Odeszła nasza blogowa koleżanka Uleczka.
Wiadomość znalazłam dziś na Jej blogu, napisaną przez starszego syna.
Przygnębiło mnie to - kolejna osoba, która odeszła z naszego blogowego
świata w, miejmy nadzieję, ten lepszy wymiar.
Zbyt pózno rozpoczęła walkę z chorobą- gdy zgłosiła się do lekarza już
nie było żadnego ratunku.
Ale zdążyła jeszcze, ku swej radości, spędzić ze swymi dziecmi i wnukami
swe 80 urodziny, na czym bardzo Jej zależało.
drewniana rzezba
czwartek, 29 czerwca 2017
poniedziałek, 26 czerwca 2017
Ostatnie podrygi.....
......zwijającej "majdan" ostrygi.
Zaczęłam pakować swoje koralikowe królestwo i w trakcie tegoż pakowania,
zupełnie nie wiem jakim cudem, powstało to co poniżej:
orgia bransoletek:
naszyjnik z kamieniem księżycowym
obróżka z kryształkowym wisiorkiem
i taki zabawny naszyjnik, w turkusowym kolorku.
Zdjęcia robiłam zapewne siłą woli ( mojej własnej, lub aparatu) bo gdy go
włączyłam dawał sygnał że zaraz padnie z powodu niedoładowania.
P.S.
Kliknięcie kursorem w obrazek powiększa go.
Zaczęłam pakować swoje koralikowe królestwo i w trakcie tegoż pakowania,
zupełnie nie wiem jakim cudem, powstało to co poniżej:
orgia bransoletek:
naszyjnik z kamieniem księżycowym
obróżka z kryształkowym wisiorkiem
i taki zabawny naszyjnik, w turkusowym kolorku.
Zdjęcia robiłam zapewne siłą woli ( mojej własnej, lub aparatu) bo gdy go
włączyłam dawał sygnał że zaraz padnie z powodu niedoładowania.
P.S.
Kliknięcie kursorem w obrazek powiększa go.
piątek, 23 czerwca 2017
Mix na weekend
dokładnie po swojemu pomierzyli- tak, żeby potem nie było żadnych" łączników,
sztukówek, dopluwek" itp.
Podobno został już tylko do zrobienia balkon- mam cichą nadzieję, że położą na
nim terakotę, bo betonowa szlichta to mało wesoła podłoga.
No i czekamy na umowę kupna- sprzedaży, która ma być lada moment, który się
jakoś długo"momenci".
Bo taki budynek po całkowitym remoncie zyskał nową wartość i musi mieć otwartą
nową Księgę Wieczystą.
Obejrzałam dziś nowy stolik komputerowy i łazienkowe propozycje. Bez oporów
zaakceptowałam. Mój jest tak szczęśliwy, że zabiera ze sobą swoje meble, że już
się nie wtrąca do umeblowania reszty, na zasadzie "róbta co chceta".
*****
Lubicie lody? Ja bardzo i wcale się tego nie wypieram. I mam przepis na lody,
które nie tuczą, bo zamiast zwykłego pełnotłustego mleka używam mleczko
kokosowe (puszka 400ml, Bio Rish,prod. Tajlandia), zamiast masła olej kokosowy,
a cukier zastępuję erytrytolem. W 100 gramach erytrytolu jest zaledwie 0,2 kcal,
a jego indeks glikemiczny wynosi 0, i zmniejsza wzrost poziomu glukozy we krwi
po jego spożyciu. I nadaje się do wypieków, ma normalny smak cukru, jedyny
mankament - jest nieco drogi.
Olej kokosowy nie tuczy ale za to reguluje trawienie i syci, więc się dłużej nie
czuje głodu.
Można te lody zrobić w maszynce do lodów(jeśli ktoś ma) i można je zrobić przy
pomocy blendera.
A to przepis:
Składniki:
1 puszka mleczka kokosowego,
1/4 szklanki oleju kokosowego,
2 łyżki erytrytolu, lub zwykłego cukru
szczypta soli,
1 ubite jajko,
1 łyżka esencji waniliowej
Wykonanie:
Wymieszać w rondlu mleczko kokosowe z olejem kokosowym, erytrytolem i solą.
