drewniana rzezba

drewniana rzezba

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Czasem....

..... warto spojrzeć w górę.
Czekałam dziś na starszego Krasnala i błądziłam wzrokiem po
okolicznych domach.
Krasnal chodzi do szkoły, która jest w bardzo ładnej, willowej
dzielnicy. Przeważają tu bardzo rozległe wille . No i musiałam,
musiałam pokazać Wam takie dwa zdjęcia:
 

Czyż te wieżyczki nie są piękne?

Dziś jest +20, słońce świeci obłędnie, a ptaki wyśpiewują hymn o wiośnie.
Zapomniałam Wam napisać, że dostałam z Kasy Chorych  (AOK) rachunek
za swój pobyt w szpitalu, po 10 Euro za każdą dobę. A dób spędziłam
tam osiemnaście. Do tego muszę doliczyć zniżkowy koszt trzech patentów
ułatwiających życie kalece i razem mój wypadek kosztował mnie 230€.
Tak dla wyjaśnienia- doba liczy się od północy do północy.
W Polsce należy mieć zdrowie, żeby chorować, tu trzeba mieć forsę żeby
chorować.
Okulary ( w sensie soczewek) są gratis tylko dla dzieci i dla osób które
mają mniej niż 30% widzenia.
Oprawki oczywiście są zawsze  płatne.
Oczywiście  Kas Chorych jest tu do licha i trochę i obowiązuje zasada, że każdy
kto dobrze zarabia należy do Kasy, w której składki są wyższe.




niedziela, 7 kwietnia 2019

Leniwa niedziela

Pogoda nieprzyzwoicie ładna, +18 na termometrze, słońce od rana
ma dyżur, choć we wczorajszych zapowiedziach meteo wyczytałam,
że dziś będzie duże zachmurzenie i tylko czasami słońce.
Jak na razie to chmur nie ma. I niech tak trwa!!!!
Dziś w Berlinie biegają,  jest  "półmaraton". Nawet się zastanawiałam,
czy aby nie pojechać do centrum i kibicować, ale gdy pomyślałam o
pokonywaniu schodów do metra to mi chęć przeszła.
Zamiast kibicować poszłam na spacer popatrzeć na okoliczne domy,
bo fotek tych co niedaleko są ode mnie jakoś nie robiłam.
Zajrzałam też do ulubionej młodziutkiej magnolii, która wygląda dziś
tak:

A poniżej tzw. "czynszówka", czyli dom budowany z myślą
o wynajmowaniu mieszkań:
 A tu zachwyciła mnie ta nadbudówka:
Nie wiem co prawda jak się tam mieszka, ale z zewnątrz wygląda
ciekawie.
A tu zdjęcie tej samej magnolii ale z 2 kwietnia tego roku.
Pięć dni a jaka różnica!
No to ja się zabiorę do maratonu  koralikowego.
Miłego niedzielnego popołudnia Wszystkim;)


                                        

















czwartek, 4 kwietnia 2019

Pierwsza w tym roku wizyta......

.......zaliczona.
Co należy zrobić  gdy za oknem świeci obłędne słońce i jest +16 stopni ciepła?
Należy czym prędzej  udać się do Ogrodu Botanicznego by posłuchać śpiewu
ptaków i popatrzeć co już kwitnie.
nie wiem co to kwitnie, może jakaś  odmiana magnolii





a to kaktusy, które przezimowały pod śniegiem











                             
 



kępa  anemonów



nie wiem co  






i świeżo założony klomb stokrotek
 Magnolie ciągle jeszcze w pąkach ale już wyglądają pięknie. Trochę się
zdziwiłam, że jeszcze nie rozkwitły, bo niedaleko mojego domu młode
drzewka magnolii już  rozkwitły. Podejrzewam, że po prostu tu,  między
domami jest znacznie cieplej.
A tak przy okazji wyczytałam w ogłoszeniach, że 11 i 12 maja będzie
wystawa BONSAI.  Jeżeli tylko nie zapomnę - pojadę, bo to ciekawa
wystawa.
Ptaszydła  śpiewały cały czas jak nakręcone, ale widziałam tylko jednego
kosa i jakies szare maleństwo, chyba mniejsze od  wróbla, które  całkiem
głośno się produkowało.
Trochę dziwnie wygląda ogród gdy większość bardzo starych drzew jest
pozbawiona liści i stanowi tło dla  różnych odmian  "iglaków". Przy okazji
zobaczyłam, że na wielu drzewach są  zainstalowane budki lęgowe które
latem, gdy drzewa mają liście, są niewidoczne.

