drewniana rzezba

drewniana rzezba

środa, 29 lutego 2012

277. Przepis

Joter  poprosiła mnie o przepis na ten orkiszowy chlebek, więc z chęcią
spełnię tę prośbę.
Składniki:
400 g maki orkiszowej typu 2000,
1 łyżeczka soli,
1 łyżka stołowa oliwy z oliwek,
300 ml ciepłej wody ( nie gorącej),
1/2 łyżeczki miodu,
3/4 saszetki drożdży instant (saszetka na 500 g mąki),
ziarna słonecznika lub sezamu do posypania ( ja nie dałam nic)
Wykonanie:
Wymieszać dokładnie wszystkie sypkie składniki, zrobić dołek,
wlać do niego wodę, oliwę, miód. Ciasto ugniatać ok 10 minut,
powinno odchodzić od ścianek naczynia, od ręki -niekoniecznie.
Przygotować mniejszą foremkę- keksówkę, wysmarować masłem,
włożyć do niej ciasto, nakryć ściereczką, postawić w ciepłym miejscu
na  1 i 1/2 godziny do wyrośnięcia.
Rozgrzać piekarnik do temp.200 stopni C, grzanie góra-dół.
Wyrośnięte ciasto wstawić na dolna półkę, piec w 200 stopniach
40 do 50 minut. Ja piekłam 45.
Po upieczeniu ostudzić na kratce.
Dziś zjedliśmy ostatek , do końca  nie kruszył się i był "świeży".

Przepis wynaleziony w sieci, na jakimś ogólnym forum. W oryginale
podano by dać 1/2 saszetki drożdży, ja dałam 3/4, tak  na logikę,
skoro cała saszetka  jest na 500g mąki.
                                                  ***
Chciałam dziś kupić jeszcze drugą mąkę orkiszową typu 700 by
z niej upiec dwie bułko-bagietki, ale niestety już "wyparowała", nie
ma żadnej.
Chyba poeksperymentuję jutro z mieszanką mąki orkiszowej i
zwykłej pszennej.
Zdam sprawozdanie z tego eksperymentu, przyrzekam.

niedziela, 26 lutego 2012

275. Dylematy

Nie wiem co się dzieje, ale ciągle mi brak czasu, no zwyczajnie  "nie
wyrabiam się", zupełnie. Poza tym już mam zupełnie dość   zimowej
aury. Gdy kładłam się spać, tak około 1 w nocy,  padał deszcz, taki
zupełnie deszczowy, zwyczajny. Gdy rano wstałam - za oknem było
biało, aż  oczy bolały. Teraz pomału, z godnością, śnieg się wycofuje.
                                                   ****

