drewniana rzezba

drewniana rzezba

piątek, 16 sierpnia 2024

Uprzedzam ..... nudne będzie.

 Dochodzi   godzina dwudziesta  pierwsza, za oknem  już  tylko 28 stopni, na jutro przewidują o jeden stopień mniej.  Zgodnie  z wytycznymi dostosowanymi do mego wieku i kondycji a także do faktu, że  aktualnie   przebywam  tu  sama,  nie wychodzę  bo upał  i  siedzę grzecznie  w domu, bo moi  na  wakacjach. Popijam wodę z cukrem i solą i czytam. Dodanie  do  wody soli i  cukru powoduje,  że  taki płyn  dobrze nawadnia organizm a nie przelatuje przez nas  niczym pociąg  ekspresowy.

Od zawsze intrygowało mnie  funkcjonowanie mózgu i.....co się dzieje  gdy  wydamy ostatnie tchnienie. A zaczęło mnie interesować gdy miałam 24 lata i w trakcie operacji (która miała  być niemal kosmetycznym zabiegiem)  miałam zatrzymanie  akcji  serca z powodu b. silnego i niespodziewanego krwotoku. Dobrze, że   szpital miał nieco krwi  zgodnej  z moją grupą poza tym  karetka  zdołała  dowieźć świeży jej  zapas.  Nie miałam żadnych doznań z tej okazji (typu  tunel, światło itp., bowiem  byłam w narkozie), a o tym, że było "nie fajnie i byłam jedną  nogą  gdzie indziej  dowiedziałam  się wychodząc po 3 tygodniach  ze  szpitala.  Trochę  się dziwiłam, że mnie tak "niańczą" i że tak długo w tym szpitalu jestem.I jakoś od tej pory mam takie nieco  dziwne  zainteresowania.

Właśnie  pan Robert  Lanz, uznawany za trzeciego najważniejszego  obecnie naukowca  zajmuje  się badaniami  nad komórkami macierzystymi, a  wcześniej  zajmował się zagadnieniami związanymi  z klonowaniem zagrożonych gatunków zwierząt. Poza tym  zawsze interesował  się fizyką, mechaniką kwantową, astrofizyką. Ten wachlarz  zainteresowań zaowocował   TEORIĄ  BIOCENTRYZMU.   

Według tej teorii podstawą  wszechświata jest  świadomość i to ona tworzy materialny  wszechświat.. Zdaniem Lanzy prawa  natury i stałe kosmologiczne wydają  się  być dostrojone  do tego aby  istniało życie. 

Poza tym jego zdaniem inteligencja  istniała przed materią. Teoria   biocentryzmu zakłada, że śmierć świadomości  nie istnieje.  Śmierć jest  tworem  funkcjonującym tylko w myślach, bowiem  ludzie identyfikują  się ze  swoim  ciałem. A ponieważ powłoka  materialna po jakimś  czasie musi umrzeć, to wydaje  się ludziom logiczne, że to samo  dzieje  się i ze świadomością.

Według tej teorii w jednym  wszechświecie nasze  ciało jest martwe, ale  gdzieś  zawsze będzie istniał inny wszechświat, w którym  może  się określić nasza świadomość zyskując  w ten  sposób tymczasową przynależność do czasu i  przestrzeni- czyli po śmierci fizycznej naszego  ciała nasza świadomość  wędruje  do innego wszechświata.

