......koniec roku, a więc robimy "remanenty" , nie tylko w życiu prywatnym,
takim ogólnym też.
Co nam świetnie w tym roku szło? No cóż, to co zawsze, czyli....picie
alkoholu.
Pili młodzi i starzy, kierowcy, nauczyciele,lekarze i pielęgniarki, strażacy
i to w trakcie wykonywania zadań służbowych.
Ale nikt nie pobił starych rekordów "promilowych" jak 8,8 promila 56-letniej pani Sabiny z Goleniowa i 60-letniej p. Jolanty ze Szczecina - 8,2 promila.
W tym roku w ich ślady usiłowała pójść siedemnastolatka z Polic, która
jednym haustem wydudliła 0,75 litra 40% wódki.
Dzięki szybkiej i intensywnej akcji lekarzy udało się ją odratować.
Do tego należy dodać mnóstwo pijących w domowym lub przysklepowym zaciszu, nie zatrzymanych przez władze porządkowe.
Więc może nie powinno nikogo dziwić, że co 10 wynik badań laboratoryjnych
w Polsce jest błędny.
Tak naprawdę jest to dziwne, czyżby maszyny laboratoryjne też piły?
*****
Kończący się rok był nawet dość wesoły, o co zadbali między innymi
pracownicy straży miejskiej w kilku miejscowościach.
Rozbrajająca była szczerość burmistrza gminy Biały Bór, który publicznie
oświadczył, że odebranie strażom miejskim i gminnym fotoradarów doprowadzi
wiele gmin do bankructwa - w dobrych, "fotoradarowych czasach" gmina Biały Bór zarabiała rocznie 6,7 miliona złotych, a teraz jej dochody spadły do
2,7 miliona. No tragedia, naprawdę.
Straż gminna w Czersku postanowiła chyba rozbawić całą Polskę wystawiając
mandat za przekroczenie szybkości właścicielowi pojazdu wiezionego na
lawecie. W efekcie komendant straży stracił stanowisko i rozwiązano całą
straż gminną. W ślady Czerska poszedł Pisz i też zrezygnował z wątpliwych
usług tej formacji.
*****
Kościół też starał się zadbać o to, byśmy byli uśmiechnięci.
Portal internetowy Polonia Christiana w czasie letnich upałów przestrzegł
kobiety przychodzące do kościoła by zadbały o swój skromny wygląd i nie
kusiły księży swym wyglądem, bowiem " odsłonięte kolana przyciągają ich wzrok, więc zmuszanie księży do walki z uciekającymi oczami jest
przewinieniem. Nie jest żadnym usprawiedliwieniem znalezienie sobie
miejsca z dala od oczu księdza- w ostatnich ławkach również siedzą
mężczyzni, im też należy pozwolić skupić się wyłącznie na Bogu" .
Ale nie tylko strój może przeszkadzać księżom-w bydgoskiej parafii pod
wezwaniem Przemienienia Pańskiego proboszczowi przeszkadzał głośny,
przerywany kaszlem, śpiew jednej z parafianek i sprawę zgłosił na
policji.
Uzasadniając swe zgłoszenie proboszcz usprawiedliwiał je chęcią
"zrobienie czegoś z tą panią". Ciekawe co miał na myśli.
Na tegorocznych ogólnopolskich targach dewocjonaliów sprzedawano
podgrzewane konfesjonały (od 600 do 800 zł za sztukę), oferowano też
podgrzewane buty dla wikarych i proboszczów oraz- dywany na baterie.
*****
Mniej śmieszne ale ciekawe lub dziwne:
Władze Gdańska wydały walkę sikającym w bramach- ściany pomalowano
specjalną farbą, która powoduje, że uryna odbija się od obsikiwanej
ściany wprost na sikającego.
Zapewne jest to tańsze rozwiązanie niż wybudowanie bezpłatnych toalet,
ale chyba nie do końca przemyślane - nadal bramy cuchną.
Organizacja głuchoniemych w Polsce z myślą o udzielaniu porad swoim członkom przez rok szukała prawnika, który zna język migowy.
Niestety jak dotąd nie znalazła.
Studenci Krakowskiej Akademii Muzycznej nie mają gdzie ćwiczyć, gdyż
na 700 studentów przypada zaledwie 40 sal. Z konieczności więc ci co
grają na przenośnych instrumentach ćwiczą w.....toaletach.
