...... i ja.
Właśnie wróciłam ze sklepu - dobrze, że serce mam jeszcze zdrowe i
z wrażenia nie padłam.
Jedyny spożywczak ( właściwie to sklep typu szwarc, mydło i powidło bo
i leki tu kupisz i chemię gospodarczą i nieco artykułów gospodarstwa
domowego) w pobliżu mego mieszkania to dość popularna tu sieciówka
EDEKA.
A więc postanowiłam dziś zrobić nieco większe zakupy i już o 8,15 byłam
w sklepie.
Dotychczas gdy wchodziłam do tegoż sklepu mój wzrok był atakowany
widokiem przeróżnych owoców - nie tylko rodem z całej Europy ale i niemal
z połowy świata, a dziś - no myślałam, że śnię - wszystkie pojemniki puste,
w jednym były 2 ostatnie siatki mandarynek. Pal nędza te owoce - bez nich
przeżyję, ale po lewej stronie, dotąd pełne przeróżnych, warzyw pojemniki
prezentowały bezwstydnie swe dna. Nawet marchew- bio i brukselka gdzieś
wyparowały! Z ulgą chwyciłam jedną z dwóch główek kapusty szpiczastej.
A tak przy okazji - zawsze mnie tu zadziwiała różnorodność rodzajów
kapusty. Zniknęły i mniej popularne warzywka jak jarmuż i pasternak. Ani
śladu pieczarek, a to dotąd był chyba dyżurny towar - białe i brązowe, małe,
średnie i bardzo duże.
Na półkach, gdzie dotychczas były wręcz nadmiary jajek, stało tylko kilka
pojemniczków jajek od nieszczęśliwych kur, czyli tych z chowu klatkowego.
Z braku innych jajek wzięłam 6 sztuk od tych nieszczęśliwych kur. Mam
nadzieję, że jajka nie będą płakać przy gotowaniu lub smażeniu. Tego bym
pewnie już nie zdzierżyła.
Przetrzebiono półki z paczkowanym pieczywem, zero opakowań z płatkami
owsianymi, zwykłych cornfleksów znów brak, zero pieczywa bezglutenowego.
Tym razem nie było nawet makaronu "świderki"- cały regał puściutki.
W lodówkach też spore braki - nie było frytek, małe opakowania różnych
warzywnych mrożonek wyparowały. Pizze także przetrzebione dokładnie.
Oczywiście nie było ani pół rolki papieru toaletowego, ale leżały aż trzy
paczki chusteczek- wzgardziłam nimi - mam w domu.Wyparowały też
baterie AA - ciekawe jakie potrawy z nich robią.
Na szczęście były moje ulubione jogurty greckie i nawet serek philadelfia
bez laktozy. Zapewne nie zemrę z głodu.
Za to idąc do sklepu i wracając z niego wymieniłam uśmiechy i pozdrowienia
z kilkunastoma osobami płci różnej i różnego wieku - osobami kompletnie
obcymi. I to są te miłe strony Berlina - nie znamy się a uśmiechamy się do
siebie i życzymy sobie dobrego dnia.
A pogoda już trzeci dzień piękna- słońce pięknie świeci a kosy wygwizdują
swe trele wabiąc partnerki. Drzewa jeszcze bezlistne i śpiew ptaków wśród
nagich gałęzi jest nieco niezwykłym zjawiskiem.
Miłego dla Was!!!
drewniana rzezba
poniedziałek, 16 marca 2020
piątek, 13 marca 2020
I znowu piątek
Od kilku dni jedna ze stacji radiowych w Berlinie, która służy mi za kurtynę
dźwiękową, co godzinę podaje wiadomości pt."koronawirus w Berlinie".
A ja słucham i cieszę się ogromnie, że prawie nic nie rozumiem.
Dziś moja poranna wizyta w sklepie zaowocowała nabyciem.....papieru
toaletowego. "Szarpnęłam" się aż na 10 rolek w opakowaniu. Chusteczek
nadal brak. Nie mniej odnotowałam fakt, że półka z mąką nadal pusta, ale
to nic dziwnego, tam zwykle nie stało więcej niż ze 20 opakowań różnych
rodzajów mąki. No ale były już moje cornfleksy.
