drewniana rzezba

drewniana rzezba

sobota, 5 maja 2012

304. Rozważania o....

czasie.  Mam czas, nie mam czasu, czas ucieka, czas stoi w miejscu -często
to mówimy i słyszymy od  innych. A przecież  czas jest tylko wytworem
naszego mózgu  i  intelektu.
Chyba trudno jest ustalić kiedy ludzie wprowadzili pojęcie czasu - z całą
pewnością wpierw zaobserwowali cykliczność występującą w otaczającej
ich rzeczywistości - dobę podzieloną na dzień i noc, zmieniające się pory
roku różniące się między sobą, cyklicznie zmieniające swe położenie
widoczne na nocnym niebie planety. Dostrzeżenie tego wszystkiego i
uporządkowanie umożliwiła nam  pamięć. A być może i instynkt. I choć
podzieliliśmy te cykliczne zmiany na mniejsze "kawałki"- dobę na godziny,
rok na miesiące, miesiące na dni, czas nadal nie jest jakąś wielkością
fizyczną.On istnieje  i płynie tylko w naszych umysłach. Do tego raz
płynie szybko, raz wolniej, bo jest ściśle powiązany z naszą sytuacją
psychiczną. Wszystko co nas otacza podlega zmianom. Nasz organizm,
każda jego komórka  również. I zmiany te następują niezależnie od  nas.
Możemy zatrzymać wszystkie chronometry, a zmiany i tak będą
następować. Jedne komórki będą obumierać, inne się tworzyć,będą
powstawały nowe gwiazdy, inne będą wygasać. Wszystko co nas otacza
podlega przemianom i proces ten będzie trwał zawsze, bo taka jest
cecha materii.
Nie przejmując się upływem czasu, nie licząc mijających godzin
"udziubdziałam" taki naszyjnik:
Wisiorek zrobiłam sama, oplatając  turkusiki małymi koralikami toho.
W sznur z wielkim trudem wplotłam pojedyncze turkusy. Dobrze, że
nikt nie słyszał brzydkich wyrazów, którymi obrzucałam biedne
turkusy za to, że nie za bardzo chciały dać się oprawić.

wtorek, 1 maja 2012

303. Ciężkie życie małego człowieka

Młodszy ma już rok i 2 miesiące i bardzo dużo zajęć. Wpierw trzeba
pojezdzić drewniana kolejką
Potem trzeba się przygotować na jazdę rowerem do parku.

Do tego konieczny jest kask i...smoczek.

W parku też nie ma lekko, trzeba pokonać schodki , by się
dostać na zjeżdżalnię, a Starszy stoi odwrócony i nie zamierza pomóc.
Ciężkie jest życie Młodszego.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

302. Wiosna u mnie






Tak wygląda dziś na moim osiedlu.


301. Weekend trwa.....

a ja się motam. Wczoraj, niczym ostatnia idiotka zatarłam sobie oko
i cały dzień spędziłam na przemywaniu go.Bo tylko idiotka  trze powiekę
palcem upaćkanym kremem typu sunblock.
I kończę coś takiego:
Przede mną  już tylko lakierowanie,lakierowanie,lakierowanie,
potem skrzyneczka dostanie adres w garść i pomaszeruje do
przemiłej Osoby, płci żeńskiej.
Piszę "pomaszeruje", bo sądząc z ostatnich osiągnięć poczty, większość 
przesyłek idzie p[iechotą, nawet tych z napisem  PRIORYTET  strasznie
długo dociera do adresata. Ciekawe dlaczego, może mają cichy strajk?

Zaczęłam robić wariacje z koralikami turkusu - koraliki są
wplatane w sznur pleciony ściegiem herringbone. Trochę z tym
dłubaniny, wolno idzie, zwłaszcza ta część pracy gdy wplata się
koralik. Wisiorek też jest spleciony z koralików turkusowych.
Zrobię - "obfocę".

piątek, 27 kwietnia 2012

300. Zaczyna się, zaczyna!!!

A co się zaczyna? - najdłuższy weekend w Europie. Dziś w południe już
zaczął się ogólny exodus. Oczywiście zaczął się korkami, trasę, którą
zawsze pokonuję15 minut dziś pokonywałam 45 minut. I cud się stał  -
na mojej uliczce osiedlowej są wolne miejsca parkingowe!!!
                                           ****
Słyszałam dziś świetną historię medyczną- u pewnego pacjenta lekarz
wypatrzył w trakcie wykonywania USG  guz w trzustce. Pacjent szybko
wylądował w szpitalu, w poniedziałek został przyjęty, we wtorek trafił
na salę operacyjną.
Zdziwienie zespołu  chirurgów było niezmierne, bo w owej trzustce
żadnego guza nie znaleziono. Pacjenta zaszyto, za trzy dni wysłano do
domu.
Wrócił, za dwa tygodnie, z bólem i wysoką gorączką. Okazało się, że
po tej zbędnej operacji zrobił się olbrzymi ropień w okolicy śledziony
i trzeba było usunąć i ropień i śledzionę.
Uważam, że niniejszym należą się gratulacje temu, kto wymyślił by
opierać się tylko na badaniach i diagnozach wykonanych poza szpitalem.
Wiem,  tak jest ponoć taniej, ale ofiarą zawsze jest pacjent.
                                            ****
A ja się zaniebieszczyłam, poszłam w szkło weneckie i sieczkę turkusu.
Ten naszyjnik turkusowy to zaległy prezent, bo jubilatka nie mogła się
zdecydować z czego mam go zrobić.