środa, 3 kwietnia 2019

Dla siebie zrobiłam

Pierwsze koraliki w tym roku - ściubiłam, ściubiłam, ale w końcu
zrobiłam. Są tak leciutkie,  że zupełnie ich nie czuję na szyi.
Trochę się "narobiłam", bo oprawianie tych małych  kamyków w małe
koraliki było chwilami męczące.
Mam "w zanadrzu"  kilka projektów, ale jakoś czasu mi ostatnio brak,
bo okazuje się, że najmniej służy mi siedzenie. Kilka razy w ciągu dnia
muszę poćwiczyć , potem trochę odpocząć, muszę wyjść na spacer więc
łączę zakupy ze spacerem, w garnkach też muszę  pomerdać bo samo się
nie zrobi.
A propos garnków- zrobiłam dziś "potrawkę z kurczaka", czyli:
pokroiłam biust kurczaka na małe kawałki, kostka cm na cm, dodałam
do mięsa 3 starte na drobnej tarce marchewki, 2 starte jabłka, łyżkę
stołową słodkiej wędzonej papryki, odrobinę soli, 2 jajka i łyżkę mąki
kokosowej.
Wszystko razem dokładnie wymieszałam i gdy już nie można było
rozpoznać części składowych - wrzuciłam wszystko na patelnię, na
której rozpuściłam masło klarowane. Piętnaście minut smażenia i
obiad był gotowy. Wyszło super.
 A moje nowe koraliki wyglądają tak:


Byłam dziś w swojej przychodni lekarskiej, bo przecież rozpoczął się nowy
kwartał, więc musiałam odnowić posiadane skierowania do specjalistów.
Tym razem ruszyliśmy nie samochodem a metrem i to był dobry pomysł,
bo za Chiny  Ludowe nie byłoby gdzie zaparkować.
Szalenie się zmęczyłam, bo metro = schody i nieco tych schodów w górę i
w dół  musiałam pokonać. Najbardziej ubawiłam się na jednej ze stacji,
na której schody ruchome jeżdżą tylko w dół, a w górę należy je pokonywać
 per pedes. Mąż mnie cały czas pocieszał, że tu metro jest dość płytko pod
ziemią, nie to co w Moskwie, gdzie gdy stanie się na górze to niemal końca
schodów nie widać. Na szczęście tam byłam tylko jeden raz.

sobota, 30 marca 2019

MIX wiosenny

Wyjrzałam dziś rano przez okno na podwórko, a tam:
          Rozbujała się jesienią przycięta forsycja

  A śliwka  dosięgnie  niedługo trzeciego piętra, na razie zagląda  w okna
drugiego piętra.
Słońce świeciło, termometr  zatrzymał się na 18 stopniach ciepła, więc mus
iść na  spacer. Przeszłam raptem 3 km  i ........ledwo wróciłam. Nic mnie nie
bolało, ale tak się  zmęczyłam jakbym przewędrowała 10 km. Ostatnie 250
metrów było  najgorsze. Szłam z  zaciśniętymi zębami  wpatrzona w bramę
domu jak w ostatnią deskę ratunku. Pocieszałam się myślą, że zaraz winda
dowiezie mnie do mieszkania.
Po tym szpitalu jakoś nie mogę dojść do  siebie- moja kondycja  poszła się
gdzieś paść.

A w poniedziałek znów będzie strajk metra, i autobusów należących do BVG.
Zacznie się w nocy z niedzieli na poniedziałek o godz.3,30 i potrwa  dobę.
Na szczęście kolej miejska będzie  funkcjonować oraz  autobusy innych
przewoźników, głównie dowożące do kolei miejskiej. Będzie znów obłęd.