Od wtorku (16.03) będą nieczynne szkoły i chyba przedszkola, a gdy się
dodzwoniłam do własnej przychodni, to miły męski głos poinformował mnie,
że przychodnia jest nieczynna bo personel jest chory, więc mam do wyboru
wykonanie telefonu albo na pogotowie albo wizytę na SOR w szpitalu.
Dobrze, że mam jeszcze leki na 50 dni.
Wieści o tym wirusie są dość niemiłe- ta zaraza jest w świetnej kondycji,
w powietrzu utrzymuje się przy życiu aż 3 godziny, a na różnych
powierzchniach może trwać dni kilka .
Zupełnie jak wirus zapalenia wątroby, którego nie zabija temperatura 100
stopni Celsjusza. Do jego unicestwienia wymagana jest temperatura 160
stopni stosowana przez minimum 30 minut. Z powierzchni można go usunąć
jedynie roztworem chloraminy. Wirus zapalenia wątroby ma dwie odmiany,
na typ B jest szczepionka, na typ C niestety nie , a on powoduje marskość
wątroby. I jest na tyle paskudny, że można być jego nosicielem i nie mieć
żadnych objawów chorobowych, stanowiąc zagrożenie dla innych osób.
O tym koronawirusie wciąż jeszcze niewiele wiadomo, choć podobno
wszyscy bardzo intensywnie pracują nad poznaniem jego słabych stron.
Na razie w Berlinie pozamykane są różne kluby, poodwoływane różne
imprezy, rozgrywki Bundesligi także, UEFA też coś tam poodwoływała.
Ciekawa jestem jak długo potrwa taka totalna dezorganizacja.
Wirus, pandemia i.......wreszcie prasa ma o czym bez końca pisać.
A na ten weekend przygotowałam nieco lżejszą muzykę:
Miłego, słonecznego weekendu Wszystkim życzę. Podobno ma być wiosennie.
dźwiękową, co godzinę podaje wiadomości pt."koronawirus w Berlinie".
A ja słucham i cieszę się ogromnie, że prawie nic nie rozumiem.
Dziś moja poranna wizyta w sklepie zaowocowała nabyciem.....papieru
toaletowego. "Szarpnęłam" się aż na 10 rolek w opakowaniu. Chusteczek
nadal brak. Nie mniej odnotowałam fakt, że półka z mąką nadal pusta, ale
to nic dziwnego, tam zwykle nie stało więcej niż ze 20 opakowań różnych
rodzajów mąki. No ale były już moje cornfleksy.
Od wtorku (16.03) będą nieczynne szkoły i chyba przedszkola, a gdy się
dodzwoniłam do własnej przychodni, to miły męski głos poinformował mnie,
że przychodnia jest nieczynna bo personel jest chory, więc mam do wyboru
wykonanie telefonu albo na pogotowie albo wizytę na SOR w szpitalu.
Dobrze, że mam jeszcze leki na 50 dni.
Wieści o tym wirusie są dość niemiłe- ta zaraza jest w świetnej kondycji,
w powietrzu utrzymuje się przy życiu aż 3 godziny, a na różnych
powierzchniach może trwać dni kilka .
Zupełnie jak wirus zapalenia wątroby, którego nie zabija temperatura 100
stopni Celsjusza. Do jego unicestwienia wymagana jest temperatura 160
stopni stosowana przez minimum 30 minut. Z powierzchni można go usunąć
jedynie roztworem chloraminy. Wirus zapalenia wątroby ma dwie odmiany,
na typ B jest szczepionka, na typ C niestety nie , a on powoduje marskość
wątroby. I jest na tyle paskudny, że można być jego nosicielem i nie mieć
żadnych objawów chorobowych, stanowiąc zagrożenie dla innych osób.
O tym koronawirusie wciąż jeszcze niewiele wiadomo, choć podobno
wszyscy bardzo intensywnie pracują nad poznaniem jego słabych stron.
Na razie w Berlinie pozamykane są różne kluby, poodwoływane różne
imprezy, rozgrywki Bundesligi także, UEFA też coś tam poodwoływała.
Ciekawa jestem jak długo potrwa taka totalna dezorganizacja.
Wirus, pandemia i.......wreszcie prasa ma o czym bez końca pisać.
A na ten weekend przygotowałam nieco lżejszą muzykę:
Miłego, słonecznego weekendu Wszystkim życzę. Podobno ma być wiosennie.
środa, 11 marca 2020
No to mamy pandemię....
......tak właśnie podała WHO.
