drewniana rzezba

drewniana rzezba

piątek, 9 sierpnia 2019

Serce mi się ściska....

gdy  patrzę na okoliczne drzewa.
W ubiegłym roku było więcej gałęzi, w tym drzewo jakby wyłysiało,
z balkonu widzę, że niektóre gałęzie wręcz się poodłamywały.
To jeszcze stosunkowo młode dęby czerwone i one gorzej znoszą suszę
niż stare drzewa.

A tu już starsze drzewa i część ich liści wyraźnie schnie. Zresztą pod
drzewami  leży już sporo uschniętych liści.
















Krasnale już od poniedziałku są w szkole.  Starszy od następnego tygodnia
będzie raz w tygodniu uczęszczał na zajęcia  matematyczne na Uniwersytet.
Ciekawe czy z tej racji zrezygnuje z chóru, bo jak na razie to próby chóru
i ta matematyka wypadają w ten sam dzień.  Gdy mi dziecko o tym mówiło
to miało minę taką jakby dostało najcudowniejszą, wyśnioną zabawkę i
bardzo mocno przyciskał do swej chudziutkiej klatki piersiowej konspekt
który od nich dostał.
No tak - zero, albo mniej niż  zero moich genów;)
Czy wiecie, że dziś jest Światowy Dzień Miłośników Książek?
Book Lowers Day jest dniem powiększania swoich zbiorów książek oraz
dniem obdarowywania się  książkami.
Badania prowadzone przez psychologów wykazały, że czytanie pomaga
zmniejszyć stres, stymuluje umysł, poprawia pamięć, pomaga lepiej spać.
Czytanie pozytywnie wpływa na cały rozwój człowieka.
Uczy myślenia, pobudza wyobraźnię, rozwija umiejętność wysławiania się,
wyrabia cierpliwość a ponadto ci co dużo czytają są bardziej empatyczni
i mają więcej zrozumienia dla innych.
No to ja dziś wieczorem wreszcie będę mogła poczytać książkę napisaną
przez pewną uzdolnioną Stokrotkę.
 















czwartek, 8 sierpnia 2019

Gdyby mi ktoś.....

........w tamtym dniu powiedział,
że z tym chłopakiem spędzę całe swe dorosłe życie, zapewne  wzięłabym go
za wariata.
Byłam więcej niż pewna, że jak  znakomita większość mej bliższej i dalszej
rodziny wyjdę za mąż i.....zaraz wrócę.
Zwłaszcza, że nie byliśmy "przymusowymi ochotnikami" bo żaden "wcześniak"
nie był w drodze  a  ślub był głównie  wynikiem braku czasu  na spotkania.
Wykombinowaliśmy sobie, że jak weźmiemy ślub  to silą rzeczy będziemy się
mogli widywać codziennie. Powalająca logika, prawda?
To zdjęcie jest zrobione równo 55 lat temu, przed mokotowskim Urzędem
Stanu Cywilnego, już po króciutkiej ceremonii podpisania aktu ślubu.
Nawet nam Marsza Weselnego nie odegrali, bo właśnie była żałoba po  zgonie
niejakiego Aleksandra Zawadzkiego.
To było przed południem, tego samego dnia był (ze względów rodzinnych,
o czym proboszcz został przez nas poinformowany) ślub kościelny o godzinie
18,00, a o 21,00 zmordowani upałem zajęliśmy miejsca w pociągu do  Zakopanego.
I wiecie co? -  rzeczywiście ślub kosztował  "co łaska", mało tego, proboszcz nam
powiedział, że nawet tego  "co  łaska" nie musimy dawać. Bo udzielenie ślubu
jest jego obowiązkiem, a wystrój kościoła jest taki sam dla wszystkich.
A jeśli komuś jest zbyt skromnie, to przecież może sobie udekorować na swój
koszt, według własnego upodobania.
Kochanka mego wujka odśpiewała nam  "Ave Maria, " jedna z nieznanych mi
ciotek oświadczyła, że ostatni raz widziała mnie gdy miałam 2 lata, teściowa
zganiła mnie, że "niewiadomopoco?" miałam na głowie kapelusz i nie było
widać mojej twarzy. Zupełnie jakby było co oglądać;)
Oczywiście ślub  kościelny brałam w tym samym kostiumie co cywilny, a
kapelusz był jego uzupełnieniem.
Jak się domyślacie wesela też nie było.I ślubnych zdjęć u fotografa też nie,
bo oboje nie lubimy się uwieczniać na zdjęciach.
I to byłoby na tyle, jak mówił klasyk.





sobota, 3 sierpnia 2019

Czas.......