Podgrzewać na średnim ogniu, mieszając od czasu do czasu do prawie zagotowania.
Ubić w oddzielnym naczyniu jajko i powoli wlewać do niego około 1/2 szklanki
gorącej masy z rondla, a potem przelać powoli tę mieszankę do rondla.
Gotować na małym ogniu ciągle mieszając aż do chwili gdy zacznie lekko gęstnieć,
co trwa 2 do 3 minut..
Zdjąć z ognia i odstawić do ostygnięcia.
Wlać masę do maszynki do robienia lodów lub dokładnie zblendować i wstawić
do zamrażalnika.
Jeśli nie mamy maszynki to proces blendowania trzeba powtarzać co godzinę , aż
do uzyskania pożądanej konsystencji.
Mieszanka ma być zimna, ale nie "zamrożona na kość".
Można też do tych lodów dodać szklankę dowolnego soku owocowego, najlepiej
nie słodzonego- dodajemy go gdy zdejmiemy z ognia mieszankę na lody.
Blendowanie mieszanki lodowej napowietrza ją i powoduje, że ma ona bardziej
kremową konsystencję.
Drugim sposobem jest dodanie do podstawowej mieszanki lodowej świeżych lub
mrożonych owoców.
*****
Czy któraś z moich przemiłych czytelniczek marzyła w dzieciństwie o tym by być
królową?
Bycie królową wcale ale to wcale nie jest zabawne i to nie ma znaczenia, czy
jest się samodzielnie rządząca królową, czy tylko żoną króla.
Czytam aktualnie bardzo dobrą książkę "Królowe Przeklęte" autorstwa Cristiny
Morato. Bohaterkami są: Cesarzowa Sissi, Maria Antonina, Krystyna Wazówna,
Eugenia de Montijo, Królowa Wiktoria, Aleksandra Romanow.
Teraz czytam o Krystynie Wazównie.
Jeżeli jesteście szczególnie zainteresowane losami którejś z królowych to po
przeczytaniu książki popełnię post na temat jednej lub dwóch , przez Was
wybranych bohaterek.
Właśnie wspaniale u mnie leje deszcz.
Ale może dwa pierwsze dni wakacji będą lepsze?
Słonka i sympatycznej temperatury wszystkim życzę;)
wtorek, 20 czerwca 2017
Rozważania kuchenne
Stoję przy blacie pod oknem, a za oknem róże popisują się swą urodą..
To jakieś bardzo odporne róże, czują się zadbane od samego mojego wzroku;)
A poniżej widok, jaki będę miała z kuchennego okna TAM:
Ale są i pozytywy - będę wreszcie miała dużą lodówko-zamrażarkę.
Oto ona:
Jak mnie chłop ubije to będzie miał gdzie schować;)
Zdominował mnie temat kuchenny, ponieważ moja obecna kuchnia jest
żałośnie mała.
Wczoraj mi córcia podesłała projekt mojej nowej kuchni - jestem w pełni
usatysfakcjonowana. Z zachwytem dostrzegłam, że będę miała 4 głębokie
i 2 płytkie szuflady długości 80 cm, 2 głębokie i 1płytką szufladę dług. 60 cm,
nad blatem będą 3 szafki, a wyciąg kuchenny ma dookoła półeczkę, na której
można coś jeszcze stawiać.Np. przyprawy.
Kuchenka będzie indukcyjna i już mam do niej, w prezencie, komplet garnków
od producenta kuchenki. Piekarnik będę miała na wysokości blatu.
No i co jeszcze będę miała? Zmywarkę i jednokomorowy zlewozmywak
z tak zwaną odsączarką. To wszystko mieści się wzdłuż jednej ściany.
Po stronie przeciwnej kuchnia ma małą wnękę na stolik śniadaniowy.
Nie mam bladego pojęcia jaki będzie kolor zabudowy, poprosiłam tylko córkę
by nie była to kuchnia w czerwieni lub kolorze musztardowym.
Podłoga kuchni jest "mozaikowa", terakota biało-czarna.
I tak sobie myślę, że ta nowa kuchnia w pełni wynagrodzi mi brak róż tuż
pod oknem kuchennym.
