i to wyjaśnia wszystko. Również i wczorajszą naszą "przygodę". Bo
wczoraj wreszcie pojechaliśmy z zaległymi prezentami urodzinowymi
i imieninowymi dla naszych przyjaciół. Tak się nam jakoś składało mało
fartownie, że już kilka razy umawialiśmy się i coś stawało na przeszkodzie-
a to ona zemdlała na ulicy, a to zemdlała w domu, a to wylądowała
w szpitalu, z kolei mnie coś nawalało zdrówko.
Gdy wczoraj wsiedliśmy rano do bryczki, myślałam, że padnę. Nie
mam klimy, bo mąż nie ma do tej zabawki przekonania, więc poczułam się
jak w piecu chlebowym.
Od nas do przyjaciół mamy około 20 km do przejechania, ale ślubnemu
zachciało się jechać dookoła świata, żeby przetestować nowy most
niedawno oddany do użytku. W tym celu najbliższym nas mostem
przejechaliśmy na prawy brzeg Wisły i drugim brzegiem pojechaliśmy
aż do nowego mostu.
No cóż, most jak most, nadal trwają prace budowlane, bo ma jeszcze
być nitka dostępna dla tramwajów oraz ścieżka rowerowa.
Wróciliśmy na lewy brzeg i już dość blisko było stąd do celu naszej
podróży.
Zajechaliśmy , nawet było jakieś niezłe miejsce do parkowania, ślubny
zajął się instalowaniem ekranu p. słonecznego, wysiadł, zatrzasnął drzwi,
ja również wysiadłam i w chwili, gdy już miotnęłam drzwiami usłyszałam
polecenie, żeby ich jeszcze nie zamykać.
Niestety, drzwi już się zatrzasnęły a w stacyjce pozostały kluczyki.
Chyba się domyślacie co sobie pomyślałam, ale lepiej nie napiszę tego.
Byłam skłonna wezwać taxi i ruszyć w drogę powrotną, by przywiezć
drugą parę kluczyków, ale pan domu pojechał z moim mężem po te
kluczyki, a my z psiapsiółą przez godzinę urzędowałyśmy na balkonie,
patrząc, czy aby ktoś nie interesuje się naszą bryczką. Dobrze, że
balkon był w cieniu. Tym sposobem miałyśmy z psiapsiółą nieco ponad
godzinę do swobodnego gadania o babskich sprawach.
Psiapsióła założyła od razu oba prezenty na siebie i paradowała w dwóch
różnych turkusowych naszyjnikach, bransoletce i kolczykach.
Dziś wybiera się na jakieś babskie spotkanie i ma się nimi chwalić.
****
Dziś też jest upał ale jest wiatr i być może ten wiatr przyniesie burzę, a
może nawet grad, tak zapowiadają.
A ja, wreszcie wyciągnę dziś letnie ciuchy i tym samym przestanę
wciąż dokupywać nowe bluzki.
No to lecę zamieniać zimowe ciuszki na letnie.
A wieczorem -będę kibicować Włochom, a nie malutkim Hiszpanom.
drewniana rzezba
niedziela, 1 lipca 2012
piątek, 29 czerwca 2012
329. Mix
Trochę do siebie doszłam. Palec funkcjonuje i nie boli, jest tylko
siniak. Polecam wszystkim zakup Altacetu w żelu- działa super.
Ponieważ nalezy go przechowywac w chłodzie, czyli w lodówce, jest
cudownym, zimnym i skutecznym okładem.
****
Oglądałam oba mecze półfinałowe. Lubię oglądać mecze gdy nie biorą
w nich udziału nasi piłkarze - nie denerwuję się przynajmniej ich
nieporadnością i brakiem kondycji.
Finałowy mecz zapowiada sie niezle, bo obie drużyny niezłe, ale mam
wrażenie, że wygrają Włosi. Są dobrze zmotywowani i wyrażnie
"na fali".
****
Lato wróciło. Nawet jakiś upał jest przewidywany, a zaraz po nim
spadek temperatury nawet o 15 stopni. Ciekawe czy całe lato takie
właśnie będzie? W kratkę???
****
Mam na dziś nieco oryginalny plan działania -zabrałam się za
oskrobywanie kaloryfera ze starej farby. Masakra, wierzcie mi.
Ale ktoś to musi zrobić.
