...ślą życzenia, więc ja też
Wesołych Świąt
życzę wszystkim stałym i chwilowym gościom-
spędzcie te dni tak jak lubicie, by pozostały
na zawsze w pamięci.
drewniana rzezba
piątek, 21 grudnia 2012
czwartek, 20 grudnia 2012
Lariat
Zrobiłam pierwszy raz naszyjnik typu lariat. Ma metr długości, nie ma
żadnego zapięcia, przekłada się jego końce tak, jakby się chciało
zawiązać i samo się trzyma. Na końcach są zawieszone ozdóbki.
Lariat może "robić" za naszyjnik, pasek do letniej kreacji lub
za bransoletkę - wtedy okręcamy wokół nadgarstka odpowiednią ilość
razy i przekładamy końce.
Kolory w naturze są o niebo lepsze, ale jak wiecie mistrzem fotografii to ja
nie jestem.
Zaraz wybiorę się na pocztę i wyślę.
Wiecie co ? W tym roku giną listy, nawet te priorytetowe, trzeba wysyłać je
jako polecone przesyłki.
Ja wiem, czasy ciężkie, w okresie przedświątecznym poczta zatrudnia
dodatkowych pracowników i efekt właśnie taki- giną listy w których są
jakieś załączniki. Szkoda, że ten ktoś, kto sobie przywłaszcza taki list
nie pomyśli jak się czuje nadawca tego listu i osoba, która na niego czeka.
żadnego zapięcia, przekłada się jego końce tak, jakby się chciało
zawiązać i samo się trzyma. Na końcach są zawieszone ozdóbki.
Lariat może "robić" za naszyjnik, pasek do letniej kreacji lub
za bransoletkę - wtedy okręcamy wokół nadgarstka odpowiednią ilość
razy i przekładamy końce.
Kolory w naturze są o niebo lepsze, ale jak wiecie mistrzem fotografii to ja
nie jestem.
Zaraz wybiorę się na pocztę i wyślę.
Wiecie co ? W tym roku giną listy, nawet te priorytetowe, trzeba wysyłać je
jako polecone przesyłki.
Ja wiem, czasy ciężkie, w okresie przedświątecznym poczta zatrudnia
dodatkowych pracowników i efekt właśnie taki- giną listy w których są
jakieś załączniki. Szkoda, że ten ktoś, kto sobie przywłaszcza taki list
nie pomyśli jak się czuje nadawca tego listu i osoba, która na niego czeka.
wtorek, 18 grudnia 2012
Mix
Jakoś minęło te kilka godzin bez zasilania.
Poranek zaskoczył nas grubą warstwą śniegu i lodu na samochodzie.
Wczoraj wieczorem padał marznący deszcz, a potem padał śnieg.
Wg meteo spadło tej nocy 10 cm śniegu, pod którym rano była śliczna
warstewka lodu.Skrobania lodu było sporo, śnieg był mniej uciążliwy
do usunięcia.
Zmuszeni sytuacją do opuszczenia domu, postanowiliśmy już dziś zrobić
niemal wszystkie zakupy na najbliższe 10 dni.
W naszym ulubionym markecie spotkaliśmy znajomego, z którym mój
ślubny kilka lat pracował.
A ponieważ podobno mężczyzni nie są gadułami, to wpierw staliśmy
w galerii tegoż marketu, panowie trzeszczeli jak nakręceni, a mnie pomału
zaczęły nogi wrastać w ramiona, więc zaproponowałam byśmy klapnęli
w kawiarence Grycana ( tego od lodów).
Przysłuchując się jak to mało gadatliwi są faceci, pocieszyłam się
kawą i rurką z kremem. Wieki całe nie jadłam rurek z kremem. Ostatni
raz chyba jeszcze w liceum. Mniej więcej co drugi dzień szłyśmy z moją
ówczesną przyjaciółką do kawiarni o wdzięcznej nazwie "Niezabudka",
gdzie serwowano świeżutkie, chrupiące rurki z kremem. I by te rurki
spałaszować pokonywałyśmy piechotką 4 km w jedną stronę.
Teraz w tym lokalu jest jakiś bar, z którego snują się niezbyt miłe,
jak dla mnie, zapachy.
Mniej więcej po niemal 2 godzinach panowie zakończyli to miłe
spotkanie i wreszcie mogliśmy zrobić zakupy.
W dwie minuty po naszym dotarciu do domu włączono prąd.Woda była
cały czas, c.o. za to nie działało.
****
Porobiło mi się mnóstwo zaległości w koralikowaniu i nie tylko.