To jakieś bardzo odporne róże, czują się zadbane od samego mojego wzroku;)
A poniżej widok, jaki będę miała z kuchennego okna TAM:
Ale są i pozytywy - będę wreszcie miała dużą lodówko-zamrażarkę.
Oto ona:
Jak mnie chłop ubije to będzie miał gdzie schować;)
Zdominował mnie temat kuchenny, ponieważ moja obecna kuchnia jest
żałośnie mała.
Wczoraj mi córcia podesłała projekt mojej nowej kuchni - jestem w pełni
usatysfakcjonowana. Z zachwytem dostrzegłam, że będę miała 4 głębokie
i 2 płytkie szuflady długości 80 cm, 2 głębokie i 1płytką szufladę dług. 60 cm,
nad blatem będą 3 szafki, a wyciąg kuchenny ma dookoła półeczkę, na której
można coś jeszcze stawiać.Np. przyprawy.
Kuchenka będzie indukcyjna i już mam do niej, w prezencie, komplet garnków
od producenta kuchenki. Piekarnik będę miała na wysokości blatu.
No i co jeszcze będę miała? Zmywarkę i jednokomorowy zlewozmywak
z tak zwaną odsączarką. To wszystko mieści się wzdłuż jednej ściany.
Po stronie przeciwnej kuchnia ma małą wnękę na stolik śniadaniowy.
Nie mam bladego pojęcia jaki będzie kolor zabudowy, poprosiłam tylko córkę
by nie była to kuchnia w czerwieni lub kolorze musztardowym.
Podłoga kuchni jest "mozaikowa", terakota biało-czarna.
I tak sobie myślę, że ta nowa kuchnia w pełni wynagrodzi mi brak róż tuż
pod oknem kuchennym.
sobota, 17 czerwca 2017
Stwierdziłam, że ......
.....już samo myślenie o przeprowadzce jest meczące.
I stresujące i czasochłonne.
Wczoraj pół dnia przeglądałam meble na internecie, a pół dnia straciłam na
wizycie w USC.
Wyczytałam w informacji na stronie owego Urzędu, że opłatę za wydanie
odpisów pożądanych przez nas dokumentów można uiścić na miejscu kartą
płatniczą. Ogromnie mnie to ucieszyło, ale ponieważ nie za bardzo wierzę temu,
co jest w takich informacjach, na wszelki wypadek wzięłam z domu "zwykłe
pieniądze".
Oczywiście pomysł mieliśmy dobry, żeby jechać w taki dzień jak wczoraj, bo nie
było kolejek. Tyle tylko, że oczywiście nie można było zapłacić kartą płatniczą,
bo ustrojstwo było zepsute. Trzeba było zjechać w dół 6 pięter, przewlec się na
pocztę (na szczęście dość blisko) poczekać w niewielkiej kolejce i wrócić do USC
na 6 piętro ( na szczęście winda działała), znów pobrać numerek.
A ponieważ my potrzebujemy odpisów na drukach wielojęzycznych, to za 10 dni
znów musimy ów urząd nawiedzić, by je odebrać. Tak dla Waszej wiadomości-
każdy egzemplarz odpisu kosztuje 22 złote, niezależnie na jakim druku.
Odpisy na drukach wielojęzycznych wykonywane są osobno, nikt nie wpadł na to,
że można przecież zrobić "dokładkę" do posiadanego programu komputerowego.
Jak już wspomniałam, drugą część dnia strawiłam na przeglądaniu stron polskich
i niemieckich w poszukiwaniu pożądanych przeze mnie komód.
A pożądam komódek o głębokości 42+ cm, wszystkie płytsze mnie nie interesują.
I najlepiej by były dwie lub trzy. I w takiej okładzinie, by można do nich dobrać
regał na książki i jakiś stolik "kawowy".
Z tego wszystkiego mniej ważna jest ich okładzina, bo są przeznaczone do pokoju,
który jest urządzany "od nowego". Co do cen - sprawa prosta- im płytsza komoda,
tym tańsza, zarówno u nas jak i za miedzą. Jej długość i wysokość ma mały
wpływ na cenę.
Szalenie mnie ubawiło, bo "odkryłam" dwie rzeczy- za miedzą są sprzedawane
komódki naszych producentów i biorąc pod uwagę cyferki to są one takie same-
tu i tam komódka kosztuje np. 350, tyle tylko, że u nas 350 zł a tam 350 euro.