Winda w moim domu też zachorowała - na szczęście nie kicha, nie kaszle,
tylko stoi i nie chce jeździć. No to musiałam dziś wdrapywać się na to swoje
trzecie piętro. Dobrze, że zakupy zrobiłam wczoraj.
W ramach profilaktyki nie pojechałam wczoraj do lekarza rodzinnego, mam
zamiar załatwić recepty telefonicznie, by mi je przysłali do domu.
Jedna rzecz jest w Berlinie cudowna - mówiąc brzydko, gdzie nie spluniesz to
oplujesz aptekę.- do jednej mam 350 metrów, do drugiej o 100 metrów więcej,
a w promieniu 1 kilometra to mam ich ze 6 lub 7. I w żadnej nie ma nigdy
kolejki. A na mojej ulicy naliczyłam 3 optyków i tyleż samo ....fryzjerów.
W ramach profilaktyki zdrowotnej łykam witaminę B12 z D3(sprawdzałam
poziom, mam niedobory), ponadto wit.C a do porannej kawy dodaję miód,
kurkumę, cynamon, mielony goździk. Poza tym wieczorem z poświęceniem
zjadam łyżkę miodu z czosnkiem- nie jest to moje ulubione żarełko, ale mówi
się trudno i się zjada. A na poprawę samopoczucia konsumuję czekoladę 85%
kakao. No i się nie odchudzam, choć podobno wiosna puka do drzwi.
A wczoraj miałam super dzień - dziś mam po nim pamiątkę w postaci
pięknego i pachnącego bukietu kwiatów.
Kolejna znajomość wirtualna przeniosła się do świata realnego. To kolejna
osoba, z którą "nadajemy na tych samych falach". Mam jednak szczęście.
Eluniu - pąki zaczynają się rozwijać a frezja pachnie obłędnie, dziękuję!
Poza tym wczoraj wieczorem tak się zaczytałam skutecznie, że do godziny
4 nad ranem przeczytałam cały thriller niejakiej pani Paris-"Pozwól mi wrócić"
czyli 318 stron. Nie wiem tylko dlaczego obudziłam się potem o 8 rano i cały
dzień chodziłam z lekka skołowana.
Zaczynam się zastanawiać co dalej będzie z tą pandemią- przy pandemii mogą
być zamknięte granice, nie tylko szkoły i uczelnie.
Na razie różne ważne zawody sportowe odbywają się przy pustych trybunach.
Odwoływane są różne imprezy. Pandemia odbije się niekorzystnie na wszystkich
dziedzinach życia- padnie nie tylko turystyka. Może być kolejny krach finansowy,
bo "siądzie" i produkcja i zbyt.
Ciekawe czy moi zjadą na święta wielkanocne do Berlina . A jeśli zjadą, to czy
będą mogli wrócić do Szwecji? Tego na razie nie wie nikt, ale wszystko jest
możliwe, każdy scenariusz.
No tak - jak widać trafiło mi się żyć " w ciekawych czasach"- a ja tak lubię
nudę, ciszę i spokój.
I w ramach tej nudy i spokoju znalazłam kolejny jaspis i oprawiłam go.
Winda w moim domu też zachorowała - na szczęście nie kicha, nie kaszle,
tylko stoi i nie chce jeździć. No to musiałam dziś wdrapywać się na to swoje
trzecie piętro. Dobrze, że zakupy zrobiłam wczoraj.
W ramach profilaktyki nie pojechałam wczoraj do lekarza rodzinnego, mam
zamiar załatwić recepty telefonicznie, by mi je przysłali do domu.
Jedna rzecz jest w Berlinie cudowna - mówiąc brzydko, gdzie nie spluniesz to
oplujesz aptekę.- do jednej mam 350 metrów, do drugiej o 100 metrów więcej,
a w promieniu 1 kilometra to mam ich ze 6 lub 7. I w żadnej nie ma nigdy
kolejki. A na mojej ulicy naliczyłam 3 optyków i tyleż samo ....fryzjerów.
W ramach profilaktyki zdrowotnej łykam witaminę B12 z D3(sprawdzałam
poziom, mam niedobory), ponadto wit.C a do porannej kawy dodaję miód,
kurkumę, cynamon, mielony goździk. Poza tym wieczorem z poświęceniem
zjadam łyżkę miodu z czosnkiem- nie jest to moje ulubione żarełko, ale mówi
się trudno i się zjada. A na poprawę samopoczucia konsumuję czekoladę 85%
kakao. No i się nie odchudzam, choć podobno wiosna puka do drzwi.
