To zdjęcie zrobiłam pół godziny temu, pozachwycałam się kolorami - i koniec zachwytów - leje deszcz. A już się wybierałam na spacer! Zbyt ciepło też nie jest, raptem 15 stopni.
Miłego nowego tygodnia - Wszystkim !.
To zdjęcie zrobiłam pół godziny temu, pozachwycałam się kolorami - i koniec zachwytów - leje deszcz. A już się wybierałam na spacer! Zbyt ciepło też nie jest, raptem 15 stopni.
Miłego nowego tygodnia - Wszystkim !.
....... u mnie nowego lub ciekawego. Dzień podobny do dnia, tydzień do tygodnia - zastój na całej linii.
Pogoda zupełnie bez wyrazu, raptem jest +14 stopni, niebo całkowicie wyprane z jakiegokolwiek koloru i chwilami wiatr powiewa.
Wczoraj przeżyłam małe rozczarowanie, bowiem musiałam dość niespodziewanie uregulować w sklepie należność za zakupy prawdziwymi pieniędzmi a nie jak zwykle kartą. Dobrze, że tym razem miałam przy sobie gotówkę , bo gdybym jej nie miała musiałabym wrócić do domu, lub pobrać gotówkę z bankomatu co zubożyłoby mnie o całe 5 euro.
A ponieważ dziś, jak wspomniałam wyżej, pogoda byle jaka, zajrzałam znów na strony poświęcone informacjom astronomicznym, żeby się nieco zdystansować do otaczającej mnie rzeczywistości, która mnie jakoś coraz mniej zachwyca.
Niektóre tytuły artykułów szalenie mi się podobają- ot choćby ten: "astrofizycy odkryli co było pierwsze- galaktyki czy czarne dziury?" Tak z ręką na sercu to mnie akurat mało intryguje, bo potem okaże się jak z tym jajkiem i kurą - doszli do wniosku, że jednak jajko było pierwsze, tyle tylko, że nadal nie wiadomo skąd się to jajko wzięło. To już chyba będzie ciekawszy ten: "Naukowcy twierdzą, że Wszechświat Jest Płaski". Albo ten: "Mleczna Droga i Andromeda już zaczęły się zderzać - co to oznacza dla przyszłości Kosmosu?"
Jako mieszkanka Ziemi wybrałam informacje na temat "zderzenia się Mlecznej Drogi z Andromedą - wszak Andromeda jest naszą najbliższą sąsiadką. I wyczytałam, że na podstawie pierwszych badań panowie naukowcy stwierdzili, że ów proces "zderzania się" już się rozpoczął bo obie galaktyki są na kursie kolizyjnym - na razie halo gazowe Mlecznej Drogi i Andromedy już obie wchodzą w interakcje. No ale na razie możemy spać spokojnie, bowiem pełne prawdziwe zderzenie obu galaktyk nastąpi za cztery miliardy lat - tych naszych ziemskich a nie świetlnych. Niejako przy okazji badania wykazały, że w halo obu galaktyk znajdują się ogromne ilości wodoru i tlenu - czyli pierwiastków odgrywających zasadniczą rolę w procesach gwiazdotwórczych, które zapewne nastąpią gdy obie galaktyki się połączą.
Owo połączenie się galaktyk będzie wielce długotrwałym procesem trwającym miliardy lat. Panowie naukowcy snują przypuszczenia, że gdy owe galaktyki się połączą to powstanie nowa, gigantyczna galaktyka w kształcie elipsy. No i już nawet wymyślili dla niej nazwę roboczą -"Milkdromeda" lub "Milkomeda".
Co do wpływu owego połączenia się galaktyk na nasz Układ Słoneczny - tak naprawdę są to tylko przypuszczenia- być może, że nasze Słońce i jego planety niejako automatycznie będą przeniesione w inne miejsce w owej nowej galaktyce, ale zdaniem panów naukowców możliwość kolizji Ziemi z innymi planetami jest minimalna. Ale oczywiście mimo wszystko istnieje prawdopodobieństwo, że nasz Układ Słoneczny zostanie "wyrzucony" i przesunięty na odległe peryferia nowej galaktyki i nie bardzo wiadomo jakby ten fakt wpłynął na Układ Słoneczny.
Oczywiście "atrakcja" astronomiczna w postaci zbliżania się do siebie galaktyk nadal będzie stale badana, a właściwie to podglądana. Reasumując- możemy spać spokojnie- mamy na to spokojne spanie około 4 miliardów lat, o ileś jakiś narwaniec nie spowoduje jakiejś ogólnoświatowej rozróby.