Zauważyłam ze smutkiem,  że robię się coraz mniej cierpliwa. Gorzej,
moja wyrozumiałość dla innych też jakoś zaczyna  spadać w okolice
zera.
Przedwczoraj zadzwoniła do mnie koleżanka, która wyraznie stała
w złej kolejce, gdy natura rozdawała ludziom zdrowie. Chorób  ma
więcej niż kończyn i trudno znalezć u niej organ, który działa dobrze,
lub przynajmniej w sposób zadowalający.  A zadzwoniła, by się
poradzić, w którym szpitalu ma złożyć swe wątłe ciało. Nie wiem
czemu, ale moja enigmatyczna odpowiedz z gatunku  "tam gdzie
będzie miejsce" jakoś jej nie zadowoliła. Zaczęła naciskać, więc
zaproponowałam, że może w tym, w którym wycięto mi pół roku
temu pęcherzyk żółciowy. "O, nigdy, tam Ela umarła, z braku opieki".
Kiedy , nic o tym nie wiem? - odparłam dość przytomnie. Lunia
całkiem szczerze odpowiedziała: "Bo ty jej nie znałaś, a umarła 10 lat
temu. Była po zawale, leżała tam 2 tygodnie, już było dobrze, miała
iść następnego dnia do domu i w nocy , we śnie umarła, bo nikt  do
niej w nocy nie zaglądał". Wiecie co, wszystko po takim tekście
opada, nie tylko ręce, biust też.  Przecież nie leżała na OIOMie,
nie była  podłączona do żadnej aparatury, była już  praktycznie
jedną nogą w domu, więc niby dlaczego ktoś miał do niej zaglądać?
To niestety się zdarza, widać serduszko było bardzo chore i słabe. A
takie serduszka mają zwyczaj nagle, bez zapowiedzi, wysiadać na
zawsze.
W sumie  się wściekłam i poprosiłam, by nie dzwoniła do mnie
więcej w takich sprawach, bo nie jestem w stanie nic pomóc.
                                                  ****
Przeczytałam, zarywając noc, książkę Nicci French   "Złap mnie,
nim upadnę". Jest zakwalifikowana jako thriller psychologiczny.
Nicci French to pseudonim pary małżeńskiej dziennikarzy, którzy
razem piszą thrillery (Nicci Gerard i Sean French).
Lektura zmusiła mnie do zastanowienia się czy ze mną wszystko jest
w porządku. Chyba jednak tak,  moje zrywy nie trwają długo.
                                                   ****
A tak poza tym to wojuję z ramką do pisanek, uczę się dwóch nowych
ściegów,  zrobiłam "sznurek" do jednego z wisiorów i.........doszłam do
wniosku, że mam za mało koralików, brak mi nici, więc muszę znów
zanurkować w sieci sklepów.  Mam nadzieję,  że nie utonę:)))

czwartek, 23 lutego 2012

274. Ekspresowy naszyjnik

Wczoraj zakupiłam szkło weneckie, dziś zrobiłam, jutro wysyłam do
córki. A oto i on:
Fotografowałam też  w trybie ekspresowym, bo słońce świeciło
raptem po minucie, zaraz zakrywały je czarne chmury.  Korale
ze szkła weneckiego są ciężkie, więc musiałam mocno zredukować ich
ilość, żeby mą "smoczycę" kark nie bolał. Są zawieszone na lince
jubilerskiej, na którą nawlokłam srebrzyste koraliki toho, dodałam też
ażurowe, kwadratowe przekładki.
Przy okazji skończyłam kolejne pisanki i przymierzyłam do posiadanej
ramki. Okazało się, że zmieszczą się tylko 3 pisanki. Oczywiście ramka
wymaga jeszcze zdekupażowania. A wygląda to tak:
To tylko projekt, ramkę muszę zdekupażować   

poniedziałek, 20 lutego 2012

273. Zniosłam wczoraj.....

wieczorem, po kilku godzinach męki twórczej, takie oto
wielkanocne jajko, czyli pisankę.

Informuję, że to zółte to są narcyzy, to zielone to trwa, a to na górze to
kolor nieba po zachodzie słońca. A teraz szczegóły techniczne: haftowałam
koralikami na kanwie, zamiast nici używałam koralików toho nr 11.
Jajko jest dość płaskie (żeby było łatwiej je znieść:)))), leciutko tylko
wypełnione, z tyłu haftu nie ma. Jako efekt końcowy przewiduję
trzy lub cztery takie jajka, umieszczone razem  w zdekupażowanej ramce.
Gdy zrobię całość to oczywiście się pochwalę.
Bo chwalipięta jestem, wszak.

