej zdrowie.
W końcu wspólnie ustalili, że Sissi przeniesie się do Wenecji i przyjadą
do niej dzieci, by spędzić z matką kilka miesięcy.
Na Korfu i w Wenecji Sissi spędziła rok, ale nadal myśl o powrocie do
Wiednia napawała ją strachem, więc w drodze do Wiednia zahaczyła
jeszcze o swe rodzinne strony.
Wiedeńskie towarzystwo było wielce zgorszone prostotą i swobodą życia
w rodzinnym domu cesarzowej.
W połowie sierpnia 1862 roku cesarzowa musiała jednak wrócić do
Wiednia, bo zbliżały się 32 urodziny cesarza.
Oddalenie od męża i całego dworu wzmocniło Sissi psychicznie- teraz
potrafiła już stawiać cesarzowi swoje warunki. Zamieszkała w pałacu
Schoenbrunn, zażądała by uszanowano jej samotność podczas spacerów
i konnych przejażdżek, zwolniła z urzędu swą pierwszą damę dworu i
oświadczyła cesarzowi, że w oficjalnych uroczystościach będzie brała
udział tylko wtedy, gdy będzie to niezbędne.
Poza tym zażądała by to ona decydowała o tym kto i czego będzie
uczył ich dzieci, a nie teściowa.
Cesarz, który nadal kochał swoją szaloną Sissi zgadzał się na wszystko,
byleby tylko nie zostawiała go samego.
Sissi dość pózno odkryła, że jest piękną kobietą, ale swą urodę pielęgnowała
głównie dla samej siebie. W wieku 25 lat martwiła się bardzo upływem czasu,
który mógł zniszczyć jej urodę.
Urodę traktowała jako swą niezbywalną własność, denerwowały ją zachwycone
spojrzenia obcych.
W 1867r Franciszek Józef przywrócił wreszcie Węgrom konstytucję oraz
przyznał przywileje niezależnego królestwa w ramach imperium.
Ósmego czerwca Franciszek Józef i Elżbieta Bawarska zostali koronowani na
króla i królową Węgier.
Sissi, jako gorąca orędowniczka spraw węgierskich czuła się wielce zadowolona.
W dziesięć miesięcy pózniej na świat przyszło czwarte dziecko, Maria Waleria.
Dziewczynka urodziła się w Budzie. Po raz pierwszy cesarzowa mogła sama
zajmować się dzieckiem i poznać prawdziwe oblicze macierzyństwa.
Sissi bardzo wiele czasu spędzała teraz na zamku Godollo, który para cesarska
otrzymała od Węgier w podzięce za konstytucję i przywileje.
Tu cesarzowa zorganizowała sobie życie "po swojemu", miała własny dwór.
W Wiedniu bywała sporadycznie, pozostałą dwójką dzieci zajmował się
cesarz. W maju 1872 r zmarła arcyksiężna Zofia .
Na wieść, że teściowa jest w bliska śmierci Sissi przyjechała z Węgier i do
samego końca czuwała przy umierającej.
Dwór wiedeński, podobnie jak i cesarz, miał nadzieję, że teraz Sissi będzie
więcej czasu spędzać w Wiedniu, ale Sissi nadal stroniła od Hoffburgu,
w którym wciąż obowiązywała sztywna etykieta i w którym szeptano po
kątach, że odeszła z tego świata cesarzowa Austrii.
Ulubionym miejscem pobytu Sissi stał się teraz zamek Godollo. Do Wiednia
przyjeżdżała tylko na specjalne okazje, jak urodziny lub ceremonie religijne.
Gdy Sissi ukończyła 35 lat jej nieco dziwne zachowanie pogłębiło się.
Nie chciała by ktokolwiek był świadkiem zmierzchu jej urody.
Choć nadal była piękną kobietą, zaczęła ukrywać swą twarz pod gęstym
błękitnym woalem, ukrywać się pod białą parasolką i w miejscach
publicznych kryć się za skórzanym, czarnym wachlarzem.
W 1874 roku, jej siostra Maria, była królowa Obojga Sycylii, zaprosiła
Sissi do swego myśliwskiego pałacyku w Anglii, gdzie zajmowała się
głównie zabawami arystokracji i końmi.
Sissi zakochała się w angielskich polowaniach na lisa.W ciągu następnych
dziesięciu lat odgrywała przed światem rolę "królowej amazonki", wydając
krocie na zakup bardzo drogich koni i braniu udziału w najbardziej znanych
polowaniach.
W kwietniu 1879 roku para cesarska obchodziła swe srebrne gody. Z tej
okazji pozowali do oficjalnego portretu. I był to ostatni ich wspólny
portret.
Franciszek Józef w niczym nie przypominał siebie sprzed lat, a stojąca obok
Sissi wprawdzie nadal zachowała swą urodę i figurę ale jej smutna, poważna
twarz świadczyła, że nie czuła się szczęśliwa.
Dla nikogo na dworze nie było tajemnicą, że małżonkowie nie dzielą ze sobą
sypialni i żyją w wielkim oddaleniu. Ale Franciszek nadal był zakochany
w swej żonie i nie potrafił jej niczego odmówić.
Sissi, by rozweselić samotną egzystencję cesarza zgodziła się, żeby aktorka
Katharina Schratt, dwadzieścia trzy lata młodsza od cesarza została jego oficjalną
metresą.
Rok 1886 bardzo niepokoił cesarzową. Intuicyjnie wyczuwała, że spadną na
nią jakieś nieszczęścia lub umrze.
Przeczucia zaczęły się spełniać. Jej ukochany krewniak, Ludwik II Bawarski
( zwany Ludwikiem Szalonym) został znaleziony martwy w jeziorze Starnberg.
