.........ale ostatnio szalenie rzadko. Ze trzy dni myślałam, dwa dni dłubałam i wydłubałam "coś" pod choinkę dla drugiej babci. Wyszło takie coś:
Jeszcze nigdy nie oprawiałam kamienia w metalowy łańcuszek naszpikowany drobnymi koralikami. Tymi koralikami to ja go naszpikowałam.
W planie miałam "popełnić" bransoletkę, ale bransoletka musi mieć konkretny wymiar a bardzo trudno "zdjąć wymiar" gdy "obiekt" jest oddalony o ponad 400 kilometrów od Berlina. No i wtedy poza tym nie byłoby niespodzianki.
Zdjęcie jest przekłamane kolorystycznie bo kamyk nie jest niebieski ale bardziej wpada we fiolet - jakiś taki "łamany" kolor.
.........to pora roku, która wyraźnie mi nie służy.
I nigdy mi nie służyła i nigdy zimy nie lubiłam. I nadal nie lubię. Zapewne gdybym nie czytała to pewnie bym zimą popełniła samobójstwo. Ostatnio uzupełniałam sobie wiadomości o wojnie o sukcesję hiszpańską w latach 1701 - 1714, bo jakoś zupełnie nie kojarzyłam bym się o tym uczyła w szkole. A w wojnie tej brały udział: Wielka Brytania, Holandia, Austria , Sabaudia, Francja, Hiszpania, Bawaria, Kolonia - a szło o władztwo nad Hiszpanią i o dominację w Europie, bo właśnie ówczesny król Hiszpanii był bezpotomny. I zapewne, gdybym nie zajrzała w wiadomości archeologiczne nadal bym o tej wojnie nie wiedziała, jako że historia w czasie pobierania nauk wszelakich nie była wcale moim ulubionym przedmiotem. Bo, jak uważała cała moja rodzina, zawsze zajmowałam się głównie tym co mało w życiu potrzebne - np. rysowanie, malowanie, różne wytwory ręczne.
Ale wracając do tej wojny - toczyła się nie tylko w Europie ale głównie na terenach skolonizowanych, bo jak wiadomo kolonie były bogactwem samym w sobie. I właśnie ponad trzysta lat temu u Wybrzeży Kolumbii zatonął hiszpański galeon o wdzięcznej nazwie "San Jose". Ów "Święty Józef" był galeonem hiszpańskim i ponoć przewoził "bogactwa" w postaci złota i drogich kamieni, które na dzisiejsze wyceny są warte 15 - 20 miliardów dolarów.
San Jose był trójmasztowcem, miał 64 działa a był zwodowany w 1697 roku. Zatopiony został w 1708 roku podczas bitwy pomiędzy Anglią a Hiszpanią, w pobliżu miasta Cartagena de Indias w Kolumbii. Z jego załogi, która liczyła około 600 ludzi przeżyło zaledwie kilku marynarzy.
Statek przewoził złoto, srebro, klejnoty, kolekcję królewskiej ceramiki, chińską porcelanę. San Jose był przez wiele lat poszukiwany przez różnych poszukiwaczy skarbów, ale dopiero w 2015 roku amerykańska firma Sea Search Armada odnalazła wrak. W ramach przeszukiwania wraku ustalono, że kula armatnia trafiła galeon w miejsce składowania prochu pod pokładem i statek wyleciał w powietrze. Dziś leży na głębokości ok. 600 metrów.
Wydobycie tego wraku wcale nie będzie proste, a Kolumbijczycy liczą, że jego wydobycie może pochłonąć minimum 70 milionów dolarów.
W 2018 roku ONZ do spraw Oświaty Nauki i Kultury poleciła Kolumbii aby nie podejmowała na własna rękę działań wydobycia wraku.
Według ekspertów na dnie znajduje się około 200 ton złota, srebra, szmaragdów i innych kosztowności.
Przedstawiciele rządu Kolumbii oświadczyli, że cały skarb trafi do zbiorów Muzeum Narodowego.
