..........niemal za momencik, przy choince życie będzie się kręcić, więc:
Wesołych Świąt
Nie powinnam była "wchodzić w koraliki" - bo znów pewnie wpadnę w koralikowe sidła. Zrobiła mi się ważka i motylek.
Nałóg to nałóg - nic na to nie poradzę. A wszystko przez to, że chodzi za mną zrobienie bransoletki.
Typowy grudzień w Berlinie - czyli za oknem + 7 stopni pana Celsjusza i pada ....deszcz, a może raczej jakaś namolna mżawka, baaardzo drobniutka. A ja oglądam namiętnie co odkrył mój ulubiony Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba.
Filmów z tegoż Teleskopu jest całkiem sporo. Poza tym szalenie dawno wysłane w Kosmos dwie sondy Voyager nadal działają i to jest zadziwiające.
.........ale ostatnio szalenie rzadko. Ze trzy dni myślałam, dwa dni dłubałam i wydłubałam "coś" pod choinkę dla drugiej babci. Wyszło takie coś:
W planie miałam "popełnić" bransoletkę, ale bransoletka musi mieć konkretny wymiar a bardzo trudno "zdjąć wymiar" gdy "obiekt" jest oddalony o ponad 400 kilometrów od Berlina. No i wtedy poza tym nie byłoby niespodzianki.
Zdjęcie jest przekłamane kolorystycznie bo kamyk nie jest niebieski ale bardziej wpada we fiolet - jakiś taki "łamany" kolor.
Miłego weekendu Wszystkim!!!!!
.........to pora roku, która wyraźnie mi nie służy.
I nigdy mi nie służyła i nigdy zimy nie lubiłam. I nadal nie lubię. Zapewne gdybym nie czytała to pewnie bym zimą popełniła samobójstwo. Ostatnio uzupełniałam sobie wiadomości o wojnie o sukcesję hiszpańską w latach 1701 - 1714, bo jakoś zupełnie nie kojarzyłam bym się o tym uczyła w szkole. A w wojnie tej brały udział: Wielka Brytania, Holandia, Austria , Sabaudia, Francja, Hiszpania, Bawaria, Kolonia - a szło o władztwo nad Hiszpanią i o dominację w Europie, bo właśnie ówczesny król Hiszpanii był bezpotomny. I zapewne, gdybym nie zajrzała w wiadomości archeologiczne nadal bym o tej wojnie nie wiedziała, jako że historia w czasie pobierania nauk wszelakich nie była wcale moim ulubionym przedmiotem. Bo, jak uważała cała moja rodzina, zawsze zajmowałam się głównie tym co mało w życiu potrzebne - np. rysowanie, malowanie, różne wytwory ręczne.
Ale wracając do tej wojny - toczyła się nie tylko w Europie ale głównie na terenach skolonizowanych, bo jak wiadomo kolonie były bogactwem samym w sobie. I właśnie ponad trzysta lat temu u Wybrzeży Kolumbii zatonął hiszpański galeon o wdzięcznej nazwie "San Jose". Ów "Święty Józef" był galeonem hiszpańskim i ponoć przewoził "bogactwa" w postaci złota i drogich kamieni, które na dzisiejsze wyceny są warte 15 - 20 miliardów dolarów.
San Jose był trójmasztowcem, miał 64 działa a był zwodowany w 1697 roku. Zatopiony został w 1708 roku podczas bitwy pomiędzy Anglią a Hiszpanią, w pobliżu miasta Cartagena de Indias w Kolumbii. Z jego załogi, która liczyła około 600 ludzi przeżyło zaledwie kilku marynarzy.
Statek przewoził złoto, srebro, klejnoty, kolekcję królewskiej ceramiki, chińską porcelanę. San Jose był przez wiele lat poszukiwany przez różnych poszukiwaczy skarbów, ale dopiero w 2015 roku amerykańska firma Sea Search Armada odnalazła wrak. W ramach przeszukiwania wraku ustalono, że kula armatnia trafiła galeon w miejsce składowania prochu pod pokładem i statek wyleciał w powietrze. Dziś leży na głębokości ok. 600 metrów.