czwartek, 26 kwietnia 2012

299. Jestem dumna z.....

mojej przyjaciółki. Pisałam niedawno, że moja przyjaciółka "załapała się" na
raka piersi.
W poniedziałek miała ostanie badanie, izotopowe, które wykazało położenie
węzła chłonnego, tzw. strażniczego i ślady izotopu dążącego w dół, ku
brodawce.
Nie mniej była szykowana na wtorek do operacji oszczędzającej, choć
ordynator sugerował zabieg radykalny. Ale Ona nie zgodziła się, tłumacząc,
że nastawiła się na tę oszczędzająca operację. Lekarz nie nalegał, bo to były
tylko ślady,  więc można było i to wyłuskać, choć z trudem.
We wtorek rano, gdy już  znalazła się na stole operacyjnym, nagle zmieniła
zdanie i poprosiła lekarza by jednak odjąć całą pierś.
Czym prędzej dostała do podpisania nową zgodę na operację i "odpłynęła".

Wczoraj z Nią rozmawiałam - jest spokojna, zadowolona ze swej decyzji, 
tylko zastanawia się co Ją tak  niespodziewanie  "olśniło". Poza piersią ma
usunięty tylko ten węzeł "strażniczy",  ma pełną ruchomość ręki bez bólu,
zminimalizowany opatrunek i ogólnie czuje się bardzo dobrze. W piątek ma
wrócić do domu.
Rozśmieszyła nas reakcja  męża na wieść o radykalnej operacji - "no jak to,
nie zapytałaś się mnie o zgodę?"
Cieszę się, że  M. w ostatniej chwili zrozumiała, że w tej sytuacji znacznie
ważniejsza jest choroba i jej ewentualne rozprzestrzenienie się niż fragment
naszej powłoki cielesnej.
M.cieszy się, że już jutro wyjdzie,  bo dręczy Ją widok młodych kobiet,
których jest przeważająca ilość. I to takich, które są przyjęte już na drugą
mastektomię, a w domu czekają na nie nieduże dzieci.
Wpadnę dziś do Niej do szpitala, poćwierkamy.
Możecie się dziwić,  że o tym piszę, ale w czasach, w których tak bardzo
przywiązuje się wagę do wyglądu zewnętrznego często zapominamy,  że
człowiek to nie tylko powłoka zewnętrzna- to również jego  wnętrze, jego
myśli, charakter, czyny - i właśnie to wnętrze jest znacznie ważniejsze i
cenniejsze od naszej cielesności.

wtorek, 24 kwietnia 2012

298. O tym i owym

Dziś był piękny, wiosenny dzień, a teraz jest piękny wiosenny deszcz i nawet
nieco pogrzmiało.
Ostatnia wizyta u dentystki "odfajkowana". Siedzieliście kiedyś z dwiema
na raz formówkami w dziobie? Żadna frajda, nie polecam.
                                            ****
Wróciłam do domu i w ramach ukojenia nerwów zrobiłam coś takiego:
Po prostu wpadły mi w ręce trzy plasterki takiego marmuru. Obszyłam
koralikami (jeszcze muszę dokończyć ostatni rząd) i pomyśleć co dalej
z tym fantem zrobić.

                                          ****
Poza tym usłyszałam dziś, że kilka lat temu miałam rację. A rzecz w tym, że
pewien niemłody już pan, babiarz o mentalności motyla, który z reguły
porzucał swe żony (3) i mnóstwo "przyjaciółek", został sam porzucony.
Gdy kilka lat temu żenił się z młodszą od siebie 20 lat dziewoją, przewidy-
wałam taki koniec związku.Dziewoja zrobiła na mnie wrażenie starej,
obłudnej  spryciary. Uprzedzałam K., że taki będzie koniec, ale mi nie
wierzył.  Dziewoja weszła do tego domu z jedną niezbyt dużą  torbą
z rzeczami osobistymi. Wyprowadzając się z wrzaskiem  i wyzwiskami
miała kilka waliz i  pudeł. Oczywiście zabrała ze sobą również klucze od
mieszkania. Przyjechała wozem meblowym gdy nie było K. w domu i
niemal doszczętnie ogołociła całkiem spore  , trzypokojowe mieszkanie.
Zostawiła małżeński tapczan, stół na 12 osób i krzesła. Szafki kuchenne
też zostawiła, bo były robione na zamówienie i tworzyły monolit. Ale
wszelkie urządzenia umilające pracę w kuchni zabrała. K.  się  wściekł,
zgłosił sprawę na policję. Ciekawe co będzie dalej. I wcale mi go nie żal.

                                         ****
Popełniłam post na drugim blogu -zapraszam.Jest o średniowieczu i o
seksie.