drewniana rzezba

drewniana rzezba

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Stare zdjęcia

Zajrzałam na blog Stokrotki, a tam zdjęcie z 1917 roku.
I pytanie, czy ma ktoś takie stareńkie zdjęcia.
Mam takie stareńkie zdjęcia, a niektóre nawet jeszcze starsze.
To zdjęcie poniżej jest z 1916 roku. Są na nim moi dziadkowie,
którzy mnie wychowali.
Zdjęcie zrobione w marcu 1916 roku we Lwowie. I jest to zdjęcie ślubne.
 To jest zdjęcie  mojej babci prawdopodobnie z 1908 roku
I zdjęcie mego dziadka  z okresu studiów w Wiedniu, zapewne
 z 1909 lub 1910 roku.
Mam w swych zbiorach jeszcze starsze zdjęcia- są to zdjęcia rodziców
tej pary, czyli moich pradziadków. Niestety nie wiem dokładnie z jakiego są
okresu.
Jest też sporo zdjęć opisanych enigmatycznie, np. Józef z synami, ale nie
mam bladego pojęcia kim był ów Józef ani jak mieli na imię jego synowie.
I nie ma już w rodzinie nikogo, kto mógłby mi to powiedzieć.
Dwie wojny światowe skutecznie zniszczyły wiele dokumentów i zdjęć
rodzinnych.
Gdy w 1945 roku dziadkowie powrócili do Warszawy znalezli w swym
mieszkaniu, na podłodze, wiele nadpalonych zdjęć rodzinnych. Żałowali, że
nie wzięli ich ze sobą na tułaczkę, gdy ich wypędzono  z miasta po upadku
Powstania, ale wtedy wolno było wziąć ze sobą zaledwie 1 walizkę, więc  nikt
z wypędzanych nie myślał o zabraniu ze sobą albumów ze zdjęciami.
Nie wiedzieli nawet czy ocalą własne życie, czy dojdą  spokojnie do granic
miasta i dokąd zostaną wywiezieni.

niedziela, 9 kwietnia 2017

To i owo....

....czyli mix o niczym.
Odkryłam  "nową" mąkę bezglutenową. I jest to mąka konopna.
Nie wiem jaki jest stan Waszej wiedzy na temat konopi, ale przekonałam się,
że naprawdę wiele osób nie ma pojęcia o tym, że są dwa rodzaje konopi-
konopie indyjskie i konopie siewne.
Konopie indyjskie to jak powszechnie wiadomo " są be", bo z ich liści jest
"produkowana" marihuana  oraz sałatki powodujące u konsumentów wielce
dobry humor.
A konopie siewne, choć  wygląd ich liści jest podobny do liści konopi
indyjskich nic a nic nie mają z nimi wspólnego. Z nasion konopi siewnych
można otrzymać bezglutenową mąkę i takąż kaszę, poza tym produkuje się
olej konopny, który doskonale pomaga  skórze, poza tym otrzymuje się również
włókno, z którego powstają mocne sznury.
Mąka konopna jest dość ciemna, pozbawiona glutenu i skrobi oraz tłuszczów
nasyconych, za to jest mieszanką łatwo przyswajalnych białek, korzystnych dla
naszego organizmu,ponadto ma w odpowiednich proporcjach kwasy omega 3 i
omega 6, cenne witaminy i 9 niezbędnych  aminokwasów EAA, których nasz
organizm nie jest w stanie wyprodukować.
Dodatkowo mąka konopna dodaje energii, przyspiesza nasz metabolizm,
redukuje poziom cholesterolu LDL, obniża cisnienie krwi, zmniejsza stany
zapalne stawów.
Wczoraj, w pobliskim  "spożywczaku" kupiłam torebkę tej mąki.
Wygląda może nieciekawie, w niczym nie przypomina mąki pszennej lub żytniej.
Postanowiłam zrobić z niej  najprostsze pod słońcem placki.
Do pół szklanki mąki dodałam jedno duże jajko, połówkę bardzo dojrzałego,
rozgniecionego banana, łyżkę kakao i wszystko razem dokładnie wymieszałam.
Usmażyłam na oleju kokosowym małe placuszki, które  nakładałam na patelnię
łyżką stołową.  Usmażone placuszki potraktowałam drugą połówką banana
zmiksowaną razem z łyżeczką mleka kokosowego.
Całe szykowanie i smażenie zabrało mi chyba aż 20 minut.
Ale jedzenie trwało bardzo szybko - żałowałam, że nie zrobiłam ich więcej.