Te  teorię wspiera praca  naukowa oraz  badana  dwóch naukowców Stuarta Hameroffa i sir  Rogera  Penrose.  Hameroff to emerytowany profesor anestezjologii i psychologii  Uniwersytetu Arizońskiego, a  Penrose  to matematyk i  fizyk Uniwersytetu Oksfordzkiego. Obaj panowie   wspólnie opracowali  Kwantową Teorię  Świadomości.  Ich teoria  sugeruje, że ludzka  świadomość jest wynikiem procesów  zachodzących w mikrotubulinach - czyli w  strukturach białkowych znajdujących się wewnątrz  neuronów mózgu. Zdaniem obu naukowców mózg nie jest  tylko skomplikowanym organem  biologicznym ale też potężnym komputerem kwantowym. Stąd   wniosek, że świadomość jest  swego rodzaju programem. Stąd  również  wniosek, że  świadomość jest  swego rodzaju programem, który  działa  na tym biologicznym komputerze  kwantowym.  I zdaniem obu  naukowców ten program może kontynuować swoje działania nawet po śmierci  biologicznej organizmu.

Hameroff wyjaśnia, że w chwili śmierci klinicznej, gdy  serce przestaje  bić oraz  ustaje przepływ krwi, mikrotubule w komórkach mózgowych tracą swój stan kwantowy, ale informacja kwantowa w ich strukturach nie ulega zniszczeniu, ale  rozprasza  się i  wraca  do  wszechświata.. 

Teoria ta może  być wyjaśnieniem zjawisk doświadczeń  bliskich  śmierci. Gdy pacjent zostaje   pomyślnie  reanimowany informacja   kwantowa może powrócić do mikrotubul, co skutkuje potem  relacjami o przeżyciach na pograniczu śmierci. Jeżeli jednak  reanimacja nie powiedzie  się i pacjent umrze, to te informacje  kwantowe mogą poza  ciałem istnieć prawdopodobnie  nieskończenie  długo. I ta  informacja  kwantowa to w popularnej nomenklaturze jest  zwana  duszą.

Teoria  tych  dwóch naukowców nie jest jakąś  nowością bo ma już   ze  20 lat, a obaj  profesorowie nadal kontynuują swoje  badania. Być może ów nieco  dziwny  mariaż fizyki kwantowej z reinkarnacją da nam odpowiedź na pytanie czy jesteśmy czymś  więcej niż tylko ciałami i czy nasza  świadomość jest  czymś fundamentalnym  dla wszechświata a nie  tylko ubocznym produktem ewolucji  biologicznej.

 A może nas wcale nie ma a jesteśmy  tylko komputerową grą???  To też jest niewykluczone.

Miłego weekendu  Wszystkim życzę!!!!





I kilka  zdjęć z berlińskich  spacerów.

wtorek, 13 sierpnia 2024

Kwiatkowo.....

 w odzewie na post Stokrotki, czyli nie ma  to jak  ......malwy.

Jak  zapewne  niektórzy pamiętają   zdarzyło mi  się zawędrować  do Skanii  i przemieszczać się od Ystad  do  Sztokholmu, pomieszkując po drodze w kilku  różnych  miejscach. I wierzcie mi - z  chęcią  bym tam powróciła. To  było pięć  tygodni przemiłych  wakacji, które rozpoczęliśmy od Ystad, a cała wyprawa była  w sierpniu 2021 roku, o  czym  nawet  wrzuciłam na  blog post. Mieszkaliśmy tam w stuletnim domku rybaka i mieliśmy  do dyspozycji cały  domek i ogród.  Duże to Ystad  nie jest, ale  nam  się tam podobało i przez ponad  tydzień było naszą   bazą  wypadową  w okolice.  Jedyna  smutna  sprawa to były  "rany" po pandemii - niestety bardzo dużo  małych sklepów i firemek  upadło i w  centrum  miasta było mnóstwo opuszczonych lokali.  Mnie zauroczyła   ta  stara  część miasta, parterowe  domki i przy  nich  rosnące na skrawku  ziemi..... malwy , a w niektórych miejscach  róże. I wyglądało to tak:







Jak   widzicie    nadmiaru  ziemi to one  nie  miały.

Jest godzina  niemal 21,00, widno  a na termometrze  26 stopni. A na jutro  mam "ostrzeżenie przed  upałem", bo będzie jutro  upał,  czyli 34  stopnie pana Celsjusza  w cieniu.