Największym powodzeniem cieszy się toaleta dla niepełnosprawnych, preferowana głównie przez kontrabasistów, bo jest miejsce na odłożenie
dużego wszak futerału na ten instrument.
Zastanawia mnie co w takim razie z tymi, co chcą owe pomieszczenia
uzytkować zgodnie z ich przeznaczeniem? Chodzą do miejskiej czy może
w jakieś pobliskie krzaki???
I niech mi ktoś powie, że nie mieszkam w śmiesznym kraju.
*******
śmiesznostko-dziwności zebrał Nieznany Świat
drewniana rzezba
środa, 25 listopada 2015
poniedziałek, 23 listopada 2015
Prognoza dla świata
W Zachodniej Afryce jest nieduże państwo, którego sąsiadami są trzy
kraje : Ghana, Benin i Burkina Faso. Państwo jest niewielkie, niebogate,
ale ma dostęp do morza, a konkretnie do Zatoki Gwinejskiej.
Co roku, we wrześniu, mniej więcej w połowie tego miesiąca lud Guin
obchodzi wielkie święto Eke-Eke, czyli swój nowy rok.
W mieście Glidja zbierają się wówczas tłumy, a na honorowej trybunie
zasiadają przedstawiciele władz.
To bardzo uroczysta chwila, bo w tym dniu w świętym lesie Gbatchome,
Bóg Skały przekazuje swym wyznawcom prognozę na nowy rok.
Zgromadzeni czekają w napięciu aż z lasu wyjdzie kapłan, niosąc kamień.
To nie jest zwykły kamień- zawsze jest to barwny kamień a każda jego
barwa niesie inne przesłanie.
Biały oznacza pokój, czerwony- wojnę, niebieski -powodzie lub inne klęski
żywiołowe.
10 września tego roku, jak zwykle wszyscy czekali w ciszy na kapłana.
Gdy ten wyszedł ze świętego lasu wszyscy zamarli ze zdziwienia, bo
kamień był w zupełnie nieznanym dotąd kolorze - turkusowym, takim jak niekiedy bywa morze przy brzegach Lome.
Kapłan uniósł w górę ten turkusowy kamień i przemówił:
"Kamień wzywa do pojednania.To morze poprzez ten kamień przemówiło
do nas w swej potędze.
Należy prosić Boga o przebaczenie. Pogorszyły się relacje człowieka
z morzem, człowieka z Ziemią, człowieka z człowiekiem.
Morze już nie obdarza ludzi takimi bogactwami jak kiedyś, co rusz
pochłania też tysiące ofiar płynących do Europy i mogą one być nadal.
Cała ziemia jest zanieczyszczona, zdewastowana grabieżą i złem i jest
coraz bardziej chora.
Świat znajduje się w konfliktach. Ludzie skłóceni są w nienawiści, także
w nich samych brakuje jedności. Nie ma jej też między plemionami,
a nawet wśród kapłanów.
Módlmy się o światło w swoich sercach. Każdy do swego boga, do swoich
bogów.
Kamień na rok 2016 przyniósł nam ostrzeżenie.
Wielką i grozną PRZESTROGĘ. Morze i Ziemia nawołują ludzi do pojednania
ze sobą, przyrodą i swoim sercem.Bo tam tkwi największe zagrożenie."
Mądry ten bóg ludu Guin, prawda?
A rok temu Bóg Skały objawił przepowiednię białym kamieniem i wtedy
zebrani usłyszeli pouczenie, że tylko wtedy owa przepowiednia się spełni,
gdy każdy ze swego serca wyrzuci nienawiść, zazdrość, egoizm i podzieli
się z biednym tym, co sam posiada.
A wszystko to dzieje się co roku w Togo.
******
Wiadomości czerpałam z miesięcznika Nieznany Świat.
kraje : Ghana, Benin i Burkina Faso. Państwo jest niewielkie, niebogate,
ale ma dostęp do morza, a konkretnie do Zatoki Gwinejskiej.
Co roku, we wrześniu, mniej więcej w połowie tego miesiąca lud Guin
obchodzi wielkie święto Eke-Eke, czyli swój nowy rok.
W mieście Glidja zbierają się wówczas tłumy, a na honorowej trybunie
zasiadają przedstawiciele władz.