Postanowiłam dziś robić dwie rzeczy na zmianę - jedno żeberko,
dwa kwadraciki serwety. Żeby się nie zamordować tym
kaloryferem. A koraliki - leżą i czekają na lepsze czasy.
No to lecę do pracy.
P.S.
Nocką napiszę c.d. na "procontra-anabell"
siniak. Polecam wszystkim zakup Altacetu w żelu- działa super.
Ponieważ nalezy go przechowywac w chłodzie, czyli w lodówce, jest
cudownym, zimnym i skutecznym okładem.
****
Oglądałam oba mecze półfinałowe. Lubię oglądać mecze gdy nie biorą
w nich udziału nasi piłkarze - nie denerwuję się przynajmniej ich
nieporadnością i brakiem kondycji.
Finałowy mecz zapowiada sie niezle, bo obie drużyny niezłe, ale mam
wrażenie, że wygrają Włosi. Są dobrze zmotywowani i wyrażnie
"na fali".
****
Lato wróciło. Nawet jakiś upał jest przewidywany, a zaraz po nim
spadek temperatury nawet o 15 stopni. Ciekawe czy całe lato takie
właśnie będzie? W kratkę???
****
Mam na dziś nieco oryginalny plan działania -zabrałam się za
oskrobywanie kaloryfera ze starej farby. Masakra, wierzcie mi.
Ale ktoś to musi zrobić.
Postanowiłam dziś robić dwie rzeczy na zmianę - jedno żeberko,
dwa kwadraciki serwety. Żeby się nie zamordować tym
kaloryferem. A koraliki - leżą i czekają na lepsze czasy.
No to lecę do pracy.
P.S.
Nocką napiszę c.d. na "procontra-anabell"
środa, 27 czerwca 2012
Wczoraj
Wczoraj odeszła od nas nasza blogowa koleżanka, Anafiga.
Przegrała niestety trwającą rok walkę z chorobą.
Anna kochała ludzi, była przemiłą osobą, ciepłą i życzliwą.
Będzie mi Jej brakować, nie tylko w blogowym światku.
Szkoda Aniu, szkoda.
Przegrała niestety trwającą rok walkę z chorobą.
Anna kochała ludzi, była przemiłą osobą, ciepłą i życzliwą.
Będzie mi Jej brakować, nie tylko w blogowym światku.
Szkoda Aniu, szkoda.
wtorek, 26 czerwca 2012
327. Nie wiedziałam...
...że jestem aż taką silną kobietą. I to silną w sensie fizycznym. Bo to,
że jestem odporna odporna psychicznie to już wiem. Szkoda tylko, że
tę siłę skierowałam przeciwko sobie. Usiłowałam zacisnąć płaskimi
szczypcami osłonkę na rurkę zaciskową, której użyłam zakończając
ozdobny chwost koralikowy zakładki do książki. Teoretycznie jest to
banalnie proste, ale tym razem miałam problem z umieszczeniem tej
osłonki, co chwilę mi spadała. Postanowiłam więc, że podtrzymam ją
środkowym palcem lewej ręki- jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Podłożyłam palec pod osłonkę, fachowo ujęłam ją w szczypce i
z całych sił mocno ścisnęłam - kawałek własnego palca z boku, tuż
koło paznokcia. Dawno mnie nic tak nie bolało. Siedzę z okładem z żelu
altacetowego, palec puchnie a ja stukam wszystko jedną ręką.
Oczywiście zakładki, która ma być prezentem dla pewnego znajomego
Janka nie zrobiłam, ale do soboty mam czas.Chyba przestanie mnie tak
obłędnie boleć i będę mogła pracę dokończyć.
****
Zakupiłam dziś książkę C.R.Zafona "Więzień Nieba", powiązaną
z jego poprzednią powieścią "Cień wiatru".
Paluszek boli, więc zajmę się czytaniem, bez wyrzutów sumienia:)).
Możecie się ze mnie pośmiać, ale chciałabym napisać jakąś powieść,
taką jak "Cień wiatru". Ale nie mam szans, zbyt mocno stoję na ziemi,
nie umiem fantazjować, jestem do bólu realistką.
Jedna z koleżanek stwierdziła, że moje pisanie to jak przepis na jakąś
potrawę . Zero romantyzmu, sam real, więc ona nie może pojąć
dlaczego ja nie jestem w stanie odwzorować ściśle wzoru haftu lub
jakiegoś biżutka. No właśnie, dlaczego? Ja z kolei nie wiem co
jej to przeszkadza. Mnie w każdym razie nie.