A wczoraj miałam super dzień - dziś mam po nim pamiątkę w postaci
pięknego i pachnącego bukietu kwiatów.
Kolejna znajomość wirtualna przeniosła się do świata realnego. To kolejna
osoba, z którą "nadajemy na tych samych falach". Mam jednak szczęście.
Eluniu - pąki zaczynają się rozwijać a frezja pachnie obłędnie, dziękuję!
Poza tym wczoraj wieczorem tak się zaczytałam skutecznie, że do godziny
4 nad ranem przeczytałam cały thriller niejakiej pani Paris-"Pozwól mi wrócić"
czyli 318 stron. Nie wiem tylko dlaczego obudziłam się potem o 8 rano i cały
dzień chodziłam z lekka skołowana.
Zaczynam się zastanawiać co dalej będzie z tą pandemią- przy pandemii mogą
być zamknięte granice, nie tylko szkoły i uczelnie.
Na razie różne ważne zawody sportowe odbywają się przy pustych trybunach.
Odwoływane są różne imprezy. Pandemia odbije się niekorzystnie na wszystkich
dziedzinach życia- padnie nie tylko turystyka. Może być kolejny krach finansowy,
bo "siądzie" i produkcja i zbyt.
Ciekawe czy moi zjadą na święta wielkanocne do Berlina . A jeśli zjadą, to czy
będą mogli wrócić do Szwecji? Tego na razie nie wie nikt, ale wszystko jest
możliwe, każdy scenariusz.
No tak - jak widać trafiło mi się żyć " w ciekawych czasach"- a ja tak lubię
nudę, ciszę i spokój.
I w ramach tej nudy i spokoju znalazłam kolejny jaspis i oprawiłam go.
niedziela, 8 marca 2020
Dziś koniec....
.......12 edycji Tango2 Istanbul.
Przed chwilą wskoczyły do sieci nowe filmiki:
W tym ostatnim tangu Achaval pokazuje, że tango to taniec, w którym
niewątpliwie przewodzi mężczyzna i improwizuje.
Wiem, że wiele osób uważa, że oni tak dobrze tańczą głównie dlatego, że
ciągle ćwiczą ten sam układ.
Ćwiczyć to oni ćwiczą, bo jak się jest tancerzem to podstawą egzystencji jest
stałe utrzymywanie ciała w dobrej sprawności i kondycji, niezależnie od tego
czy jest się tancerzem w balecie klasycznym czy w jakimś zespole tańca
ludowego czy też tańczy się taniec towarzyski.
Na wielu maratonach tanga jest zwyczaj, że w ramach pokazów, w drodze
losowania tańczą ze sobą pary, które nigdy nie tańczą ze sobą "na co dzień",
a więc wspólnie nie ćwiczą żadnego układu tanecznego.
Poniżej jest film z Gallo Ciego w 2019 r i zobaczcie jak pięknie Roxana tańczy
z Javierem Rodriquesem :
A poniżej dokończenie tej 12 edycji z Istambułu:
Miłego nowego tygodnia Wszystkim.
Przed chwilą wskoczyły do sieci nowe filmiki:
W tym ostatnim tangu Achaval pokazuje, że tango to taniec, w którym
niewątpliwie przewodzi mężczyzna i improwizuje.
Wiem, że wiele osób uważa, że oni tak dobrze tańczą głównie dlatego, że
ciągle ćwiczą ten sam układ.
Ćwiczyć to oni ćwiczą, bo jak się jest tancerzem to podstawą egzystencji jest
stałe utrzymywanie ciała w dobrej sprawności i kondycji, niezależnie od tego
czy jest się tancerzem w balecie klasycznym czy w jakimś zespole tańca
ludowego czy też tańczy się taniec towarzyski.
Na wielu maratonach tanga jest zwyczaj, że w ramach pokazów, w drodze
losowania tańczą ze sobą pary, które nigdy nie tańczą ze sobą "na co dzień",
a więc wspólnie nie ćwiczą żadnego układu tanecznego.
Poniżej jest film z Gallo Ciego w 2019 r i zobaczcie jak pięknie Roxana tańczy
z Javierem Rodriquesem :
A poniżej dokończenie tej 12 edycji z Istambułu:
czwartek, 5 marca 2020
Ja się nieco lenię.......