Miłego  tygodnia Wszystkim!

niedziela, 4 sierpnia 2024

***

 Jedna z komentatorek ostatniego mojego postu zapytała mnie, czy wierzę w to, co w nim  napisałam. A więc odpowiadam - należę  do typowych  niedowiarków, zwłaszcza  gdy idzie o oficjalne wypowiedzi  władz  wszelakich na tematy mocno kontrowersyjne. Od lat negowane  są  wszystkie odkrycia na mocno niewygodne tematy. 

Na temat tych mumii nie mam  zdania. Może sfałszowane a może nie. A napisałam o tym post, bo od  dawna dręczy  mnie  pytanie  skąd wzięliśmy się na tej planecie, a poza tym dziwi mnie fakt, że przy takiej wielkości Wszechświata  tylko jedna planeta jest "zaludniona". No ale być może tylko mnie to dziwi.

Teorii na temat "skąd  się wzięliśmy" jest od groma i trochę. Nie da  się ukryć, że każda  z nich  nie daje w pełni wiarygodnej odpowiedzi na to pytanie.

Jak powszechnie  wiadomo wg teorii w fizyce kwantowej rzeczywistość   nie  istnieje tak długo dopóki jej nie zaobserwujemy - wychodzi na to, że nasza rzeczywistość  jest płynna i nieokreślona dopóki jej  nie zmierzymy i nie "pomacamy".

Wielu naukowców zastanawia się i próbuje dociec  jaka jest natura naszego istnienia, jakie  zajmujemy miejsce  we Wszechświecie. A może  jesteśmy tylko częścią jakiegoś  kosmicznego eksperymentu? Niektórzy faworyzują teorię Istot Wymiaru Wyższego - czyli jesteśmy otoczeni przez obce formy życia, których nie możemy widzieć, ponieważ one istnieją w  wymiarze, który wykracza poza naszą ludzką percepcję. Ciekawe  czy one nas dostrzegają.

Istnieje  też teoria, że nasza  Ziemia jest  "ogrodem zoologicznym" dla obcych cywilizacji, które obserwują  nas, badają nasze zachowania i rozwój i nie ingerują bezpośrednio w nasz rozwój.  Ale nie jest też wykluczone, że to wcale nie jest "ogród  zoologiczny" ale....kolonia karna (taka ichnia Australia, do której Europa wysyłała skazańców)  - teoria  równie  dobra jak i inne, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Ziemia  jest usytuowana  w dość  "bezludnym" a właściwie   "bezplanetarnym" zakątku Kosmosu. Co nie  zmienia  w niczym faktu, że gdy wieczorem jesteśmy daleko od "cywilizacji" i patrzymy  w niebo to widzimy niebo usiane gwiazdami.

Istnieje też teoria   "Mózgu w Naczyniu", czyli mózgu  unoszącego się w naczyniu z płynem odżywczym, a to wszystko co my uznajemy za rzeczywistość jest jedynie symulacją generowaną przez zaawansowany technicznie komputer, a nasze  doświadczenia  są tylko projekcją impulsów elektrycznych stymulujących  nasz mózg.  To taka nieco niemiła dla nas teoria.

Istnieje  też teoria  Kwantowej Superpozycji, według której każda decyzja jaką podejmujemy tworzy nową linię  czasową - to chyba oznacza, że istnieją niezliczone  nasze  wersje żyjące w  alternatywnych wszechświatach. To dość ciekawa teoria, zwłaszcza w kontekście tego, że podobno każdy z nas ma na Ziemi swego sobowtóra.  Jak na  razie, a żyję już długo, nie spotkałam, choć jedna z moich koleżanek zaklinała  się, że spotkała identyczną jak ja osobę w jednej z  warszawskich aptek. I ponoć jej mąż też był pewien, że to moja siostra -bliźniaczka. Tyle  tylko że mam tylko przyrodnie rodzeństwo, a na  dodatek płci męskiej. I nie ma w nas nawet za grosz wzajemnego podobieństwa.