sobota, 18 lutego 2012

272. Przyjechał do mnie wczoraj...

....od Srebrzystej, ten śliczny szary misiaczek.
Jak widzicie ma lekko zafrasowaną minkę, pewnie się biedak nieco
wystraszył dalekiej podróży no i mnie nie zna, więc nic dziwnego, że
ma taką niepewną minę.
Ma piękną wstążeczką z pączkiem róży i uważam, że jest prześliczny.
Srebrzysta osobiście go ufilcowała "na sucho" i myślę, że musiała się
przy tym setnie napracować, bo miś jest całkiem spory, a nie drobiazg
wielkości pudełka zapałek.
Srebrzysta, bardzo, bardzo dziękuję, mam frajdę i  ...własnego misia.
                                                  *****
Kilka dni temu pokazywałam rozgrzebane  robótki:
A dziś ten sam wisior "Dziewczyna z perłą" w nowej wersji, wg mnie
znacznie lepszej:
Tym razem jest oprawiony  w brązowe metaliczne koraliki, łączone
z perłowymi .
Jaspisowy wisior czeka na koraliki potrzebne do uplecenia sznura,
koral zostanie   centralną częścią bransoletki.
A ja próbuję coś wymodzić z okazji zbliżających się świąt, żebym znów
nie poczuła się zaskoczona, że nic nie przygotowałam z tej okazji.
Mam nadzieję, że będą to wystarczająco dziwne pisanki:)))

piątek, 17 lutego 2012

271. Nadal weny brak...

a na dodatek nic mi się nie chce.Spoglądam na sypiący za oknem śnieg i
czuję jak się zapadam do wewnątrz. Dziwne uczucie.
Od dwóch godzin siedzę i myślę jaką kartkę urodzinową  mam zrobić
dla młodszego wnuczka. Dziecię właśnie kończy rok, więc miałam
zamiar zrobić tak jak kiedyś starszemu - na pierwsze urodziny wysłałam
kartę animowaną. Wczoraj córka wyprowadziła mnie z błędu - ten w ogóle
nie zawraca uwagi na ekran komputera, za to najlepiej by mógł coś sam
"pomacać", pokręcić, pourywać  itp. No to kupiłam książeczki
rozkładanki no i muszę kartkę sama wymodzić.A tu pustka w głowie....
Podobno starszy chce znów do nas przylecieć i każdemu opowiada,  że
babcia i dziadek mówią tylko po polsku. Już wszystkie dzieci i przedszko-
lanki o tym wiedzą. A to jego przedszkole to istna wieża Babel - chyba
tylko japońskiego, chińskiego i suahili  brak wśród języków, którymi
posługują się dzieci.
                                                  ***

"Napaliłam się" na dwie książki napisane przez Michio Kaku -
"Wizje, czyli jak nauka zmieni świat w XXI wieku" i  "Fizyka rzeczy
niemożliwych". Może jeśli poczytam nieco naprawdę mądrych rzeczy
to wpadnę na jakiś ciekawy pomysł co zrobić z koralików?:))))
Kilka razy miałam to szczęście, że oglądałam programy  prowadzone
przez tego fizyka - zupełnie nie wiem dlaczego, ale fizyka w  jego
interpretacji jest da mnie zupełnie zrozumiała, choć nigdy nie byłam
miłośniczką tego przedmiotu. A już zadania z fizyki były moją
przysłowiową pietą Achillesa . No bo sami powiedzcie  - po co
i jak obliczyć na jaką wysokość doleci kula wystrzelona ze studni
głębokiej na 30 metrów, z jakiegoś tam karabinu,  skoro wiadomo,
że jej  szybkość początkowa była X, ciężar Y i coś tam jeszcze.
Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie strzela pionowo w górę
ze studni.  Niestety nie było to zadanie z logiki i załapałam dwóję.,
zwłaszcza, że  napisałam to zdanie zamiast rozwiązania zadania.
                                                  ***
Z rozpaczy zabrałam się za robienie  etui na komórkę. Ponoć wiosna
kiedyś będzie, więc nowe wdzianko jej się przyda. Jak zrobię- pokażę.

czwartek, 16 lutego 2012

270. Moja prośba do wszystkich odwiedzających

Spójrzcie, proszę, na poniższe zdjęcie, a potem poczytajcie tekst na
lewym marginesie.
Wszystkie informacje są właśnie na lewym marginesie i pozostaną
tu  aż do końca rozliczeń podatkowych.
Z góry wszystkim dziękuję za ten dar serca.