****
Oglądaliśmy dziś wyposażenie łazienek. Mam wrażenie, że remont
mieszkania zaczniemy od łazienki - znalazłam umywalkę z zestawem
szafek, która pasuje wymiarowo do naszej łazienki. No i, co ważne,
zestaw podobał się mojemu ślubnemu. Teraz tylko płytki i terakota,
bo kabinę też wybraliśmy. No i trzeba znalezć wykonawców.
****
Mój mąż szaleńczo mnie dziś rozbawił usiłując mnie przekonać,
że brak 8 cm długości ściany nie jest przeszkodą by ustawić na niej
meble, które zestawione razem są dłuższe od niej o owe 8 cm.
No i dostałam bojowe zadanie- zaprojektowanie mebli do kuchni.
Mam tylko nadzieję, że ewentualny remont nie skończy się naszym
rozwodem, bo mam zamiar jedną ścianę zrobic systemem "żyjący
mur". Czyli płaska zabudowa na calutkiej ścianie.
****
Idę włożyć paluszek do lodowatej wody, może pomoże???
że jestem odporna odporna psychicznie to już wiem. Szkoda tylko, że
tę siłę skierowałam przeciwko sobie. Usiłowałam zacisnąć płaskimi
szczypcami osłonkę na rurkę zaciskową, której użyłam zakończając
ozdobny chwost koralikowy zakładki do książki. Teoretycznie jest to
banalnie proste, ale tym razem miałam problem z umieszczeniem tej
osłonki, co chwilę mi spadała. Postanowiłam więc, że podtrzymam ją
środkowym palcem lewej ręki- jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Podłożyłam palec pod osłonkę, fachowo ujęłam ją w szczypce i
z całych sił mocno ścisnęłam - kawałek własnego palca z boku, tuż
koło paznokcia. Dawno mnie nic tak nie bolało. Siedzę z okładem z żelu
altacetowego, palec puchnie a ja stukam wszystko jedną ręką.
Oczywiście zakładki, która ma być prezentem dla pewnego znajomego
Janka nie zrobiłam, ale do soboty mam czas.Chyba przestanie mnie tak
obłędnie boleć i będę mogła pracę dokończyć.
****
Zakupiłam dziś książkę C.R.Zafona "Więzień Nieba", powiązaną
z jego poprzednią powieścią "Cień wiatru".
Paluszek boli, więc zajmę się czytaniem, bez wyrzutów sumienia:)).
Możecie się ze mnie pośmiać, ale chciałabym napisać jakąś powieść,
taką jak "Cień wiatru". Ale nie mam szans, zbyt mocno stoję na ziemi,
nie umiem fantazjować, jestem do bólu realistką.
Jedna z koleżanek stwierdziła, że moje pisanie to jak przepis na jakąś
potrawę . Zero romantyzmu, sam real, więc ona nie może pojąć
dlaczego ja nie jestem w stanie odwzorować ściśle wzoru haftu lub
jakiegoś biżutka. No właśnie, dlaczego? Ja z kolei nie wiem co
jej to przeszkadza. Mnie w każdym razie nie.
****
Oglądaliśmy dziś wyposażenie łazienek. Mam wrażenie, że remont
mieszkania zaczniemy od łazienki - znalazłam umywalkę z zestawem
szafek, która pasuje wymiarowo do naszej łazienki. No i, co ważne,
zestaw podobał się mojemu ślubnemu. Teraz tylko płytki i terakota,
bo kabinę też wybraliśmy. No i trzeba znalezć wykonawców.
****
Mój mąż szaleńczo mnie dziś rozbawił usiłując mnie przekonać,
że brak 8 cm długości ściany nie jest przeszkodą by ustawić na niej
meble, które zestawione razem są dłuższe od niej o owe 8 cm.
No i dostałam bojowe zadanie- zaprojektowanie mebli do kuchni.
Mam tylko nadzieję, że ewentualny remont nie skończy się naszym
rozwodem, bo mam zamiar jedną ścianę zrobic systemem "żyjący
mur". Czyli płaska zabudowa na calutkiej ścianie.
****
Idę włożyć paluszek do lodowatej wody, może pomoże???
sobota, 23 czerwca 2012
326. Szwarz, mydło i powidło.....
Dziś moja przyjaciółka obchodziła 54 (słownie:pięćdziesiąta czwartą)
rocznicę ślubu. Tak to bywa gdy się wychodzi za mąż gdy ma się 19 lat i
"wcześniaka" w drodze. Wczorajsza rozmowa na ten temat rozbawiła
mnie do łez, na szczęście ze śmiechu. Bo M. stwierdziła, że właściwie
gdy sobie uświadomiła, że to już tyle lat, to poczuła smutek wielki.