W trzy lata pózniej, 30 stycznia dosięgnęła cesarzową straszliwa wiadomość-
jej jedyny syn, Rudolf, popełnił samobójstwo w swym pałacyku myśliwskim
w Mayerling. Obok niego znaleziono zwłoki jego kochanki, siedemnastoletniej
Marii Vetsery, węgierskiej arystokratki, z którą miał gorący romans.
Rudolf miał trzydzieści lat i był żonaty, z rozsądku, z belgijską księżniczką
Stefanią.
Cesarzowa po śmierci syna rozdała swe ubrania i wspaniałe klejnoty pomiędzy
swe córki i najwierniejsze damy.
Od tej pory nosiła tylko stroje żałobne, a twarz chowała za czarnym wachlarzem.
Nigdy nie pozwoliła się sfotografować ani sportretować.
Po ślubie swej najmłodszej córki Marii Walerii stwierdziła, że czuje się zwolniona
ze wszelkich obowiązków i zacznie swój " lot mewy".
Zakupiła statek parowy "Miramar" i pływała właściwie zupełnie bez celu,
losowo wybierając kierunek.
Sześćdziesięcioletnia Elżbieta przemierzała świat dręczona żalem, nie mogąc
nigdzie znalezć ukojenia.
Podróżowała pociągami z ponad 60 kuframi, apteczką z lekami, kataplazmami,
flaszeczką morfiny i strzykawką do kokainy.
Była w Portugalii, Maroku, Algierii, na Malcie, w Grecji, Irlandii, Turcji, Egipcie,
Hiszpanii.
Na Korfu kazała wybudować spaniałą willę Achilleon. Był to jej okres pasji
greckiej, studiowała grekę i tłumaczyła na ten język dzieła Szekspira i
Schopenhauera, sama też sporo pisała.
W 1890 roku zebrała swoje dzieła w dwóch tomach, które trzymała w kufrze
i poleciła by w 1950 roku zostały one przekazane prezydentowi Konfederacji
Helweckiej i opublikowane, co zostało uczynione.
Ostatnie lata spędziła w Szwajcarii spoglądając na swe umiłowane Alpy.
Nie mogła już wędrować i jej główną rozrywką było kupowanie zabawek dla
swych licznych wnucząt.
Nie bywała już w Wiedniu, ale prowadziła z Franciszkiem czułą korespondencję.
Rano 10 września 1898 roku cesarzowa wraz ze swą damą dworu szły do
przystani nad Jeziorem Genewskim. Miały wsiąść na statek płynący do
Montreux. Już były na przystani gdy nagle jakiś mężczyzna rzucił się na
Elżbietę i wbił jej ostry pilnik na wysokości serca.
Sisi upadła, ale natychmiast się podniosła, nie zdając sobie sprawy z tego, że
została ranna.
Panie przeszły jeszcze około 100 metrów i wsiadły na statek.
Już na pokładzie cesarzowa upadła, a osoby, które udzielały jej pomocy
szybko skonstatowały, że cesarzowa nie żyje.
K O N I E C
poniedziałek, 3 lipca 2017
Cesarzowa Elżbieta- cz.II
W marcu 1854, po uzyskaniu dyspensy papieskiej, został podpisany kontrakt
małżeński.
Wkrótce wysłano do Wiednia wyprawę przyszłej cesarzowej.
Spis zawartości 25 kufrów uświadomił wiedeńskim damom dworu, że Sissi
wcale nie była tym, co uważano za "dobrą partię". Damy dworu uznały ją
za "bawarską księżniczkę bez majątku i pochodzenia".
Przed wyjazdem do Wiednia, w sali tronowej pałacu książęcego w Monachium,
w obecności całego dworu, księżniczka Elżbieta zrzekła się swoich praw do
tronu Bawarii.
W końcu kwietnia księżniczka Elżbieta Bawarska w towarzystwie swej matki
i sióstr opuściła Monachium.
Z wielkim żalem żegnała się ze swymi przyjaciółmi i pejzażami bawarskimi.
Trzydniową podróż do brzegów Dunaju regularnie przepłakała.
Na brzegu Dunaju czekał na nią i towarzyszące jej osoby rzeczny parowiec
"Franciszek Józef".
Kabina przygotowana dla Sissi była wyłożona purpurowym aksamitem,
pokład statku zamieniono w kwiatowy ogród , na środku którego urządzono
różaną altankę, by młodziutka narzeczona miała gdzie odpocząć.
Wzdłuż Dunaju, aż do Nussdorf na brzegach gromadziły się tłumy ludzi by
ujrzeć narzeczoną Arcyksięcia.
Po dopłynięciu do Nussdorf wszyscy pasażerowie statku zmienili swe stroje.
Sissi została ubrana w zwiewną suknię z różowego jedwabiu z szeroką
krynoliną, jej ramiona okrywał biały, koronkowy szal, na głowie miała mały
kapelusik.
Nim statek został dokładnie przycumowany do przystani wielce stęskniony
Franciszek Józef wskoczył na pokład statku i na oczach zgromadzonych na
brzegu tysięcy osób, tłoczących się by ujrzeć cesarską narzeczoną, wziął
Sissi w ramiona i z wyrażnym zachwytem pocałował.
Ten tak wysoce spontaniczny gest wywołał wielki aplauz tłumów.
Większość liczyła, że tak bardzo zakochany w swej narzeczonej cesarz
przestanie być nieugiętym despotą, a szczęście rodzinne skłoni go do reform,
których tak bardzo potrzebowała ówczesna Austria.
Z trudem torując sobie drogę wśród wiwatującego tłumu para cesarska
dotarła do złoconej karocy i odjechała do pałacu Schoenbrunn.
Ale życie "na świeczniku" nie jest lekkie - pomimo wielkiego zmęczenia
podróżą, Sissi musiała w Wielkiej Sali pałacu przejść przez ceremonię jej
powitania na dworze cesarskim.