Dostałam od Mady z "Kolorowych Szkiełek " takie oto
wyróżnienia:
Przede wszystkim serdecznie za nie dziękuję i obiecuję, że gdy wreszcie
się wygrzebię z zaległości to je przekażę dalej.
Dostałam również wyróżnienie od Iw z bloga "Iw-od-nowa" ale dotyczy ono
mojego drugiego bloga, na którym zadręczam bliżnich swym grafomaństwem.
Iw, wierz mi, naprawdę mnie tym zaskoczyłaś i zarazem ucieszyłaś.
Mam problem z przesłaniem go do zasobów Google+, ale nie mam pojęcia
dlaczego.
Gdy uda mi się to rozwikłać umieszczę znaczek na drugim blogu.
****
Dopiero co skończyłam z prezentami pod choinkę dla wnuczków, a już
muszę rozejrzeć się intewnsywnie za prezentem urodzinowym dla starszego,
który na początku stycznia kończy już cztery lata.
I muszą zrobić w związku z tym jakąś ładną kartkę techniką 3D.
A w 40 dni pózniej młodszy skończy dwa lata. Ależ się te dzieciaki szybko
starzeją!!!
Poranek zaskoczył nas grubą warstwą śniegu i lodu na samochodzie.
Wczoraj wieczorem padał marznący deszcz, a potem padał śnieg.
Wg meteo spadło tej nocy 10 cm śniegu, pod którym rano była śliczna
warstewka lodu.Skrobania lodu było sporo, śnieg był mniej uciążliwy
do usunięcia.
Zmuszeni sytuacją do opuszczenia domu, postanowiliśmy już dziś zrobić
niemal wszystkie zakupy na najbliższe 10 dni.
W naszym ulubionym markecie spotkaliśmy znajomego, z którym mój
ślubny kilka lat pracował.
A ponieważ podobno mężczyzni nie są gadułami, to wpierw staliśmy
w galerii tegoż marketu, panowie trzeszczeli jak nakręceni, a mnie pomału
zaczęły nogi wrastać w ramiona, więc zaproponowałam byśmy klapnęli
w kawiarence Grycana ( tego od lodów).
Przysłuchując się jak to mało gadatliwi są faceci, pocieszyłam się
kawą i rurką z kremem. Wieki całe nie jadłam rurek z kremem. Ostatni
raz chyba jeszcze w liceum. Mniej więcej co drugi dzień szłyśmy z moją
ówczesną przyjaciółką do kawiarni o wdzięcznej nazwie "Niezabudka",
gdzie serwowano świeżutkie, chrupiące rurki z kremem. I by te rurki
spałaszować pokonywałyśmy piechotką 4 km w jedną stronę.
Teraz w tym lokalu jest jakiś bar, z którego snują się niezbyt miłe,
jak dla mnie, zapachy.
Mniej więcej po niemal 2 godzinach panowie zakończyli to miłe
spotkanie i wreszcie mogliśmy zrobić zakupy.
W dwie minuty po naszym dotarciu do domu włączono prąd.Woda była
cały czas, c.o. za to nie działało.
****
Porobiło mi się mnóstwo zaległości w koralikowaniu i nie tylko.
Dostałam od Mady z "Kolorowych Szkiełek " takie oto
wyróżnienia:
Przede wszystkim serdecznie za nie dziękuję i obiecuję, że gdy wreszcie
się wygrzebię z zaległości to je przekażę dalej.
Dostałam również wyróżnienie od Iw z bloga "Iw-od-nowa" ale dotyczy ono
mojego drugiego bloga, na którym zadręczam bliżnich swym grafomaństwem.
Iw, wierz mi, naprawdę mnie tym zaskoczyłaś i zarazem ucieszyłaś.
Mam problem z przesłaniem go do zasobów Google+, ale nie mam pojęcia
dlaczego.
Gdy uda mi się to rozwikłać umieszczę znaczek na drugim blogu.
****
Dopiero co skończyłam z prezentami pod choinkę dla wnuczków, a już
muszę rozejrzeć się intewnsywnie za prezentem urodzinowym dla starszego,
który na początku stycznia kończy już cztery lata.
I muszą zrobić w związku z tym jakąś ładną kartkę techniką 3D.
A w 40 dni pózniej młodszy skończy dwa lata. Ależ się te dzieciaki szybko
starzeją!!!
poniedziałek, 17 grudnia 2012
Życie jest ciężkie...
Dziś na drzwiach wejściowych do budynku wywiesili informację,
że jutro od godziny 8 rano do godz.14-tej nie będzie w całym
budynku zasilania. Wody też nie.
Siedzimy więc razem z moim ślubnym i zastanawiamy się dokąd
jutro pojechać by miło spedzić przedpołudnie i skonsumować
przy okazji lunch.
