drewniana rzezba

drewniana rzezba

niedziela, 15 września 2024

*****

 

    

To  zdjęcie   zrobiłam pół godziny temu, pozachwycałam  się kolorami - i koniec  zachwytów - leje deszcz. A już  się wybierałam  na spacer! Zbyt  ciepło też nie jest, raptem 15  stopni.

Miłego nowego tygodnia - Wszystkim !.

piątek, 13 września 2024

Nic, ale to zupełnie nic......

 ....... u mnie  nowego lub ciekawego. Dzień podobny do  dnia, tydzień do tygodnia - zastój na całej linii. 

Pogoda zupełnie  bez  wyrazu, raptem jest  +14  stopni, niebo całkowicie wyprane  z jakiegokolwiek koloru i chwilami wiatr powiewa. 

Wczoraj przeżyłam  małe rozczarowanie, bowiem musiałam dość niespodziewanie uregulować w sklepie należność za  zakupy prawdziwymi pieniędzmi  a nie jak zwykle kartą. Dobrze, że  tym razem  miałam przy sobie  gotówkę , bo gdybym jej nie  miała  musiałabym  wrócić do domu, lub pobrać gotówkę z bankomatu co zubożyłoby mnie o całe 5 euro.

A ponieważ  dziś, jak  wspomniałam wyżej, pogoda  byle jaka, zajrzałam znów na  strony poświęcone informacjom astronomicznym, żeby  się nieco  zdystansować do otaczającej  mnie rzeczywistości, która mnie jakoś coraz  mniej zachwyca. 

Niektóre  tytuły artykułów szalenie  mi  się podobają- ot  choćby ten: "astrofizycy odkryli co było pierwsze- galaktyki czy czarne  dziury?" Tak z ręką na sercu to mnie akurat mało intryguje, bo potem okaże się jak z tym jajkiem i kurą - doszli do wniosku, że jednak jajko było pierwsze, tyle  tylko, że nadal nie  wiadomo skąd  się to jajko wzięło. To już chyba będzie  ciekawszy ten: "Naukowcy twierdzą, że Wszechświat Jest Płaski". Albo ten: "Mleczna  Droga i Andromeda już zaczęły się zderzać - co to oznacza dla przyszłości Kosmosu?"

Jako mieszkanka  Ziemi wybrałam informacje na temat "zderzenia  się Mlecznej  Drogi z Andromedą - wszak Andromeda jest naszą najbliższą sąsiadką. I wyczytałam, że na podstawie pierwszych badań panowie  naukowcy stwierdzili, że ów proces  "zderzania się" już  się  rozpoczął bo obie galaktyki są na kursie kolizyjnym - na razie halo gazowe Mlecznej Drogi i Andromedy już obie wchodzą w interakcje. No  ale na razie  możemy  spać  spokojnie, bowiem pełne prawdziwe  zderzenie  obu galaktyk nastąpi za cztery miliardy lat - tych naszych ziemskich  a nie świetlnych. Niejako przy okazji badania wykazały, że  w halo obu galaktyk znajdują  się ogromne  ilości wodoru i tlenu - czyli pierwiastków odgrywających zasadniczą  rolę w procesach gwiazdotwórczych, które  zapewne nastąpią gdy obie galaktyki się połączą.

Owo połączenie  się galaktyk będzie  wielce  długotrwałym procesem trwającym  miliardy lat. Panowie naukowcy snują przypuszczenia, że gdy owe galaktyki się połączą to powstanie nowa, gigantyczna  galaktyka  w kształcie  elipsy. No i już nawet wymyślili dla  niej nazwę roboczą  -"Milkdromeda" lub "Milkomeda".

Co do wpływu owego połączenia się galaktyk na nasz  Układ  Słoneczny - tak naprawdę są to tylko przypuszczenia- być może, że nasze Słońce i jego planety niejako  automatycznie będą przeniesione w inne  miejsce w owej nowej  galaktyce, ale  zdaniem panów naukowców możliwość kolizji  Ziemi z innymi planetami jest  minimalna. Ale oczywiście mimo wszystko istnieje prawdopodobieństwo, że nasz Układ  Słoneczny zostanie "wyrzucony" i przesunięty na odległe peryferia nowej galaktyki i nie bardzo  wiadomo jakby ten fakt wpłynął na Układ  Słoneczny.

Oczywiście "atrakcja" astronomiczna   w postaci zbliżania  się do siebie  galaktyk nadal będzie stale badana, a właściwie to podglądana. Reasumując- możemy spać spokojnie- mamy na to spokojne  spanie około 4 miliardów lat, o ileś jakiś narwaniec nie  spowoduje jakiejś ogólnoświatowej rozróby.