Jak widzicie teorii mnóstwo,  a ja zetknęłam się właśnie z takimi, a wiem, że jest ich dużo więcej, a na Ziemi nadal mamy do rozwiązania mnóstwo tajemnic  z przeszłości - tajemnic  dotąd nie  wyjaśnionych. I podejrzewam, że jeśli będą wyjaśnione to zawsze tylko tak, by nagle nie trzeba było od  nowa pisać podręczników i aby wierzący nie  musieli nagle zmieniać swego wyznania - i nie dotyczy to tylko  wiary katolickiej.

A tak jakoś  się  składa, że części prawdy o naszej przeszłości nie możemy poznać, bo prawda mogłaby kompletnie obalić  kanony  naszej  wiedzy i wiary ustalone przed  wiekami. Wystarczy przeczytać nieco sprawozdań z prac  archeologów, żeby dojść  do takiego  wniosku, np. pracę  naukową  "Zakazana Archeologia" Michaela A.Cremo i Richarda L. Thompsona . Publikacja  wydana przez wydawnictwo PURANA.  Nie jest  to żadna  rozrywkowa pozycja i nie  da się jej "przeczytać jednym tchem".

Miłego nowego tygodnia Wszystkim  !!!


czwartek, 1 sierpnia 2024

Znów o pewnych panach......

 .....tym razem o panach  archeologach. Bo  oni  ciągle pracują i zawsze  coś ciekawego lub szalenie  dziwnego wykopią.  Tym razem wykopali w Peru mumie, wokół których rozgorzała gorąca  dyskusja i jak na  razie to nadal trwa i to już kilka  lat.

W ubiegłym roku niejaki pan Jaime Maussan, który jest dziennikarzem i badaczem UFO zaprezentował meksykańskiemu Kongresowi  dwa ciała "kosmitów". I od tamtego czasu wokół owych  mumii trwa dyskusja a eksperci  z różnych  dziedzin usiłują ustalić czyje  to są  szczątki. A wszystko przez to, że w trakcie badania naukowcy stwierdzili, że linie papilarne  na palcach rąk i nóg jednej z trzech mumii nie pasują nijak do znanych linii papilarnych  człowieka.

Badania prowadzili: były prokurator z Kolorado Joshua Mc Dowell, który jest adwokatem oraz trzej  niezależni biegli  sądowi z USA.

Identyfikacja  na podstawie  linii papilarnych jest znana i stosowana już od trzechsetnego roku przed  naszą erą  a powstała w ....Chinach, a w USA jest  wykorzystywana od 1902  roku. 

W kryminalistyce eksperci w tej  branży wyróżniają trzy typy owych linii - łuki, pętle i  spirale. Ale  u jednej  z tych mumii, która otrzymała ksywkę roboczą "Maria" nikt z  zespołu badaczy nie ujrzał tego typu wzorów ani na palcach rąk  ani na palcach nóg.

Mumie, które badali były pokryte ziemią okrzemkową, która jest białym pyłem powstałym ze skamieniałości organizmów  wodnych zwanych okrzemkami.  W raporcie  badacze napisali, że na odsłoniętych fragmentach palców tej mumii widoczne  były tylko linie proste, co zupełnie  nie przypomina ludzkich wzorów  linii papilarnych. Dodatkowo napisano w raporcie,  że być może te  nietypowe  wzory na  skórze owej mumii wynikły z reakcji jej skóry na kontakt z  ziemią okrzemkową.

W zespole  badawczym  byli - koroner z Denwer, antropolog ze stanowego biura sądowego w Maryland oraz dr. John Mc Dowell, który  brał udział w identyfikacji ofiar ataku terrorystycznego z  11.IX na World Center.