.........jakoś mi się zatrzymał w miejscu.
A może raczej to ja  utknęłam w jednym miejscu i nie mam ochoty ruszyć się
z miejsca.
Miałam, powinnam była, wybrać się do Słubic i.... NIC.
Planowałam  zwiedzić tyle miejsc i....NIC - upał mnie pokonał.
Powinnam była zrobić bardzo wiele rzeczy, ale już sama myśl o tych różnych
"powinnam" odbierała mi chęć do życia. Zrobienie zakupów w pobliskim
sklepie, wyjście na spacer, nawet ugotowanie obiadu, co zwykle zajmuje mi nie
więcej niż pół godziny - było problemem. I nadal na nic nie mam chęci, jestem
totalnie na NIE.
Od poniedziałku  dzieciaki już idą do szkoły. Starszy Krasnal bardzo urósł w te
wakacje, a że jest bardzo szczupły wygląda jak - patyczak.
Trochę się snuli po Alpach, potem robili razem z rodzicami kurs  żeglarski na
Elbie, dużo jeździli pociągami włoskimi i zwiedzali Włochy , zahaczyli nawet
o San Marino, w końcu hardkorowo,  z powodu upałów, wracali do Berlina.

Znalazłam filmik o Berlinie z 1900 roku
To rok, w którym wybudowano kamienicę, w której aktualnie mieszkam.

I dla równowagi- filmik o Warszawie, której też już nie ma, tej z 1938 roku



Dwa miasta o tragicznej historii, które powinny o niej pamiętać i w zarodku
tępić wszystko i wszystkich z wypaczonym pojęciem patriotyzmu.
Znalazłam też dwa filmiki  jak oba miasta wyglądały w 1945 roku
Warszawa:

i Berlin:

Moja  dalsza tzw. rodzina nie może się nadziwić, że moja córka wyszła za mąż
za Niemca i że my przenieśliśmy się do Niemiec. Bo oni wiele lat temu zabronili
jednej z córek wyjść za obcokrajowca, Duńczyka. Wyszła za Polaka , z pełnym
błogosławieństwem rodziców, lecz małżeństwo rozleciało się.
 Ale w wieku lat 70 spotkała swą dawną miłość, pobrali się i są razem.
Lubię Berlin, polubiłam to miasto od pierwszego wejrzenia- jest to miasto
bardzo wieloetniczne, w którym spotyka się różne kolory skóry. Bardzo lubię
patrzeć w Volksparku na  dzieciaczki- maluszkom naprawdę nie przeszkadza
żaden kolor skóry - tulą się do siebie zgodnie maluszki czarne,  żółte, brązowe,
białe, wszyściutkie uśmiechnięte, radosne.
Wierzcie mi - one naprawdę wszystkie tak samo reagują, kolor skóry nie ma
tu żadnego znaczenia. Tak samo radośnie  się  śmieją jak i tak  samo żałośnie
płaczą.
Zastanawiam się chwilami, kto i dlaczego mąci ludziom w głowach nakręcając
spiralę nacjonalizmu- nie tylko w Polsce ale i w Europie.

czwartek, 25 lipca 2019

Chyba dopada mnie.....