A teraz zamiast  fotki  obu obgadanych przeze mnie  galaktyk  zobaczcie moją "pięknotę" , którą  dostałam kiedyś od  swojej przyjaciółki - to druza ametystu, która przyjechała tu ze mną- mała, zaledwie 4x4 cm, ale jaka jednak  piękna i fotogeniczna.


Już piątek a więc życzę Wszystkim pogodnego i bardzo miłego weekendu!!!




środa, 4 września 2024

Przez dość długi czas .......

 ........... fascynowały mnie Indie, a właściwie  kultura  Indii.

Marzył mi  się  wyjazd do tego kraju, sporo  czytałam o nim, oglądałam filmy, koniecznie  chciałam zobaczyć na własne  oczy,  z bliska. 

Kraj olbrzymich  kontrastów, pięknych krajobrazów,   kraj  którego mieszkańcy żyją w wielu  płaszczyznach- z jednej strony "nowoczesność w  domu i  zagrodzie" a z drugiej  strony czas przeszły ale to   czas przeszły nadal żywy. 

Do  dziś wiele  "zagadek" nadal  jest  nie rozwiązanych, do  dziś  toczą  się  spory co właściwie  opisują dwa  wielkie  hinduskie eposy, czyli "Mahabharata" i " Ramayana", bowiem ich treść, opisy  walk, opisy  broni użytej w  walkach oraz  opisywane skutki jej  użycia nieodparcie  kojarzą  się nam z użyciem ........broni jądrowej.  

Na przykład opis urządzenia o nazwie " Brahmastra" - owa broń unosiła  się  w powietrzu i wyglądała jak olbrzymi ognisty pocisk, a jej  wybuch  wywoływał oślepiający błysk, ludzie  ginęli i miasta  były zniszczone, a  ziemia wtedy  zaczynała się trząść, ludzie  ginęli nawet w dużej odległości  od miejsca,  w które owa  broń trafiła, woda  w rzekach i jeziorach wrzała i płonęły lasy. Ludzie i  zwierzęta  ginęli w mękach - no wypisz- wymaluj - sytuacja jak w Hiroszimie po zdetonowaniu bomby  atomowej.

Oczywiście oficjalna  nauka  zalicza treść owych eposów  do swego  rodzaju  bajek- ot,  poetę poniosła  wyobraźnia.  To nie jest pierwszy raz, gdy "oficjalna  nauka" ma zupełnie inne  zdanie niż każdy czytający owe eposy, bowiem oficjalna  nauka z reguły  zamiata pod  dywan  to wszystko co jej nie pasuje do tego co sobie  już  ułożyła na dany temat. Ale pominę  eposy- może to wina wyobraźni ich twórców. Zapewne   spili  się i  mieli zwidy, które potem opisali.

Ale do dziś, gdy się ogląda  starożytne  hinduskie świątynie  to raczej  trudno nie zastanowić  się  jak je budowano w czasach, gdy według naszej  wiedzy  nie było wówczas  zbyt rozwiniętej technologii.  Takich ilości rzeźb i bardzo skomplikowanych ozdób nie znajdziemy raczej w  Europie. W północnych Indiach jest niewielka miejscowość o nazwie  Hampi i w niej jest świątynia, której kolumny wydają.....dźwięki. Jest to świątynia Vijaya Vittala, która  została  zbudowana w XV wieku a jej podpory zwane SaReGaMa wydają dźwięki, a co jeszcze  dziwniejsze - każda  z nich generuje inny ton, który odpowiada konkretnej  nucie w klasycznej muzyce indyjskiej.  Niestety klasycznej muzyki indyjskiej  słuch mój nie trawi. Panowie  naukowcy wysnuwali różne  teorie odnośnie owych grających  czy też  śpiewających kolumn - podejrzewano, że kolumny mają w  swych  wnętrzach puste przestrzenie i to moduluje dźwięk. Ciekawość  nie  dawała im spać i w końcu jedną  z kolumn przecięto, ale nadal nie wiadomo jakim  cudem owe kolumny wydają dźwięki, bowiem owa przecięta kolumna nie miała na  całej  swej długości ani jednego pustego miejsca- była lita - kamień i nic  więcej- żadnych dziur, żłobień i tym podobnych  rzeczy. Na  szczęście poprzestano na zdewastowaniu tej jednej kolumny, reszta będzie  badana  bezinwazyjnie.

Równie interesująca   jest dla  panów naukowców świątynia w Puri. Jest ona  poświęcona jednej  z form Wisznu (jak niemal każdy z hinduskich  bogów  Wisznu  miał kilka postaci). Dach tej świątyni waży ponoć 20 000 ton (ciekawe jak oni  to zważyli),  a ta świątynia  została wybudowana jeszcze  w czasach starożytnych a na  dodatek (jakby było mało spraw  dziwnych) główna  struktura świątyni nie rzuca  cienia a  zamocowana na  szczycie flaga   nie poddaje  się  kierunkowi  wiatru. No i jeszcze  jedna  ciekawostka- na  szczycie  świątyni jest "Niebieskie  Koło", które wykonane jest z ośmiu różnych metali i wszyscy  wierzą, że jest symbolem boskości i ochrony. Ponadto w tej świątyni, w latach, w  których kalendarz  hinduski ma  dodatkowy  miesiąc,  istnieje  rytuał odnowienia posągów bóstw. Wtedy stare figury  są  zastępowane  nowymi, które  są zawsze  wykonane   z drzewa neem wg ściśle przestrzeganych rytuałów i  cały proces przebiega w tajemnicy i świętości. 