Nie wiem czy San Jose akurat tak wyglądał, a na zdjęciu jest hiszpański galeon Nuestra Senora del Juncal. Zdjęcie ze strony Gazety Wyborczej z marca 2020r. Ale na pewno dość podobnie, bo też był trójmasztowcem.
A poniżej jeszcze jedno zerknięcie jak wyglądał trójmasztowy galeon:
Zdjęcie ściągnęłam ze strony Kuriera Galicyjskiego z dnia 24.III.2014 roku.
Marzy mi się ( jak zwykle głupota, bo rzeczy mądre rzadko mi się marzą) bym mogła kiedyś zobaczyć taki galeon pod pełnymi żaglami.
Jestem pół żywa- z domu wyszłam o 13,30, do centrum handlowego dotarłyśmy z córką jeszcze przed godziną 14,00 bo to tylko trzy przystanki metrem a z domu do metra doczłapuję się bez pośpiechu w 5 minut spacerkiem i o 18,45 dotarłam do domu. A wszystko przez to, że zamarzyło mi się by kupić sobie w sklepie z japońskimi ciuchami cieplusie spodnie dresowe i w Galerii Karstadt nowy wózek na zakupy, jako że noszenie zakupów mi nie służy, a dotychczasowy wózek był co prawda bardzo ładny, ale jakoś mało trwały-przetrzymał tylko 5 lat eksploatacji. Tak naprawdę to byłyśmy raptem w trzech sklepach, które były bardzo blisko siebie. A w galerii wzmocniłyśmy się kawusią, co nie zajęło nam wiele czasu.
Ludzi było mnóstwo, bo "czarny piątek" obowiązywał również dziś - no i dobrze- dzięki temu wózek na zakupy kosztował mnie mniej o 11,00 €. Modeli wózków zakupowych było przynajmniej pięć. Ja się "zrujnowałam" na 43,00€, ale były też wózki w cenie 160,00 €- ale nie były to modele "samojeżdżące" do sklepu a poza tym też trzeba było je samemu w mieszkaniu rozpakować.
W budynku mojej ulubionej galerii handlowej mnóstwo sklepów jest nieczynnych - stoją puściutkie, a ich oszklone ściany pokryte są białą farbą. Całe III piętro, w którym było pełno małych barów jest już od dawna nieczynne - nie ostał się po 2 latach pandemii ani jeden bar. A tam dobrze karmili i ceny nie powalały.
Jedno jest pewne - ci co chcieli by koszty produkcji były jak najniższe mocno przedobrzyli przenosząc produkcję do Chin, Pakistanu i innych krajów, w których są niskie koszty produkcji - jest nadprodukcja wszystkiego. Kilometry stelaży ze wszystkim, ale w kolejce do kasy nie stało się dłużej niż 5 minut, co oznacza, że więcej ludzi oglądało niż kupowało. Krążenie po salach pełnych towaru zapewne jest dla niektórych niezłą rozrywką, zwłaszcza, że dziś pogoda była raczej barowo- kinowa bo temperatura nie rozpieszczała nie przekraczając +2 stopni a do tego przelatywały co jakiś czas mżawki.
Miłej niedzieli dla Was.
I taka ciekawostka :
Panowie koncertowali w Berlińskiej Filharmonii - mnie się podobało.
..........więc dzień pisania o tym co odległe, trudne do ogarnięcia i, jak mawia moja znajoma, nikomu tym pisaniem frajdy nie czynię. Wiem - wredna po prostu jestem, bo będzie o UFO.Na początek trochę historii:
7 maja 1989roku południowo-afrykańska fregata "Sa Tefelberg" przekazała do bazy wiadomość, że widzą niezidentyfikowany obiekt, który porusza się z prędkością 5 tysięcy mil na godzinę w stronę wybrzeża. Południowo-afrykańskie siły powietrzne natychmiast wysłały dwa myśliwce Mirage by ten dziwny obiekt przechwycić. Lotem myśliwców dowodził dowódca eskadry, porucznik Gozen.