Niby nic, ale jak się przemnoży zgodnie z kursem złotego to jakoś mniej wesoło
to wygląda.
Najwięcej jest komódek płytkich, takich na 35 - 38 cm. Takie na 35 cm posiadam
od 4 lat i nie ukrywam, że z radością je pozostawiam w Polsce.
Jak na razie znalazłam dwie o głębokości 45 cm, sporo szuflad i szafek. I cena
całkiem przyzwoita.
Przedwczoraj dogadaliśmy się na forum rodzinnym, że zabieramy meble z pokoju
męża, resztę meblujemy sami. Fakt ten tak uradował mego męża, że wszystko co
tylko mu pokażę z mebli na necie - podoba mu się. Oczywiście i to co mnie się
wcale nie podoba:)
Tak się naoglądałam wczoraj tych wszystkich mebli i mebelków, że miałam aż
baardzo dziwny sen- ciągle montowałam (w tym śnie) jakiś obwód elektryczny i
ilekroć połączyłam końcówki - wszystko w zasięgu mego wzroku znikało.
A ja zaczynałam od nowa montaż. Ciekawe, coś wynalazłam, czy może swoiste
ostrzeżenie, że daremne moje wszelkie wysiłki???;)))
No to wracam do przeglądu mebli - muszę jeszcze wypatrzeć (tym razem bardzo
płytką) garderobę do wąskiego przedpokoju i jakiś słupek-regalik do łazienki.
Miłego weekendu Wam życzę;)
I stresujące i czasochłonne.
Wczoraj pół dnia przeglądałam meble na internecie, a pół dnia straciłam na
wizycie w USC.
Wyczytałam w informacji na stronie owego Urzędu, że opłatę za wydanie
odpisów pożądanych przez nas dokumentów można uiścić na miejscu kartą
płatniczą. Ogromnie mnie to ucieszyło, ale ponieważ nie za bardzo wierzę temu,
co jest w takich informacjach, na wszelki wypadek wzięłam z domu "zwykłe
pieniądze".
Oczywiście pomysł mieliśmy dobry, żeby jechać w taki dzień jak wczoraj, bo nie
było kolejek. Tyle tylko, że oczywiście nie można było zapłacić kartą płatniczą,
bo ustrojstwo było zepsute. Trzeba było zjechać w dół 6 pięter, przewlec się na
pocztę (na szczęście dość blisko) poczekać w niewielkiej kolejce i wrócić do USC
na 6 piętro ( na szczęście winda działała), znów pobrać numerek.
A ponieważ my potrzebujemy odpisów na drukach wielojęzycznych, to za 10 dni
znów musimy ów urząd nawiedzić, by je odebrać. Tak dla Waszej wiadomości-
każdy egzemplarz odpisu kosztuje 22 złote, niezależnie na jakim druku.
Odpisy na drukach wielojęzycznych wykonywane są osobno, nikt nie wpadł na to,
że można przecież zrobić "dokładkę" do posiadanego programu komputerowego.
Jak już wspomniałam, drugą część dnia strawiłam na przeglądaniu stron polskich
i niemieckich w poszukiwaniu pożądanych przeze mnie komód.
A pożądam komódek o głębokości 42+ cm, wszystkie płytsze mnie nie interesują.
I najlepiej by były dwie lub trzy. I w takiej okładzinie, by można do nich dobrać
regał na książki i jakiś stolik "kawowy".
Z tego wszystkiego mniej ważna jest ich okładzina, bo są przeznaczone do pokoju,
który jest urządzany "od nowego". Co do cen - sprawa prosta- im płytsza komoda,
tym tańsza, zarówno u nas jak i za miedzą. Jej długość i wysokość ma mały
wpływ na cenę.
Szalenie mnie ubawiło, bo "odkryłam" dwie rzeczy- za miedzą są sprzedawane
komódki naszych producentów i biorąc pod uwagę cyferki to są one takie same-
tu i tam komódka kosztuje np. 350, tyle tylko, że u nas 350 zł a tam 350 euro.
Niby nic, ale jak się przemnoży zgodnie z kursem złotego to jakoś mniej wesoło
to wygląda.