A dziś zrobiłam na obiad schab karkowy pieczony ( a właściwie duszony)
w winie czerwonym, półsłodkim.
Ponad tydzień temu kupiłam niesłychanie chudy schab karkowy, potraktowałam
go mielonym cynamonem , odrobiną  mielonego gozdzika i ziołami prowansalskimi.
Zawinęłam w pergamin, następnie w  folię aluminiową i wsadziłam do zamrażalnika.
Rozmrażałam potem w lodówce na najniższej półce, nie odwijając z folii.
Rozmrażał  się biedak 24 godziny. Dziś rano odwinęłam z tych "powijaków",
umieściłam w żaroodpornym naczyniu, nalałam dużo czerwonego, półsłodkiego
wina, nakryłam pokrywką i wstawiłam do piekarnika na 150 stopni.
Po 1,5 godziny wyłączyłam piekarnik i pozostawiłam w nim jeszcze mięso.
Wiecie co, tak dobrego mięsa już dawno nie jadłam.
Było mięciutkie i bardzo,  bardzo soczyste.

Jutro pokombinuję co by jeszcze "wymodzić " z mąki konopnej.Może jakiś chlebek?
A może połączę mąkę konopną i orzechową i zrobię kolejne, nowe placuszki?
Bo gotowych "bezglutenowców" mam dość i tych krajowych i tych z importu.


niedziela, 2 kwietnia 2017

Piątkowy wieczór......

.....spędziłam na oglądaniu filmów dokumentalnych .
Zaczęłam od obejrzenia filmu produkcji francuskiej "Sąd nad Eichmannem".
Film o tyle ciekawy, że nie był sprawozdaniem z tego procesu, ale przedstawiał
rozterki moralne żydowskich filozofów, przedstawicieli świata nauki oraz
ówczesnej elity władzy.
Zastanawiano się, czy Eichmann powinien  być sądzony  w Izraelu, choć to
właśnie ludzie narodowości żydowskiej najbardziej ucierpieli z powodu
holocaustu.
Jeszcze nim zapadł jakikolwiek wyrok, trwały  gorące dyskusje jaka kara
byłaby dla niego adekwatna - czy powinna to być kara dożywocia, czy jednak
kara śmierci, tak samo  jak dla innych zbrodniarzy wojennych sądzonych
podczas procesu w Norymberdze.
Sąd skazał Eichmanna na karę śmierci - wyrok wykonano, zwłoki skremowano,
 prochy wrzucono do morza poza granicą wód terytorialnych Izraela.
Wykonanie wyroku wcale nie zakończyło dyskusji  co było dla mnie sporym
zaskoczeniem.