Znalezione  mumie otrzymały  roboczą  nazwę "Mumie  z Nazca", bo podobno tam je  znaleziono. Mumie mają nieco dziwny  wygląd, bo mają trójpalczaste  dłonie i wydłużone  czaszki.  A zostały znalezione w  2017 roku, a  ta mumia z nietypowymi liniami papilarnymi była wtedy zaprezentowana w czasie konferencji prasowej  w Państwowym Uniwersytecie San Luiz Gonzaga (UNICA) w mieście Ica  w Peru.

Dziesięciu naukowców  z UNICA  badało DNA tych mumii i wg nich 29% DNA tych mumii nie należy  do ziemskiego łańcucha  ewolucyjnego.

Badania mumii będą trwały nadal by rozwikłać problem czy to jakaś mistyfikacja  czy może zła interpretacja odkrycia.

Jestem  dziwnie pewna, że nie dowiemy  się prawdy, bo prawda  może być wielce niewygodna dla  tych, którzy święcie  wierzą, że człowiek to powstał z gliny  no a teoria pana Darwina też pójdzie  wtedy się  paść na łące.  

Szukamy w Kosmosie   nowej Ziemi, a może  być całkiem możliwe, że ludzie  są potomkami tych, którzy też  w pewnej  chwili szukali nowej planety na  zamieszkanie na niej.  Nie  tylko gwiazdy mają ograniczony  czas życia - planety także.  Wszak pełno w Kosmosie pustych planet, na których brak takich form  życia jakie są na Ziemi.

Miłego nadchodzącego weekendu - Wszystkim!!!  I uważajcie  z kim wchodzicie do wody ;)

sobota, 27 lipca 2024

Dziwny ten lipiec.....

                .........ale panom  astronomom to nie przeszkadza i wciąż pracują- podejrzewam, że głównie  nocami bo wtedy  widać gwiazdy. Pod  tym względem nadawałabym  się do pracy, bo najlepiej  mi  się czyta, pisze a kiedyś uczyło mi  się właśnie  nocą.

Właśnie  wyczytałam informację, że  międzynarodowy zespół badaczy odkrył, a raczej zlokalizował  tuż przy naszej  Ziemi - czyli  zaledwie 510 lat świetlnych od naszej planety - obiekt, który oznaczono jako PSRJ0437-4715, który  wciąż  wysyła w stronę Ziemi fale  radiowe z częstotliwością 174 razy na  sekundę!

Obiekt ten jest pulsarem milisekundowym, czyli gwiazdą neutronową, która obraca się z szaloną prędkością i emituje bardzo silne promieniowanie  elektromagnetyczne. Promień tego pulsara  to zaledwie 11,4 km, ale jego masa jest 1,4 większa od  masy Słońca. Zdaniem panów naukowców jest to  najbliższy Ziemi i zarazem  najjaśniejszy pulsar milisekundowy jaki do tej pory udało  się zidentyfikować.  Wysyła  on  w stronę Ziemi wiązki fal radiowych i promieni rentgenowskich co 5,75 milisekundy. Panowie naukowcy porównują  jego  działanie do zegara i twierdzą, że jest on stabilniejszy i dokładniejszy niż zegary  atomowe  stworzone  przez  człowieka. 

A gdyby ktoś nie wiedział to dodam - pulsar milisekundowy to rodzaj  gwiazdy neutronowej, która obraca  się niesamowitą  prędkością- nawet do 700 obrotów na sekundę, co powoduje, że pulsar emituje silne promieniowanie  elektromagnetyczne,  w tym fale radiowe oraz promienie  rentgenowskie.

Gwiazdy neutronowe są pozostałościami po tych  gwiazdach które  zakończyły  swój żywot  w  wyniku wybuchu. Mają  zawsze bardzo wysoką gęstość a ich masa może być nawet 14 razy większa od masy  Słońca, a przy tym mają  niewielki promień dochodzący do kilkunastu kilometrów.