Mam nieodparte wrażenie że świat nieco świruje. Japończycy i Rosjanie
chcą sklonować.....mamuta włochatego.
W 2011 roku na Syberii odkryto szczątki samicy mamuta włochatego,
leżące w  wiecznej zmarzlinie od 28 tysięcy lat. Zakonserwowała się ta
mamucica w tej zmarzlinie  na tyle dobrze, że wiele komórek było w dość
dobrym stanie i stały się przedmiotem badań.
Japońscy naukowcy pobrali próbki szpiku kostnego i tkanki mięśniowej i
wyekstrachowali z nich jądra komórkowe, które zostały wszczepione do
komórek jajowych myszy, po pozbawieniu ich jąder komórkowych.
Przeszczepiono w ten sposób 43 jądra komórkowe mamucicy i pięć  z nich
wykazało aktywność przyjmując typ formacji strukturalnej poprzedzającej
podział komórki. Ale  do samego podziału komórki nie doszło.
Pomimo niepowodzenia uznano badanie za " ZNACZĄCY KROK W
KIERUNKU  WSKRZESZENIA MAMUTÓW".
Wystarczy tylko poszukać w  wiecznej zmarzlinie następnego mamuta
z nieco mniej uszkodzonymi komórkami.
Zawsze twierdzę, że za zamkniętymi  dokładnie  drzwiami laboratoriów
naukowych dzieją się rzeczy dziwne i straszne a na dodatek tak naprawdę
nie za bardzo potrzebne.
Miłej niedzieli Wszystkim;)





piątek, 29 marca 2019

Norymberga

W Norymberdze spędziłam  mniej więcej pół dnia, czyli o wiele za mało jak
na tak stare i ładne miasto. A i to raczej z przypadku, a nie z myślą o jego
zwiedzeniu.
Musiałam lecieć do córki do Monachium, a tanie linie lotnicze dolatywały
tylko do Norymbergi, która leży 150 km na południowy wschód od  celu
mojej podróży. Na dodatek samolot wylatywał z Warszawy o 8 rano, więc
kazano mi być na  odprawie pasażerów już o 6 rano. Dla mnie była to iście
nie chrześcijańska godzina, bo musiałam być tam wcześniej, by zostawić
samochód na parkingu, co na warszawskim lotnisku proste nie jest do dziś.
Po szczęśliwym zaparkowaniu, stałam ponad godzinę  w kolejce do
 jedynej bramki bezpieczeństwa, w koszmarnym zaduchu i wysokiej
temperaturze. Miałam wrażenie, że pomimo lata włączone są kaloryfery.
Lot niedługi, spokojny,choć przez moment byłam pewna, że wylądujemy
tym lotem koszącym na terenie ogródków działkowych- pilot chyba miał
nadmiar energii lub fantazji.
Dzięki wytycznym otrzymanym  mailem od córki nie pognałam jak
reszta pasażerów na górę przez sklep wolnocłowy, ale spokojnie, bez tłumu
dotarłam  do podajnika bagaży i niemal jako pierwsza odebrałam swój
bagaż. Dzieci już czekały, buźka, niedźwiedź, walizka w bagażnik i....
jedziemy. W swej naiwności myślałam, że od razu do Monachium, ale nie,
nie ma lekko. Dzieci zaplanowały wpierw zwiedzanie Norymbergi, a
głównie  zamku. Prawdę mówiąc nie  wzbudziło to we mnie entuzjazmu -
byłam niewyspana i głodna. Ale Norymberga " poświęcenia się jest warta."

To bardzo stare miasto, a pierwsze informacje o nim można odnaleźć
w dokumencie cesarza Świętego  Cesarstwa Rzymskiego Narodu
Niemieckiego  Henryka III,  z 1050 roku.
Norymberga w XII w. była stolicą Burgrabstwa Norymbergi, a w 1219 roku
Fryderyk II nadał miastu Wielką Kartę Swobód, co oznaczało, że stała się
Wolnym Miastem Rzeszy.
Wolne Miasta podlegały bezpośredniej władzy cesarzy i posiadały własną,
niezależną  reprezentację w Reichstagu.
Położenie geograficzne Norymbergi  na szlaku w drodze z Rzymu do
Europy Północnej spowodowało, że wraz z Augsburgiem, Legnicą i
Wiedniem stała się jednym z największych miast w środkowej Europie.

