Zatelefonowałam dziś do Warszawy, do swojej koleżanki, z którą znamy się od osiemnastego roku życia. Dziś wg kalendarza są imieniny Alicji, więc zadzwoniłam, by złożyć życzenia imieninowe. I zrobiło mi się nieco smutno, bo jej mąż niespodziewanie przeszedł mini udar mózgu, (chłop ma 87 lat) ale ponieważ w szpitalu znalazł się w ciągu dwóch godzin od owego udaru, to wyszedł o własnych siłach po 10 dniach. Wniosek - im prędzej zostanie udzielona fachowa pomoc, tym większa szansa na powrót do kręgu żywych i zdrowych.
Aktualnie pogoda mi się zbiesiła i pada, choć wg zapowiedzi miało padać dopiero wieczorem
Elegancko teraz leje, ale temperatura przyzwoita, 26 stopni. Na jutro też zapowiadają deszcz, choć być może będzie pogodnie w godzinach popołudniowych. Pożyjemy- zobaczymy. Dobrze, że przezornie wczoraj zrobiłam zakupy. A moje kwiatki kochające słońce wyraźnie cierpią.
I nawet padał deszcz, ale chwilami słońce też trochę "pracowało".
Słucham dziś cały dzionek muzyki lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Żeby było śmieszniej, to po raz pierwszy niektóre utwory słyszałam w końcówce lat sześćdziesiątych i aż musiałam sprawdzać kiedy powstały, bo dałabym się zabić, że znacznie później. No ale nie wykluczam, że ja byłam nieco opóźniona w słuchaniu muzyki rozrywkowej.
.......... tekst będzie nudny, bo znów o tym co Teleskop Jamesa Webba przekazuje na Ziemię.
Sunie owo "dzieło myśli i sztuki technicznej" poprzez bezdroża Wszechświata, ciągle odkrywa coś nowego i sieje zamęt w głowach naukowców. Ostatnio odkrył sześć masywnych galaktyk. A zamęt w głowach panów naukowców wywołał fakt, że owe galaktyki są .....zbyt ciężkie i wielkie jak na obiekty, które powstały po zaistnieniu Wszechświata, czyli po zaistnieniu Wielkiego Wybuchu.
Wszystkie obserwacje tych galaktyk wskazują na fakt, że owe galaktyki o okresie 500-700milionów lat po Wielkim Wybuchu były już dojrzałe. A na dodatek masa gwiazd w każdej z tych galaktyk wynosi kilka razy miliardów razy więcej niż masa naszego Słońca a jedna z gwiazd może być nawet 100 miliardów razy cięższa niż nasze Słońce.
Teleskop J.Webba spokojnie wędruje i ciągle przesyła nowe zagadki dla świata naukowców, bowiem odkrycie takich masywnych wczesnych galaktyk przeczy obecnej teorii zrozumienia Wszechświata. No i w związku z tym zaczynają się panowie naukowcy zastanawiać czy aby Wszechświat nie jest jednak starszy o te drobne 27 miliardów lat niż ich dotychczasowe wyliczenia?
Poza tym teleskop odkrył duuużo mniej masywnych czarnych dziur niż się panowie naukowcy spodziewali a na dodatek po analizach zaczynają podejrzewać, że najprawdopodobniej nasz Wszechświat jest......płaski. I jakby tego było mało to badania wskazują, że kosmiczna przestrzeń nie zawiera wcale tajemniczej ciemnej materii, która według dotychczasowych obliczeń i przewidywań miała stanowić aż 27% całkowitej zawartości Wszechświata.
Czekam teraz spokojnie na komunikat, że mój ulubiony teleskop Jamesa Webba prześle na Ziemię wiadomość, że właśnie odkrył miejsce, w którym jakiś Kosmiczny Naukowiec siedzi przy gigantycznym komputerze i układa odcinki nowej gry komputerowej pt. "ZIEMIA". A na olbrzymim ekranie widać naszą planetę tak jak jest ona widoczna z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, z której nota bene co jakiś czas odpada jakiś złom i sieje w głowach uczonych zamęt.
Życzę Wszystkim bardzo pogodnego i miłego weekendu!!!!