......jakieś wakacyjne totalne zniechęcenie.
Nie chce mi się pisać,  generalnie nic mi się  nie chce.
Najchętniej to wzięłabym coś na pospanie i pospała  snem  mało przytomnym
dni kilka. Ale nie mam czego wziąć.
A więc macie szansę trochę ode mnie odpocząć, czego Wam wręcz zazdroszczę.
Zostawiam Was z kilkoma filmikami:

i żeby  nieco ochłodzić atmosferę- w tym samym wykonaniu - Zima:


I coś  bardziej rozrywkowego, czyli Tres Lagrimas:

i  tango Flamenco, z ulubieńcem Alenki, Gavito:

Hauser solo:

Hauser w duecie z Lolą:

Koniecznie obejrzyjcie wszystko na YT. kilkając na  napis You Tube.
Do poczytania!

niedziela, 21 lipca 2019

I trochę muzyki

Dziś moje dwie ulubione piosenkarki -  Marie Laforet- dziś zapewne
już dawno zapomniana śpiewająca aktorka z Francji, urodzona w 1939roku.
W 1959 roku wygrała konkurs piosenkarski, w nagrodę  partnerowała
Alainowi Delon  w głośnym wówczas filmie "W pełni słońca".






 A druga moja ulubiona piosenkarka to Caro Emerald , której piosenki już tu
prezentowałam;




Miłego  nowego tygodnia dla Was Wszystkich!!!






sobota, 20 lipca 2019

Dziwne, ale......

........jeszcze  żyję.
Jak większość z Was  wie, jestem dziwadłem. Wielkim dziwadłem, takim
wielce nieprzewidywalnym. A poza tym wielce wkurzonym, bo od wczoraj
Google "przestało synchronizować   zdjęcia", czyli to co trafiało mi
automatycznie ze smartfona na "zdjęcia  Google" i miałam to już w kompie-
przestało trafiać. Podobno dotychczasowy tryb był mało intuicyjny. Ale dla
mnie był wielce wygodny i prosty.
Pogoń Google za "intuicyjnością" zrobiła  mnie osobiście "kuku". Aż się
zaczynam zastanawiać jakie jest  znaczenie  słowa "intuicyjność" zdaniem
informatyków - od dawna usiłuję to rozgryźć- bez powodzenia.
Poza tym - jak wiecie byłam wczoraj na imprezie - i to nie był dobry pomysł,
bo ja nie lubię  tłumów, festynów, jarmarków, odpustów.
A to właśnie była taka impreza - jedynym jasnym punktem było miejsce, czyli
mój ulubiony Ogród Botaniczny. Ale po kolei:
Na szczęście, wyjątkowo przytomnie, zrezygnowaliśmy z jazdy samochodem
i  pojechaliśmy autobusem. Nawet nie było tłoku, od nas to raptem  jest tylko
osiem przystanków, a do autobusu mamy ze 250 metrów.
Dojeżdżając rozglądaliśmy się dokładnie - nigdzie nie było nawet odrobiny
miejsca  na zaparkowanie choćby smarta, a więc  nasz wybór był wielce
słuszny.
Do innego niż zawsze wejścia  ogrodowego zmierzał tłum ludzi.
Część tak jak my z wykupionymi już biletami, niektórzy  dodatkowo stali  przy
kasach. Te wcześniej wykupione bilety były po 35,20€, te nabywane na miejscu
były o 4€ droższe. Dostaliśmy plan gdzie co się będzie  działo. I zaraz potem
przeszliśmy przez stanowisko, na którym sprawdzano nam torebki, plecaki itp.
I zaraz na wstępie, w okolicy budynków  szklarni, które potem będą grały główną
rolę poczułam, że to nie za bardzo mój klimat:
Ta zielona siatka z czerwoną tabliczką, po lewej stronie zdjęcia, skrywa
toczące się na terenie ogrodu prace czyli wykopy z gigantycznymi rurami.
Prace nieomal przecinają ogród na pół, na razie oszczędzając część środkową
przed szklarniami.