Wydobycie tego wraku wcale nie będzie proste, a Kolumbijczycy liczą, że jego wydobycie może pochłonąć minimum 70 milionów dolarów.
W 2018 roku ONZ do spraw Oświaty Nauki i Kultury poleciła Kolumbii aby nie podejmowała na własna rękę działań wydobycia wraku.
Według ekspertów na dnie znajduje się około 200 ton złota, srebra, szmaragdów i innych kosztowności.
Przedstawiciele rządu Kolumbii oświadczyli, że cały skarb trafi do zbiorów Muzeum Narodowego.
Nie wiem czy San Jose akurat tak wyglądał, a na zdjęciu jest hiszpański galeon Nuestra Senora del Juncal. Zdjęcie ze strony Gazety Wyborczej z marca 2020r. Ale na pewno dość podobnie, bo też był trójmasztowcem.
A poniżej jeszcze jedno zerknięcie jak wyglądał trójmasztowy galeon:
Zdjęcie ściągnęłam ze strony Kuriera Galicyjskiego z dnia 24.III.2014 roku.
Marzy mi się ( jak zwykle głupota, bo rzeczy mądre rzadko mi się marzą) bym mogła kiedyś zobaczyć taki galeon pod pełnymi żaglami.
Weekend blisko, a więc miłego weekendu dla Was!!!
..........bo nie o tym marzyłam!!!!
No i napadało "to białe" zamiast zwykłego deszczu i nawet jest aż -1 stopień "ciepła"!!!! Chyba się zakopię z powrotem w ciepłym łóżeczku.
Jestem pół żywa- z domu wyszłam o 13,30, do centrum handlowego dotarłyśmy z córką jeszcze przed godziną 14,00 bo to tylko trzy przystanki metrem a z domu do metra doczłapuję się bez pośpiechu w 5 minut spacerkiem i o 18,45 dotarłam do domu. A wszystko przez to, że zamarzyło mi się by kupić sobie w sklepie z japońskimi ciuchami cieplusie spodnie dresowe i w Galerii Karstadt nowy wózek na zakupy, jako że noszenie zakupów mi nie służy, a dotychczasowy wózek był co prawda bardzo ładny, ale jakoś mało trwały-przetrzymał tylko 5 lat eksploatacji. Tak naprawdę to byłyśmy raptem w trzech sklepach, które były bardzo blisko siebie. A w galerii wzmocniłyśmy się kawusią, co nie zajęło nam wiele czasu.
Ludzi było mnóstwo, bo "czarny piątek" obowiązywał również dziś - no i dobrze- dzięki temu wózek na zakupy kosztował mnie mniej o 11,00 €. Modeli wózków zakupowych było przynajmniej pięć. Ja się "zrujnowałam" na 43,00€, ale były też wózki w cenie 160,00 €- ale nie były to modele "samojeżdżące" do sklepu a poza tym też trzeba było je samemu w mieszkaniu rozpakować.
W budynku mojej ulubionej galerii handlowej mnóstwo sklepów jest nieczynnych - stoją puściutkie, a ich oszklone ściany pokryte są białą farbą. Całe III piętro, w którym było pełno małych barów jest już od dawna nieczynne - nie ostał się po 2 latach pandemii ani jeden bar. A tam dobrze karmili i ceny nie powalały.
Jedno jest pewne - ci co chcieli by koszty produkcji były jak najniższe mocno przedobrzyli przenosząc produkcję do Chin, Pakistanu i innych krajów, w których są niskie koszty produkcji - jest nadprodukcja wszystkiego. Kilometry stelaży ze wszystkim, ale w kolejce do kasy nie stało się dłużej niż 5 minut, co oznacza, że więcej ludzi oglądało niż kupowało. Krążenie po salach pełnych towaru zapewne jest dla niektórych niezłą rozrywką, zwłaszcza, że dziś pogoda była raczej barowo- kinowa bo temperatura nie rozpieszczała nie przekraczając +2 stopni a do tego przelatywały co jakiś czas mżawki.
Miłej niedzieli dla Was.
I taka ciekawostka :