A teraz zamiast fotki obu obgadanych przeze mnie galaktyk zobaczcie moją "pięknotę" , którą dostałam kiedyś od swojej przyjaciółki - to druza ametystu, która przyjechała tu ze mną- mała, zaledwie 4x4 cm, ale jaka jednak piękna i fotogeniczna.
Już piątek a więc życzę Wszystkim pogodnego i bardzo miłego weekendu!!!
........... fascynowały mnie Indie, a właściwie kultura Indii.
Marzył mi się wyjazd do tego kraju, sporo czytałam o nim, oglądałam filmy, koniecznie chciałam zobaczyć na własne oczy, z bliska.
Kraj olbrzymich kontrastów, pięknych krajobrazów, kraj którego mieszkańcy żyją w wielu płaszczyznach- z jednej strony "nowoczesność w domu i zagrodzie" a z drugiej strony czas przeszły ale to czas przeszły nadal żywy.
Do dziś wiele "zagadek" nadal jest nie rozwiązanych, do dziś toczą się spory co właściwie opisują dwa wielkie hinduskie eposy, czyli "Mahabharata" i " Ramayana", bowiem ich treść, opisy walk, opisy broni użytej w walkach oraz opisywane skutki jej użycia nieodparcie kojarzą się nam z użyciem ........broni jądrowej.
Na przykład opis urządzenia o nazwie " Brahmastra" - owa broń unosiła się w powietrzu i wyglądała jak olbrzymi ognisty pocisk, a jej wybuch wywoływał oślepiający błysk, ludzie ginęli i miasta były zniszczone, a ziemia wtedy zaczynała się trząść, ludzie ginęli nawet w dużej odległości od miejsca, w które owa broń trafiła, woda w rzekach i jeziorach wrzała i płonęły lasy. Ludzie i zwierzęta ginęli w mękach - no wypisz- wymaluj - sytuacja jak w Hiroszimie po zdetonowaniu bomby atomowej.
Oczywiście oficjalna nauka zalicza treść owych eposów do swego rodzaju bajek- ot, poetę poniosła wyobraźnia. To nie jest pierwszy raz, gdy "oficjalna nauka" ma zupełnie inne zdanie niż każdy czytający owe eposy, bowiem oficjalna nauka z reguły zamiata pod dywan to wszystko co jej nie pasuje do tego co sobie już ułożyła na dany temat. Ale pominę eposy- może to wina wyobraźni ich twórców. Zapewne spili się i mieli zwidy, które potem opisali.
Ale do dziś, gdy się ogląda starożytne hinduskie świątynie to raczej trudno nie zastanowić się jak je budowano w czasach, gdy według naszej wiedzy nie było wówczas zbyt rozwiniętej technologii. Takich ilości rzeźb i bardzo skomplikowanych ozdób nie znajdziemy raczej w Europie. W północnych Indiach jest niewielka miejscowość o nazwie Hampi i w niej jest świątynia, której kolumny wydają.....dźwięki. Jest to świątynia Vijaya Vittala, która została zbudowana w XV wieku a jej podpory zwane SaReGaMa wydają dźwięki, a co jeszcze dziwniejsze - każda z nich generuje inny ton, który odpowiada konkretnej nucie w klasycznej muzyce indyjskiej. Niestety klasycznej muzyki indyjskiej słuch mój nie trawi. Panowie naukowcy wysnuwali różne teorie odnośnie owych grających czy też śpiewających kolumn - podejrzewano, że kolumny mają w swych wnętrzach puste przestrzenie i to moduluje dźwięk. Ciekawość nie dawała im spać i w końcu jedną z kolumn przecięto, ale nadal nie wiadomo jakim cudem owe kolumny wydają dźwięki, bowiem owa przecięta kolumna nie miała na całej swej długości ani jednego pustego miejsca- była lita - kamień i nic więcej- żadnych dziur, żłobień i tym podobnych rzeczy. Na szczęście poprzestano na zdewastowaniu tej jednej kolumny, reszta będzie badana bezinwazyjnie.