Kontakty Norymbergi z Polską:
tu, w 1543r. zostało wydane dzieło Mikołaja Kopernika "O obrotach ciał
niebieskich", jako że Norymberga z drukarstwa słynęła.
Tu w  1554 r., jako pierwszy poza granicami Polski, został wydany utwór
muzyczny Wacława z Szamotuł, a w 1698 r. Jakub Barner, polski lekarz
i chemik wydał podręcznik chemii.
Tu w 1553 r. zmarł autor ołtarza w kościele Mariackim, Witt Stwosz oraz jego
syn, Stanisław Stwosz, również rzeźbiarz(1528 r.), a w czasie II wojny
światowej w podziemiach zamku przechowywano zrabowany przez faszystów
ołtarz  Wita Stwosza.

Nic nie trwa wiecznie i od XVIII wieku zaczął się powolny upadek miasta
i w wieku XIX Norymberga zbankrutowała.
W 1806 r., na polecenie  cesarza Napoleona straciła status Wolnego Miasta
i została wcielona do Królestwa Bawarii, co w efekcie wyszło na zdrowie
gospodarce miasta.

W 1900 r Norymberga była najludniejszym miastem Niemiec i drugim
miastem królestwa Bawarii.
 W wieku XX wpisała się na czarne  karty historii stając się ważnym
ośrodkiem ruchu nazistowskiego.
2 stycznia 1945 r  nalot połączonych sił  wojsk lotniczych brytyjskich oraz
amerykańskich unicestwił 90% starej, zabytkowej średniowiecznej
zabudowy Norymbergi. Norymberga jako jedyne  europejskie miasto miała
wiele zabytkowych , średniowiecznych budynków.
W kwietniu  Amerykanie pokonali w czterodniowej walce połączone siły
Niemiec i Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej ( Własowcy), a miasto zostało
przyłączone do amerykańskiej strefy okupacyjnej.
Od 20.XI 45 r. trwał tu proces nazistowskich zbrodniarzy- wyroki zostały
ogłoszone 1.X. 1946r.
Tyle  historii - mam nadzieję, że nic nie pokręciłam, bo dość kiepska
jestem w historii.
Poza tym historię łatwo  zmienić- niedługo się dowiecie, że przez płot
stoczni   w Gdańsku skakał inny Lech, nie ten od Nobla,  a do UE
wprowadził Polskę obecny premier.

Co do samego miasta- Norymberga została pieczołowicie  odbudowana
po wojnie. Jej stara część jest b.b. ładna.
Budowano domy na starym planie  ulic utrzymując jednocześnie ich stare
cechy, czyli mury szachulcowe.
Do dziś nie  wiem czy są to  prawdziwe mury szachulcowe czy tylko ich
imitacja- stawiam na to drugie. Wnętrza budynków są w pełni nowoczesne.
A z zewnątrz  mur szachulcowy  wygląda tak:
                                  Po prawej jest dom Albrechta Durera

 Widok na mury zamkowe, zamek jest wybudowany na skale

                            A to fragment dziedzińca zamkowego

                                       Jeden z domów w starym stylu

Widok  spod  Zamku na ulicę Zamkową, która dochodzi do Ratusza

Rzeźba przedstawia św. Grzegorza, więc u nas byłby to "Dom
pod  świętym Grzegorzem"

I nieco romantyzmu- mostek nad rzeką Pregnitz, przepływającą przez
Norymbergę, na moście my.