Przez kilka godzin przedstawiano jej kolejno wszystkich członków rodziny
Habsburgów oraz wysokich funkcjonariuszy dworu.
Potem nastąpiła wymiana prezentów ślubnych i umordowana Sissi mogła się
na krótki czas oddalić do swoich pokoi.
Ale czekała ją jeszcze prezentacja jej nowych,wiedeńskich dam dworu. Od
pierwszego kontaktu Sissi poczuła głęboką niechęć do swej pierwszej damy
dworu, Zofii Esterhazy, cieszącej się wielkim zaufaniem matki Franciszka
Józefa.
Oprócz sekretarza i dam dworu dwór cesarzowej Elżbiety składał się z dwóch
pokojówek, majordomusa, klucznika, czterech lokajów, służącego i służącej.
Gdy zmęczona Sissi chciała się już położyć spać, pierwsza dama dworu wręczyła
jej zeszyt zatytułowany: "Ceremoniał mający wprowadzić na Dwór Cesarski
Jej Królewską Wysokość, Jaśnie Oświeconą księżnę Elżbietę Bawarską".
Żegnaj śnie, żegnaj wypoczynku - musiała dokładnie przestudiować treść by
następnego dnia nie zrobić żadnego fałszywego kroku i by wszystko przebiegło
zgodnie z tradycją, niezmienną od stuleci.
Dwór wiedeński słynął bowiem z tradycjonalizmu.
Ledwie zdążyła przeczytać tę broszurę, pierwsza dama doniosła dwie następne.
Jedną z nich "Niezbędne przypomnienia" miała się nauczyć na pamięć- zawierała
bowiem wszystkie szczegóły ceremonii zaślubin.
Rano modystki i damy dworu przez trzy godziny ubierały i czesały księżną, która
nie była wcale przyzwyczajona do tego, by ją ktoś tak obsługiwał.
Od tego dnia każdy następny ranek jej życia tak miał wyglądać.
Ślub odbył się po południu 24 kwietnia w kościele Augustianów a udzielił go
arcybiskup Wiednia.
Była to okazja do ukazania światu potęgi cesarstwa austriackiego.
Wnętrze kościoła zostało oświetlone 15 tysiącami świec.Wysokie kolumny
przystrojono draperiami z czerwonego aksamitu.
Franciszek Józef wystąpił w mundurze marszałka polnego, na jego piersi błyszczały
liczne ordery.
U jego boku stała Sissi, w delikatnej , haftowanej złotem i srebrem białej sukni
z długim, koronkowym trenem.
W upiętych do tyłu włosach połyskiwał diadem z brylantów i opali należący
przedtem do arcyksiężnej Zofii. Jej pierś ozdabiał bukiecik świeżych róż.
Ceremonia zaślubin była długa i męcząca i choć Sissi wyglądała pięknie, z jej
twarzy nie schodził smutek.
Sissi miała nadzieję, że po tych wszystkich uroczystościach będzie się mogła
zaszyć w swych komnatach i uwolnić od ciągłej obecności obcych osób.
Niestety szybko przekonała się, że straciła to wszystko, do czego była tak
bardzo przyzwyczajona w Monachium- straciła własną wolność.
Zyskała za to zaciętego wroga w osobie swej ciotki-teściowej, która , podobnie
jak i reszta dworu śledziła jej każdy krok, gest, uśmiech i wszystko co odbiegało
od przyjętej na tym dworze etykiety ostro krytykowała.
Tu niemal wszystko było zabronione- Sissi nie mogła sama spacerować nawet po
pałacowych korytarzach. Jazda konna była dozwolona tylko w towarzystwie
którejś z dam dworu. Nie mogła wybrać się do miasta na zakupy, nie mogła pić
piwa do posiłków, nie mogła nawet okazywać nadmiernego miłosierdzia.
Swych uczuć wobec własnego męża też nie mogła okazywać publicznie nie
mówiąc o tak niestosownym geście jak objęcie go.
Cesarz, wychowany przez swą wielce apodyktyczną matkę nie mógł wcale
pojąć, czemu Sissi zle się tu czuje.
Matka wychowała go w zupełnym odizolowaniu i zrobiła z niego młodzieńca
świadomego swych obowiązków jako cesarza . Był skrupulatny, uporządkowany,
nieśmiały i skromny.
Wszelkie niedogodności etykiety przyjmował jako nieodłączny element swego
stanowiska i cesarskiej rangi.
Był niezmiernie pracowity, wstawał codziennie o czwartej rano i nie opuszczał
swego gabinetu aż do póznego wieczoru.
W ciągu kilku miesięcy oboje odkryli, jak bardzo się od siebie różnią.
Ale do końca życia naprawdę kochał Sissi, ani na moment nie rezygnując ze swej
roli konserwatywnego i wszechwładnego cesarza.
Stosunki Sissi z ciotką-teściową pogorszyły się bardzo, gdy okazało się że
cesarzowa jest w ciąży. Kontrola nad jej każdym krokiem wzmogła się, zakazano
jej spędzać czas z papugami ( bo dziecko może być podobne do papugi),
zabroniono też by ulubione owczarki niemieckie cesarzowej przebywały jak dotąd
w jej pokojach.
Nakazano natomiast by eksponować jej rosnący brzuch pokazując go narodowi.
Na próżno Sissi szukała wsparcia u swego męża - nie miał dla niej zupełnie czasu,
bowiem całą jego uwagę pochłonęła wojna krymska.
Siedemnastoletnia Sissi urodziła córeczkę - dużą i zdrową.
Na chrzcie dano jej imię Zofia, nie uzgadniając tego z Sissi. Arcyksiężna Zofia
była teraz ciotką- teściową dla Sissi i babką-matką chrzestną dla swej wnuczki.
W następnym roku Sissi urodziła kolejną córkę, która otrzymała imię Gizela.