..... a inni w tym czasie prowadzili warsztaty i dawali pokazy w Helsinkach
na imprezie Tango Frostbite 2020.
I jak zawsze tańczyli świetnie:
A aktualnie już prowadzą warsztaty tanga i pokazy w Stambule.
Oczywiście oglądajcie ich na YT i koniecznie w trybie filmowym lub wersji
pełnoekranowej.
Ale nie ma lekko - przeżyłam dziś kolejne deja vu. Chyba się Wam nie
zwierzyłam, że ogromnie nie lubię człapać w celach spacerowych, zwłaszcza
odkąd jestem sama.
Bo zawsze każdy mój spacer miał jakiś cel - w młodości- randkowy,
potem były spacery z dzieckiem, dziecko wyrosło to były spacery z psem (4-5
razy dziennie), po przyjeździe do Berlina to były spacery z mężem by poznać
naszą najbliższą okolicę , czasem i dalszą;)
A teraz, ponieważ chodzić muszę, żeby nie utracić tej cennej umiejętności, to
spacery jako takie nie istnieją bo ogromnie nie lubię łazić bez celu.
Więc celem staje się konieczność zrobienia zakupów. A więc wcale się nie
wysilam by czegoś nie zapomnieć kupić - zapomnę, to przewlokę się dzień
później- nie ma problemu. Dzięki krokomierzowi wiem w jakiej odległości
od domu mam poszczególne sklepy i dokąd pójść by "wydreptać" konieczne
minimum.
Jak zapewne wiecie ukoronowany wirus dotarł już do Niemiec , dotarł też do
Berlina- no cóż, można się było tego spodziewać. Już jest zamkniętych kilka
berlińskich szkół, a ludzi pomału ogarnia panika.
Dziś z niejakim zdziwieniem odnotowałam fakt, że półki dotąd zapełnione
różnego rodzaju chusteczkami, papierem toaletowym, papierem kuchennym-
są zupełnie puste. Zniknęły też zwykłe płatki kukurydziane, chlebki WAZA,
czyli te twarde "deseczki", masło klarowane, nieduże opakowania mrożonek
warzywnych. Za to banany staniały - są po 97 centów za kilogram. Kupiłam-
mam jednak w sobie coś z małpy, nie tylko Rh + - uwielbiam banany.
Wyraźnie też zmniejszyła się ilość przetworów w puszkach lub słoikach.
Ten wirus, który jak wiadomo "wyrósł" w Chinach zamiesza w całym świecie-
bo świat stał się globalną wioską zwłaszcza w sensie ekonomicznym.
W Chinach, rozłożonych teraz wirusem, produkuje się niemal wszystko -
wielkie koncerny przemysłowe tam umieściły produkcję wielu części i
podzespołów. Każda przerwa w produkcji to straty finansowe nie tylko dla
Chin a dla wszystkich państw. Tak naprawdę trudno się rozeznać czego te
Chiny nie produkują, bo niemal w każdym produkcie mają swój udział.
Jeżeli dalej będzie się ten wirus rozprzestrzeniał nastąpią również spore straty
w turystyce- i nie dlatego, że nikt kto ma zdrowe zmysły nie pojedzie do
Chin, ale dlatego, że najliczniejszą grupę turystów stanowią Chińczycy. To oni
są zapalonymi turystami i wszędzie ich pełno- no cóż, jest ich wszak duuuużo.
Z mojego własnego podwórka niepokoi mnie fakt, że lek, który muszę brać
codziennie by jeszcze pożyć - produkowany jest w Chinach, a tak konkretnie
ta jego "lecznicza" strona, bo końcowy produkt powstaje w firmie Merck,
daleko od Chin.
Jeżeli ktoś z Was ma pretensję do WHO, że nie ogłasza pandemii,
to wyjaśniam- pandemię ogłasza się wtedy, gdy są zachorowania wtórne, a nie
tylko spowodowane tym, że ktoś przywlókł infekcję z innego miejsca.
I nadal aktualne zalecenie - myjcie często ręce w ciepłej wodzie (bo co ósmy
Polak nie ma takiego zwyczaju, nawet po skorzystaniu z toalety), nie
odchudzajcie się, starajcie się dobrze odżywiać i unikajcie skupisk ludzkich
w zamkniętych pomieszczeniach.
na imprezie Tango Frostbite 2020.