To bardzo uroczysta chwila, bo w tym dniu w świętym lesie Gbatchome,
Bóg Skały przekazuje swym wyznawcom prognozę na nowy rok.
Zgromadzeni czekają w napięciu aż z lasu wyjdzie kapłan, niosąc kamień.
To nie jest zwykły kamień- zawsze jest to barwny kamień a każda jego
barwa niesie inne przesłanie.
Biały oznacza pokój, czerwony- wojnę, niebieski -powodzie lub inne klęski
żywiołowe.
10 września tego roku, jak zwykle wszyscy czekali w ciszy na kapłana.
Gdy ten wyszedł ze świętego lasu wszyscy zamarli ze zdziwienia, bo
kamień był w zupełnie nieznanym dotąd kolorze - turkusowym, takim jak niekiedy bywa morze przy brzegach Lome.
Kapłan uniósł w górę ten turkusowy kamień i przemówił:
"Kamień wzywa do pojednania.To morze poprzez ten kamień przemówiło
do nas w swej potędze.
Należy prosić Boga o przebaczenie. Pogorszyły się relacje człowieka
z morzem, człowieka z Ziemią, człowieka z człowiekiem.
Morze już nie obdarza ludzi takimi bogactwami jak kiedyś, co rusz
pochłania też tysiące ofiar płynących do Europy i mogą one być nadal.
Cała ziemia jest zanieczyszczona, zdewastowana grabieżą i złem i jest
coraz bardziej chora.
Świat znajduje się w konfliktach. Ludzie skłóceni są w nienawiści, także
w nich samych brakuje jedności. Nie ma jej też między plemionami,
a nawet wśród kapłanów.
Módlmy się o światło w swoich sercach. Każdy do swego boga, do swoich
bogów.
Kamień na rok 2016 przyniósł nam ostrzeżenie.
Wielką i grozną PRZESTROGĘ. Morze i Ziemia nawołują ludzi do pojednania
ze sobą, przyrodą i swoim sercem.Bo tam tkwi największe zagrożenie."
Mądry ten bóg ludu Guin, prawda?
A rok temu Bóg Skały objawił przepowiednię białym kamieniem i wtedy
zebrani usłyszeli pouczenie, że tylko wtedy owa przepowiednia się spełni,
gdy każdy ze swego serca wyrzuci nienawiść, zazdrość, egoizm i podzieli
się z biednym tym, co sam posiada.
A wszystko to dzieje się co roku w Togo.
******
Wiadomości czerpałam z miesięcznika Nieznany Świat.
sobota, 21 listopada 2015
Uwaga! Ważne! Uwaga ! Ważne!
Wszyscy, którym zależy na tym by demokracja w Polsce
była jej właściwym ustrojem proponuję wejście na stronę:
www.akcjademokracja.pl/ulaskawienie
i podpisanie się oraz wyrażenie swej opinii.
W jedności siła - pamiętajmy o tym.
była jej właściwym ustrojem proponuję wejście na stronę:
www.akcjademokracja.pl/ulaskawienie
i podpisanie się oraz wyrażenie swej opinii.
W jedności siła - pamiętajmy o tym.
czwartek, 19 listopada 2015
Mentalnie....
.......udaję się na emigrację. Po wczorajszych expose byłej pani burmistrz i nadpremieronadprezydenta mam dość. Niech nadal "ciemny lud" kupuje owe gruszki na wierzbie a gdy dostrzeże, że to tylko bazie a nie gruszki to może się choć część ocknie. Ciekawe tylko jak długo to potrwa.
Nie będę pisała o polityce, bo dostaję mdłości a na dodatek wysypki na wielu częściach ciała.
*****
Na uspokojenie nerwów sięgnęłam do książki p. dr. Wacława Korabiewicza,
który był niezwykłym człowiekiem a na dodatek bliskim znajomym mego
wujka. Pan Wacław urodził się w 1903 roku w Petersburgu.
Żył 91 lat, a było to życie naprawdę ciekawe - czynne, pracowite i pełne przygód.
Z wykształcenia był lekarzem i etnografem.
Studia ukończył na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie. Był orędownikiem idei leczenia nie tylko drogą stosowania medycyny konwencjonalnej ale i włączania do leczenia metod naturalnych. Hołdował zasadzie leczenia holistycznego, bo był przekonany, że człowiek to nie
tylko ciało ale pewna całość złożona z ciała i tej niematerialnej, zagadkowej dla nas części.