Równie interesująca jest dla panów naukowców świątynia w Puri. Jest ona poświęcona jednej z form Wisznu (jak niemal każdy z hinduskich bogów Wisznu miał kilka postaci). Dach tej świątyni waży ponoć 20 000 ton (ciekawe jak oni to zważyli), a ta świątynia została wybudowana jeszcze w czasach starożytnych a na dodatek (jakby było mało spraw dziwnych) główna struktura świątyni nie rzuca cienia a zamocowana na szczycie flaga nie poddaje się kierunkowi wiatru. No i jeszcze jedna ciekawostka- na szczycie świątyni jest "Niebieskie Koło", które wykonane jest z ośmiu różnych metali i wszyscy wierzą, że jest symbolem boskości i ochrony. Ponadto w tej świątyni, w latach, w których kalendarz hinduski ma dodatkowy miesiąc, istnieje rytuał odnowienia posągów bóstw. Wtedy stare figury są zastępowane nowymi, które są zawsze wykonane z drzewa neem wg ściśle przestrzeganych rytuałów i cały proces przebiega w tajemnicy i świętości.
Ale -to ważne- wstęp do tej świątyni jest tylko i wyłącznie dla Hindusów. Ci co tu przybywają wierzą, że otrzymają w darze wyzwolenie z cyklu reinkarnacji.
A owo drzewo neem to miodla indyjska należąca do gatunku hebanu. Jest drzewem szybko rosnącym, rozłożystym, ma pachnące białe kwiaty. Dla Hindusów jest świętym drzewem i.... apteką. Rośnie nie tylko w Indiach, w niektórych krajach azjatyckich również. Osobiście posiadam grzebień wykonany z owego drzewa neem. Jest idealny do rozczesywania mokrych włosów i ponoć wzmacnia owe.
A na dodatek jedno zdjęcie z Bombaju z cyklu "Bombaj - miasto kontrastów".
Dwie z moich koleżanek były w Indiach - jedna była na Goa i wróciła szalenie zadowolona bo to wielce wypoczynkowe miejsce z pięknymi plażami, druga "szwendała się" po Delhi i wróciła z paskudnym zakażeniem oczu jakimś tamtejszym wirusem i bardzo długo się u nas leczyła. Była nawet obawa czy aby nie straci wzroku w tym oku.
Obie niezależnie od siebie (bo się nie znają) stwierdziły, że jeśli zwiedzać Indie to tylko w formie zorganizowanej i najlepiej klimatyzowanym autokarem, bo wędrówki per pedes są koszmarne, zwłaszcza po takim mieście jak Delhi- brud, kurz i upał. I nie widać niczego co prezentują foldery. No więc jakoś pozostałam przy czytaniu o Indiach - za to byłam w Singapurze ( jeszcze w XX wieku) i szczerze polecam - było przepięknie, czyściutko, wręcz sterylnie, byłam w lutym , temperatury nie groziły udarem cieplnym, nocą bywało tylko 25 stopni ciepła. No jest tam zamordyzm, policjanci to chyba mają swe bazy pod płytami chodników - pojawiają się jakby znikąd i dzięki temu można było bezpiecznie spacerować nawet o drugiej w nocy.
Miłego upalnego tygodnia - u mnie w tej chwili jest godzina 22,00 i za oknem +26 stopni.
Wczoraj odkryłam czego mi tu brakuje - otóż brakuje mi jesiennych wędrówek po lesie i grzybobrania. I gdy oglądam jakie piękne grzyby są aktualnie w pewnym znanym mi nadleśnictwie Baligród to aż mnie skręca. No ale wiadomo - nie można mieć wszystkiego.
Miłego i spokojnego nowego tygodnia- Wszystkim życzę!!!
............niczego nie żałuję. Tak mnie "ustawiono" od dzieciństwa. Zawsze mi mówiono, bym zamiast żałować,że czegoś nie zrobiłam - lub na odwrót-coś zrobiłam, to tylko powinnam się zastanowić dlaczego postąpiłam tak a nie inaczej. Tak z ręką na sercu to osobiście nie widziałam potrzeby by rozpatrywać po fakcie czemu zrobiłam tak, a nie inaczej - zawsze byłam szalenie oporną materią do "ułożenia".
Ostatnio wpadł mi w ręce artykuł o Kapadocji - przeczytałam i pomyślałam - no to jednak szkoda, że gdy byłam w Turcji nie pojechałam do Kapadocji. No ale raz to byłam w Stambule i zwiedzanie miasta w kilka dni porządnie dało mi w kość - był upalny sierpień i jak mówią "ledwo na oczy patrzyłam" ze zmęczenia. Za drugim razem to byłam w Alanyi i już sama myśl, że miałabym tłuc się do Kapadocji nie klimatyzowanym autokarem w kilka minut otrzeźwiła mnie na tyle, że nie pojechałam, choć była organizowana trzydniowa wycieczka do onej Kapadocji. No a teraz, nie pomna już nauk wyniesionych z domu - żałuję.
