.......bo niektóre głowy myślą. Zapewne same z siebie.
Przewodniczący Federacji Niemieckich Związków Zawodowych myśli głównie nad zaoszczędzeniem energii- wszelakiej i wymyślił by w takim razie na autostradach ograniczyć prędkość samochodów do 100k/h w miastach do 30 km/h i........wprowadzić zakaz poruszania się samochodami w niedzielę.
Już wyobrażam sobie jak wzrośnie popularność tego pana.
Mam też gorszą wiadomość - piwo zdrożeje z powodu wzrostu cen energii. Mnie to jakoś zupełnie nie przeraziło bo.......nie używam. A poza tym naród wykupuje olej słonecznikowy, mąkę, papier toaletowy a niemieckie kury nie nadążają z produkcją jajek. I mleka ma brakować. O ile jeszcze jako/tako mnie interesują jajka o tyle mleko może dla mnie nie istnieć- nie pijam.
Oprócz tych mam jeszcze inne wiadomości - równie straszne. Czeka nas przejście Ziemi wraz z całym Układem Słonecznym przez Galaktyczny równik. Cała planeta i wszystko co na niej istnieje przejdzie wtedy transformację. I może to być fundamentalna zmiana polegająca na zupełnie odmiennym pojmowaniu i odczuwaniu czasu i przestrzeni. A całą tę imprezę poprzedzą trzy dni ciemności. Niestety nie podano daty kiedy to może nastąpić.
Wyczytawszy takie wieści już miałam udać się po zakup świec, ale winda nadal nieczynna, a mnie wchodzenie per pedes na III piętro jakoś nie służy.
......... ukryć, że przyszło mi żyć w ciekawych czasach.
Dla mnie o tyle ciekawe, że teoria względności Einsteina tak jakby zaczynała się chwiać w podstawach. A wszystko za sprawą niejakiego fizyka teoretyka z Perimeter Instytute,** pana Lee Smolin'a.
Dla tych co nie pamiętają teorii względności Einsteina- czas to tylko jeden wymiar przestrzeni, gdzie można się poruszać w obu kierunkach, a nasza ludzka percepcja rzeczywistości istnieje tylko w naszej głowie.
Lee Smolin w swojej najnowszej książce "Czas Odrodzony" postuluje nowe spojrzenie na fizykę- według niego czas nie tylko jest realny ale może być kluczem do zrozumienia praw natury. Smolin jest tym fizykiem, który od lat krytykuje teorię strun.
Nie wiem, może i czas nie jest czymś realnym, nie mniej jakoś cholernie szybko mija, a im mam więcej mam lat tym szybciej mi umyka.
A tak ogólnie dzieje się w świecie nauki - panowie : Horowitz z Microsoft Research oraz Kairy Redin z Israel Institute Technology stworzyli program, który opierając się na doniesieniach medialnych będzie w stanie ostrzec przed nadchodzącymi epidemiami lub wybuchami przemocy. Całe oprogramowanie wykorzystuje więcej niż 90 źródeł wiadomości. I już się nawet sprawdziło - analiza informacji o powodzi w Angoli w 2006 roku ostrzegła o zbliżającej się epidemii cholery, a w 2007 roku ostrzegła o poważnym huraganie w Afryce.
Obaj panowie chcą wprowadzić do analizy jeszcze większą ilość informacji i nad tym pracują.
A jeśli im to naprawdę dobrze wypali to - wszelkie wróżki i tarocistki stracą źródło dochodów, bo zapewne w mgnieniu oka powstanie odpowiednia aplikacja dostępna wszędzie.
Ale ponieważ jestem wredna ( o czym już sporo osób wie) pomyślałam, że chyba każdy dość rozgarnięty człowiek po każdej powodzi może się spodziewać chorób wynikających ze spożywania wody pitnej na tych zalanych i blisko sąsiadujących z nimi terenach. A do tego w takiej Angoli to jest chyba dość ciepło ( średnia dobowa w ciepłych miesiącach to 29-35 stopni C, w chłodnych to 20- 23 stopni C) i wszystkie paskudztwa szybko się namnażają. Z tego co pamiętam to bakteria o pięknej nazwie "przecinkowiec cholery" namnaża się głównie w ciepłych wodach. Ale ponieważ temperatura wód naszego globu idzie w górę, to za jakiś czas będzie miała tzw. "raj na Ziemi".
Wiosna nadchodzi, znów zmiana czasu za drzwiami, a podwórzowa śliwka kwitnie:
a na łysej jeszcze brzozie jakieś ptaszory zbudowały sobie gniazdo
Miłego nowego tygodnia Wszystkim!