Młoda cesarzowa promieniała radością z powodu narodzin córek, ale jej mąż
oczekiwał jednak dziecka płci męskiej- wszak należało przedłużyć ród.
I znów w życie małżeńskie Sissi wkroczyła teściowa- uznała nagle swą synową
za zbyt młodą by we właściwy sposób wychowywać swe dzieci i sama się nimi
zajęła, wybierając dla nich mamki i lekarza, zgodnie z własnym "widzi mi się".
Umieściła dzieci tuż obok własnej komnaty,w pokoju pozbawionym okien, by nie
było w nim przeciągów.
A Sissi powiedziała, że ona ma wypełniać obowiązki wobec własnego męża
i narodu a nie tracić czas na wychowanie potomstwa.
Po kilku miesiącach rozłąki z dziećmi, z którymi nigdy nie mogła nawet pięciu
minut pobyć sama, bez towarzystwa nianiek i dam dworu swoich i ciotki,
Sissi zaczęła popadać w depresję.
Wówczas Franciszek Józef po raz pierwszy podważył decyzję swej matki i
dziewczynki wróciły pod opiekę Sissi.
W 1857 roku para cesarska musiała się wybrać w podróż na Węgry, która
miała trwać aż cztery miesiące. Sissi nie chciała na tak długo rozstawać się
z dziećmi i wbrew sprzeciwom teściowej postanowiła zabrać je ze sobą.
Oczywiście w podróż jechał również lekarz dziewczynek, nianie i mamki.
Podróżowali statkiem po Dunaju a kiedy szykowali się do odwiedzenia
węgierskich prowincji, dwuletnią Zofię nagle zaczęła męczyć wysoka
gorączka, biegunka i wymioty.
Lekarz uspokajał Sissi, że to wszystko przez wyrzynanie się kolejnych zębów,
niestety w ciągu następnych dni stan dziecka się pogorszył i po dwunastu
godzinach agonii dziecko zmarło w ramionach Sissi. Na tyfus.
Para cesarska natychmiast przerwała podróż i wróciła do Wiednia , gdzie
w krypcie kapucynów została pochowana maleńka Zofia.
W sierpniu następnego roku cesarzowa urodziła swe kolejne dziecko - syna.
Radość z powodu tych narodzin była niezmierna.
Cesarz, w dowód wdzięczności, podarował swej żonie wspaniały naszyjnik
z trzema sznurami pereł.
A noworodka, który otrzymał imię Rudolf, mianował pułkownikiem wojsk.
Radość panowała nie tylko na dworze- cieszył się też lud, który otrzymał
spore datki. Jak widać metoda Xmamony+ zawsze się spełniała owocując
poparciem dla władzy.
Gdy wszyscy dookoła byli szczęśliwi i radośni, Sissi przeżywała trudne
chwile. Poród był nadspodziewanie ciężki i skomplikowany. Bardzo długo
wracała do sił, a lekarz, z uwagi na jej osłabienie, zabronił by sama karmiła
dziecko.
Podczas tych długich tygodni gdy tak wolno wracała do zdrowia, jej siostry,
za którymi tak bardzo zawsze tęskniła, jedna po drugiej wychodziły za mąż.
Najpierw Helena, odrzucona kiedyś przez cesarza Franciszka Józefa, mając
dwadzieścia cztery lata poślubiła z miłości księcia Maksymiliana Thurn und
Taxis , jednego z najbogatszych i najpotężniejszych w kraju.
Po niej Maria Zofia, zaręczyła się z księciem Franciszkiem II Burbonem,
dziedzicem Królestwa Obojga Sycylii. W styczniu 1859 roku odbył się
ślub per procura. Maria Zofia Bawarska ani nie znała ani nie kochała swego
męża. Poznanie go też jej nie uszczęśliwiło- Franciszek był człowiekiem
słabym i fizycznie i intelektualnie, a Królestwo Obojga Sycylii zostało
w pewnej chwili przyłączone do Włoch i przestało istnieć i małżonkowie
tułali się po świecie.
Cesarz Franciszek Józef nigdy nie rozmawiał z żoną o polityce, ale ona
zdawała sobie sprawę, że niepokoje w prowincjach włoskich i na Węgrzech
mają wpływ na politykę wewnętrzną Austrii.
W roku 1859 gdy Dominia Habsburgów były zagrożone a wątpliwe talenty
strategiczne cesarza ściągnęły na jego wojska straszną i krwawą klęskę,
cesarz wyruszył z Wiednia, by osobiście nadzorować operacje na froncie.
Sissi pod nieobecność męża , podenerwowana i załamana, całkowicie
porzuciła swe oficjalne obowiązki i wiodła bardzo dziwne i niezdrowe życie.
Bardzo mało spała, miewała różne lęki, uprawiała rygorystyczne posty,
całymi godzinami jezdziła konno i na długie godziny zatapiała się w myślach.
Jedyną jej pociechą była korespondencja z mężem- pisywali listy do siebie
codziennie.
I choć cesarz wciąż zapewniał ją o swej wielkiej miłości i błagał by się nie
smuciła i nie zamartwiała, Sissi nadal unikała wszystkich wspólnych posiłków,
kontynuowała swoje głodówki, godzinami galopowała konno.
Nastroje w Austrii były ponure , popularność cesarza malała z dnia na dzień,
Sissi nadal godzinami galopowała konno a nawet ćwiczyła skoki przez
przeszkody, cesarz wciąż pisał do żony listy mające podnieść ją na duchu,
do Austrii napływały tysiące żołnierzy rannych lub chorych dla których
już brakowało miejsc w szpitalach, powstawały lazarety w pałacach, kościołach
i klasztorach. W swym pałacu w Laxenburgu Elżbieta też utworzyła lazaret.
O kolejnych klęskach ponoszonych przez cesarza dowiadywała się z gazet.