Ten wieczór kanał Planete +  wyraznie poświęcił Żydom. Następne trzy filmy,
które obejrzałam  nosiły tytuł  "Historia Żydów".
Przed laty zakupiłam wielkie tomisko, formatem  niestety  zbliżone do A4,
liczące niemal 1000 stron  i przyznam się szczerze, że nie przebrnęłam przez
owe dzieło. Było tyle szczegółów, że wciąż się gubiłam pośród zmiennych granic
terytoriów, plemion, sojuszy, walk, wędrówek.
W końcu z  przykrością odstawiłam  wielką księgę na półkę - poddałam się.
 Za to te trzy odcinki tego filmu obejrzałam z wielkim zaciekawieniem. Każdy
z godzinnych odcinków był zrobiony niezwykle starannie, z dużą kulturą, bez
emfazy.
Moje zainteresowanie tym narodem wzięło się głównie stąd, że bratowa mojej
babci, tej która mnie wychowała, była  Żydówką.
Nie znałam jej zupełnie, widziałam ją tylko na kilku zdjęciach, ale się bardzo
wiele o niej nasłuchałam.
Owa znienawidzona przez moją babcię osoba była rentgenologiem,jej rodzice
byli ludzmi wykształconymi, kulturalnymi, przestrzegającymi swej wiary.
Ze zdjęć spoglądała na mnie ładna kobieta , ciemnowłosa, zgrabna, o bardzo
smutnym spojrzeniu. Gdy związała się z bratem mojej  babci została wykluczona
ze swej dotychczasowej społeczności  - małżeństwo z człowiekiem innej wiary
było sprawą nie do wybaczenia, jej rodzice wyrzekli się jej, dla nich ona
po prostu umarła.
Co gorsze rodzina jej męża przyjęła ją bardzo chłodno, chociaż przeszła na
katolicyzm i ksiądz udzielił młodym ślubu kościelnego, a dzieci  urodzone
z tego związku były wychowywane w wierze katolickiej.
W czasie okupacji hitlerowskiej, gdy w miejscowości, w której mieszkali miało
powstać getto  żydowskie, komendant gestapo doradził bratu mojej babci, by ten
"wyekspediował" na ten czas gdzieś swą żonę, bo ktoś zgłosił, że jest Żydówką,
a jej katolicyzm to tylko rzecz nabyta. Komendant był pacjentem mego
wujecznego dziadka, który go operował.
Mój "wujeczny dziadek" niewiele myśląc wyekspediował żonę do swej siostry
mieszkającej w Warszawie. W dwa miesiące pózniej w budynku, w którym
mieszkała moja babcia, parter  trzypiętrowego domu  zajęli Niemcy -
powstał tam sztab wojska.
Sytuacja była nieco beznadziejna - na parterze niemiecki sztab, a na trzecim
piętrze uwięziona Żydówka.
Obecność sztabu sprawiła, że budynek nie był nękany nagłymi wizytami
gestapo a w okresie powstania nie  był wypalony- przetrwał w całości aż do
końca, gdy po upadku powstania cała ludność była wysiedlana z miasta.
Zawsze mnie śmieszyło, że moja  babcia, taka zawzięta antysemitka, musiała
przechować swą bratową- Żydówkę.
Problem  antysemityzmu w jakimś sensie  zawsze mnie dotykał - trafiłam
do szkoły podstawowej TPD (Towarzystwo Przyjaciół Dzieci)  bo była to
jedyna szkoła w okolicy, która przyjmowała dzieci od 6 roku życia, a  już od
ponad roku umiałam czytać i pisać i okropnie się nudziłam w domu.
Po pierwszej wywiadówce moja babcia "zaczęła włosy rwać z głowy" - co to
za okropna szkoła, 3/4 uczniów to Żydzi.
Zupełnie nie rozumiałam o co chodzi - dla mnie były to dzieci takie same jak
ja. Nie interesowało mnie  czy też chodzą do kościoła na  religię czy też nie.
Nie interesowało mnie czy poszczą w piątki czy też nie. I żadne z dzieci nie
było tym zainteresowane.
Wszyscy byliśmy przez nauczycieli traktowani tak samo a klasa bardzo szybko
się zżyła.
 I jak w każdej klasie- jedni się uczyli lepiej, inni gorzej, ale tworzyliśmy bardzo
zgraną grupę.
Przeżyliśmy ogromny szok gdy nagle kilkoro z naszej klasy, tak z dnia na dzień,
przestało chodzić do szkoły, bo wraz z rodzicami musieli opuścić Polskę.
Niektórym udało się przetrwać do końca roku szkolnego, ale po wakacjach już
ich nie było w Polsce. Klasa zmniejszyła się niemal o połowę.
Chyba  nigdy nie  zapomnę listu, który napisała do mnie  Józia- "nawet nie wiesz
jakie masz szczęście, że nie jesteś Żydówką"- to były pierwsze jego słowa.
Przeczytałam ten list w klasie na głos (za zgodą naszej wychowawczyni)- wpierw
zaległa ciężka cisza, potem część  z nas zaczęła płakać, zapewne jednak nie ze
szczęścia.
Zawsze mnie dziwi, nawet teraz, gdy już jestem stara, dlaczego czyjaś
odmienność wywołuje w ludziach niechęć i agresję, a nie zaciekawienie i chęć
zrozumienia owej odmienności oraz jej zaakceptowanie.