A na zdjęciach Berlin, którego nie zobaczycie jadąc na wycieczkę z Biurem Podróży. I te piękne domy są całkiem niedaleko od miejsca, w którym mieszkam.
........bo jest godzina 20, 30 a u mnie wygląda tak:
Aż dwa razy spojrzałam na zegarek, bo takie błękitne niebo jakoś mi się z tą godziną nie kojarzy. A cały dzień wcale nie było aż tak pogodnie jak teraz, było chwilami spore zachmurzenie. Na termometrze jest całe 16 stopni. A gdy powiększycie zdjęcie to zobaczycie taką mało wyraźną malutką kropkę - to jest malutki sierpik Księżyca. Na jutro niestety przewidują duże zachmurzenie a na sobotę ........ aż na 90% opady deszczu i to już od 10,00 rano. Mam cichutką nadzieję, że się im prognoza nie sprawdzi;)
........post o niczym. Chyba weszło mi w nałóg pisanie o niczym. Ale co tu ukrywać - dzień podobny do dnia, tydzień do tygodnia, nawet pogoda ( na szczęście) niezbyt się tu u mnie zmienia.
Zerknęłam na termometr i zupełnie nie wiem na jakiej podstawie stwierdziłam, że 18 stopni i słoneczko to na pewno jest ciepło, westchnęłam ciężko i poszłam zrobić zakupy. Niestety zmarzłam, bo jakoś nie uwzględniłam faktu, że jednak cały czas wieje wiatr i to od północy a nie od południa. Na dodatek zakupy wcale a wcale nie wprawiły mnie w dobry nastrój, bowiem nawet bez włączania kalkulatora dotarło do mnie, że kupując stale to samo wydaję na tydzień dwa razy tyle co przed pandemią. Ja naprawdę kupuję stale to samo, więc łatwo mi "uchwycić" różnice cenowe.
A kupuję stale to samo, bo po przebytej operacji tzw. "pęcherzyka żółciowego", zgodnie z poradą znajomego lekarza mam opracowany "zestaw żywieniowy", po którym ani nie tyję ani nie chudnę a na dodatek nie mam żadnych sensacji spowodowanych brakiem owego pęcherzyka żółciowego. Żeby było śmieszniej - ów znajomy lekarz jest ......weterynarzem i od dawna wie, że aby nie było dolegliwości po takim zabiegu należy po prostu jest stale jeść to samo, bo wtedy ustala się zestaw enzymów trawiennych i działają skutecznie. Gdy tylko mi to powiedział to się wpierw w zaciszu domowym nieco obśmiałam, ale tak na próbę wprowadziłam ów zwyczaj i........działa!
Wczoraj się katowałam oglądaniem sytuacji powodziowej w Niemczech i w Polsce i jakoś tak smutno mi się zrobiło. Na pociechę od dwóch dni są już zakończone prace remontowe budynku oficyny, a dziś to już nawet zostały wywiezione stosy żelastwa, z którego były montowane rusztowania. Mam tylko nadzieję, że w najbliższych dniach wróci na miejsce ogrodzenie i w miejsce wykopanych krzaków posadzą jakieś nowe krzaczory i uzupełnią ogrodzenie dzielące nasze podwórze i sąsiednie. Poza tym wykupiłam dziś leki na najbliższe trzy miesiące - ze zdumieniem odkryłam fakt, że niestety podrożały. No ale jeszcze nie zbankrutowałam - mam podejrzenie, że najdroższe to są te kropelki przeciwbólowe, które niestety nadal muszę brać.
No a poza tym ........ zrobiło mi się to:
To jest po prostu broszka. Pierwsza robótka koralikowa od 2019 roku. Nie jest idealna, ale wreszcie zaczęłam "coś dłubać". Mam jeszcze sporo koralików i nie mam sumienia by je tak zwyczajnie "ciepnąć" do śmietnika. Muszę nieco wysilić mózg co zrobić. Mam pomysł i koraliki na niedużą, czarną torebkę wieczorową, tak zwaną "kopertówkę" - taką by były w niej tylko klucze od mieszkania, karta płatnicza i chusteczka do nosa. I mam też niestety czeskie koraliki, z których chyba zrobię podstawki pod kieliszki . A napisałam "niestety", bo te czeskie koraliki są nieco niedbale zrobione i nie mają równych otworów, więc praca z nimi wpędza człowieka z reguły we wściekłość. No i przejrzę co jeszcze mam, bo może znajdę jeszcze jakieś kamyki do oprawy? Na pewno mam jeszcze jakieś resztki malachitu.