Obserwowany obiekt wleciał w przestrzeń powietrzną Republiki Południowej Afryki. Zdaniem obserwatorów nie był to meteoroid ani jakikolwiek znany lotnikom statek powietrzny, nie był to też samolot a manewry które wykonywał były zadziwiające.
Piloci dostali rozkaz zestrzelenia tajemniczego obiektu i rozkaz wykonali. Srebrzysty dziwny obiekt miał jednolitą obudowę, "bezszwową", nie posiadał iluminatorów, a wewnątrz niego były bardzo dziwne dwa stworzenia humanoidalne, z którymi nie można się było porozumieć. Brak im było niektórych narządów wewnętrznych za to zanotowano, że obecność substancji przypominającej chlorofil. Owe humanoidalne stworzenia oraz całą aparaturę przetransportowano do USA. Jeden z nich, ranny, zmarł w kilka dni później, drugi we wrześniu 1989roku. Sekcja wykazała, że owo stworzenie nie posiadało wątroby, nerek, żołądka za to miało dużo tętnic i substancję przypominającą chlorofil.
Całą tę historię znamy dzięki Van Groyenowi ( brał udział w tej operacji), który naruszył obowiązek zachowania tajemnicy, bowiem był zdania, że zachowanie tej tajemnicy byłoby zdradą wobec ludzkości.Van Groyen brał udział w operacji Srebrny Diament.
Wielu osobom nasuwa się wniosek, że istnieje globalna tajemnica, która być może jeszcze wiele lat będzie przed ludźmi skrywana. Może po prostu uznano, że nie jesteśmy jeszcze gotowi na prawdę o tym co kryje się poza granicami naszej planety.
A ostatnio dyrektor Biura Analizy UFO rządu USA oświadczył, że istnieją "dowody" na niepokojącą aktywność Niezidentyfikowanych Obiektów Latających, zaś fizyk Sean Kirkpatrick, który kieruje Biurem Rozwiązywania Anomalii we Wszystkich Dziedzinach, twierdzi że to niepokojące zjawisko UFO można przypisać albo Obcym Cywilizacjom albo innym ale jak najbardziej ziemskim krajom.
A niejaki David Grusch, były urzędnik wywiadu, który prowadził analizę niewyjaśnionych anomalii (UAP) w agencji Departamentu Obrony USA , zarzuca rządowi USA posiadanie pojazdów pochodzenia nie-ludzkiego i zatajanie informacji o nich przed Kongresem i że taka sytuacja trwa od dziesięcioleci. Na dodatek Jonathan Grey, aktualny urzędnik wywiadu USA w National Air and Space Intelligence Center potwierdził istnienie "egzotycznych materiałów", dodając enigmatycznie - "nie jesteśmy sami".
W 2021 roku po wycieku materiałów wojskowych, które pokazały niewytłumaczone zjawiska na niebie Pentagon opublikował raport, że ponad 140 przypadków z UAP nie potrafiono wyjaśnić.
No i w efekcie temat pozaziemskich technologii pozostaje nadal otwarty i jest systematycznie "zamiatany pod dywan".
Pomyślałam, że wszystkie rządy na świecie straszliwie się zawsze "nazamiatają pod dywan" by ukryć albo swą niezaradność albo swoje nieczyste interesy. Ciężki kawałek chleba!
Życzę Wszystkim miłego weekendu, bez deszczu, śniegu, wiatru i przymrozku!!!! U mnie +2 i przelatuje "śniego-deszcz".
.........pisałam tu o Saturnie, bo to temat dla mnie znacznie mi milszy niż roztrząsanie co pewien starzec miał na myśli ubliżając rodakom.
A więc wracając do Saturna- dziś wyczytałam, że międzynarodowy zespół astronomów korzystający z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a zaobserwował dziwne smugi na jego pierścieniach. Pojawiają się one wtedy, gdy Saturn zbliża się do równonocy. Tyle tylko, że nikt nie wie dlaczego się one pojawiają.
Na Saturnie są cztery pory roku, a jeden rok na Saturnie jest dłuższy niż rok ziemski a na dodatek każda pora roku trwa około siedem lat ziemskich. Wyobrażacie sobie zimę trwającą siedem lat? Ja po dwóch miesiącach mam zimy dość po koniuszki włosów.