_________________
** Perimeter Instytute for Theorietical Physics jest w Waterloo, Ontario, Kanada. Powstał w 1999 roku.
Jak widać rzadko teraz piszę - po prostu nie ma o czym. Żyję, względnie normalnie, skończyło się u mnie wczoraj osuszanie zalanego stropu w łazience. Na razie nie wiem kiedy mi załatają te koszmarne dziury w suficie ani nie mam pojęcia, czy wywalczymy cały nowy sufit. I ze zdziwieniem odkryłam, że już mi wszystko jedno.
A wczoraj, zupełnie jak idiotka, otworzyłam stronę z wiadomościami z Polski- ja jednak mam nadal zdrowe i mocne serce, bo nie padłam trupem wyczytawszy o wielce specyficznej pomocy niesionej przez jedną z "wzorcowych Polek" Ukrainkom, które uciekając przed wojną znalazły się w Polsce.
Otóż niejaka (zapewne niedługo ją ogłoszą świętą) Kaja Godek rozdaje Ukrainkom ulotki, na których są drastyczne zdjęcia płodów i informacja o prawnych konsekwencjach przerwania ciąży oraz informacja, że w razie gdyby ktoś je namawiał do przerwania ciąży natychmiast zatelefonowały pod nr 112.
200 tysięcy tych ulotek wydrukowała Fundacja Życie i Rodzina w języku ukraińskim i owa Kaja Godek je rozdaje Ukrainkom- to jej sposób pomocy osobom, które nagle znalazły się bez dachu nad głową i często bez środków do życia. Od dziś już ani jednej wiadomości z Polski raczej nie przeczytam - szkoda moich nerwów. Zresztą- co tu ukrywać- nie tęsknię za ojczyzny łonem.
A tu- no cóż - powiedziałabym, że zabawnie, gdy ktoś ma nieco wypaczone poczucie humoru. Drożyzna, ale można się było tego spodziewać. Niemcy przymierzają się do poluzowania restrykcji covidowych, więc jak na zamówienie wzrosła ilość nowych zachorowań a na dodatek jest nowa odmiana tegoż wrednego wirusa- dostał nazwę Deltakron, bo ma cechy obu tych mutacji na raz. I kraj już teraz zabezpiecza się na wypadek kolejnych wzrostów zachorowań inwestując w szczepionki, by w razie czego ich nie zabrakło, tak jak się zdarzyło w początkach covidu 19. Jedno co jest na pewno dobre, że poszczególne Kraje Związkowe mogą podejmować własne decyzje w tej materii, uzależnione od aktualnej w ich Landach sytuacji epidemiologicznej. Spece z Instytutu Roberta Kocha są niestety przekonani, że to nie koniec epidemii. A ja im wierzę- jak na razie wszystko co przewidywali sprawdza się. Poluzowania covidowe nie zniosą w Berlinie (to wszak wydzielony Land) maseczek w komunikacji i sklepach. Więc jak dla mnie - nic się nie zmieni.
Mamy wyż- pogoda cudna, ale niestety jestem meteopatką i mam problemy ze spaniem gdy jest takie wysokie ciśnienie. Poprzedniej nocy spałam 3 godziny i wczorajszy dzień chodziłam półprzytomna ale i tak nie mogłam zasnąć. Tej nocy spałam w cyklu 2 godziny snu, czuwanie i znów trochę snu. Oczy mnie bolą, szczypią i jestem jakbym była po wypiciu zbyt dużej ilości jakiegoś alkoholu.
Różne firmy niemieckie wycofują się gwałtownie z Rosji, między innymi Bosch- z uwagi na problemy z dostawami. Zawsze byłam (od samego początku) zdania, że to poszukiwanie jak najniższych kosztów wytworzenia w pewnym momencie wszystkim producentom nie wyjdzie na zdrowie. I wszyscy, którym to mówiłam kazali mi się w głowę stukać. Teraz oni się stukają.
Podwórzowa śliwka na moim podwórku pięknie kwitnie, wydzierają się drozdy. Pewnie idzie wiosna. Ale to też mnie za bardzo nie rajcuje. Już tyle tych wiosen przeżyłam, że jakoś mnie to już nie cieszy. To nie depresja, to tylko stracone przez lata złudzenia.
Podobno Wszechświat to tylko hologram. Specjaliści w temacie twierdzą, że dowodem na to są pewne nieregularności kosmicznego mikrofalowego promieniowania tła. A więc czekam cierpliwie co dalej będzie w tej grze komputerowej pod tytułem "Zbudowałem Ziemię i ją zaludniłem" .