-Czy dlatego, że ten czas tak szybko mija i licznik nam bije?- zapytałam.
-Nie , to nie to.Zrobiło mi się smutno, bo stale jestem z tym samym
człowiekiem.
Rozbawiła mnie tym stwierdzeniem setnie. Przypomniałam jej, że nie miała
tak smutnych myśli, gdy obchodziła 50 rocznicę ślubu.
-No tak, ale wtedy byłam młodsza, teraz już jestem stara. Jak będziesz
w moim wieku, to mnie zrozumiesz.
Nie wiem, czy ją zrozumiem, gdy będę miała tyle lat co ona. Cztery
lata temu wszak też nie była młódką.
****
Dziś mój własny mąż zaskoczył mnie niesamowicie - świtkiem , bo
o 10 rano zapytał, czy może nie mamy czegoś do załatwienia na mieście.
Tak się zadziwiłam tym pytaniem, że od razu wymyśliłam sprawę do
załatwienia: jedziemy po farbę do kaloryfera, bo ta stara obłazi okropnie.
-Czy to znaczy, że kaloryfer trzeba malować?- bystro spytał.
Zrobiłam minę nr 35 i 3/4 i więcej pytań nie było.
Skorzystałam z siły radiowej reklamy - 14.bm. bardzo blisko nas
otworzyli nowy market budowlany. Fajny, naprawdę. Dużo miejsc
parkingowych dookoła plus parking na tarasie, a cały market ma klimę.
A najlepsze, że jest cała zgraja obsługi i nawet sami pytają w czym mogą
pomóc. Chyba będę tam częstym gościem, zwłaszcza, że trzeba się
przymierzyć do remontu. Na razie zakochałam się w jednej kabinie
prysznicowej- nie dość, że wymiarowo pasuje do naszej łazienki to
ma same bajery: 6 dysz, deszczownicę, dozownik na mydło,
wentylator, oświetlenie, lustro, masażer stóp, półkę na kosmetyki,
wysoki brodzik i.....radio. Podejrzewam, że gdyby miała TV to już
mielibyśmy ją w domu.
****
Ubawiły mnie wiadomości z życia moich krasnoludków . Starszy
ostatnio odstawił "grande histerie na trzy fortepiany" gdy wracał
z przedszkola. Chciał, by koniecznie szli drugą stroną ulicy, a gdy
córka powiedziała, że nie, rozryczał się. U nich to jest takie dziwne
społeczeństwo, że gdy dzieciak ryczy to zaraz z pięć bab dopytuje
się co jest i dlaczego. Więc córka przystanęła i pyta wrzaskulca, czemu
chce iść tamtą stroną ulicy, a mały krzyczy przez łzy: "bo tamta
strona bardziej mnie lubi".
A młodszy odmówił spania w swoim dziecięcym łóżeczku, które
z trzech stron ma szczebelki. Ostatnie noce spał na podłodze na materacu,
bo czekali na łóżko takie, jak ma starszy. Przedwczoraj dotarło.
Poza tym chce wszystko robić to co starszy i tak jak starszy, łącznie
z sikaniem, choć leje jeszcze w pampersy.
Już widzę siebie na tych wspólnych wakacjach. Ja to ja, ale mój
ślubny, który nie wiedział nigdy co to ryk dziecka niezadowolonego
z życia, chyba wymięknie całkiem.
rocznicę ślubu. Tak to bywa gdy się wychodzi za mąż gdy ma się 19 lat i
"wcześniaka" w drodze. Wczorajsza rozmowa na ten temat rozbawiła
mnie do łez, na szczęście ze śmiechu. Bo M. stwierdziła, że właściwie
gdy sobie uświadomiła, że to już tyle lat, to poczuła smutek wielki.
-Czy dlatego, że ten czas tak szybko mija i licznik nam bije?- zapytałam.
-Nie , to nie to.Zrobiło mi się smutno, bo stale jestem z tym samym
człowiekiem.
Rozbawiła mnie tym stwierdzeniem setnie. Przypomniałam jej, że nie miała
tak smutnych myśli, gdy obchodziła 50 rocznicę ślubu.