W trakcie równonocy pierścienie Saturna są skierowane w stronę Słońca i wtedy owe "smugi" na pierścieniach są najjaśniejsze.
Kiedy na Saturnie zbliża się przesilenie letnie lub zimowe owe smugi znikają.
Następna, najbliższa równonoc jesienna na północnej półkuli Saturna nastąpi 6 maja 2025 roku. I w trakcie zbliżania się tego momentu owe dziwne smugi staną się znów bardziej widoczne. Seria zdjęć z Teleskopu Hubble'a połączonych w całość ( robionych w odstępie 4 minut) ukazała jak te dziwne smugi obracają się wokół Saturna. Jak zmierzono to szybkość ich obrotu nie pokrywa się z obrotem pierścieni ani polem magnetycznym planety. W ramach dociekania czym są te dziwne smugi wysnuto teorię, że te smugi są cieniem lodowych chmur.
A tak w ogóle owe smugi po raz pierwszy zostały odkryte przez misję NASA Voyager na początku lat osiemdziesiątych XX wieku. Nowy program Hubble'a tworzy archiwum danych o zewnętrznych planetach Układu Słonecznego i będzie gromadził dane wizualne i spektroskopowe i być może z czasem dowiemy się więcej o tym dziwnym "smugowym zjawisku".
Tylko jakoś nie mogę się doczytać co z tych danych będzie miał podatnik.Czy głodni dzięki tej wiedzy będą najedzeni a bezdomni będą mieli gdzie zamieszkać?
..........czyli założenie, że nasz umysł i ciało są ze sobą ściśle powiązane.
By sprawdzić realność tej koncepcji 132 uczestników trzech koncertów muzyki klasycznej ( w programie słuchali dzieł Bethovena, Brahmsa i Bretta Deana. Brett Dean to współczesny kompozytor). Jako osoba mało wyrobiona muzycznie pierwszy raz widzę to nazwisko i z żadnym utworem mi się nie kojarzy.
Uczestnicy biorący udział w tym eksperymencie mieli zamontowane na ciele przenośne kamery i czujniki, a ich reakcje fizyczne były rejestrowane. Ponadto każdy z tych słuchaczy wypełnił kwestionariusz, który pozwalał ocenić badaczom osobowość badanego, jego poziom zadowolenia po koncercie i nastrój.
Wyniki ukazały statystycznie istotną synchronizację między uczestnikami tego koncertu, zwłaszcza w odniesieniu do tętna i przewodnictwa skóry oraz wykazały synchronizację ruchu ciał, choć oświetlenie sali było mocno przyciemnione i był zachowany dystans pomiędzy uczestnikami badania, tak by nie mogli wzajemnie widzieć swych ruchów.
Badanie wykazało również, że cechy osobowości mają wpływ na poziom synchronizacji. Osoby otwarte na nowe doświadczenia i ugodowe częściej synchronizowały się słuchając muzyki, a osoby o wyższym poziomie neurotyczności i introwersji rzadziej doświadczały tej synchronizacji.
Wyniki te wskazują na silny wpływ muzyki na spójność społeczną i pozwalają wysnuć wniosek, że efekt synchronizacji może być jeszcze silniejszy w innych gatunkach muzycznych oraz w innych formach zbiorowych akcji, takich jak publiczne parady lub przemarsz wojska z muzyką marszową.
No i teraz wiem dlaczego nie lubię różnych zbiorowych akcji i dlaczego kiedyś ku zgorszeniu innych, którzy popadli w ekstazę na koncercie zespołu Czerwono - Czarni i wyli razem z zespołem wywijając marynarkami lub kurtkami - ja stamtąd truchcikiem "wyciekłam".
Po prostu jestem neurotyczką i introwertyczką. O tym, że jestem introwertyczką to już wiedziałam, a teraz dowiedziałam się że i neurotyczką.
Miłego weekendu Wszystkim - bez deszczu, wietrzyska i zimna!!!!!