I jak zawsze tańczyli świetnie:
A aktualnie już prowadzą warsztaty tanga i pokazy w Stambule.
Oczywiście oglądajcie ich na YT i koniecznie w trybie filmowym lub wersji
pełnoekranowej.
Ale nie ma lekko - przeżyłam dziś kolejne deja vu. Chyba się Wam nie
zwierzyłam, że ogromnie nie lubię człapać w celach spacerowych, zwłaszcza
odkąd jestem sama.
Bo zawsze każdy mój spacer miał jakiś cel - w młodości- randkowy,
potem były spacery z dzieckiem, dziecko wyrosło to były spacery z psem (4-5
razy dziennie), po przyjeździe do Berlina to były spacery z mężem by poznać
naszą najbliższą okolicę , czasem i dalszą;)
A teraz, ponieważ chodzić muszę, żeby nie utracić tej cennej umiejętności, to
spacery jako takie nie istnieją bo ogromnie nie lubię łazić bez celu.
Więc celem staje się konieczność zrobienia zakupów. A więc wcale się nie
wysilam by czegoś nie zapomnieć kupić - zapomnę, to przewlokę się dzień
później- nie ma problemu. Dzięki krokomierzowi wiem w jakiej odległości
od domu mam poszczególne sklepy i dokąd pójść by "wydreptać" konieczne
minimum.
Jak zapewne wiecie ukoronowany wirus dotarł już do Niemiec , dotarł też do
Berlina- no cóż, można się było tego spodziewać. Już jest zamkniętych kilka
berlińskich szkół, a ludzi pomału ogarnia panika.
Dziś z niejakim zdziwieniem odnotowałam fakt, że półki dotąd zapełnione
różnego rodzaju chusteczkami, papierem toaletowym, papierem kuchennym-
są zupełnie puste. Zniknęły też zwykłe płatki kukurydziane, chlebki WAZA,
czyli te twarde "deseczki", masło klarowane, nieduże opakowania mrożonek
warzywnych. Za to banany staniały - są po 97 centów za kilogram. Kupiłam-
mam jednak w sobie coś z małpy, nie tylko Rh + - uwielbiam banany.
Wyraźnie też zmniejszyła się ilość przetworów w puszkach lub słoikach.
Ten wirus, który jak wiadomo "wyrósł" w Chinach zamiesza w całym świecie-
bo świat stał się globalną wioską zwłaszcza w sensie ekonomicznym.
W Chinach, rozłożonych teraz wirusem, produkuje się niemal wszystko -
wielkie koncerny przemysłowe tam umieściły produkcję wielu części i
podzespołów. Każda przerwa w produkcji to straty finansowe nie tylko dla
Chin a dla wszystkich państw. Tak naprawdę trudno się rozeznać czego te
Chiny nie produkują, bo niemal w każdym produkcie mają swój udział.
Jeżeli dalej będzie się ten wirus rozprzestrzeniał nastąpią również spore straty
w turystyce- i nie dlatego, że nikt kto ma zdrowe zmysły nie pojedzie do
Chin, ale dlatego, że najliczniejszą grupę turystów stanowią Chińczycy. To oni
są zapalonymi turystami i wszędzie ich pełno- no cóż, jest ich wszak duuuużo.
Z mojego własnego podwórka niepokoi mnie fakt, że lek, który muszę brać
codziennie by jeszcze pożyć - produkowany jest w Chinach, a tak konkretnie
ta jego "lecznicza" strona, bo końcowy produkt powstaje w firmie Merck,
daleko od Chin.
Jeżeli ktoś z Was ma pretensję do WHO, że nie ogłasza pandemii,
to wyjaśniam- pandemię ogłasza się wtedy, gdy są zachorowania wtórne, a nie
tylko spowodowane tym, że ktoś przywlókł infekcję z innego miejsca.
I nadal aktualne zalecenie - myjcie często ręce w ciepłej wodzie (bo co ósmy
Polak nie ma takiego zwyczaju, nawet po skorzystaniu z toalety), nie
odchudzajcie się, starajcie się dobrze odżywiać i unikajcie skupisk ludzkich
w zamkniętych pomieszczeniach.
wtorek, 3 marca 2020
Znowu robię NIC
Nie będę oryginalna- pogoda jest wyraźnie do przysłowiowych czterech liter-
i co mi z tego, że jest +8 stopni pana Celsjusza, skoro pada albo mży i wieje
wiatr. To dni z gatunku tych, gdy nieomal się cieszę, że nie mam psa, więc nie
muszę kilka razy dziennie wychodzić.