Najwięcej jest komódek płytkich, takich na 35 - 38 cm. Takie na 35 cm posiadam
od 4 lat i nie ukrywam, że z radością je pozostawiam w Polsce.
Jak na razie znalazłam dwie o głębokości 45 cm, sporo szuflad i szafek. I cena
całkiem przyzwoita.
Przedwczoraj dogadaliśmy się na forum rodzinnym, że zabieramy meble z pokoju
męża, resztę meblujemy sami. Fakt ten tak uradował mego męża, że wszystko co
tylko mu pokażę z mebli na necie - podoba mu się. Oczywiście i to co mnie się
wcale nie podoba:)
Tak się naoglądałam wczoraj tych wszystkich mebli i mebelków, że miałam aż
baardzo dziwny sen- ciągle montowałam (w tym śnie) jakiś obwód elektryczny i
ilekroć połączyłam końcówki - wszystko w zasięgu mego wzroku znikało.
A ja zaczynałam od nowa montaż. Ciekawe, coś wynalazłam, czy może swoiste
ostrzeżenie, że daremne moje wszelkie wysiłki???;)))
No to wracam do przeglądu mebli - muszę jeszcze wypatrzeć (tym razem bardzo
płytką) garderobę do wąskiego przedpokoju i jakiś słupek-regalik do łazienki.
Miłego weekendu Wam życzę;)
środa, 14 czerwca 2017
Mix......
.... bo podobno lubicie mixy;)
Walczę, walczę nadal z gołębiami o prawo do balkonu, a dokładnie do loggii
sąsiadów, która jest nade mną.
Mieszkanie stoi puste a ja mam do niego klucze.
W pewnej chwili naiwnie pomyślałam, że się wreszcie zraziły. Czyli jestem
stara ale nadal naiwna. W tydzień po poprzednim wyprowadzaniu stamtąd
ptaszysków, zauważyłam,że znów te paskudy latają pomiędzy balkonem nade
mną a podłożem w postaci trawnika. Pognałam natychmiast piętro wyżej.
Ptaszydła czujne, ledwie przekręciłam klamkę w drzwiach balkonowych ,
natychmiast poderwały się, więc przynajmniej zobaczyłam, którędy się
przedostają.
Mdli mnie z lekka gdy wchodzę na ten balkon, bo one straszliwie brudzą.
Okazało się ,że łajzy bez trudu przelatują pomiędzy prętami kraty, więc
postanowiłam, że nieco im sytuację skomplikuję i pomiędzy prętami,
w pionie, rozciągnęłam sznurki.
Pomogło, do pierwszego deszczu, bo mokre sznurki się rozciagnęły, więc
latające spryciule zrobiły sobie miejsce, żeby się przecisnąć.
Znów usunęłam zaczątki konstrukcji gniazda, a część krat, tam gdzie były
zbyt luzne sznurki zasłoniłam wiskozową płachtą w upojnym, zielonym kolorku.
Poprzypinałam ją pracowicie do prętów kraty klamerkami do bielizny i od
3 dni śledzę, czy aby znów się jakieś potwory ptasie nie usiłują tam wprowadzić.
Na razie spokój.
Mam nadzieję, że najpózniej 21 tego miesiąca przyjedzie na kilka dni właścicielka
i może wreszcie komuś to mieszkanie wynajmie.
No i mam wrażenie, że w końcu sierpnia już nie będzie mnie interesowało czy
się tam usiłują zagnieżdzić ptaszydła, bo mnie tu nie będzie.
*****
Czas do wyprowadzki umilam sobie drobnymi sprzeczkami z własnym mężem,
tak nieco w stylu Hamleta: brać meble, czy nie? oto jest pytanie!
Ilu dyskutantów tyle zdań. Mąż najchętniej zabrałby ze sobą wszystko, łącznie
z kolorem ścian. Ja wzięłabym niektóre, z córka jest zdania, że ani jednego.
I coś czuję, że wyjdzie na jej.
A ja osobiście mam dylemat - założyć, że będę miała czas na koralikowanie
i wziąć tysiąc koralików wraz z przyległościami czy może nie?
A może lepiej sprezentować to komuś chętnemu i dać sobie spokój? I to jest
już moje osobiste "hamletowanie".