-No tak, ale wtedy byłam młodsza, teraz już jestem stara. Jak będziesz
w moim wieku, to mnie zrozumiesz.
Nie wiem, czy ją zrozumiem, gdy będę miała tyle lat co ona. Cztery
lata temu wszak też nie była młódką.
****
Dziś mój własny mąż zaskoczył mnie niesamowicie - świtkiem , bo
o 10 rano zapytał, czy może nie mamy czegoś do załatwienia na mieście.
Tak się zadziwiłam tym pytaniem, że od razu wymyśliłam sprawę do
załatwienia: jedziemy po farbę do kaloryfera, bo ta stara obłazi okropnie.
-Czy to znaczy, że kaloryfer trzeba malować?- bystro spytał.
Zrobiłam minę nr 35 i 3/4 i więcej pytań nie było.
Skorzystałam z siły radiowej reklamy - 14.bm. bardzo blisko nas
otworzyli nowy market budowlany. Fajny, naprawdę. Dużo miejsc
parkingowych dookoła plus parking na tarasie, a cały market ma klimę.
A najlepsze, że jest cała zgraja obsługi i nawet sami pytają w czym mogą
pomóc. Chyba będę tam częstym gościem, zwłaszcza, że trzeba się
przymierzyć do remontu. Na razie zakochałam się w jednej kabinie
prysznicowej- nie dość, że wymiarowo pasuje do naszej łazienki to
ma same bajery: 6 dysz, deszczownicę, dozownik na mydło,
wentylator, oświetlenie, lustro, masażer stóp, półkę na kosmetyki,
wysoki brodzik i.....radio. Podejrzewam, że gdyby miała TV to już
mielibyśmy ją w domu.
****
Ubawiły mnie wiadomości z życia moich krasnoludków . Starszy
ostatnio odstawił "grande histerie na trzy fortepiany" gdy wracał
z przedszkola. Chciał, by koniecznie szli drugą stroną ulicy, a gdy
córka powiedziała, że nie, rozryczał się. U nich to jest takie dziwne
społeczeństwo, że gdy dzieciak ryczy to zaraz z pięć bab dopytuje
się co jest i dlaczego. Więc córka przystanęła i pyta wrzaskulca, czemu
chce iść tamtą stroną ulicy, a mały krzyczy przez łzy: "bo tamta
strona bardziej mnie lubi".
A młodszy odmówił spania w swoim dziecięcym łóżeczku, które
z trzech stron ma szczebelki. Ostatnie noce spał na podłodze na materacu,
bo czekali na łóżko takie, jak ma starszy. Przedwczoraj dotarło.
Poza tym chce wszystko robić to co starszy i tak jak starszy, łącznie
z sikaniem, choć leje jeszcze w pampersy.
Już widzę siebie na tych wspólnych wakacjach. Ja to ja, ale mój
ślubny, który nie wiedział nigdy co to ryk dziecka niezadowolonego
z życia, chyba wymięknie całkiem.
środa, 20 czerwca 2012
325. Mix
Pomarudzę, dobrze mi to robi na cerę.
Właściwie to jestem zdegustowana - ledwo zdążyłam się ucieszyć,
że mnie pas lędzwiowy nie boli i....znowu boli i dalsze spacery
znów chyba odejdą a/a. Tyle tylko, że teraz mnie już nie boli
punktowo, a równo, po całości. No cóż, starość nie radość.
****
Po ostatnich małych podróżach miejską komunikacją doszłam
do wniosku, że chyba zakupię sobie "coś" grającego w drodze i tym
sposobem ochronię mój słuch przed mimowolnym zbieraniem
tekstów. Nie jestem pruderyjną babą, ale nie za bardzo mogę
zrozumieć dlaczego akurat w autobusie lub na przystanku
ludzie muszą "nadawać" teksty dotyczące spraw dość intymnych.
Skoro już musi kobiecina zwierzyć się koleżance ze swoich
niedostatków łóżkowych, to mogłaby to zrobić nieco ciszej,
a najlepiej w innym miejscu niż miejski autobus. Bo, słowo daję,
autobus to raczej nie jest miejsce do analizowania przyczyn
braku pożycia małżeńskiego od kilkunastu lat.
Panie były "na ogląd" w wieku 50+.
Słuchając o tym, jak to zwierzająca stara się zwrócić uwagę męża na
siebie, z trudem powstrzymałam się od ryknięcia śmiechem.