Interesował się wieloma dziedzinami : irydologią, leczeniem balneologicznym
i klimatycznym, radiestezją, pisał reportaże z podróży i był też poetą.
W chwili wybuchu II wojny światowej był lekarzem Państwowej Szkoły Morskiej i wraz z załogą Daru Pomorza został internowany do Szwecji,
po czym trafił do Londynu, a stamtąd PCK skierował go do Rio de Janeiro.
Z Brazylii trafił do Afryki.
Wszędzie kontaktował się z miejscowymi uzdrawiaczami i szamanami, cały
czas podpatrując i analizując ich metody uzdrawiania ludzi.
W 1962 roku zakończył praktykę lekarską.
Dwadzieścia lat póżniej nakładem londyńskiego wydawnictwa "Veritas"
ukazała się książka pt. "Wiara leczy". Sześć lat póżniej, w 1988r książkę
tę, pod zmienionym tytułem "Cuda bez cudu - rzecz o dziwnych lekach"
wydała Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Po zakończeniu praktyki lekarskiej doktor podróżował i pisał książki o swych
podróżach i badaniach etnograficznych.
W sumie od 1935 do 1985 roku spod jego pióra wyszło ponad 20 książek.
Mój wujek poznał dr.Korabiewicza w czasie swego kilkuletniego pobytu
służbowego w Ghanie.
Niestety nie miałam okazji poznać doktora osobiście, ale mam jego dwie
książki - spadek po wujku.
Następnym razem napiszę trochę o medycynie chińskiej, bo i jej tajniki
zgłębiał doktor Korabiewicz.
Nie będę pisała o polityce, bo dostaję mdłości a na dodatek wysypki na wielu częściach ciała.
*****
Na uspokojenie nerwów sięgnęłam do książki p. dr. Wacława Korabiewicza,
który był niezwykłym człowiekiem a na dodatek bliskim znajomym mego
wujka. Pan Wacław urodził się w 1903 roku w Petersburgu.
Żył 91 lat, a było to życie naprawdę ciekawe - czynne, pracowite i pełne przygód.
Z wykształcenia był lekarzem i etnografem.
Studia ukończył na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie. Był orędownikiem idei leczenia nie tylko drogą stosowania medycyny konwencjonalnej ale i włączania do leczenia metod naturalnych. Hołdował zasadzie leczenia holistycznego, bo był przekonany, że człowiek to nie
tylko ciało ale pewna całość złożona z ciała i tej niematerialnej, zagadkowej dla nas części.
Interesował się wieloma dziedzinami : irydologią, leczeniem balneologicznym
i klimatycznym, radiestezją, pisał reportaże z podróży i był też poetą.
W chwili wybuchu II wojny światowej był lekarzem Państwowej Szkoły Morskiej i wraz z załogą Daru Pomorza został internowany do Szwecji,
po czym trafił do Londynu, a stamtąd PCK skierował go do Rio de Janeiro.
Z Brazylii trafił do Afryki.
Wszędzie kontaktował się z miejscowymi uzdrawiaczami i szamanami, cały
czas podpatrując i analizując ich metody uzdrawiania ludzi.
W 1962 roku zakończył praktykę lekarską.
Dwadzieścia lat póżniej nakładem londyńskiego wydawnictwa "Veritas"
ukazała się książka pt. "Wiara leczy". Sześć lat póżniej, w 1988r książkę
tę, pod zmienionym tytułem "Cuda bez cudu - rzecz o dziwnych lekach"
wydała Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza.
Po zakończeniu praktyki lekarskiej doktor podróżował i pisał książki o swych
podróżach i badaniach etnograficznych.
W sumie od 1935 do 1985 roku spod jego pióra wyszło ponad 20 książek.
Mój wujek poznał dr.Korabiewicza w czasie swego kilkuletniego pobytu
służbowego w Ghanie.
Niestety nie miałam okazji poznać doktora osobiście, ale mam jego dwie
książki - spadek po wujku.