*****
Czytam świetną książkę "Ślady sprzed milionów lat" Michaela Baigenta.
Przy okazji odkryłam drugą, raczej nieznaną twarz Pitagorasa. Czy wiecie ,że
był alchemikiem? A czy wiecie, że wiele lat żył w Egipcie gdzie zdobywał
wiedzę tajemną i między innymi poznał symboliczną interpretację egipskich
hieroglifów, o czym współcześni egiptolodzy nie mają bladego pojęcia?
I czy wiecie że Izaak Newton też się po kryjomu zajmował alchemią? A czy
wiecie o tym, że współcześnie, wykorzystując instrukcje opracowane przez
dawnych alchemików otrzymano składnik zwany "czerwoną rtęcią"? To
związek rtęci i antymonu, a współcześnie udało się go otrzymać dopiero
w 1968 roku.
Jesteśmy zadufani i zarozumiali i nie chcemy przyjąć do wiadomości, że na
Ziemi istniały znacznie starsze i bardziej rozwinięte niż my cywilizacje.
A smutne jest to, że nawet nie usiłujemy dociec dlaczego uległy zagładzie.
Idziemy po linii najmniejszego oporu- zakładamy po prostu, że ich nigdy
nie było i skrzętnie usuwamy z drogi wszystko to, co mogłoby nam w jakiś
sposób popsuć nasze dobre samopoczucie.
A dziś "chodzi" za mną ta piosenka:
Miłego dla Was;)
Walczę, walczę nadal z gołębiami o prawo do balkonu, a dokładnie do loggii
sąsiadów, która jest nade mną.
Mieszkanie stoi puste a ja mam do niego klucze.
W pewnej chwili naiwnie pomyślałam, że się wreszcie zraziły. Czyli jestem
stara ale nadal naiwna. W tydzień po poprzednim wyprowadzaniu stamtąd
ptaszysków, zauważyłam,że znów te paskudy latają pomiędzy balkonem nade
mną a podłożem w postaci trawnika. Pognałam natychmiast piętro wyżej.
Ptaszydła czujne, ledwie przekręciłam klamkę w drzwiach balkonowych ,
natychmiast poderwały się, więc przynajmniej zobaczyłam, którędy się
przedostają.
Mdli mnie z lekka gdy wchodzę na ten balkon, bo one straszliwie brudzą.
Okazało się ,że łajzy bez trudu przelatują pomiędzy prętami kraty, więc
postanowiłam, że nieco im sytuację skomplikuję i pomiędzy prętami,
w pionie, rozciągnęłam sznurki.
Pomogło, do pierwszego deszczu, bo mokre sznurki się rozciagnęły, więc
latające spryciule zrobiły sobie miejsce, żeby się przecisnąć.
Znów usunęłam zaczątki konstrukcji gniazda, a część krat, tam gdzie były
zbyt luzne sznurki zasłoniłam wiskozową płachtą w upojnym, zielonym kolorku.
Poprzypinałam ją pracowicie do prętów kraty klamerkami do bielizny i od
3 dni śledzę, czy aby znów się jakieś potwory ptasie nie usiłują tam wprowadzić.
Na razie spokój.
Mam nadzieję, że najpózniej 21 tego miesiąca przyjedzie na kilka dni właścicielka
i może wreszcie komuś to mieszkanie wynajmie.
No i mam wrażenie, że w końcu sierpnia już nie będzie mnie interesowało czy
się tam usiłują zagnieżdzić ptaszydła, bo mnie tu nie będzie.
*****
Czas do wyprowadzki umilam sobie drobnymi sprzeczkami z własnym mężem,
tak nieco w stylu Hamleta: brać meble, czy nie? oto jest pytanie!
Ilu dyskutantów tyle zdań. Mąż najchętniej zabrałby ze sobą wszystko, łącznie
z kolorem ścian. Ja wzięłabym niektóre, z córka jest zdania, że ani jednego.
I coś czuję, że wyjdzie na jej.
A ja osobiście mam dylemat - założyć, że będę miała czas na koralikowanie
i wziąć tysiąc koralików wraz z przyległościami czy może nie?
A może lepiej sprezentować to komuś chętnemu i dać sobie spokój? I to jest
już moje osobiste "hamletowanie".