Rady, które otrzymała od swej koleżanki, wielce techniczne, też mnie
niezle ubawiły.
****
"Lato w tym roku będzie trwało do jesieni" - to najnowszy szlagier
po przegranych przez nas Euro 2012. Nie jestem fanką piłki kopanej,
ale nawet przez minutę nie łudziłam się, że wyjdziemy z grupy. Teraz
wszyscy roztrząsają przyczyny porażki, szukając winnego.Możę by
jednak zajrzeć do szkółek piłkarskich i im się przyjrzeć z bliska?
Bo wszak z pustego to i Salomon nie naleje.
****
W poniedziałek byłam na USG tarczycy. Wynik badania nie był
odkrywczy w sensie diagnozy, którą znam od wielu lat, ale
porównując wyniki trzech kolejnych badań doszłam do pewnego
"odkrycia" - moja tarczyca fluktuuje - na każdym badaniu ma
zupełnie inne wymiary. Z uwagi na chorobę Hashimoto, której
jestem posiadaczką, nie byłoby nic dziwnego, gdyby systematycznie
malała, bo jest niszczona przez moje własne przeciwciała.
Ale jej wymiary (podawane są trzy) zmieniają się, wg badających,
w zastanawiający sposób. To tak jakby coś co ma trzy wymiary
-długość, szerokość, wysokość- zmieniało je dowolnie.Objętość
też jest za każdym razem inna i odległość pomiędzy płatami też.
Będę miała o czym pogadać z panią endokrynolożką.
****
A teraz mam pytanie i proszę Was o naprawdę szczerą odpowiedz:
czy to, co jest na tym zdjęciu ktoś kupi? Bo jeśli jesteście zdania, że
tak, to po skończeniu wyślę do sklepiku Ori, by kwota za ten wisior
zasiliła konto schroniska dla zwierząt. Kim jest Ori, co i jak robi dla
zwierząt wyczytacie na: www.sklepikpodorionem.blogspot.com
To właśnie te ceramiczne kaboszony, a wisior nazwałam
"Liście w słońcu". Jeszcze tylko uplotę sznur i będzie gotowe.
A tu już ze sznurem, uplecionym ściegiem petersburskim.
Dodałam też do tego kolczyki.
Właściwie to jestem zdegustowana - ledwo zdążyłam się ucieszyć,
że mnie pas lędzwiowy nie boli i....znowu boli i dalsze spacery
znów chyba odejdą a/a. Tyle tylko, że teraz mnie już nie boli
punktowo, a równo, po całości. No cóż, starość nie radość.
****
Po ostatnich małych podróżach miejską komunikacją doszłam
do wniosku, że chyba zakupię sobie "coś" grającego w drodze i tym
sposobem ochronię mój słuch przed mimowolnym zbieraniem
tekstów. Nie jestem pruderyjną babą, ale nie za bardzo mogę
zrozumieć dlaczego akurat w autobusie lub na przystanku
ludzie muszą "nadawać" teksty dotyczące spraw dość intymnych.
Skoro już musi kobiecina zwierzyć się koleżance ze swoich
niedostatków łóżkowych, to mogłaby to zrobić nieco ciszej,
a najlepiej w innym miejscu niż miejski autobus. Bo, słowo daję,
autobus to raczej nie jest miejsce do analizowania przyczyn
braku pożycia małżeńskiego od kilkunastu lat.
Panie były "na ogląd" w wieku 50+.
Słuchając o tym, jak to zwierzająca stara się zwrócić uwagę męża na
siebie, z trudem powstrzymałam się od ryknięcia śmiechem.
Rady, które otrzymała od swej koleżanki, wielce techniczne, też mnie
niezle ubawiły.
****
"Lato w tym roku będzie trwało do jesieni" - to najnowszy szlagier
po przegranych przez nas Euro 2012. Nie jestem fanką piłki kopanej,
ale nawet przez minutę nie łudziłam się, że wyjdziemy z grupy. Teraz
wszyscy roztrząsają przyczyny porażki, szukając winnego.Możę by
jednak zajrzeć do szkółek piłkarskich i im się przyjrzeć z bliska?
Bo wszak z pustego to i Salomon nie naleje.