Następnym razem napiszę trochę o medycynie chińskiej, bo i jej tajniki
zgłębiał doktor Korabiewicz.
wtorek, 17 listopada 2015
Mix
Nieco zamilkłam, ale nie z zachwytu nad sobą, że już tu tyle lat tkwię,
ale po prostu ostatnie wydarzenia w Polsce i w Paryżu wytrąciły mnie
zupełnie z równowagi.
Miałam zamiar przemilczeć "wydarzenia" u nas -wszak przegrane przez
PO wybory i dojście do steru znanej już ekipy jeszcze nikogo u nas nie
zabiły, ale dzisiejsze posunięcie nowego prezydenta powinno być dla
wszystkich poważnym ostrzeżeniem - to sygnał, że nowa władza dąży
do pogwałcenia wszelkich dotychczasowych norm prawnych i
wprowadzenia nowych, wygodnych dla siebie.
Uniewinnienie kogoś, kto jeszcze nawet nie jest skazany prawomocnym
wyrokiem (bo brak jak dotąd uzasadnienia wyroku skazującego) jest
sprawą kuriozalną.
A podobno nowy prezydent ukończył prawo.
Pozostaje tylko pogratulować wiedzy prawniczej.I bezczelności.
*****
Tak sobie myślę, że świat, który się skurczył i stał się globalną wioską,
zaczął się staczać po równi pochyłej.
Ciągle gdzieś się toczą mniejsze i większe wojny, po morzach hulają
współcześni piraci, terroryzm kwitnie, bieda w Trzecim Świecie coraz
większa a islam zatacza coraz szersze kręgi i jest wykorzystywany
przez różnych bandytów do werbowania ludzi do roli mięsa
armatniego.
W Brazylii po fawelach krążą "islamscy misjonarze" i przekonują ludzi by
przeszli na islam, bo to jedyna religia, która im zapewni lepsze życie.
Bo dla Allaha każdy ubogi jest ważny i na wagę złota.
W krajach europejskich wielu imamów współpracuje z tworem o nazwie
Państwo Islamskie.
Chyba najwyższy czas by państwa europejskie przeanalizowały wspólnie
skąd PI bierze ropę, którą handluje i od kogo kupuje broń.
Na koniec pozostaje tylko złożyć gratulacje tym wszystkim, którzy
w swej naiwności tak bardzo cieszyli się z rewolucji wiosennej
w Egipcie, Tunezji i innych krajach arabskich.
Podobną naiwnością wykazują się ci wszyscy, którzy uważają, że
kraje o bardzo silnej strukturze klanowej i plemiennej będą kiedykolwiek
krajami demokratycznymi.
ale po prostu ostatnie wydarzenia w Polsce i w Paryżu wytrąciły mnie
zupełnie z równowagi.
Miałam zamiar przemilczeć "wydarzenia" u nas -wszak przegrane przez
PO wybory i dojście do steru znanej już ekipy jeszcze nikogo u nas nie
zabiły, ale dzisiejsze posunięcie nowego prezydenta powinno być dla
wszystkich poważnym ostrzeżeniem - to sygnał, że nowa władza dąży
do pogwałcenia wszelkich dotychczasowych norm prawnych i
wprowadzenia nowych, wygodnych dla siebie.
Uniewinnienie kogoś, kto jeszcze nawet nie jest skazany prawomocnym
wyrokiem (bo brak jak dotąd uzasadnienia wyroku skazującego) jest
sprawą kuriozalną.
A podobno nowy prezydent ukończył prawo.
Pozostaje tylko pogratulować wiedzy prawniczej.I bezczelności.
*****
Tak sobie myślę, że świat, który się skurczył i stał się globalną wioską,
zaczął się staczać po równi pochyłej.
Ciągle gdzieś się toczą mniejsze i większe wojny, po morzach hulają
współcześni piraci, terroryzm kwitnie, bieda w Trzecim Świecie coraz
większa a islam zatacza coraz szersze kręgi i jest wykorzystywany
przez różnych bandytów do werbowania ludzi do roli mięsa
armatniego.
W Brazylii po fawelach krążą "islamscy misjonarze" i przekonują ludzi by
przeszli na islam, bo to jedyna religia, która im zapewni lepsze życie.
Bo dla Allaha każdy ubogi jest ważny i na wagę złota.
W krajach europejskich wielu imamów współpracuje z tworem o nazwie
Państwo Islamskie.