czwartek, 30 marca 2017

Jak to jest.....

....że w mitach i legendach na całym świecie występują giganci i potop?
Te mity powstawały w bardzo, bardzo odległych czasach, a opowiadały o
czasach jeszcze bardziej odległych, wręcz o początku świata.

Wg mitologii inkaskiej czterej bracia, giganci należący do rasy Ayar-aucca
podtrzymywali niebiosa i jednocześnie rządzili rasą ludzką.
Ale ludzie stawali się z czasem coraz bardziej nieposłuszni i niewdzięczni,
więc bracia zdecydowali się opuścić niebiosa na Ziemię i zatopić ją w morzu.
Skutek był taki, że nastąpił wszechświatowy potop, powodując niemal
całkowitą zagładę ludzkości.

W odległej od krainy Inków Irlandii też spotkamy mit o gigantycznych
ludziach nazywanych Fermorami, którzy mieszkali na morzu. Zaraz po
Wielkim Potopie ich przywódca, Balor, wyprowadził ich na wybrzeże
irlandzkie i oni stali się rdzennymi mieszkańcami tej wyspy.

W Anatolii, około 2000  roku przed nowa erą,gdy Hetyci pokonali dominującą
wówczas tam rasę Hurytów, rozprzestrzenili mit o Alalu- gigantycznym
bogu, pierwszym królu niebios, który żył na wyspie na Oceanie Zachodnim.
Ocean Zachodni to  dawna nazwa Atlantyku.

Plemię Kai z Nowej Gwinei wspomina rasę półbogów, gigantów, zwanych
Ne-Mu.  To oni rządzili Ziemią przed Potopem.Byli wyżsi i silniejsi od innych,
nauczyli przodków Kai podstaw rolnictwa i budowania domów.
Ale Wielki Potop starł ich z powierzchni Ziemi a ich ciała zamieniły się
w wielkie kamienne bloki.

Rdzenni mieszkańcy wysp Fidżi wierzą, że kraj ich przodków, Burutu, zatonął
bardzo, bardzo dawno  w wodach Pacyfiku gdy na  Ziemię spadły niebiosa,
a ogień i woda zmieszały się z sobą i w ten sposób powstały wyspy Samoa.
Ci, którzy przeżyli kataklizm, znani jako Hiti, byli rasą gigantów, dziećmi
Atlantydy.

Arabski mit opowiada z kolei o rasie gigantów zwanych Adytami, którzy byli
wspaniałymi architektami i budowniczymi.
Arabowie zamieszkujący Bliski Wschód od samych początków swej historii
pisanej wszystkie wielkie  budowle przypisywali tym gigantom z czasów
starożytnych.

Dwa najstarsze i wielce poważane  święte teksty hinduskie opowiadają
o wodnych gigantach, Daitya, potomstwie boga Wisznu.
Wg Wisznu Purany (jedna z tych świętych ksiąg) wodni giganci rezydowali
w Tripurze- Potrójnym Mieście, które było na zatopionej wyspie za nieprzebytym
Oceanem Zachodnim.