Nie wiem czy wiecie, ale z malachitu , który chemicznie rzecz ujmując jest rudą miedzi, otrzymuje się miedź, a piękniejsze okazy tejże rudy są szlifowane i służą do wyrobu ozdobnych przedmiotów. Najpiękniejsze bryły malachitu wydobywa się na Uralu, w Arizonie, Meksyku, Chile i Australii.
........ w Kosmosie. Doszłam do takiego "odkrywczego" wniosku obejrzawszy co nieco więcej niż zwykle różnych filmowych doniesień dotyczących tego co się dzieje w kwestii "meteo" nie tylko w Polsce czy w Europie, ale ogólnie na naszej Planecie. Z przerażeniem i smutkiem oglądałam to co się dzieje w Bawarii i na południu Polski. I wcale mnie nie pocieszyły filmowe doniesienia z niektórych części USA, że tam też powodzie a na dodatek przechadzają się tornada.
Według panów Klimatologów obecnie na Ziemi jeszcze wciąż trwa wielka epoka lodowcowa, czego dowodem są polarne czapy lodowcowe. Co prawda prowadzone pomiary na północnej części lodowca Hofsjokull wykazały, że w ciągu ostatnich 15 lat stracił on aż 5% swej objętości, czyli 10 km sześciennych.
A żeby było śmieszniej w Arktyce pokrywa lodowa się zmniejsza, ale po przeciwnej stronie globu zaczyna się....zwiększać. Na Biegunie Południowym zima z roku na rok staje się coraz dłuższa i coraz zimniejsza a pokrywa lodowa pomału rośnie. W minionym roku jeden z klimatologów PAN (Polska Akademia Nauk) wręcz zapowiadał, że grozi nam ....... zlodowacenie.
Tak sobie o tym przypomniałam gdy z powrotem upychałam w worek próżniowy cieplutką puchówkę, której od chwili przyjazdu do Niemiec ani razu nie miałam na sobie, bowiem gdybym ją założyła przy temp. -5 stopni pana C, to pewnie bym padła trupem z przegrzania. Botki wyściełane futerkiem też nie dostąpiły tu jeszcze ani razu zaszczytu kontaktu z moimi stopami. Nie wiem jakie są prognozy pogody dla Polski na najbliższe dni, ale u mnie ma być o 5 stopni chłodniej - a w tej chwili u mnie jest +20 stopni i pięknie świeci słońce.
I trochę "zielska", które widziałam po drodze w tzw. "okolicy".
Miłego nadchodzącego nowego tygodnia Wszystkim życzę!
........zupełnie nie wiem jakim cudem znów jest już piątek.
Mam wrażenie, że dopiero co był poniedziałek. No ale przy sklerozie to zapewne dość normalne - po prostu jakoś mi te dni przemknęły nim zdążyłam odszyfrować jaki to dzień tygodnia. A według meteo-pogodynki ma dziś być słońce i ma nie padać.
Dziś rano miałam "radochę", bo oglądałam z okna jak z mojej ulicy służby miejskie usuwają samochód, który jakiś "niemota" zaparkował w miejscu, przy którym postawiono ostrzeżenie aby tam w określonym dokładnie czasie nie parkować. W Berlinie cechą "naczelną" jest brak parkingów. Na co dzień większość pracujących korzysta z komunikacji miejskiej i w godzinach porannych przydaliby się w berlińskim metrze "upychacze", tacy jak w metrze tokijskim. Gdyby pobudować dla wszystkich zmotoryzowanych parkingi to musiałoby wyrosnąć drugie miasto.