Chyba najwyższy czas by państwa europejskie przeanalizowały wspólnie
skąd PI bierze ropę, którą handluje i od kogo kupuje broń.
Na koniec pozostaje tylko złożyć gratulacje tym wszystkim, którzy
w swej naiwności tak bardzo cieszyli się z rewolucji wiosennej
w Egipcie, Tunezji i innych krajach arabskich.
Podobną naiwnością wykazują się ci wszyscy, którzy uważają, że
kraje o bardzo silnej strukturze klanowej i plemiennej będą kiedykolwiek
krajami demokratycznymi.
sobota, 14 listopada 2015
Siedem lat.......
...... temu napisałam pierwszy post na moim pierwszym blogu pod tytułem
"procontra-anabell" . Popełniłam tam 525 postów.
A potem w kwietniu 2010 roku założyłam ten blog i ze zdumieniem
dziś zauważyłam,że opublikowałam na nim już 742 posty.
Jestem tym nieco przerażona i jednocześnie pełna podziwu dla Was,
że nadal ze mną jesteście, chociaż chwilami bardzo przynudzam.
Jak policzyłam to w sumie popełniłam 1267 postów. Straszne i dziwne.
Jesteście wspaniali i wielce wyrozumiali, że to wszystko tak dzielnie
znosiliście i nadal znosicie.
Byliście ze mną w wielu trudnych dla mnie momentach życia i często
podtrzymywaliście mnie w pionie.
Za to też jestem Wam bardzo, bardzo wdzięczna.
Każda rocznica zmusza mnie do pewnego podsumowania, oceny czy
to co robię i jak robię, ma jakiś sens.
Prowadzenie bloga też podlega takiej ocenie i średnio trzy razy w roku
przymierzam się do zamknięcia blogów, ale wtedy odżywa we mnie
mój skrajny egoizm - przecież bez bloga straciłabym kontakt z wieloma
miłymi i bardzo interesującymi osobami!
I zawsze egoizm zwycięża - no cóż, jestem słabą kobietą.
"procontra-anabell" . Popełniłam tam 525 postów.
A potem w kwietniu 2010 roku założyłam ten blog i ze zdumieniem
dziś zauważyłam,że opublikowałam na nim już 742 posty.
Jestem tym nieco przerażona i jednocześnie pełna podziwu dla Was,
że nadal ze mną jesteście, chociaż chwilami bardzo przynudzam.
Jak policzyłam to w sumie popełniłam 1267 postów. Straszne i dziwne.
Jesteście wspaniali i wielce wyrozumiali, że to wszystko tak dzielnie
znosiliście i nadal znosicie.
Byliście ze mną w wielu trudnych dla mnie momentach życia i często
podtrzymywaliście mnie w pionie.
Za to też jestem Wam bardzo, bardzo wdzięczna.
Każda rocznica zmusza mnie do pewnego podsumowania, oceny czy
to co robię i jak robię, ma jakiś sens.
Prowadzenie bloga też podlega takiej ocenie i średnio trzy razy w roku
przymierzam się do zamknięcia blogów, ale wtedy odżywa we mnie
mój skrajny egoizm - przecież bez bloga straciłabym kontakt z wieloma
miłymi i bardzo interesującymi osobami!
I zawsze egoizm zwycięża - no cóż, jestem słabą kobietą.
piątek, 13 listopada 2015
Co wybrać???
Spotkałam się z jedną z moich koleżanek - była smutna, wyraznie w marnym nastroju.
A czym się tak martwisz? - zapytałam uprzejmie.
Spojrzała na mnie z dezaprobatą i wysapała - martwię się starością i tym,
że jak umrę to już nic nie zobaczę, a na mój grób nikt nie przyjdzie bo nie
mamy dzieci.
Przyznam się szczerze, że rozbawiła mnie tymi słowami niesamowicie, bo
starość już nas dopadła a jednak jakoś życie się toczy dalej, no a fakt,
że nie będziemy oglądać świata, to przecież nic nowego- nim się
urodziłyśmy też go nie oglądałyśmy i nie sądzę by ten poprzedni stan od tego,
który nastąpi, w jakiś znaczący dla nas sposób się różnił.
Pomału rozmowa przeszła na tematy cmentarne i zostałam przez nią
niemal potępiona za to, że zażyczyłam sobie nie tylko kremacji ale i całkiem
świeckiej uroczystości pogrzebowej.