W Kapadocji jest bowiem podziemne miasto- unikat na skalę światową. Nie bardzo wiadomo kto je zbudował- może Hetyci, którzy zamieszkiwali te tereny w II tysiącleciu p.n.e., ale równie dobrze mogli to być Frygowie, którzy tu byli w VII i VIII wieku p.n.e. Kolejne podejrzenie pada na wczesnych uchodźców chrześcijańskich, którzy szukali tu schronienia przez Rzymianami.
Derinkuyu zostało odkryte dopiero w 1963 roku, gdy jeden z mieszkańców remontując swój dom, znalazł za jedną ze ścian domu pokój, którego nigdy wcześniej nie widział. Oczywiście zaraz zaczęły się badania archeologiczne, które trwają do dziś.
To podziemne miasto składa się aż z 8 poziomów, ale badacze nie wykluczają, że mogło ich być kiedyś o 10 więcej. Każdy z poziomów miasta pełnił inną funkcję. Na górnych piętrach były stajnie, składy żywności oraz pomieszczenia mieszkalne. Na niższych poziomach były usytuowane warsztaty, komunalne kuchnie, kościoły oraz....szkoły. Na każdym poziomie były studnie zapewniające dostęp do wody pitnej.
Zdaniem archeologów Derinkuyu mogło bez problemu pomieścić nawet 20 tysięcy mieszkańców i ich żywy inwentarz oraz zapasy żywności.
Nazwa Derinkuyu, w tłumaczeniu na polski to "Głęboka Studnia" i faktycznie jest tu głęboko, bo w najgłębszym miejscu schodzi do aż do 60 metrów pod powierzchnię. Grunt w tym miejscu to miękkie wapienne skały, których wiek jest obliczony na 3000 lat .
Najbardziej zadziwiającą wszystkich sprawą jest system wentylacyjny owych podziemi, który zapewnia wszystkim tam przebywającym stały dopływ świeżego powietrza, co budowniczowie ówcześni osiągnęli dzięki skomplikowanemu systemowi szybów wentylacyjnych.
Odkryto też, że każdy z poziomów mógł być w razie potrzeby hermetycznie odcięty od reszty poziomów przy pomocy olbrzymich kamiennych drzwi zamykanych od wewnątrz. I- co bardzo ciekawe- te kamienne drzwi ważą nawet do 500 kilogramów, ale są tak zaprojektowane, że od wewnątrz może je bez trudu zamknąć jedna osoba. A od strony zewnętrznej nie ma jak ich otworzyć.
I do dziś wciąż nie jest wiadomo kto to wszystko zbudował.
No i jak mam teraz nie żałować, że nie pojechałam wtedy do Kapadocji? A turyści mogą schodzić na kilka poziomów w głąb tego niezwykłego miasta.
A tak ogólnie rzecz ujmując to wypad na Riwierę Turecką jest najlepszy we wrześniu - nie ma na plażach hordy wrzeszczących i plączących się pod nogami małolatów i nikt nam piaskiem nie sypie po głowach na plaży i nikt nie ryczy w czasie posiłków, że nie będzie czegoś jadł.
Zdjęcia ściągnęłam z sieci :
Miłego weekendu Wszystkim!!!!
.......bo już kilka razy o tym wspominałam, interesuje mnie archeologia i nawet w pewnej chwili byłam bliska by ten kierunek wybrać, ale nieopatrznie znalazłam się na terenie, na którym pracowali archeolodzy i.........przeszło mi.
Upał, że mózg wypalało, kurz, a student archeologii grzebie w piachu i każdą nabraną łopatą porcję piachu skrupulatnie przesiewa przez sitko. Wymiękłam kompletnie i szybko zmieniłam plany. I choć nie zostałam archeologiem to jednak interesują mnie ich odkrycia, choć czasami mam wrażenie, że nie wszystko w rzeczywistości jest lub było takie, jak nam to przedstawiają.
Od tamtego czasu minęło wiele lat, a archeologia "poszła naprzód" bo cała technika współczesna się udoskonaliła i teraz archeologia może dogłębniej i bardziej szczegółowo zajrzeć w głąb historii, więc archeolodzy często wracają do znanych już znalezisk i ponawiają badania i tak też się stało z mumią Ramzesa III, który był władcą Egiptu w latach 1186 do 1155 przed naszą erą.