Odkrycie tego pulsara  to super  wydarzenie w  świecie astronomii a pomiarów dokonał międzynarodowy zespół astronomów  - badaczy Uniwersytetu w Amsterdamie.  "Adres" owego pulsara to gwiazdozbiór  Pictora -  tak  z ręką na  sercu muszę  się przyznać, że nie mam nawet  bladego pojęcia  w którym miejscu na nieboskłonie mam szukać tego gwiazdozbioru. Nadal  będzie ów pulsar badany i oglądany, bo  astronomowie  mają podejrzenie, że ma on towarzysza  w postaci  białego Karła.  Pulsary  są bowiem z natury towarzyskie.

I tak mi jakoś  wpadło do głowy, że może nie  wszystko to co niezbyt  dobrze  się  dzieje z Ziemią na przykład  w kwestii klimatu  jest ewidentną winą  człowieka - nie  było tu jeszcze  (najprawdopodobniej) szkodnika   zwanego  człowiekiem a  nasza Planeta przechodziła zlodowacenia i okresy ocieplenia- jakby na to nie patrzeć to było i tak, że na polskim wybrzeżu rosły spokojnie  cytrusy  a obecne pustynie nie były kiedyś pustyniami. Nie  da  się ukryć, że może i w tej części Kosmosu, w której  zlokalizowana jest Ziemia nie ma wielkiego tłoku, niemniej wszystkie "ciała niebieskie" wzajemnie  na  siebie działają i zapewne  nie  zawsze jest to korzystne działanie.

Miłego weekendu Wszystkim życzę.

                                                         


To moja ulubiona  staroć, muzykę  skomponował w 1955 roku Alex North a słowa napisał Hy Zaret. To wykonanie  to chyba Roy Orbison,  ale  znam też wykonanie  jednego z  chłopaków z grupy  Il Volio. Pomyślałam sobie, że każę  sobie  by to zagrali  moim prochom. A jeśli córka uzna, że to zbyt  frywolny utwór  to zgodzę  się na utwór Piazzoli   "Oblivion"  czyli Otchłań  - też  bardzo lubię. 




poniedziałek, 22 lipca 2024

Upalna niedziela......

....... a więc postanowiliśmy spędzić  ją na jeziorze.  Wybór  padł na Bad Saarow leżące nad  jeziorem Schartzelsee. Co prawda jest oddalone o 70 km od  Berlina a od  mojego mieszkania aż o 75 km,  ale tam  można wypożyczyć  łódkę z silnikiem elektrycznym i spokojnie,  w ciszy pływać po jeziorze. Bad Saarow jest na terenach byłego  państwa NRD. W tamtych (słusznie  minionych) czasach Bad Saarow  było kurortem dla ówczesnych  "bonzów". Odkryto tam źródła lecznicze i na leczenie różnych schorzeń dermatologicznych i narządów  ruchu przyjeżdżali  oczywiście również bonzowie  z ZSRR. No ale wszak wszystko ma swój kres, nawet reżim  rodem z ZSRR i dawne NRD wróciło do państwa  niemieckiego. Bonzowie przeróżni tam już nie  zjeżdżają, ale sama  klinika pozostała i przyjmuje pacjentów i cieszy  się dużym powodzeniem. A z  ciekawostek - przychodnię  dermatologiczną prowadzi polskie małżeństwo.

Nie  da  się ukryć, że gdy wyszłam  z mieszkania  to owe 33 stopnie   w cieniu nieomal  mnie powaliły. Po prostu nie  było czym oddychać. Łódkę to już mieliśmy zarezerwowaną na późne popołudnie,  ale przyjechaliśmy wcześniej, więc zaczęliśmy "piknik" od konsumpcji lodów - tych robionych metodą   tradycyjną - pożarłam tylko "2 kulki", ale każda  z nich  była  wielkości piłki tenisowej. Lody były pistacjowo-kokosowe. Nieprzyzwoicie  pyszne!  Potem posiedziałyśmy z córką w  cieniu z widokiem  na jezioro a potem wzmocnieni i  schłodzeni lodami wpakowaliśmy  się  do łódki. Z uwagi na  słońce łódka  była  wyposażona  w stelaż,  na którym  był rozpięty  daszek, co byśmy porażenia  słonecznego  nie dostali.  