Po dwóch godzinach wymyślania padło na Galerię Mokotówe, która
jest stosunkowo niedaleko od nas.
Jedno jest pewne - trzeba jutro wcześnie wstać, by do 8 rano opędzić
poranne ablucje i zjeść śniadanie.
Uświadomiłam sobie jak bardzo jednak jesteśmy uzależnieni od prądu.
Zawartość lodówki chyba wystawię na balkon, bo upału nie zapowiadają.
A im będzie mniej w niej produktów tym lepiej zniesie 6-godzinny brak
zasilania.
Nie wiem jak u Was, ale u mnie dziś było wyjątkowo wrednie - co
chwilę padało, szybciutko podmarzało i na ulicach, ktorych oczyszczanie
leży w gestii służb miejskich można było nogi połamać.
Na uliczkach osiedlowych czysto, marznąca breja usunięta, posypane
wszystko wszystko mieszaniną soli i piasku, pełna kultura.
Nie lubię zimy, nie lubię, nie lubię i już!!!
że jutro od godziny 8 rano do godz.14-tej nie będzie w całym
budynku zasilania. Wody też nie.
Siedzimy więc razem z moim ślubnym i zastanawiamy się dokąd
jutro pojechać by miło spedzić przedpołudnie i skonsumować
przy okazji lunch.
Po dwóch godzinach wymyślania padło na Galerię Mokotówe, która
jest stosunkowo niedaleko od nas.
Jedno jest pewne - trzeba jutro wcześnie wstać, by do 8 rano opędzić
poranne ablucje i zjeść śniadanie.
Uświadomiłam sobie jak bardzo jednak jesteśmy uzależnieni od prądu.
Zawartość lodówki chyba wystawię na balkon, bo upału nie zapowiadają.
A im będzie mniej w niej produktów tym lepiej zniesie 6-godzinny brak
zasilania.
Nie wiem jak u Was, ale u mnie dziś było wyjątkowo wrednie - co
chwilę padało, szybciutko podmarzało i na ulicach, ktorych oczyszczanie
leży w gestii służb miejskich można było nogi połamać.
Na uliczkach osiedlowych czysto, marznąca breja usunięta, posypane
wszystko wszystko mieszaniną soli i piasku, pełna kultura.
Nie lubię zimy, nie lubię, nie lubię i już!!!
niedziela, 16 grudnia 2012
******
Na pytanie "co robisz" mogę tylko jedno odpowiedzieć - motam się.
Robię ( w ramach wymiany) kolię. Wczoraj wieczorem miałam już
ponad połowę wyszytą. W pewnej chwili spojrzałam i......chwyciłam za
nożyczki. Nagle wszystko przestało mi się podobać - w moim odczuciu
wygladało ciężko i ponuro. Naprułam się niemiłosiernie, bo do podkładu
mocuję po dwa koraliki, gęściutko obok siebie.
O pierwszej w nocy pozostał na placu boju tylko główny, przyklejony
element.
Dziś zaczynam od nowa. Jestem rozczarowana sama sobą. Bolesne.
Taki niewypał!!!
Mam nadzieję, że skończy się na tym jednym pruciu.
I to byłoby tyle na dziś.
Robię ( w ramach wymiany) kolię. Wczoraj wieczorem miałam już
ponad połowę wyszytą. W pewnej chwili spojrzałam i......chwyciłam za
nożyczki. Nagle wszystko przestało mi się podobać - w moim odczuciu
wygladało ciężko i ponuro. Naprułam się niemiłosiernie, bo do podkładu
mocuję po dwa koraliki, gęściutko obok siebie.
O pierwszej w nocy pozostał na placu boju tylko główny, przyklejony
element.
Dziś zaczynam od nowa. Jestem rozczarowana sama sobą. Bolesne.
Taki niewypał!!!
Mam nadzieję, że skończy się na tym jednym pruciu.
I to byłoby tyle na dziś.
sobota, 15 grudnia 2012
Ciastka
Upiekłam te ciastka, na wszelki wypadek zrobiłam je z połowy ilości.
Prezentują się tak zupełnie zwyczajnie. Nabierałam masę łyżeczka,
i kładłam "kupki" na papierze do pieczenia.
Piekarnik nagrzałam do 200 stopni , wstawiłam blaszkę na szynę
poniżej połowy wysokości piekarnika, obniżyłam temp. do 180 stopni
i piekłam do zrumienienia.
Ciastka mają jedną wadę -są przepyszne na ciepło i okropnie szybko
znikają nim jeszcze zdążą ostygnąć. Gdy wystygną też są pyszne - mocno
orzechowe.