Była głęboko przekonana, że winę za wszelkie niepowodzenia cesarza na
niwie polityki międzynarodowej ponosi jej teściowa, która de facto sterowała
synem.
Sissi raz odważyła się udzielić mężowi politycznej rady - żeby jak najszybciej
podpisał pokój z Napoleonem III, by dalej nie wykrwawiać narodu.
Cesarz radę zignorował i wyraził swe niezadowolenie, że Sissi wtrąca się
do polityki.
W końcu i tak Austria podpisała pokój z Francją tracąc Lombardię i na krótko
tylko zachowując Wenecję.
A cesarz Franciszek Józef pod naporem wewnętrznych sił zaaprobował akt
prawny mający być pierwszym krokiem do ustanowienia rządów parlamentarnych
i nadania cesarstwu konstytucji.
Sissi odsunięta od własnych dzieci, niedopuszczona przez męża do spraw
państwowych , zimą 1859 roku przeżyła pierwszy kryzys małżeński.
Tak bardzo kochający ją mąż zaczął mieć dość ciągłych kłótni pomiędzy Sissi
a arcyksiężną, cierpiał z powodu swej klęski a ponadto Sissi zupełnie nie
wywiązywała się ze swych podstawowych obowiązków małżeńskich. Po raz
pierwszy na dworze zaczęto szeptać, że cesarz miewa romanse.
Sytuacja całkiem przerosła Sissi. Nie próbowała dociec ile w tych plotkach
jest prawdy, tylko postanowiła się zabawić.
Wiosną 1860 roku, ona tak stroniąca od wszystkich oficjalnych dworskich
uroczystości, zorganizowała w swoich apartamentach sześć wspaniałych
bali. Na każdy z nich zaprosiła tylko 25 panien i tyluż młodych kawalerów,
wywodzących się z najwyższych sfer, nie zapraszając jednocześnie ich
matek, tak jak nakazywała etykieta, co było wielkim skandalem.
Poza tym Sissi tak zawsze nieśmiała i zamknięta w sobie zaczęła sama
uczęszczać na bale organizowane w domach prywatnych i często wracała
do pałacu dopiero nad ranem.
Cały wiedeński dwór miał o czym rozprawiać- omawiano ze zgorszeniem
jej zamiłowanie do jazdy konnej, do skakania konno przez przeszkody,
o uporze noszenia tak ciasno zawiązanego gorsetu, że aż dostawała zadyszki
i duszności, o jej ciągłych głodówkach, dziwnym zamiłowaniu do psów
i papug, o kupieniu dla swojej córki Marii Walerii małpki, która biegała
swobodnie po salonach.
Ale Sissi nie ustawała w swych "dziwnych" pomysłach.
W swoich apartamentach zainstalowała różne urządzenia gimnastyczne-
kozioł, obręcze i drabinki żeby codziennie godzinami ćwiczyć.
Poprosiła również dżokejkę z wiedeńskiego cyrku, by ta ułożyła jej listę
ćwiczeń pomagających utrzymać ciało w odpowiedniej kondycji i
elastyczności.
Trzy porody w ciągu zaledwie czterech lat, trauma związana ze śmiercią
córeczki, stałe nieporozumienia z teściową i dworskie intrygi oraz troska
o losy siostry Marii, Królowej Obojga Sycylii , rygorystyczne głodówki po
każdej ciąży by jak najszybciej wrócić do nienagannej figury i dość dziwna
dieta, którą stosowała podkopały jej zdrowie.
Często odczuwała zawroty głowy, migreny, nudności i zmęczenie, często
gorączkowała, cierpiała na bezsenność, była apatyczna.
Sissi nie jadała warzyw i owoców, poza pomarańczami. Byłe okresy, gdy jej
jedynym pożywieniem był krwisty befsztyk, ulubionym zaś napojem surowe
mleko.
Czasami objadała się ciastkami, co wnet równoważyła ścisłą głodówką.
Sissi miała 172 cm wzrostu a ważyła zaledwie pięćdziesiąt kilogramów,
a obwód jej talii wynosił zaledwie 46cm.
Przyzwyczajona od dzieciństwa do dalekich wędrówek czuła ciągłą potrzebę
ruchu.
Oderwana nagle od tego wszystkiego co kochała i lubiła, wtłoczona w ramy
etykiety wiedeńskiego dworu męczyła się i fizycznie i psychicznie.
Tuż przed swymi dwudziestymi trzecimi urodzinami była o krok od
całkowitego załamania nerwowego.
c.d.n.
małżeński.
Wkrótce wysłano do Wiednia wyprawę przyszłej cesarzowej.
Spis zawartości 25 kufrów uświadomił wiedeńskim damom dworu, że Sissi
wcale nie była tym, co uważano za "dobrą partię". Damy dworu uznały ją
za "bawarską księżniczkę bez majątku i pochodzenia".
Przed wyjazdem do Wiednia, w sali tronowej pałacu książęcego w Monachium,
w obecności całego dworu, księżniczka Elżbieta zrzekła się swoich praw do
tronu Bawarii.
W końcu kwietnia księżniczka Elżbieta Bawarska w towarzystwie swej matki
i sióstr opuściła Monachium.
Z wielkim żalem żegnała się ze swymi przyjaciółmi i pejzażami bawarskimi.
Trzydniową podróż do brzegów Dunaju regularnie przepłakała.
Na brzegu Dunaju czekał na nią i towarzyszące jej osoby rzeczny parowiec
"Franciszek Józef".
Kabina przygotowana dla Sissi była wyłożona purpurowym aksamitem,
pokład statku zamieniono w kwiatowy ogród , na środku którego urządzono
różaną altankę, by młodziutka narzeczona miała gdzie odpocząć.
Wzdłuż Dunaju, aż do Nussdorf na brzegach gromadziły się tłumy ludzi by
ujrzeć narzeczoną Arcyksięcia.