Ale  dużo to tego słońca już  nie było, bo z  zachodu zaczęły nadciągać  chmury, no ale te  2  godziny jednak popływaliśmy.






Jak widać pogoda zaczęła  być niemiła, więc  z nad  jeziora przenieśliśmy  się na obiado- kolację do bardzo  sympatycznej restauracji również  w tej  miejscowości. I był to dobry pomysł  bo w trakcie  gdy siedzieliśmy  przy stole zaczął padać  deszcz  i do Berlina  wracaliśmy  w deszczu.



 Płeć męska wybrała "szpecle bawarskie" czyli najzwyczajniejsze  w świecie ......kluski kładzione a my  z córką po porcji sałatki, której  "wzmocnieniem" były grzyby kurki i cieniutkie plasterki surowej  wędzonej szynki. Oczywiście głównym  składnikiem sałatki były  jakieś ciemno zielone liście ( niestety nie  studiowałam  botaniki, zwłaszcza kulinarnej i nie wiem  jakiej   rośliny to były  liście)  i coś, co mi  się  skojarzyło z łodyżkami botwiny pokrojonymi  na cieniutkie, długie  "nitki", a  wszystko potraktowane jakimś bardzo smacznym dressingiem.

Deszcz padał do granic Berlina, gdy  wysiadałam pod  domem to już nie padał.

Miłego nowego  tygodnia Wszystkim!!!


poniedziałek, 15 lipca 2024

Wczoraj........

 ........spędziłam  trzy godziny  "na wodzie".




W tym  celu pojechaliśmy do centrum dzielnicy Spandau. Trzysta  pięćdziesiąt  metrów od końcowej  stacji  metra jest przystań,  z której był rejs wycieczkowy do Poczdamu i albo można  było tam  wysiąść albo płynąć  z powrotem. No ale my mamy już nieźle "obcykany" Poczdam, więc po prostu popłynęliśmy z powrotem. Pogoda  była  z gatunku "jedyne  co  wypada  robić  to opalać  się" i spędziliśmy  ten  rejs  na całkowitym luzie. W stronę Poczdamu  płynęliśmy przez  większe i  mniejsze  rozlewiska Haveli podziwiając różne ładne nadrzeczne miejscowości, przepływaliśmy też pod historycznym  mostem na którym w  czasie podziału Niemiec wymieniano  się szpiegami. Pogoda  była piękna i na  całej trasie pełno  było  amatorów  żeglarstwa i innych sportów  wodnych. A gdy wróciliśmy do Spandau  to właśnie  zaczął padać  deszcz - przestał gdy już dochodziliśmy do stacji metra.

Nie wiem  czy  wiecie,  ale dzielnica  Spandau jest starutka- swój początek wywodzi co najmniej  z VI wieku. Miejsce  to było zasiedlone przez połabskie plemię słowiańskie HAWELAN około 720 roku.  W 1197roku istniał tu zamek Spandow wokół którego rozrosła się osada Spandow, która w 1231 roku uzyskała od  margrabiów Brandenburgii- Jana I i Ottona III prawa  miejskie. Zmiana nazwy ze Spandow  na Spandau nastąpiła w 1878r.   Od 1920 roku Spandau zostało  włączone w granice Wielkiego Berlina.

Po drugiej  wojnie  światowej  był to teren  sektora  brytyjskiego, potem należał do Berlina Zachodniego. A do 1987r byli tu osadzeni  w  więzieniu i odbywali swe kary zbrodniarze  hitlerowscy. 


A na tej fotce  jest zobrazowana trasa którą płynęliśmy. Spandau na górze, Poczdam na  dole.

Miłego  nowego  tygodnia  wszystkim życzę!!!!!