Żeby Was tak całkiem nie zanudzić wyliczanką opowiem Wam o gigancie
chińskim, Pangu.
Chińczycy uważają, że na początku cały kosmos był uwięziony w jednym
jaju. Wewnątrz niego panował okropny chaos, nie było granicy między niebem
a ziemią, nie  było  słońca, księżyca oraz gwiazd i panowała ciemność.
Z tego chaosu wyłoniła się pierwsza istota - gigant Pangu, który postanowił
uporządkować panujący chaos.
Pierwszym jego działaniem było rozbicie skorupy jaja.
Lżejsza jej część  (jang) uniosła się w  górę i stała się niebem, zaś cięższa jej
część  (jin) opadła w dół i stała się ziemią.
Pangu stał na Ziemi nieprzerwanie  przez 18000 lat, pilnując by nie spadły na
nią niebiosa i podpierał  je własnym czołem.
W końcu Pangu położył się i usnął. Niestety podczas tego snu umarł. Głowa
Pangu i jego brwi przemieniły się w planety i gwiazdy. Jego lewe oko stało
się słońcem a prawe- księżycem. Z ciała Pangu powstała gleba a z krwi- rzeki
i oceany. Zęby i kości stały się skałami, minerałami i drogimi kamieniami.
Z oddechu Pangu powstały chmury i wiatr a głos zmienił się w grzmoty i
błyskawice, zaś pot w deszcz i rosę.
Z włosów na ciele Pangu powstały drzewa, rośliny i kwiaty, a pasożyty na jego
skórze zmieniły się w ryby i inne zwierzęta.

Wszystkie mity i legendy zawsze zawierały w sobie  dużo prawdy, która nie
zawsze pasowała współczesnym historykom, lub wręcz zaprzeczała odkryciom
i wnioskom dawniejszych archeologów i badaczy.
Ale o tym napiszę innym razem. Bo jednak giganci  żyli kiedyś na Ziemi.

poniedziałek, 27 marca 2017

Coraz lepiej, coraz lepiej

Włączam dziś telewizornię, patrzę i myślę - ki diabeł, czyżby powrócił  poseł
Gabriel Janowski?
 Patrzę na tę zaróżowioną buzkę, okrągłe, lekko nieprzytomne oczęta, słucham
co wyplata i dotarło do mnie, że to nie p.Gabriel  Janowski po  leczeniu dotarł,
ale to nowy kandydat na leczenie psychiatryczne, w osobie  jednego
z ministrów dobrej zmiany.
Właściwie to może powinnam napisać list dziękczynny, bo każde wystąpienie
oficjeli z tego ugrupowania sprawia, że mija mi strach przed przeprowadzką,
mało tego, zaczynam się martwić, że wciąż tu jeszcze jestem.
I czasami rozbawiają  mnie wręcz do łez, np. projektem wybudowania nowego
super lotniska i super stacji kolejowej pomiędzy Łodzią a stolicą. A stolica
miałaby sięgać od Bugu po Odrę i od Bałtyku do Tatr, z małym marginesem
dookoła tego tworu.
Margines potrzebny do tego, żeby można była wmówić  ludziom, że jest tzw.
demokracja.
Rozumiem, że grypa przenosi się metodą kropelkową i łatwo się nią zarazić, ale
nie podejrzewałam, że tak samo rozprzestrzenia się  głupota.
Jak dotąd była to cecha osobnicza, wrodzona lub wynikająca z braku
wykształcenia, no a teraz okazuje się należeć do chorób zakażnych.
Ciekawa  jestem jak się przenosi- czy jest  jak żółtaczka pokarmowa lub salmonella
czy też jest chorobą brudnych rąk lub brudnych strzykawek?