Na każdym większym trawniku królowały  rozstawione stoły, stoliki, ławy,
leżaki, namioty z  przeróżnym jedzeniem i napitkiem.
I tak w całym ogrodzie. Do tego, w jednej z głównych alei , gęsto stały obok
siebie  budki z  "wyżerką i napitkiem" rodem z różnych stron świata, bo jak
wiadomo, Berlin jest międzynarodowym miastem. Pomiędzy budkami były
miejsca do konsumpcji na stojąco lub siedząco.
W alejce kłębił się tłum ludzi, niemal wszystkie budki miały powodzenie.
Oprócz tych budek gastronomicznych były również budki z etniczną odzieżą,
w jednym widziałam b. ładne hinduskie szale (chyba ze sztucznego jedwabiu),
w innej królowały b. dziwne, aczkolwiek zabawne, żakiety nepalskie, kilka
budek  oferowało kapelusze  letnie, w jednej malowano henną wzory na
dłoniach, ze dwie prezentowały jakieś ozdobne  aniołki .
Były też trupy artystów wędrujące po całym ogrodzie. I te ich wszystkie
występy wywołały w  nas pewien smutek i....jakiś niesmak.  Bo były to
aż nazbyt widoczne chałtury- przechodzeni  artyści w mocno przechodzonych
strojach.
Może przesadzam, ale osobiście mnie nie bawią ani występy mimów, ani występ
pani kręcącej naraz 3 kółkami  hula hop, ani pan żonglujący piłkami tenisowymi
ani też clowni.
A wszystko w oparach  smażonych , gotowanych lub grillowanych dań. W wielu
miejscach między drzewami snuł się całkiem gęsty  dym.

Ten dziwnie odziany człowiek w cylindrze to "Pan Czekolada", budzący
wielkie zainteresowanie wśród dzieci, który właśnie wyruszył tą zatłoczoną
alejką.
W tym całym  chaosie trafiłam jednak na miłą chwilę, krótki występ pana
Jean Ghazala, saksofonisty. Grał świetnie, miło było posłuchać kilku
jazzowych kawałków.
Pogoda się "rozbujała" i było nie tylko gorąco ale i niestety duszno, pomimo
otaczającej nas zieleni, która nikogo  nie interesowała.
Nie da się ukryć, że największe zainteresowanie budziła strona gastronomiczna
tej imprezy - wszyscy dookoła coś przeżuwali.
Jedno co trzeba bezstronnie przyznać- organizatorzy zadbali o dostateczną ilość
koszy na odpadki, o ustawienie kilku dużych kontenerów ze strefą łazienkową,
wszystkie budki/kioski były czyste, nowe, rodem z jednej wytwórni.
Nie byliśmy jedynymi  osobami które  opuściły  dość wcześnie to  mało ciekawe
miejsce nie doczekawszy do godziny 22,00 gdy miały rozbłysnąć światłami
wszystkie szklarnie.
Zdecydowanie wolę Ogród Botaniczny w zwykły dzień, gdy przychodzą osoby
zainteresowane przyrodą a nie wyżerką.
No i znów się okazało, ŻE JESTEM DZIWNA


czwartek, 18 lipca 2019

Dobra rada.....

...... dla kobiet.

Jeżeli szukasz KOGOŚ kto:
- nigdy nie dotyka pilota, nie wrzeszczy podczas meczu,  przytula się do  ciebie
  gdy oglądasz romantyczny film;
-przyjdzie do twego łózka tylko po to by ci ogrzać zimne stopy i kogo możesz
  wypchnąć z łóżka gdy chrapie;
-kto nigdy nie krytykuje tego co robisz;
-kto słucha cię tak, jakby każde twe słowo było warte wysłuchania ;
-kto kocha cię bezwarunkowo i całkowicie to:
                            KONIECZNIE KUP PSA





Ale jeśli wolisz KOGOŚ kto:
- nie przyjdzie na twe wołanie;
-nie wraca na noc do domu lub wraca do niego tylko po to by zjeść i się
  wyspać;
-i zachowuje się tak, jakby sensem twego istnienia było zapewnienie mu
  szczęścia  to:
                             KUP KOTA  



lub :                           WYJDŹ  ZA  MĄŻ



I to byłoby na tyle, jak mawiał Klasyk;)

                        A taki był mój piesio w 2008 roku:



P.S.
Zdjęcia  1 i 2 z sieci;)