Szczerze pisząc, to wygląda w moim "salonie" jakby przeszedł niewielki
orkan, bo robię NIC.
Wreszcie skończyłam naszyjnik z uplecionych rureczek. Nasplatałam się
tych rurek, niczym za karę. Potem dumałam długo na czym te rurki zawiesić-
w końcu znalazłam drobne czarne koraliki - "farfale", a same rureczki
oddzieliłam od siebie małymi czarnymi kryształkami rodem z Czech. Oni
robią całkiem dobre kryształki, w wielu kolorach i różnej wielkości.
Poza tym zrobił mi się drugi kotek, tym razem ze sporą ilością złocistych
koralików. I znów muszę pokombinować na czym by go zawiesić. Kotek jest
podszyty czarną skórką.
I oprawiłam trzeci jaspis, zwany cesarskim. Ma żyłkowania w kolorze
starego złota, stąd zapewne taka nazwa.
Ale kto wie, czy mi nie "odbije" i nie zmienię jeszcze oprawy. Przecież jak
się nie narobię to pewnie zachoruję;)
Postanowiłam, że "wyrobię" te koraliki, które mam, nie będę dokupywała
nowych, więc jest więcej niż pewne, że będą powstawały "rzeczy dziwne",
np. kolczyki i broszki i dziwne naszyjniki oraz bransoletki. I wtedy będzie
rozdawajka. Najdziwniejsze to zapewne będą kolczyki bo sama ich nie
noszę.
Nie wiem czy pamiętacie, ale miałam w okresie Bożego Narodzenia
maciupką, żywą choinkę.
W styczniu zamieszkała w skrzynce za oknem kuchennym- i chyba jest jej
tam całkiem dobrze, bo wypuściła nowe gałązki:
Te jasnozielone gałązki to nowe przyrosty. Mam nadzieję, że spędzi ze mną
i następne święta, a potem wiosną dostanie dużą donicę i zamieszka na
naszym podwórku albo u córki na balkonie. Niestety mój balkon bardziej się
nadaje dla kaktusów niż innych roślin - już jeden "iglaczek"( bardziej dorodny)
nie zniósł tej ilości słońca i temperatur i zakończył żywot w kuble z napisem
"BIO".
A moje zwariowane pelargonie nadal kwitną i to wszystko niedawno było
w pączkach.
Nasza podwórkowa śliwka kwitnie - zawsze zapominam zrobić zdjęcie gdy
jestem na podwórku a z okna sypialni wygląda tak:
Sięga już powyżej drugiego piętra.
No i "to byłoby na tyle" jak mawiał klasyk.
Zdjęcia można powiększyć.
i co mi z tego, że jest +8 stopni pana Celsjusza, skoro pada albo mży i wieje
wiatr. To dni z gatunku tych, gdy nieomal się cieszę, że nie mam psa, więc nie
muszę kilka razy dziennie wychodzić.
Szczerze pisząc, to wygląda w moim "salonie" jakby przeszedł niewielki
orkan, bo robię NIC.
Wreszcie skończyłam naszyjnik z uplecionych rureczek. Nasplatałam się
tych rurek, niczym za karę. Potem dumałam długo na czym te rurki zawiesić-
w końcu znalazłam drobne czarne koraliki - "farfale", a same rureczki
oddzieliłam od siebie małymi czarnymi kryształkami rodem z Czech. Oni
robią całkiem dobre kryształki, w wielu kolorach i różnej wielkości.
Poza tym zrobił mi się drugi kotek, tym razem ze sporą ilością złocistych
koralików. I znów muszę pokombinować na czym by go zawiesić. Kotek jest
podszyty czarną skórką.
I oprawiłam trzeci jaspis, zwany cesarskim. Ma żyłkowania w kolorze
starego złota, stąd zapewne taka nazwa.
Ale kto wie, czy mi nie "odbije" i nie zmienię jeszcze oprawy. Przecież jak
się nie narobię to pewnie zachoruję;)
Postanowiłam, że "wyrobię" te koraliki, które mam, nie będę dokupywała
nowych, więc jest więcej niż pewne, że będą powstawały "rzeczy dziwne",
np. kolczyki i broszki i dziwne naszyjniki oraz bransoletki. I wtedy będzie
rozdawajka. Najdziwniejsze to zapewne będą kolczyki bo sama ich nie
noszę.