Okrutnie zlazłam  się idąc na ten Zamek- nic dziwnego, byłam w miejskich
pantoflach na obcasie a nie w adidasach, bo nie przewidziałam, że pojęcie
"blisko" może obejmować  ok 3 km pod górę.
Wpierw zwiedziliśmy kilka  dużych sal wypełnionych olbrzymimi
gablotami  ze zbrojami. W prawdziwy zachwyt  wprawiła mnie gablota
w której była "zbroja podróżna" a do siodła konia była przymocowana
metalowa, podróżna kołyska dla niemowlaka.
 I podróżna, metalowa torba podręczna. No normalnie mowę mi
odjęło na ten widok. Niestety był zakaz fotografowania eksponatów, bo
można było  nabyć  w kasie mały  album  z ich zdjęciami. Trochę drogi.
Sam zamek jak na tej wielkości obiekt  (są trzy budynki) jest dość ubogi
w eksponaty, pani przewodniczka cały czas mówiła po niemiecku (dla
mnie to tak samo znajomy język jak chiński) i właściwie nie za bardzo
było co oglądać.
Atrakcją podwórza  zamkowego była bardzo duża i naprawdę bardzo, bardzo
głęboka studnia. W dole miała założoną dość gęstą siatkę  a obok studni
umocowana była tablica z prośbą by turyści uważali na swe czapki,
kapelusze i okulary, które czasami mają zwyczaj lądować w tejże studni,
a wyciągnąć ich  się nie da.
Dość zabawnie było oglądać ściany zamkowe  obwieszone skórami zwierząt
i w upale słuchać jak to bywało przez większą część roku zimno w takim
zamku. No i podobno  często bywały niezłe pożary gdy jakaś nieznośna
iskra zapaliła  tkaniny którymi  były pokryte ściany.
Oj ciężkie były wtedy czasy mieszkańców  zamków.
Szczerze mówiąc żałowałam że nie poszliśmy do  Muzeum  Germańskiego
albo po prostu nie powłóczyliśmy się po mieście.
Ale teraz mogę mówić : Och, Norymberga?- Znam, znam, byłam ;))
Do Warszawy oczywiście wracałam również z Norymbergi, samolot był
opóźniony z powodu mgły, więc poznawałam budynek lotniska.













czwartek, 28 marca 2019

Jezioro Bodeńskie i.....

......"fura"  możliwości.
Zatęskniłam dziś za kwiatami, zielenią i zamarzyła mi się cudowna
 wyspa kwiatów, czyli wyspa Mainau na Jeziorze Bodeńskim.
Nawet gdybyście mnie powiesili do góry nogami to nie jestem w stanie
Wam powiedzieć, dlaczego od dzieciństwa nazwa Jezioro Bodeńskie
budziła we mnie jakąś dziwną tęsknotę. Może dlatego,że nie wiedziałam
zupełnie gdzie jest takie  jezioro?
A może to przez Dygata?  Jego powieść pod tym tytułem dość długo
leżała na biurku mego dziadka w czasach, gdy po kryjomu  czytałam
te książki, które czytał dziadek. O ile z ciekawością przeczytałam
Dittę , o tyle Jezioro Bodeńskie niezbyt mnie zainteresowało. Po kilku
kartkach miałam dość - może dlatego, że miałam wtedy tylko 7 lat?
I gdy pewnego dnia  w Monachium córka powiedziała "jutro jedziemy
nad Jezioro Bodeńskie", poczułam dziwne mrówki na plecach.
Jezioro Bodeńskie  jest  akwenem międzynarodowym- jego  wody
o powierzchni 536 km kwadratowych należą do Austrii, Niemiec
i Szwajcarii. Już sama droga samochodem nad Jezioro była bardzo
ciekawa widokowo.
W pierwszej kolejności poza kolejnością przyjechaliśmy do
Meersburga, leżącego nad Jeziorem Bodeńskim.
Miasteczko jest cudne - wąskie uliczki, większość krętych, wijących
 się w górę i w dół,kolorowe niewielkie kamienice, tłum turystów.
I stary zamek, główny cel naszej wycieczki w tym miejscu.
Prawa miejskie Meersburg otrzymał w 1229 roku.
Zamek w Meersburgu jest prawdopodobnie z VII wieku, a może nawet
powstał wcześniej. Mury jego są niesamowicie  grube, widać na  nich
ślady ociosywania kamiennych, olbrzymich bloków.
W wielu pomieszczeniach ściany mają ślady okopcenia-wszak  zamek
sposobem ogrzewania  początkowo nie różnił się od kurnej chaty.
Może i było  bezpiecznie mieszkać w  takim zamku, ale chyba nie
było to przytulne lokum.
Wszystkim zwiedzającym niebywale  podobał się loch, do którego
można było swobodnie zajrzeć z góry i popatrzeć z pogardą i wyższością
na tych wrzuconych do lochu. Nikt się nie bawił wtedy w prawa człowieka,
nie interesował uwięzionymi czy im wygodnie czy też nie. Podpadłeś,
skazano cię na loch- siedź o głodzie i  chłodzie, twoja wina.
Z zamku jest piękny widok na Jezioro Bodeńskie i Podzamcze.
W części  Zamku  jest 30 pomieszczeń do zwiedzania, w drugiej części
mieszkają spadkobiercy właściciela zamku,  Carla Mayera von Mayerfels.
Nie mam zdjęć z Meersburga, ale wspomogłam się zdjęciami ze strony
internetowej  www.kostenlose-fotos.eu