****
W poniedziałek byłam na USG tarczycy. Wynik badania nie był
odkrywczy w sensie diagnozy, którą znam od wielu lat, ale
porównując wyniki trzech kolejnych badań doszłam do pewnego
"odkrycia" - moja tarczyca fluktuuje - na każdym badaniu ma
zupełnie inne wymiary. Z uwagi na chorobę Hashimoto, której
jestem posiadaczką, nie byłoby nic dziwnego, gdyby systematycznie
malała, bo jest niszczona przez moje własne przeciwciała.
Ale jej wymiary (podawane są trzy) zmieniają się, wg badających,
w zastanawiający sposób. To tak jakby coś co ma trzy wymiary
-długość, szerokość, wysokość- zmieniało je dowolnie.Objętość
też jest za każdym razem inna i odległość pomiędzy płatami też.
Będę miała o czym pogadać z panią endokrynolożką.
****
A teraz mam pytanie i proszę Was o naprawdę szczerą odpowiedz:
czy to, co jest na tym zdjęciu ktoś kupi? Bo jeśli jesteście zdania, że
tak, to po skończeniu wyślę do sklepiku Ori, by kwota za ten wisior
zasiliła konto schroniska dla zwierząt. Kim jest Ori, co i jak robi dla
zwierząt wyczytacie na: www.sklepikpodorionem.blogspot.com
To właśnie te ceramiczne kaboszony, a wisior nazwałam
"Liście w słońcu". Jeszcze tylko uplotę sznur i będzie gotowe.
A tu już ze sznurem, uplecionym ściegiem petersburskim.
Dodałam też do tego kolczyki.
sobota, 16 czerwca 2012
324. Znów.....
....mi odbiło. Obiecałam koleżance, że zrobię jej kolczyki, więc
musiałam pojechać po bigle. No i oczywiście znów, gdy tylko
przekroczyłam próg sklepu z połfabrykatami do biżuterii, natychmiast
mój rozsądek gdzieś mi uciekł. Zupełnie nie wiem po co stanęłam
przy pojemniczkach z malachitem i oczywiście z miejsca przylepiły
mi się do rąk. Podobnie było z małymi kulkami howlitu, kaboszonami
z ceramiki, kilkoma zapięciami, których jeszcze nie mam, aż na koniec
lekko oprzytomniałam i podeszłam do kasy, by kupic te bigle.
I tu czekała kolejna pułapka- nieregularny w kształcie turkus, który
też przykleił mi się do ręki. Wydałam sporo forsy , ale musiałam-
ostatnio tak rzadko bywa ładny malachit, a taki śliczny turkus też
bywa rzadko - przeważnie jest tylko turkus rekonstruowany.
A oto moje "zdobycze" :
Pierwszy z lewej to turkus, owal, prostokąt i dwa malutkie
kamyki to malachit, ten pożyłkowany niebieski kamyk to howlit,
a ten w kształcie wrzeciona to ceramika.
No i pokażę Wam co szydełkuję - jest to kordonek turecki, na
tyle cienki, że dłubię go szydełkiem nr 1. Kolor ecru. Muszę się
sprężyć by zdążyć z nim na czas.
Mam nadzieję, że będzie ładne, gdy już zrobię.
musiałam pojechać po bigle. No i oczywiście znów, gdy tylko
przekroczyłam próg sklepu z połfabrykatami do biżuterii, natychmiast
mój rozsądek gdzieś mi uciekł. Zupełnie nie wiem po co stanęłam
przy pojemniczkach z malachitem i oczywiście z miejsca przylepiły
mi się do rąk. Podobnie było z małymi kulkami howlitu, kaboszonami
z ceramiki, kilkoma zapięciami, których jeszcze nie mam, aż na koniec
lekko oprzytomniałam i podeszłam do kasy, by kupic te bigle.
I tu czekała kolejna pułapka- nieregularny w kształcie turkus, który
też przykleił mi się do ręki. Wydałam sporo forsy , ale musiałam-
ostatnio tak rzadko bywa ładny malachit, a taki śliczny turkus też
bywa rzadko - przeważnie jest tylko turkus rekonstruowany.
A oto moje "zdobycze" :
Pierwszy z lewej to turkus, owal, prostokąt i dwa malutkie
kamyki to malachit, ten pożyłkowany niebieski kamyk to howlit,
a ten w kształcie wrzeciona to ceramika.
No i pokażę Wam co szydełkuję - jest to kordonek turecki, na
tyle cienki, że dłubię go szydełkiem nr 1. Kolor ecru. Muszę się
sprężyć by zdążyć z nim na czas.
Mam nadzieję, że będzie ładne, gdy już zrobię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)