Następnym razem do ubitej z cukrem piany dodam żółtka,
bo nie mam co z nimi zrobić. Czyli zrobię tak, jakbym
robiła biszkopt, tyle tylko, że zamiast zwykłej mąki dam tę mąkę orzechową.
Wielką zaletą tych ciastek jest prostota wykonania - przygotowanie
składników i ubicie piany zajęło mi raptem 10 minut.
Prezentują się tak zupełnie zwyczajnie. Nabierałam masę łyżeczka,
i kładłam "kupki" na papierze do pieczenia.
Piekarnik nagrzałam do 200 stopni , wstawiłam blaszkę na szynę
poniżej połowy wysokości piekarnika, obniżyłam temp. do 180 stopni
i piekłam do zrumienienia.
Ciastka mają jedną wadę -są przepyszne na ciepło i okropnie szybko
znikają nim jeszcze zdążą ostygnąć. Gdy wystygną też są pyszne - mocno
orzechowe.
Następnym razem do ubitej z cukrem piany dodam żółtka,
bo nie mam co z nimi zrobić. Czyli zrobię tak, jakbym
robiła biszkopt, tyle tylko, że zamiast zwykłej mąki dam tę mąkę orzechową.
Wielką zaletą tych ciastek jest prostota wykonania - przygotowanie
składników i ubicie piany zajęło mi raptem 10 minut.
piątek, 14 grudnia 2012
Na mózg mi chyba padło
Postanowiłam zrobić porządki w swoich różnych karteluszkach, których
mam niewyobrażalne ilości.
Całe sterty przeróżnych przepisów na chleby, chlebki, bułki i buły, ciasta
i ciasteczka. Nie wiem po co ja to trzymam, bo bardzo rzadko piekę, a
gotowanie ograniczam do koniecznego minimum.
Najchętniej odżywiałabym się tak jak wtedy, gdy mąż leżał złożony
niemocą w szpitalu - moim głównym pożywieniem była czekolada o
ponad 70% o zawartości cacao , kawa, herbata i zupki Knorra- na
zmianę rosół lub grzybowa. Prawie nic do mycia, zerowa niemal produkcja
śmieci i kilka kg w dół w ciągu półtora miesiąca.
Przy okazji znalazłam taki oto przepis:
"Ciastka z mąki orzechowej"
400 g maki orzechowej,
1 - 1,5 szklanki cukru trzcinowego,
6 białek ,
szcypta soli.
Wykonanie:
Ubić pinę z białe z ta szczypta soli, pod koniec dodac stopniowo cukier
nadal ubijając, dodać makę orzechową, wymieszać.
Nagrzać piekarnik do 200 stopni, kłaść na blasze wyłożonej papierem do
pieczenia małe porcyjki.
Piec na złoty kolor.
No i padło mi na mózg - muszę je wypróbować.
Mam mąkę orzechową (z arachidów), ostatnio w niej panierowałam
biusty z kurczaka i było to całkiem smaczne.
A może któraś z Was robiła już te ciastka? Jeśli tak, napiszcie , proszę,
coś o nich.
mam niewyobrażalne ilości.
Całe sterty przeróżnych przepisów na chleby, chlebki, bułki i buły, ciasta
i ciasteczka. Nie wiem po co ja to trzymam, bo bardzo rzadko piekę, a
gotowanie ograniczam do koniecznego minimum.
Najchętniej odżywiałabym się tak jak wtedy, gdy mąż leżał złożony
niemocą w szpitalu - moim głównym pożywieniem była czekolada o
ponad 70% o zawartości cacao , kawa, herbata i zupki Knorra- na
zmianę rosół lub grzybowa. Prawie nic do mycia, zerowa niemal produkcja
śmieci i kilka kg w dół w ciągu półtora miesiąca.
Przy okazji znalazłam taki oto przepis:
"Ciastka z mąki orzechowej"
400 g maki orzechowej,
1 - 1,5 szklanki cukru trzcinowego,
6 białek ,
szcypta soli.
Wykonanie:
Ubić pinę z białe z ta szczypta soli, pod koniec dodac stopniowo cukier
nadal ubijając, dodać makę orzechową, wymieszać.
Nagrzać piekarnik do 200 stopni, kłaść na blasze wyłożonej papierem do
pieczenia małe porcyjki.
Piec na złoty kolor.
No i padło mi na mózg - muszę je wypróbować.
Mam mąkę orzechową (z arachidów), ostatnio w niej panierowałam
biusty z kurczaka i było to całkiem smaczne.
A może któraś z Was robiła już te ciastka? Jeśli tak, napiszcie , proszę,
coś o nich.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