Ramzes III, jak wiadomo z badanego wcześniej Papirusu Sądowego zginął w wyniku zamachu, który był zorganizowany przez członków jego haremu, ale nie było wiadomo w jaki sposób Ramzes III został wyekspediowany ze świata żywych.
I tak, w 2012 roku ( wg. innego źródła był to rok 2011), gdy już były w użyciu tomografy komputerowe, mumię Ramzesa III poddano badaniu tomograficznemu i ponownie "pochylono się" nad tym jaka była sytuacją polityczna w tym czasie w Egipcie. W trakcie badania tomograficznego okazało się, że nieszczęsny Ramzes III miał po prostu poderżnięte gardło, rana miała 7 centymetrów długości i była baaardzo głęboka, bowiem sięgała aż kości kręgosłupa. Jedno jest pewne - po takim ciosie z całą pewnością zmarł natychmiast. No ale już skoro mumia była w tomografie, to przebadano ją na calutkiej długości i odkryto, że faraonowi odcięto również duży palec u nogi. Według analizy rany ta rana była zadana innym narzędziem niż to użyte do poderżnięcia gardła i wysnuto wniosek, że było dwóch zamachowców. No nie wiem- ja to bym zapewne pomyślała, że ktoś ów palec oderżnął albo na dowód, że faraon nie żyje albo.....może na pamiątkę??? Ludzie zawsze zbierali i nadal zbierają baaardzo różne rzeczy.
Według dostępnych źródeł historycznych zamach na życie Ramzesa III był zorganizowany przez Tiyę, jedną z mniej ważnych, ale bardzo ambitnych żon Ramzesa III, która za wszelką cenę chciała po śmierci Ramzesa III osadzić na tronie swego syna Pentawereta, zamiast wyznaczonego przez Ramzesa syna urodzonego przez inną, wcześniejszą żonę. Tiya miała swoich zwolenników wśród członków rodziny królewskiej oraz wśród wysokich urzędników cywilnych i wojskowych a nawet też wśród magów. I tu moja prywatna uwaga do panów- pamiętajcie - posiadanie kilku kobiet równolegle - nie popłaca!
Ramzes III zginął, ale jednak na tronie zasiadł wyznaczony przez niego syn a nie syn Tiye, Ramzes IV, który bardzo surowo potraktował uczestników spisku - większość została skazana na śmierć i została stracona, nielicznym zezwolono na popełnienie samobójstwa, co było bardziej honorowym rodzajem śmierci.
Poza tym w trakcie badania mumii Ramzesa III okazało się, że ówcześni egipscy balsamiści w ranę na szyi Ramzesa III włożyli amulet Horusa, który według ówczesnych wierzeń miał właściwości lecznicze i ponadto zabezpieczyli ranę grubymi warstwami lnu, a wszystkie te czynności, zgodnie z egipskimi wierzeniami miały na celu przygotowanie Ramzesa III do życia po śmierci.
No cóż - nie da się ukryć, że bycie na szczycie władzy nie zawsze jest usiane różami a na dodatek często kończy się przedwczesną a na dodatek gwałtowną śmiercią.
A poniżej amulet Horusa:
W zamierzchłej przeszłości zrobiłam kiedyś z koralików taki amulet dla wnuczki mojej znajomej i jeśli dostanę napadu pracowitości to "machnę i dla siebie.
Miłego tygodnia dla Wszystkich!!!
Dochodzi godzina dwudziesta pierwsza, za oknem już tylko 28 stopni, na jutro przewidują o jeden stopień mniej. Zgodnie z wytycznymi dostosowanymi do mego wieku i kondycji a także do faktu, że aktualnie przebywam tu sama, nie wychodzę bo upał i siedzę grzecznie w domu, bo moi na wakacjach. Popijam wodę z cukrem i solą i czytam. Dodanie do wody soli i cukru powoduje, że taki płyn dobrze nawadnia organizm a nie przelatuje przez nas niczym pociąg ekspresowy.
Od zawsze intrygowało mnie funkcjonowanie mózgu i.....co się dzieje gdy wydamy ostatnie tchnienie. A zaczęło mnie interesować gdy miałam 24 lata i w trakcie operacji (która miała być niemal kosmetycznym zabiegiem) miałam zatrzymanie akcji serca z powodu b. silnego i niespodziewanego krwotoku. Dobrze, że szpital miał nieco krwi zgodnej z moją grupą poza tym karetka zdołała dowieźć świeży jej zapas. Nie miałam żadnych doznań z tej okazji (typu tunel, światło itp., bowiem byłam w narkozie), a o tym, że było "nie fajnie i byłam jedną nogą gdzie indziej dowiedziałam się wychodząc po 3 tygodniach ze szpitala. Trochę się dziwiłam, że mnie tak "niańczą" i że tak długo w tym szpitalu jestem.I jakoś od tej pory mam takie nieco dziwne zainteresowania.