Po dopłynięciu do Nussdorf wszyscy pasażerowie statku zmienili swe stroje.
Sissi została ubrana w zwiewną suknię z różowego jedwabiu z szeroką
krynoliną, jej ramiona okrywał biały, koronkowy szal, na głowie miała mały
kapelusik.
Nim statek został dokładnie przycumowany do przystani wielce stęskniony
Franciszek Józef wskoczył na pokład statku i na oczach zgromadzonych na
brzegu tysięcy osób, tłoczących się by ujrzeć cesarską narzeczoną, wziął
Sissi w ramiona i z wyrażnym zachwytem pocałował.
Ten tak wysoce spontaniczny gest wywołał wielki aplauz tłumów.
Większość liczyła, że tak bardzo zakochany w swej narzeczonej cesarz
przestanie być nieugiętym despotą, a szczęście rodzinne skłoni go do reform,
których tak bardzo potrzebowała ówczesna Austria.
Z trudem torując sobie drogę wśród wiwatującego tłumu para cesarska
dotarła do złoconej karocy i odjechała do pałacu Schoenbrunn.
Ale życie "na świeczniku" nie jest lekkie - pomimo wielkiego zmęczenia
podróżą, Sissi musiała w Wielkiej Sali pałacu przejść przez ceremonię jej
powitania na dworze cesarskim.
Przez kilka godzin przedstawiano jej kolejno wszystkich członków rodziny
Habsburgów oraz wysokich funkcjonariuszy dworu.
Potem nastąpiła wymiana prezentów ślubnych i umordowana Sissi mogła się
na krótki czas oddalić do swoich pokoi.
Ale czekała ją jeszcze prezentacja jej nowych,wiedeńskich dam dworu. Od
pierwszego kontaktu Sissi poczuła głęboką niechęć do swej pierwszej damy
dworu, Zofii Esterhazy, cieszącej się wielkim zaufaniem matki Franciszka
Józefa.
Oprócz sekretarza i dam dworu dwór cesarzowej Elżbiety składał się z dwóch
pokojówek, majordomusa, klucznika, czterech lokajów, służącego i służącej.
Gdy zmęczona Sissi chciała się już położyć spać, pierwsza dama dworu wręczyła
jej zeszyt zatytułowany: "Ceremoniał mający wprowadzić na Dwór Cesarski
Jej Królewską Wysokość, Jaśnie Oświeconą księżnę Elżbietę Bawarską".
Żegnaj śnie, żegnaj wypoczynku - musiała dokładnie przestudiować treść by
następnego dnia nie zrobić żadnego fałszywego kroku i by wszystko przebiegło
zgodnie z tradycją, niezmienną od stuleci.
Dwór wiedeński słynął bowiem z tradycjonalizmu.
Ledwie zdążyła przeczytać tę broszurę, pierwsza dama doniosła dwie następne.
Jedną z nich "Niezbędne przypomnienia" miała się nauczyć na pamięć- zawierała
bowiem wszystkie szczegóły ceremonii zaślubin.
Rano modystki i damy dworu przez trzy godziny ubierały i czesały księżną, która
nie była wcale przyzwyczajona do tego, by ją ktoś tak obsługiwał.
Od tego dnia każdy następny ranek jej życia tak miał wyglądać.
Ślub odbył się po południu 24 kwietnia w kościele Augustianów a udzielił go
arcybiskup Wiednia.
Była to okazja do ukazania światu potęgi cesarstwa austriackiego.
Wnętrze kościoła zostało oświetlone 15 tysiącami świec.Wysokie kolumny
przystrojono draperiami z czerwonego aksamitu.
Franciszek Józef wystąpił w mundurze marszałka polnego, na jego piersi błyszczały
liczne ordery.
U jego boku stała Sissi, w delikatnej , haftowanej złotem i srebrem białej sukni
z długim, koronkowym trenem.
W upiętych do tyłu włosach połyskiwał diadem z brylantów i opali należący
przedtem do arcyksiężnej Zofii. Jej pierś ozdabiał bukiecik świeżych róż.
Ceremonia zaślubin była długa i męcząca i choć Sissi wyglądała pięknie, z jej
twarzy nie schodził smutek.
Sissi miała nadzieję, że po tych wszystkich uroczystościach będzie się mogła
zaszyć w swych komnatach i uwolnić od ciągłej obecności obcych osób.
Niestety szybko przekonała się, że straciła to wszystko, do czego była tak
bardzo przyzwyczajona w Monachium- straciła własną wolność.
Zyskała za to zaciętego wroga w osobie swej ciotki-teściowej, która , podobnie
jak i reszta dworu śledziła jej każdy krok, gest, uśmiech i wszystko co odbiegało
od przyjętej na tym dworze etykiety ostro krytykowała.
Tu niemal wszystko było zabronione- Sissi nie mogła sama spacerować nawet po
pałacowych korytarzach. Jazda konna była dozwolona tylko w towarzystwie
którejś z dam dworu. Nie mogła wybrać się do miasta na zakupy, nie mogła pić
piwa do posiłków, nie mogła nawet okazywać nadmiernego miłosierdzia.
Swych uczuć wobec własnego męża też nie mogła okazywać publicznie nie
mówiąc o tak niestosownym geście jak objęcie go.
Cesarz, wychowany przez swą wielce apodyktyczną matkę nie mógł wcale
pojąć, czemu Sissi zle się tu czuje.
Matka wychowała go w zupełnym odizolowaniu i zrobiła z niego młodzieńca
świadomego swych obowiązków jako cesarza . Był skrupulatny, uporządkowany,
nieśmiały i skromny.
Wszelkie niedogodności etykiety przyjmował jako nieodłączny element swego
stanowiska i cesarskiej rangi.
Był niezmiernie pracowity, wstawał codziennie o czwartej rano i nie opuszczał
swego gabinetu aż do póznego wieczoru.