Nie wiem czy pamiętacie, ale miałam w okresie Bożego Narodzenia
maciupką, żywą choinkę.
W styczniu zamieszkała w skrzynce za oknem kuchennym- i chyba jest jej
tam całkiem dobrze, bo wypuściła nowe gałązki:
i następne święta, a potem wiosną dostanie dużą donicę i zamieszka na
naszym podwórku albo u córki na balkonie. Niestety mój balkon bardziej się
nadaje dla kaktusów niż innych roślin - już jeden "iglaczek"( bardziej dorodny)
nie zniósł tej ilości słońca i temperatur i zakończył żywot w kuble z napisem
"BIO".
A moje zwariowane pelargonie nadal kwitną i to wszystko niedawno było
w pączkach.
Nasza podwórkowa śliwka kwitnie - zawsze zapominam zrobić zdjęcie gdy
jestem na podwórku a z okna sypialni wygląda tak:
Sięga już powyżej drugiego piętra.
No i "to byłoby na tyle" jak mawiał klasyk.
Zdjęcia można powiększyć.
czwartek, 27 lutego 2020
Na czasie......
.......czyli słów kilka o koronawirusie.
Atakujący aktualnie wirus na już swą "tabliczkę znamionową" - to Covid 19.
Bo koronawirusów jest więcej, niż ten co teraz zaatakował.
Wg niemieckiej Służby Zdrowia w Niemczech stwierdzono już 27 przypadków
zachorowań, powołano nawet Sztab Kryzysowy.
Jakoś najlepiej idzie wirusowi Covid-19 zarażanie w Badenii- Wirtembergii
oraz w Nadrenii i Płn. Westfalii.
Ale nie jest tak źle jakby się wydawało- 3 Włoszki, lekarki pracujące we
włoskim szpitalu Spallaziani wyizolowały tego paskudnego wirusa i okazało
się że podanie kombinacji znanych już leków antywirusowych unicestwia go.
Jest to lopinavir (podawany przy HIV) oraz rytonavir oraz oseltamiwir,
lek podawany przy zwykłej grypie. I ta wiadomość chyba już została podana
całemu światu medycznemu. Co prawda wiele leków antywirusowych
może uczulać, no ale zawsze lepsze to niż nic.
Aktualnie w Niemczech na zwykłą grypę choruje trzynaście tysięcy osób.
Środki zapobiegawcze - przede wszystkim higiena -czyli przychodzimy do
domu i pierwszą czynnością powinno być mycie rąk. Poza tym użytymi
chusteczkami nie dekorujemy mebli w domu, natychmiast je usuwamy do
zamykanego pojemnika na odpadki zmieszane.
No to zdrowia Wam życzę.
Atakujący aktualnie wirus na już swą "tabliczkę znamionową" - to Covid 19.
Bo koronawirusów jest więcej, niż ten co teraz zaatakował.
Wg niemieckiej Służby Zdrowia w Niemczech stwierdzono już 27 przypadków
zachorowań, powołano nawet Sztab Kryzysowy.
Jakoś najlepiej idzie wirusowi Covid-19 zarażanie w Badenii- Wirtembergii
oraz w Nadrenii i Płn. Westfalii.
Ale nie jest tak źle jakby się wydawało- 3 Włoszki, lekarki pracujące we
włoskim szpitalu Spallaziani wyizolowały tego paskudnego wirusa i okazało
się że podanie kombinacji znanych już leków antywirusowych unicestwia go.
Jest to lopinavir (podawany przy HIV) oraz rytonavir oraz oseltamiwir,
lek podawany przy zwykłej grypie. I ta wiadomość chyba już została podana
całemu światu medycznemu. Co prawda wiele leków antywirusowych
może uczulać, no ale zawsze lepsze to niż nic.
Aktualnie w Niemczech na zwykłą grypę choruje trzynaście tysięcy osób.
Środki zapobiegawcze - przede wszystkim higiena -czyli przychodzimy do
domu i pierwszą czynnością powinno być mycie rąk. Poza tym użytymi
chusteczkami nie dekorujemy mebli w domu, natychmiast je usuwamy do
zamykanego pojemnika na odpadki zmieszane.
No to zdrowia Wam życzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