No jak możesz, to okropne tak dać się spalić!
I co to za pogrzeb poza kościołem! Zero nastroju!
Aluś, moim zwłokom zasadniczo będzie obojętne czy będą spalone czy też
zżarte przez robale. Ale mnie, póki jeszcze jestem, przyjemniej jest myśleć o ogniu niż o robalach - argumentowałam.
A pogrzeby świeckie bywają naprawdę wielce wzruszającą uroczystością -
powiedziałabym, że nawet bardziej niż te tradycyjne, w kościele.
Są bardziej intymne, zwrócone na osobę która jest przez bliskich i przyjaciół
żegnana. I każdy może powiedzieć coś od siebie, można włączyć dowolną muzykę a nawet pokazać jakiś wspominkowy film.
Byłam już na takich i były to bardzo wzruszające uroczystości.
No to nie licz, że ja na taki pogrzeb przyjdę -podsumowała ze złością naszą
dyskusję.
No fajnie, zostawię bliskim wiadomość, żeby Cię w razie czego nie informowali
gdy zmienię wymiar - powiedziałam ze śmiechem.
*****
W drodze do domu zakupiłam ostatni numer Forum, a tam, jak na zamówienie
do wyboru/ do koloru, pełen wachlarz możliwości co można zrobić z naszą
powłoką cielesną gdy odejdziemy Tęczowym Mostem w inny wymiar.
Nie wszystko co prawda jest dostępne w Polsce, ale nigdy nie wiadomo
kiedy i gdzie zakończymy wędrówkę.
Kremacja - jest już dozwolona przez KRK, tyle tylko, że niekiedy księża
w Polsce upierają się przy dwóch mszach żałobnych- przed skremowaniem
i po niej.
Według mnie, najciekawsze rozwiązania problemu są proponowane przez
amerykańskie firmy.
Możliwe są ekologiczne kremacje na autentycznym stosie pogrzebowym,
jak w Indiach.
Dla miłośników wody istnieje możliwość wykupienia morskiego pogrzebu-
bohater tej uroczystości może spocząć na dnie morza, w odległości co
najmniej 3 mil morskich od brzegu, gdzie woda ma głębokość przynajmniej
182 metrów. Podobno jest to jeden z bardziej ekologicznych pochówków.
Można też zamienić prochy ukochanej osoby w oczko pierścienia lub też
wyprodukować z nich płytę winylową i nagrać na niej ulubioną melodię
nieżyjącego bliskiego.
Jest też możliwość zamienienia bliskiego zmarłego w drzewo. Jest to
projekt Hiszpana, Martina Azua.
Urna jest zrobiona z łupiny kokosa, wyłożona celulozą i prasowanym torfem.
Prochy zmarłego pokrywa się warstewką ziemi i umieszcza w tym nasiona
wybranego drzewa. Urnę zakopuje się w ziemi , po pewnym czasie nasiona zaczynają kiełkować a prochy są dla młodej rośliny znakomitą pożywką.
Nawet mi się to podoba, ale jeśli się było za życia pechowcem to może się
zdarzyć, że nas zetną i przerobią na jakiś drewniany przedmiot.
A poza tym można jeszcze wystrzelić drogie naszemu sercu prochy w Kosmos albo nieco bliżej, na orbitę okołoziemską.
Dla wielbicieli huku brytyjska firma Heavens Above Fireworks może nasze
prochy zamienić w fajerwerki i uroczystość pogrzebowa będzie wtedy
pokazem sztucznych ogni.
A dla wszystkich, którzy wierzą w kriogenikę pozostaje zamrożenie się
natychmiast po zgonie i czekanie w kapsule na czas, gdy kiedyś, kiedyś
ktoś nas odmrozi i przywróci do życia.
Jak widzicie możliwości jest mnóstwo, aż wybrać trudno;)))
A czym się tak martwisz? - zapytałam uprzejmie.
Spojrzała na mnie z dezaprobatą i wysapała - martwię się starością i tym,
że jak umrę to już nic nie zobaczę, a na mój grób nikt nie przyjdzie bo nie
mamy dzieci.