Bardzo mi się podoba wynik referendum przeprowadzonego w podwarszawskim
Legionowie- otóż  mieszkańcy tej miłej acz niewielkiej miejscowości wcale  nie
życzą sobie  przyłączenia do rozdętego miasta stołecznego. I chwała im za to,
95% mieszkańców wypowiedziało się przeciw temu projektowi.
A pani minister od unicestwiania szkolnictwa wyraziła dzis nadzieję, że ogólnopolski
strajk nauczycieli nie odbędzie się.
Nie podzielam tych jej  nadziei, nawet w Rosji opozycja w 80 miastach podniosła
głowę i ludzie wyszli na ulice miast protestując przeciwko skorumpowanej władzy.

Zaczynam wierzyć, że wiosna jednak do stolicy  pomału dociera- żywopłoty na
naszym osiedlu mają już 3 milimetrowe pączki, prawie listki.
I nawet słońce dziś świeciło i nie zamarzłam wędrując Ursynowem- tam zawsze
jest straszny wygwizdów.
Miłego tygodnia dla Was!

sobota, 25 marca 2017

No nie wiem.....

......a tego czego nie wiem jest coraz więcej.
Może po prostu pomału głupieję. Zaczynam z wolna robić remanenty, bo
przecież w lecie mamy się przeprowadzić.
Pierwszy efekt remanentu ? Natknęłam się na  włóczkę tzw. "skarpetkową",
czyli 75% wełny i 25% poliamidu. I....zabrałam się  do dziergania tzw.
wdzianka-otulacza. Idzie  szybko,  grube druty, fason prosty bo wdzianko
 powstaje  z odpowiednio zszytego prostokąta. I właściwie nie jest to taki
wielce durny pomysł, ale w związku z tym przerwałam dzierganie dla siebie
ażurowej bluzki.
Wiem, pisałam ,że nigdy więcej nie tknę ażuru, ale właśnie przez ten remanent
natknęłam się na włóczkę bawełnę z  akrylem, 50/50%  i na naprawdę łatwy
wzór  ażurowych paseczków. Zrobiłam próbkę i..... "zaskoczyłam"- mam już
zrobiony tył i spory kawałek przodu. I właśnie gdy usiłowałam  "wymajaczyć"
jaki zrobić dekolt, to znalazłam tę skarpetkową włóczkę i jak na złość trafiłam
na blog Anny. Ania właśnie udziergała takie wdzianko. No i zaraz rączki
zaczęły mnie swędzieć i zaczęłam dziergać.

Jak na razie  to remanent robię  tylko w drobiazgach, bo naprawdę są kłopoty
ze znalezieniem mieszkania akurat w tej okolicy, która nam wszystkim pasuje.
Gdybyśmy chcieli mieszkanie takie około 100 metrów lub więcej- nie byłoby
problemu. Takich powierzchni tam nie brakuje. No ale po co nam  taki metraż?
Nie  zamierzam jezdzić po domu na wrotkach.
Trochę się już oswoiłam z myślą o przeprowadzce - gdy o tym  myślę już mi
serce nie skacze do gardła i tętno nie usiłuje dogonić rakiety kosmicznej.

Kwiecień to miesiąc, w którym zmienia mi się cyferka w metryce. Kiedyś bardzo
mnie to cieszyło- teraz raczej budzi zdziwienie i smutek, że tak szybko mija
życie. Jesteśmy tu tylko chwilę i chyba nie zawsze potrafimy to dobrze
wykorzystać. No ale jak na razie to jeszcze mamy marzec.

Czekam z utęsknieniem na prawdziwą wiosnę, z zielonymi krzewami, kwitnącymi
drzewami owocowymi i całym tym wiosennym szaleństwem zieleni i kolorów.
A tymczasem marzec zgodnie idzie z przysłowiem- miesza się wciąż pogoda. a to
co widać na termometrze   "w użyciu" wypada jakoś blado - termometr pokazuje
+10, ale jakoś trudno poczuć to  ciepło będąc na ulicy.