Tu jest taki fajny zwyczaj, że jeżeli potrzebny jest dostęp do któregoś z budynków bo są prowadzone jakieś roboty remontowe lub ktoś się wyprowadza lub wprowadza i przed budynkiem musi być miejsce na ciężarówkę lub inny roboczy pojazd, to już kilka dni wcześniej jest wywieszana tabliczka z informacją, że "w dniach od - do" jest w danym miejscu zakaz parkowania wszelakich pojazdów. No a jeśli pomimo tej informacji jakiś "baran" zaparkuje, to jest tak jak dziś to widziałam - przyjeżdża platforma z dźwigiem i samochód jest wywożony w jakąś siną dal.
Gdy my się tu wprowadzaliśmy to też mieliśmy tak rezerwowane miejsce na ciężarówkę z naszymi meblami i dobrem wszelakim.
Mieszkam przy ulicy, którą można dojechać do autostrady, a że Berlin wciąż nie ma obwodnicy, to autostrada często pełni jej rolę i w godzinach porannych na "mojej" ulicy jest spory ruch a w ciągu dnia jest "cisza i spokój." Podobno ta obwodnica wciąż jeszcze "się buduje". Co dla mnie dziwniejsze to po godzinach, w których większość gdzieś pracuje, ruch na mojej ulicy nadal jest niewielki, za to na niedalekiej autostradzie, od której oddzielają mnie dwa rzędy wysokich solidnych budynków i ich duże podwórza jest nieprzyzwoity (jak dla mnie) tłok. A że mieszkam wysoko- tak na wysokości piątego piętra bloku wybudowanego z "wielkiej płyty", a poza tym ulica ma po obu stronach dwa rzędy wysokich, bardzo rozrośniętych drzew, to nawet ten poranny ruch do mnie nie dociera gdy mam zamknięte okno. A ponieważ przeciągów nie lubię, to zawsze mam otwarte okna od strony podwórza, które jest b.duże i "ozdobione" pięknymi brzozami.
Nie da się ukryć, że ostatnio mam nieco zaburzony porządek na podwórzu bo trwa dobudowywanie dodatkowego piętra mieszkalnego w oficynie , więc codziennie mogę "kontrolować" jak postępuje budowa . Pewnie jeszcze z miesiąc potrwa - przy okazji okazało się, że muszą ów budynek ocieplić, co już nawet zrobili. To dobudowane piętro jest na wysokości 5 piętra przedwojennego budynku, a wtedy w tych budynkach wysokość mieszkania to były 4 metry, a nie 2,65 jak w warszawskiej wielkiej płycie na Stegnach. A za czasów niejakiego pana Gomółki mieszkania z wielkiej płyty były jeszcze niższe, a dwa pokoje z kuchnia nie miały 42 m kwadratowe powierzchni ale sporo mniej.
Ja już się przyzwyczaiłam do faktu, że mieszkam w takim wysokim mieszkaniu i że umycie górnych szyb w oknie jest poza moimi fizycznymi możliwościami, zresztą musiałam przyrzec córce, że z uwagi na wiek i moją "kinetyczność" nie będę skakać po drabinie. Tak prawdę mówiąc to już sam widok tej drabiny skutecznie zraża mnie od pomysłu by na nią wejść, bo szerokość jej stopni nie przekracza 2 cm, a do tego jest jakoś dziwnie składana z trzech części. Ja to nawet przerażona jestem gdy na nią wchodzi mój zięć, któremu natura dała wzrost przyzwoity, czyli 190cm.
Ciekawa jestem jak będzie w Berlinie w czasie EURO 2024. Na razie podoba mi się "strefa kibica", czyli pseudo trawnik przed Bramą Branderburską. Ale to, że mi się ów trawnik podoba nie oznacza, że będę tam bywać, ponieważ "piłka kopana" tak naprawdę mało mnie interesuje. Ale i tak jestem niezła, bo wiem, że Polacy będą grali w Hamburgu z Holandią, w Berlinie na Stadionie Olimpijskim z Austrią, a w Dortmundzie zagrają z Francją. Na berlińskim Stadionie Olimpijskim oglądałam kilka lat wcześniej ME w lekkiej atletyce. Stadion piękny a strona organizacyjna była na piątkę z plusem, chociaż naprawdę były tłumy i nie było wolnych miejsc.