Przyznam się szczerze, że rozbawiła mnie tymi słowami niesamowicie, bo
starość już nas dopadła a jednak jakoś życie się toczy dalej, no a fakt,
że nie będziemy oglądać świata, to przecież nic nowego- nim się
urodziłyśmy też go nie oglądałyśmy i nie sądzę by ten poprzedni stan od tego,
który nastąpi, w jakiś znaczący dla nas sposób się różnił.
Pomału rozmowa przeszła na tematy cmentarne i zostałam przez nią
niemal potępiona za to, że zażyczyłam sobie nie tylko kremacji ale i całkiem
świeckiej uroczystości pogrzebowej.
No jak możesz, to okropne tak dać się spalić!
I co to za pogrzeb poza kościołem! Zero nastroju!
Aluś, moim zwłokom zasadniczo będzie obojętne czy będą spalone czy też
zżarte przez robale. Ale mnie, póki jeszcze jestem, przyjemniej jest myśleć o ogniu niż o robalach - argumentowałam.
A pogrzeby świeckie bywają naprawdę wielce wzruszającą uroczystością -
powiedziałabym, że nawet bardziej niż te tradycyjne, w kościele.
Są bardziej intymne, zwrócone na osobę która jest przez bliskich i przyjaciół
żegnana. I każdy może powiedzieć coś od siebie, można włączyć dowolną muzykę a nawet pokazać jakiś wspominkowy film.
Byłam już na takich i były to bardzo wzruszające uroczystości.
No to nie licz, że ja na taki pogrzeb przyjdę -podsumowała ze złością naszą
dyskusję.
No fajnie, zostawię bliskim wiadomość, żeby Cię w razie czego nie informowali
gdy zmienię wymiar - powiedziałam ze śmiechem.
*****
W drodze do domu zakupiłam ostatni numer Forum, a tam, jak na zamówienie
do wyboru/ do koloru, pełen wachlarz możliwości co można zrobić z naszą
powłoką cielesną gdy odejdziemy Tęczowym Mostem w inny wymiar.
Nie wszystko co prawda jest dostępne w Polsce, ale nigdy nie wiadomo
kiedy i gdzie zakończymy wędrówkę.
Kremacja - jest już dozwolona przez KRK, tyle tylko, że niekiedy księża
w Polsce upierają się przy dwóch mszach żałobnych- przed skremowaniem
i po niej.
Według mnie, najciekawsze rozwiązania problemu są proponowane przez
amerykańskie firmy.
Możliwe są ekologiczne kremacje na autentycznym stosie pogrzebowym,
jak w Indiach.
Dla miłośników wody istnieje możliwość wykupienia morskiego pogrzebu-
bohater tej uroczystości może spocząć na dnie morza, w odległości co
najmniej 3 mil morskich od brzegu, gdzie woda ma głębokość przynajmniej
182 metrów. Podobno jest to jeden z bardziej ekologicznych pochówków.
Można też zamienić prochy ukochanej osoby w oczko pierścienia lub też
wyprodukować z nich płytę winylową i nagrać na niej ulubioną melodię
nieżyjącego bliskiego.
Jest też możliwość zamienienia bliskiego zmarłego w drzewo. Jest to
projekt Hiszpana, Martina Azua.
Urna jest zrobiona z łupiny kokosa, wyłożona celulozą i prasowanym torfem.
Prochy zmarłego pokrywa się warstewką ziemi i umieszcza w tym nasiona
wybranego drzewa. Urnę zakopuje się w ziemi , po pewnym czasie nasiona zaczynają kiełkować a prochy są dla młodej rośliny znakomitą pożywką.
Nawet mi się to podoba, ale jeśli się było za życia pechowcem to może się
zdarzyć, że nas zetną i przerobią na jakiś drewniany przedmiot.
A poza tym można jeszcze wystrzelić drogie naszemu sercu prochy w Kosmos albo nieco bliżej, na orbitę okołoziemską.
Dla wielbicieli huku brytyjska firma Heavens Above Fireworks może nasze
prochy zamienić w fajerwerki i uroczystość pogrzebowa będzie wtedy
pokazem sztucznych ogni.
A dla wszystkich, którzy wierzą w kriogenikę pozostaje zamrożenie się
natychmiast po zgonie i czekanie w kapsule na czas, gdy kiedyś, kiedyś
ktoś nas odmrozi i przywróci do życia.
Jak widzicie możliwości jest mnóstwo, aż wybrać trudno;)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)