Życzę  wszystkim miłego, słonecznego weekendu;)

poniedziałek, 20 marca 2017

Kto chce niech czyta

Zapewne nie jest to ciekawostka dla wszystkich, ale w moim odczuciu rzecz jest
ciekawa.
Nie wiem czy wiecie, ale  w stratosferze uczeni zainstalowali specjalne pułapki
magnetyczne i  na początku 2015 roku w taką magnetyczną pułapkę wpadły
 bardzo niezwykłe kuleczki ze zdecydowanie niezwykłą zawartością - była to
galaretowata substancja organiczna zawierająca DNA.
I żeby było jeszcze dziwniej, ta substancja  to był mały, żywy stworek.
Oczywiście  kuleczki, stanowiące opakowanie galaretowatych stworków i owe
stworki są  bardzo skrupulatnie badane.
Badania prowadzi i nadzoruje prof. Milton Wainwright z University of
Buckingham .
W trakcie badań okazało się, że konfiguracja DNA tajemniczych stworków na
 naszej planecie nie występuje.
Obejrzawszy wyniki badań owej przedziwnej, nieznanej   konfiguracji DNA
 profesor wykrzyknął: "Wow, to wydaje się być niesamowite!"
Jak zapewne większość z moich "czytaczy" wie, DNA są to kwasy nukleinowe,
czyli wielkocząsteczkowe organiczne  związki chemiczne, pełniące rolę nośnika
informacji genetycznej w żywych organizmach.
Są one bardzo trwałą instrukcją/planem budowy i fizjologii każdego żywego
organizmu. To z nich wychodzą sekwencje wszystkich rozkazów na etapie 
rozwoju filogenetycznego i ontogenetycznego ( rozwoju rodowego i osobniczego),
czyli przemian anatomicznych i fizjologicznych określonego osobnika od
momentu poczęcia aż do śmierci.
Badanie  kuleczki,(sferuli) stanowiącej "opakowanie" stworka wykazało, że posiada
ona idealnie kulisty kształt i wszelkie cechy produktu sztucznie wytworzonego.
Jest wytworzona z kompozytów wieloskładnikowych, w sposób zapewniający jej
ochronę przed promieniowaniem kosmicznym oraz bezpieczny przelot przez
gęstą atmosferę naszej planety.
Zewnętrzna powłoka składa się z kilku pierwiastków  kosmogenicznych, czyli
metali ziem rzadkich, występujących w niezwykle małych ilościach. Jednym
z tych składników okazał się  pierwiastek Dysproz, który na Ziemi stosowany
jest tylko w reaktorach jądrowych.
Na temat samej sferuli i jej zawartości nie podano zbyt wiele informacji, nie
mniej w informacji przekazanej mediom jednoznacznie użyto sformułowania, że
zawartość tej dziwnej kuleczki to żywe zwierzątko wyposażone w specyficzną
informację genetyczną, czyli taką z zakodowaną sekwencją poleceń.
Tyle tylko, że ten kosmiczny przybysz nie ma żadnych odpowiedników ani też
powiązań genetycznych ze znanymi ziemskiej nauce  zwierzętami.
Naukowcy zaangażowani w ten projekt badawczy są przekonani, że właśnie
otrzymali  pozytywną odpowiedz czy rzeczywiście istnieje gdzieś w Kosmosie
życie.
 Oczywiście jak na razie brak jest odpowiedzi na wiele innych pytań , ponieważ
zupełnie nie wiadomo z którego miejsca w Kosmosie przysłano nam tę dziwną
przesyłkę i dlaczego.
Burza mózgów trwa a pytań jest coraz więcej.
Chcą nas wykończyć bo Ziemi grozi przeludnienie czy może tylko ulepszyć???
Uczeni mają problem, a ja, idiotka, przejmuję się, że się  mam  gdzieś-tam
przeprowadzić.