*****
Czytam świetną książkę "Ślady sprzed milionów lat" Michaela Baigenta.
Przy okazji odkryłam drugą, raczej nieznaną twarz Pitagorasa. Czy wiecie ,że
był alchemikiem? A czy wiecie, że wiele lat żył w Egipcie gdzie zdobywał
wiedzę tajemną i między innymi poznał symboliczną interpretację egipskich
hieroglifów, o czym współcześni egiptolodzy nie mają bladego pojęcia?
I czy wiecie że Izaak Newton też się po kryjomu zajmował alchemią? A czy
wiecie o tym, że współcześnie, wykorzystując instrukcje opracowane przez
dawnych alchemików otrzymano składnik zwany "czerwoną rtęcią"? To
związek rtęci i antymonu, a współcześnie udało się go otrzymać dopiero
w 1968 roku.
Jesteśmy zadufani i zarozumiali i nie chcemy przyjąć do wiadomości, że na
Ziemi istniały znacznie starsze i bardziej rozwinięte niż my cywilizacje.
A smutne jest to, że nawet nie usiłujemy dociec dlaczego uległy zagładzie.
Idziemy po linii najmniejszego oporu- zakładamy po prostu, że ich nigdy
nie było i skrzętnie usuwamy z drogi wszystko to, co mogłoby nam w jakiś
sposób popsuć nasze dobre samopoczucie.
A dziś "chodzi" za mną ta piosenka:
sobota, 10 czerwca 2017
Śmiech to zdrowie.....
............a więc się pośmiejmy.
Grecką boginią piękności była Hermafrodyta.
Hanka i Wasylek kochali się tak bardzo, że ona się utopiła, a on umarł z głodu.
Jacek Soplica miał długie rzęsy i dlatego nazywali go wąsalem.
Jacek Soplica po swojej śmierci był jakiś nieswój, ale przecież wiedział, że
całe życie poświęcił ojczyznie.
Jagna na szczęście nie była długo chora, wkrótce umarła.
Jego matka będąc małym chłopcem, spadła z drzewa.
Joanna D'Arc nosiła białą zbroję i czarnego konia.
Karusek lubił suczki,ale najbardziej lubił Anielkę.
Kirkor poszukując cnotliwej żony załamał się na mostku i poszedł do wdowy.
Korsarze wyjeżdżali na bezludne wyspy łapać niewolników.
Krowa, podobnie jak koń, składa się z rogów, kopyt, wymion i ogona.
Król Waza, jak sama nazwa wskazuje, lubił zupę.
Leonardo namalował "Damę z Łysiną".
Ludzie ginęli z mrozów i innych chorób zakaznych.
Meduza żyje w jelicie grubym człowieka i jest szkodnikiem bardzo pożytecznym.
___________________________________
Moim faworytem jest pełna dedukcji wypowiedz nt. Króla Wazy
Grecką boginią piękności była Hermafrodyta.
Hanka i Wasylek kochali się tak bardzo, że ona się utopiła, a on umarł z głodu.
Jacek Soplica miał długie rzęsy i dlatego nazywali go wąsalem.
Jacek Soplica po swojej śmierci był jakiś nieswój, ale przecież wiedział, że
całe życie poświęcił ojczyznie.
Jagna na szczęście nie była długo chora, wkrótce umarła.
Jego matka będąc małym chłopcem, spadła z drzewa.
Joanna D'Arc nosiła białą zbroję i czarnego konia.
Karusek lubił suczki,ale najbardziej lubił Anielkę.
Kirkor poszukując cnotliwej żony załamał się na mostku i poszedł do wdowy.
Korsarze wyjeżdżali na bezludne wyspy łapać niewolników.
Krowa, podobnie jak koń, składa się z rogów, kopyt, wymion i ogona.
Król Waza, jak sama nazwa wskazuje, lubił zupę.
Leonardo namalował "Damę z Łysiną".
Ludzie ginęli z mrozów i innych chorób zakaznych.
Meduza żyje w jelicie grubym człowieka i jest szkodnikiem bardzo pożytecznym.
___________________________________
Moim faworytem jest pełna dedukcji wypowiedz nt. Króla Wazy
Subskrybuj:
Posty (Atom)