W ciągu kilku miesięcy oboje odkryli, jak bardzo się od siebie różnią.
Ale do końca życia naprawdę kochał Sissi, ani na moment nie rezygnując ze swej
roli konserwatywnego i wszechwładnego cesarza.
Stosunki Sissi z ciotką-teściową pogorszyły się bardzo, gdy okazało się że
cesarzowa jest w ciąży. Kontrola nad jej każdym krokiem wzmogła się, zakazano
jej spędzać czas z papugami ( bo dziecko może być podobne do papugi),
zabroniono też by ulubione owczarki niemieckie cesarzowej przebywały jak dotąd
w jej pokojach.
Nakazano natomiast by eksponować jej rosnący brzuch pokazując go narodowi.
Na próżno Sissi szukała wsparcia u swego męża - nie miał dla niej zupełnie czasu,
bowiem całą jego uwagę pochłonęła wojna krymska.
Siedemnastoletnia Sissi urodziła córeczkę - dużą i zdrową.
Na chrzcie dano jej imię Zofia, nie uzgadniając tego z Sissi. Arcyksiężna Zofia
była teraz ciotką- teściową dla Sissi i babką-matką chrzestną dla swej wnuczki.
W następnym roku Sissi urodziła kolejną córkę, która otrzymała imię Gizela.
Młoda cesarzowa promieniała radością z powodu narodzin córek, ale jej mąż
oczekiwał jednak dziecka płci męskiej- wszak należało przedłużyć ród.
I znów w życie małżeńskie Sissi wkroczyła teściowa- uznała nagle swą synową
za zbyt młodą by we właściwy sposób wychowywać swe dzieci i sama się nimi
zajęła, wybierając dla nich mamki i lekarza, zgodnie z własnym "widzi mi się".
Umieściła dzieci tuż obok własnej komnaty,w pokoju pozbawionym okien, by nie
było w nim przeciągów.
A Sissi powiedziała, że ona ma wypełniać obowiązki wobec własnego męża
i narodu a nie tracić czas na wychowanie potomstwa.
Po kilku miesiącach rozłąki z dziećmi, z którymi nigdy nie mogła nawet pięciu
minut pobyć sama, bez towarzystwa nianiek i dam dworu swoich i ciotki,
Sissi zaczęła popadać w depresję.
Wówczas Franciszek Józef po raz pierwszy podważył decyzję swej matki i
dziewczynki wróciły pod opiekę Sissi.
W 1857 roku para cesarska musiała się wybrać w podróż na Węgry, która
miała trwać aż cztery miesiące. Sissi nie chciała na tak długo rozstawać się
z dziećmi i wbrew sprzeciwom teściowej postanowiła zabrać je ze sobą.
Oczywiście w podróż jechał również lekarz dziewczynek, nianie i mamki.
Podróżowali statkiem po Dunaju a kiedy szykowali się do odwiedzenia
węgierskich prowincji, dwuletnią Zofię nagle zaczęła męczyć wysoka
gorączka, biegunka i wymioty.
Lekarz uspokajał Sissi, że to wszystko przez wyrzynanie się kolejnych zębów,
niestety w ciągu następnych dni stan dziecka się pogorszył i po dwunastu
godzinach agonii dziecko zmarło w ramionach Sissi. Na tyfus.
Para cesarska natychmiast przerwała podróż i wróciła do Wiednia , gdzie
w krypcie kapucynów została pochowana maleńka Zofia.
W sierpniu następnego roku cesarzowa urodziła swe kolejne dziecko - syna.
Radość z powodu tych narodzin była niezmierna.
Cesarz, w dowód wdzięczności, podarował swej żonie wspaniały naszyjnik
z trzema sznurami pereł.
A noworodka, który otrzymał imię Rudolf, mianował pułkownikiem wojsk.
Radość panowała nie tylko na dworze- cieszył się też lud, który otrzymał
spore datki. Jak widać metoda Xmamony+ zawsze się spełniała owocując
poparciem dla władzy.
Gdy wszyscy dookoła byli szczęśliwi i radośni, Sissi przeżywała trudne
chwile. Poród był nadspodziewanie ciężki i skomplikowany. Bardzo długo
wracała do sił, a lekarz, z uwagi na jej osłabienie, zabronił by sama karmiła
dziecko.
Podczas tych długich tygodni gdy tak wolno wracała do zdrowia, jej siostry,
za którymi tak bardzo zawsze tęskniła, jedna po drugiej wychodziły za mąż.
Najpierw Helena, odrzucona kiedyś przez cesarza Franciszka Józefa, mając
dwadzieścia cztery lata poślubiła z miłości księcia Maksymiliana Thurn und
Taxis , jednego z najbogatszych i najpotężniejszych w kraju.
Po niej Maria Zofia, zaręczyła się z księciem Franciszkiem II Burbonem,
dziedzicem Królestwa Obojga Sycylii. W styczniu 1859 roku odbył się
ślub per procura. Maria Zofia Bawarska ani nie znała ani nie kochała swego
męża. Poznanie go też jej nie uszczęśliwiło- Franciszek był człowiekiem
słabym i fizycznie i intelektualnie, a Królestwo Obojga Sycylii zostało
w pewnej chwili przyłączone do Włoch i przestało istnieć i małżonkowie
tułali się po świecie.
Cesarz Franciszek Józef nigdy nie rozmawiał z żoną o polityce, ale ona
zdawała sobie sprawę, że niepokoje w prowincjach włoskich i na Węgrzech
mają wpływ na politykę wewnętrzną Austrii.
W roku 1859 gdy Dominia Habsburgów były zagrożone a wątpliwe talenty
strategiczne cesarza ściągnęły na jego wojska straszną i krwawą klęskę,
cesarz wyruszył z Wiednia, by osobiście nadzorować operacje na froncie.