Właśnie pan Robert Lanz, uznawany za trzeciego najważniejszego obecnie naukowca zajmuje się badaniami nad komórkami macierzystymi, a wcześniej zajmował się zagadnieniami związanymi z klonowaniem zagrożonych gatunków zwierząt. Poza tym zawsze interesował się fizyką, mechaniką kwantową, astrofizyką. Ten wachlarz zainteresowań zaowocował TEORIĄ BIOCENTRYZMU.
Według tej teorii podstawą wszechświata jest świadomość i to ona tworzy materialny wszechświat.. Zdaniem Lanzy prawa natury i stałe kosmologiczne wydają się być dostrojone do tego aby istniało życie.
Poza tym jego zdaniem inteligencja istniała przed materią. Teoria biocentryzmu zakłada, że śmierć świadomości nie istnieje. Śmierć jest tworem funkcjonującym tylko w myślach, bowiem ludzie identyfikują się ze swoim ciałem. A ponieważ powłoka materialna po jakimś czasie musi umrzeć, to wydaje się ludziom logiczne, że to samo dzieje się i ze świadomością.
Według tej teorii w jednym wszechświecie nasze ciało jest martwe, ale gdzieś zawsze będzie istniał inny wszechświat, w którym może się określić nasza świadomość zyskując w ten sposób tymczasową przynależność do czasu i przestrzeni- czyli po śmierci fizycznej naszego ciała nasza świadomość wędruje do innego wszechświata.
Te teorię wspiera praca naukowa oraz badana dwóch naukowców Stuarta Hameroffa i sir Rogera Penrose. Hameroff to emerytowany profesor anestezjologii i psychologii Uniwersytetu Arizońskiego, a Penrose to matematyk i fizyk Uniwersytetu Oksfordzkiego. Obaj panowie wspólnie opracowali Kwantową Teorię Świadomości. Ich teoria sugeruje, że ludzka świadomość jest wynikiem procesów zachodzących w mikrotubulinach - czyli w strukturach białkowych znajdujących się wewnątrz neuronów mózgu. Zdaniem obu naukowców mózg nie jest tylko skomplikowanym organem biologicznym ale też potężnym komputerem kwantowym. Stąd wniosek, że świadomość jest swego rodzaju programem. Stąd również wniosek, że świadomość jest swego rodzaju programem, który działa na tym biologicznym komputerze kwantowym. I zdaniem obu naukowców ten program może kontynuować swoje działania nawet po śmierci biologicznej organizmu.
Hameroff wyjaśnia, że w chwili śmierci klinicznej, gdy serce przestaje bić oraz ustaje przepływ krwi, mikrotubule w komórkach mózgowych tracą swój stan kwantowy, ale informacja kwantowa w ich strukturach nie ulega zniszczeniu, ale rozprasza się i wraca do wszechświata..
Teoria ta może być wyjaśnieniem zjawisk doświadczeń bliskich śmierci. Gdy pacjent zostaje pomyślnie reanimowany informacja kwantowa może powrócić do mikrotubul, co skutkuje potem relacjami o przeżyciach na pograniczu śmierci. Jeżeli jednak reanimacja nie powiedzie się i pacjent umrze, to te informacje kwantowe mogą poza ciałem istnieć prawdopodobnie nieskończenie długo. I ta informacja kwantowa to w popularnej nomenklaturze jest zwana duszą.
Teoria tych dwóch naukowców nie jest jakąś nowością bo ma już ze 20 lat, a obaj profesorowie nadal kontynuują swoje badania. Być może ów nieco dziwny mariaż fizyki kwantowej z reinkarnacją da nam odpowiedź na pytanie czy jesteśmy czymś więcej niż tylko ciałami i czy nasza świadomość jest czymś fundamentalnym dla wszechświata a nie tylko ubocznym produktem ewolucji biologicznej.
A może nas wcale nie ma a jesteśmy tylko komputerową grą??? To też jest niewykluczone.
Miłego weekendu Wszystkim życzę!!!!
I kilka zdjęć z berlińskich spacerów.