Kto bywa na moim blogu ten zapewne wie, że najbardziej ze wszystkich kierunków w malarstwie lubię IMPRESJONIZM.
Dziś byłam z rodziną w Muzeum Barberini w Poczdamie na nowej wystawie "Nowa sztuka. Fotografia i Impresjonizm". W XIX wieku wielu fotografów wybierało te same motywy co malarze impresjoniści i ta wystawa ukazuje jak bardzo te stare fotografie były podobne do malarstwa.
Spójrzcie sami - ten sam klif- Wpierw na fotografii Louis Alphonse Davanne z 1864 roku a poniżej namalowany ten sam klif przez Claude Moneta w 1885 roku.
Ówcześni fotograficy eksperymentowali z chemikaliami potrzebnymi do wywołania filmu i zdjęć oraz z papierami. I gdy teraz oglądamy te prace czasami trudno nawet dociec czy to fotografia czy obraz.
A tak wygląda W Poczdamie Muzeum Sztuki, którego otwarcie nastąpiło w 2017 roku:
Mieści się w odbudowanym Pałacu Barberini. Budynek ma bardzo przestronne wnętrza.
Podstawą zbioru tego Muzeum jest prywatna kolekcja poczdamskiego przedsiębiorcy z branży informatycznej, miliardera a jednocześnie mecenasa sztuki Hassa Plattnera. Otwarcie Muzeum w 2017 roku było wielce uroczyste, zgromadziło 650 gości z całego niemal świata, wśród nich był również Bill Gates i ambasadorowie wielu krajów.
Zobaczymy tu obrazy: Moneta, Renoira, Morisota, Sisleya, Signaca, Pissarra i wielu innych malarzy- impresjonistów i post impresjonistów. Kolekcja liczy około 100 obrazów.
Obejrzałam z wielkim wzruszeniem 34 obrazy Claude Monet i drugiego mojego ulubieńca - Camille Pisarro. Poza nimi są tu też obrazy post impresjonistów.
Bardzo się ucieszyłam z tego, że mogłam zobaczyć te oryginały- nie musiałam jechać aż do Paryża - wystarczył wyjazd za miedzę Berlina.
I pomyślałam- jak dobrze, że jeszcze na świecie istnieją miliarderzy, którzy są miłośnikami i mecenasami sztuki.
A tu adres strony tego muzeum : museum-barberini.de
U mnie tzw. długi weekend - ponieważ we wtorek jest dzień wolny od pracy z okazji "Dnia Kobiet", to jutro szkoły też mają wolne. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ani w ub. roku szkolnym ani w tym nie rozbolą dzieciaków głowy od nadmiaru wiedzy.
Spoglądam rano na termometr zaokienny - 3 piętro, strona północna, jest na nim +5, więc wiem, że na poziomie do dwóch metrów nad ziemią będzie chłodniej. Patrzę jeszcze dodatkowo na "moje" podwórkowe brzozy - ich gałęzie nie tańczą, no więc wiatru nie ma.
Wychodzę z klatki schodowej, skręcam ze swojej ulicy w prawo i......wieje i jest zimno jak licho. No i właśnie taki dziwny tu jest klimat. +5 na termometrze, a zimno jakby było 0 stopni. A zaledwie kilka dni wcześniej wyczytałam, że panowie z "meteo" przewidują, że w marcu będą w Niemczech niemal upały.
Dziś mam dla Was aż trzy filmiki do posłuchania- bohaterem obu jest Wielki Szu.
Jak wiecie 8 marca jest to Międzynarodowy Dzień Kobiet. Kobiety dostają wtedy kwiatki, czekoladki i życzenia.
A w krajach: Rosja, Ukraina, Białoruś jest to dzień wolny od pracy - no takie święto państwowe.
A teraz uwaga- to nie żart:
od minionego roku 8 marca jest dniem wolnym od pracy dla Landu Berlin.
Od wczoraj zastanawiałam się co to za święto, że 8 marca mam w kalendarzu oznaczony jako dzień świąteczny i dopiero wieczorem, gdy rozmawiałam z córką dowiedziałam się, że to dzień wolny od pracy z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet. Tak dokładnie to on już w ubiegłym roku był dniem wolnym od pracy, ale że wypadał w niedzielę to jakoś go nie zauważyłam - nie tylko ja.
A łazienka mi się suszy. Z 82 % wilgotności pozostało jeszcze 21%. Na razie nadal mam sufit ażurowy, i chyba trzeba będzie zawalczyć o nowy, bo wczoraj coś przebąkiwali, że oni po prostu ten naprawią.