Sissi pod nieobecność męża , podenerwowana i załamana, całkowicie
porzuciła swe oficjalne obowiązki i wiodła bardzo dziwne i niezdrowe życie.
Bardzo mało spała, miewała różne lęki, uprawiała rygorystyczne posty,
całymi godzinami jezdziła konno i na długie godziny zatapiała się w myślach.
Jedyną jej pociechą była korespondencja z mężem- pisywali listy do siebie
codziennie.
I choć cesarz wciąż zapewniał ją o swej wielkiej miłości i błagał by się nie
smuciła i nie zamartwiała, Sissi nadal unikała wszystkich wspólnych posiłków,
kontynuowała swoje głodówki, godzinami galopowała konno.
Nastroje w Austrii były ponure , popularność cesarza malała z dnia na dzień,
Sissi nadal godzinami galopowała konno a nawet ćwiczyła skoki przez
przeszkody, cesarz wciąż pisał do żony listy mające podnieść ją na duchu,
do Austrii napływały tysiące żołnierzy rannych lub chorych dla których
już brakowało miejsc w szpitalach, powstawały lazarety w pałacach, kościołach
i klasztorach. W swym pałacu w Laxenburgu Elżbieta też utworzyła lazaret.
O kolejnych klęskach ponoszonych przez cesarza dowiadywała się z gazet.
Była głęboko przekonana, że winę za wszelkie niepowodzenia cesarza na
niwie polityki międzynarodowej ponosi jej teściowa, która de facto sterowała
synem.
Sissi raz odważyła się udzielić mężowi politycznej rady - żeby jak najszybciej
podpisał pokój z Napoleonem III, by dalej nie wykrwawiać narodu.
Cesarz radę zignorował i wyraził swe niezadowolenie, że Sissi wtrąca się
do polityki.
W końcu i tak Austria podpisała pokój z Francją tracąc Lombardię i na krótko
tylko zachowując Wenecję.
A cesarz Franciszek Józef pod naporem wewnętrznych sił zaaprobował akt
prawny mający być pierwszym krokiem do ustanowienia rządów parlamentarnych
i nadania cesarstwu konstytucji.
Sissi odsunięta od własnych dzieci, niedopuszczona przez męża do spraw
państwowych , zimą 1859 roku przeżyła pierwszy kryzys małżeński.
Tak bardzo kochający ją mąż zaczął mieć dość ciągłych kłótni pomiędzy Sissi
a arcyksiężną, cierpiał z powodu swej klęski a ponadto Sissi zupełnie nie
wywiązywała się ze swych podstawowych obowiązków małżeńskich. Po raz
pierwszy na dworze zaczęto szeptać, że cesarz miewa romanse.
Sytuacja całkiem przerosła Sissi. Nie próbowała dociec ile w tych plotkach
jest prawdy, tylko postanowiła się zabawić.
Wiosną 1860 roku, ona tak stroniąca od wszystkich oficjalnych dworskich
uroczystości, zorganizowała w swoich apartamentach sześć wspaniałych
bali. Na każdy z nich zaprosiła tylko 25 panien i tyluż młodych kawalerów,
wywodzących się z najwyższych sfer, nie zapraszając jednocześnie ich
matek, tak jak nakazywała etykieta, co było wielkim skandalem.
Poza tym Sissi tak zawsze nieśmiała i zamknięta w sobie zaczęła sama
uczęszczać na bale organizowane w domach prywatnych i często wracała
do pałacu dopiero nad ranem.
Cały wiedeński dwór miał o czym rozprawiać- omawiano ze zgorszeniem
jej zamiłowanie do jazdy konnej, do skakania konno przez przeszkody,
o uporze noszenia tak ciasno zawiązanego gorsetu, że aż dostawała zadyszki
i duszności, o jej ciągłych głodówkach, dziwnym zamiłowaniu do psów
i papug, o kupieniu dla swojej córki Marii Walerii małpki, która biegała
swobodnie po salonach.
Ale Sissi nie ustawała w swych "dziwnych" pomysłach.
W swoich apartamentach zainstalowała różne urządzenia gimnastyczne-
kozioł, obręcze i drabinki żeby codziennie godzinami ćwiczyć.
Poprosiła również dżokejkę z wiedeńskiego cyrku, by ta ułożyła jej listę
ćwiczeń pomagających utrzymać ciało w odpowiedniej kondycji i
elastyczności.
Trzy porody w ciągu zaledwie czterech lat, trauma związana ze śmiercią
córeczki, stałe nieporozumienia z teściową i dworskie intrygi oraz troska
o losy siostry Marii, Królowej Obojga Sycylii , rygorystyczne głodówki po
każdej ciąży by jak najszybciej wrócić do nienagannej figury i dość dziwna
dieta, którą stosowała podkopały jej zdrowie.
Często odczuwała zawroty głowy, migreny, nudności i zmęczenie, często
gorączkowała, cierpiała na bezsenność, była apatyczna.
Sissi nie jadała warzyw i owoców, poza pomarańczami. Byłe okresy, gdy jej
jedynym pożywieniem był krwisty befsztyk, ulubionym zaś napojem surowe
mleko.
Czasami objadała się ciastkami, co wnet równoważyła ścisłą głodówką.
Sissi miała 172 cm wzrostu a ważyła zaledwie pięćdziesiąt kilogramów,
a obwód jej talii wynosił zaledwie 46cm.
Przyzwyczajona od dzieciństwa do dalekich wędrówek czuła ciągłą potrzebę
ruchu.
Oderwana nagle od tego wszystkiego co kochała i lubiła, wtłoczona w ramy
etykiety wiedeńskiego dworu męczyła się i fizycznie i psychicznie.
Tuż przed swymi dwudziestymi trzecimi urodzinami była o krok od
całkowitego załamania nerwowego.
c.d.n.
Subskrybuj:
Posty (Atom)