                          Górujący nad miasteczkiem  zamek

                                 Widok na Podzamcze i Jezioro Bodeńskie

                        Jedna z zabawnych uliczek

Po zwiedzeniu Meersburga wsiedliśmy znów do samochodu i podjechaliśmy
na przystań promową, by promem dostać się na wyspę Mainau. To była moja
pierwsza w życiu przeprawa promowa. Szkoda, że taka krótka.
A potem to już były same achy i ochy i trochę zdjęć udało mi się porobić.
Wyspa Mainau ma specyficzny mikroklimat, który umożliwia uprawę wielu
egzotycznych roślin.
Od 1932 roku zamieszkiwał  na wyspie były książę Szwecji, hrabia Gustaw
Lennart  Bernadotte. Zmarł tam w 2004 roku. Po popełnieniu mezaliansu
(ożenił się bowiem z niewłaściwą osobą) był pozbawiony prawa dziedziczenia
tronu szwedzkiego. To on założył na wyspie ten wspaniały ogród.

 Z tyłu, za tym kwiatowo roślinnym krasnalem jest pałac, w którym mieszkał
hrabia z "niewłaściwą żoną" i swymi dziećmi.

        Nie wiem jaki to gatunek ptaków, może kaczusie, ale podobają mi się

                      A to kwiatowy paw, też osobliwy okaz

                         Nie mam pojęcia jak się te kwiaty nazywają



            
  Motylek, który w motylarium zaszczycił moje ramię swą obecnością i wcale
mu nie przeszkadzało, że chodzę

                             A ten był czymś zajęty

                        Bardzo znana z pocztówek fontanna z łabędziami
                   Sposób na wykorzystanie zbytecznego już samochodu

 To nie UFO, to sterowiec nad Jeziorem Bodeńskim, widziany z tarasu
szklarni

Jeżeli kogoś z Was droga poprowadzi do Bawarii skuście się na wyspę
Mainau. Zobaczycie wiele  cudnych  i rzadko spotykanych roślin,
z pewnością spodoba się też Wam wizyta w motylarium  wśród niemal
oswojonych motyli, zobaczycie w parku rośliny spoza Europy, np. sekwoje.
Są cudowne, imponująco  wysokie tylko jakoś  trudno je fotografować.
Musiałam to robić "piętrowo" ale potem i tak nie miałam jak połączyć
trzech fotek w jedną. Ale zostało wspomnienie.
Wstęp na Wyspę Mainau jest drogi, 21 € od osoby dorosłej, ale dzieci
do lat 12 wchodzą za darmo. Podobno gdy się wchodzi około godz,16,30
wstęp jest znacznie tańszy, ale nie wiem czy to prawda.
A propos dzieci- dla nich jest utworzone  mini ZOO z różnych zwierząt
domowych, które można obejrzeć z bliska, zwierzątka pogłaskać,
a nawet nakarmić- wszystko w obecności opiekuna zwierząt.
Park jest otwierany o świcie, zamykany o zmierzchu.Turystów zawsze jest
mnóstwo.
Wracaliśmy do Monachium płatną  szosą prywatną, poprowadzoną wzdłuż
Izary. Pierwszy raz jechałam płatną, prywatną szosą - tłoku na niej
nie było, od początku drogi do jej końca jechaliśmy sami.
Isara jest piękną, górską rzeką. Przepływa przez  centrum Monachium.
Latem można wypożyczyć leżak i w samym centrum miasta plażować
nad brzegiem rzeki.
Widziałam w Monachium dwa oblicza tej rzeki- to łaskawe, łagodne,
z plażowiczami brodzącymi  po kostki w  wodzie i spienioną, wezbraną,
pędzącą brunatną wodę unoszącą to co udało się jej zagarnąć.