No ale to nie moja sprawa, ja tylko jestem najemcą, nie właścicielem owego mieszkania.
Pisałam, że podwórkowe drzewko śliwkowe ma świeżutkie zielone listki - dziś mogę napisać, że miało - w nocy był przymrozek i już po listkach. Za to pogoda słoneczna, tylko nie za ciepło - raptem +5 tyle tylko, że odczuwalna temperatura znacznie niższa - jak zawsze w Berlinie.
I coś do posłuchania i przemyślenia. Jako, że nie tylko tang i klasyków słucham.
..... a nie chce mi się liczyć ile kropek "dziabnęłam", bo znów ktoś się dopatrzy, że wstawiłam je zamiast "brzydkich wyrazów."
Od chwili wiadomej agresji czuję się tak, jak zaledwie kilka dni wcześniej, gdy mnie dotknęła "katastrofa hydrauliczna" - przerażenie i właściwie jakaś bezsilność. Tyle tylko, że w wypadku "zalania" mogłam jednak coś zadziałać, a w tej tragicznej sytuacji jestem całkowicie bezradna. Kołacze mi się tylko kawałek wiersza lub piosenki , który pamiętam z okresu powojennego - "świat już za długo był spokojny, my chcemy wojny, my chcemy wojny"- tyle tylko, że wtedy ów kawałek wiersza był wygłaszany przez tych "wrednych kapitalistów ze zgniłego Zachodu".
Niepokoję się o moją znajomą Ukrainkę, która mieszka w pobliżu dawnego Stanisławowa (dziś miasto Iwanofrankisk) bo miasto jest ostrzeliwane,więc i jego okolice bezpieczne nie są. Olu, jeśli mnie czytasz, daj znak życia na moim koncie FB.
Nie wykluczam, że jestem skończoną idiotką, bo nie mam zwyczaju darzyć nienawiścią kogoś, kogo dziadkowie wyrzynali się wzajemnie z moimi dziadkami lub pradziadkami. Po prostu zostałam tak wychowana - pewnie dlatego, że moja babcia była z Zaboru Austriackiego a dziadek Pruskiego, (a były to dwa zupełnie różne światy) a może dlatego, że przed wiekami ich rodziny znalazły się w XV i XVI wieku w Polsce, a przybyły z dwóch zupełnie różnych krajów zupełnie nie graniczących z Polską.
I wiem doskonale jak łatwo jest ludźmi manipulować, zatruć ich umysły jadem nienawiści. Wiem, że kilka znajomych osób nie może spokojnie znieść faktu, że mam za zięcia Niemca a i sama teraz mieszkam w Niemczech. No cóż, może mam szczęście, ale na swojej drodze spotkałam jak dotąd tylko miłych Niemców, a nie takich, którzy chcieliby mnie utopić w łyżce wody tylko dlatego, że jestem Polką. W chwili gdy upadło Powstanie Warszawskie i Niemcy wyrzucali ludzi z Warszawy to właśnie oficer niemiecki ocalił grupę mieszkańców domu, w którym mieszkali moi dziadkowie przeprowadzając ich bezpiecznie koło grupy "Własowców", którzy zwyczajnie mordowali Polaków. Dla tych, którzy są dużo ode mnie młodsi informacja - to była rosyjska formacja zbrojna w służbie.....Niemców.
No więc mój właśnie trwający weekend upływa na radowaniu się, że już u mnie nawet nie kapie, że w poniedziałek zdemontują mi w łazience ten sufit i zainstalują ustrojstwo osuszające, we wtorek zainstalują nowe rury u sąsiadów w łazienkowym kaloryferze, bo to właśnie owa rura tym razem padła. Poprzednie zalanie było od rury doprowadzającej wodę do kuchni. Ci nade mną mieszkają tu od 11 lat i w trakcie rewitalizacji budynku( budynek jest z początku lat 1900) nie tykano ich mieszkania, co się okazało sporym błędem. A za 3-4 tygodnie od osuszenia odnowią mi łazienkę.
A tę radość przyćmiewa mi wielki niepokój o to, czy Europa ma szansę wpłynąć na to, by nie doszło do kolejnej totalnej wojny
Mimo wszystko miłego weekendu Wszystkim, nawet tym, którzy nazywają mnie faszystką, bo lansowałam tezę, że dla dobra ogółu wszyscy powinni się poddać szczepieniu.
Ponoć muzyka łagodzi obyczaje, więc trochę terapii muzyką przyda się nam wszystkim