Ale -to ważne-  wstęp  do tej świątyni jest tylko i wyłącznie  dla Hindusów. Ci co tu przybywają wierzą, że otrzymają  w  darze wyzwolenie z cyklu reinkarnacji.  

A owo drzewo neem to miodla indyjska należąca  do gatunku hebanu. Jest drzewem szybko rosnącym, rozłożystym, ma pachnące  białe kwiaty. Dla  Hindusów jest świętym drzewem  i.... apteką. Rośnie  nie  tylko w Indiach, w niektórych krajach  azjatyckich  również. Osobiście posiadam  grzebień wykonany z owego drzewa neem. Jest idealny do rozczesywania  mokrych włosów  i ponoć wzmacnia owe.

A na  dodatek jedno  zdjęcie z Bombaju z cyklu "Bombaj - miasto kontrastów".


Dwie z moich koleżanek  były w Indiach  - jedna była na Goa i wróciła  szalenie zadowolona bo to wielce  wypoczynkowe  miejsce  z pięknymi plażami, druga "szwendała  się" po Delhi i wróciła z paskudnym zakażeniem oczu jakimś tamtejszym  wirusem i bardzo długo się u nas  leczyła. Była nawet obawa czy  aby nie  straci wzroku  w  tym oku.

Obie  niezależnie od siebie (bo się nie  znają) stwierdziły, że jeśli zwiedzać Indie  to tylko w formie  zorganizowanej i najlepiej klimatyzowanym autokarem, bo wędrówki per pedes są koszmarne, zwłaszcza po takim mieście jak Delhi- brud, kurz i upał. I nie widać niczego co prezentują  foldery. No  więc  jakoś pozostałam przy czytaniu o Indiach - za to byłam w Singapurze ( jeszcze w XX wieku) i  szczerze polecam - było przepięknie, czyściutko,  wręcz  sterylnie, byłam  w lutym , temperatury nie  groziły udarem cieplnym, nocą bywało tylko 25 stopni ciepła. No jest tam zamordyzm, policjanci to chyba mają swe  bazy pod płytami chodników - pojawiają się jakby znikąd i dzięki temu można  było bezpiecznie spacerować nawet o  drugiej  w nocy.

Miłego upalnego tygodnia - u mnie  w tej chwili jest godzina 22,00 i za oknem +26 stopni.


poniedziałek, 2 września 2024

I już jesień???

 


I ze  smutkiem odnotowuję  fakt, że już  zawitała jesień. Na  szczęście  dla mnie, bo nie dla miejskiej  zieleni jest już nieco kolorowo, ale jak widzicie  na niższym zdjęciu drzewa  zaczynają łysieć bo brak im jednak wody i zrzucają liście. Pod  burgundzkimi dębami leży całkiem pokaźna  warstwa jeszcze nie   całkiem dojrzałych żołędzi. Wszystko  się jakoś  dziwnie  w przyrodzie plącze -  dziś ma  być 28 stopni w  cieniu, jutro i pojutrze33, potem28 a do 9 września raczej letnie temperatury bo najniższa to będzie 26 stopni. I pewnie  się  to sprawdzi, o ile  w tak zwanym "międzyczasie" nie  wypuszczą  czegoś w Kosmos.


 I już jesienna róża. Dziś rozpoczęcie  nowego roku  szkolnego - czyli starszy wnuczek rozpoczyna  rok  szkolny w klasie  maturalnej. Gdy przystąpi do matury będzie miał szesnaście lat i  cztery miesiące. Czas umyka  niepostrzeżenie i człowiek  się  zastanawia  gdzie  się podziało  to słodkie maleństwo.

Wczoraj odkryłam  czego mi tu brakuje - otóż brakuje mi jesiennych wędrówek po lesie i  grzybobrania. I gdy oglądam jakie  piękne  grzyby są aktualnie  w pewnym znanym  mi nadleśnictwie Baligród to aż mnie  skręca. No ale  wiadomo - nie można  mieć  wszystkiego. 

Miłego i spokojnego nowego tygodnia-  Wszystkim życzę!!!


piątek, 30 sierpnia 2024

W zasadzie..........

 ............niczego nie żałuję. Tak mnie "ustawiono" od  dzieciństwa. Zawsze mi mówiono, bym zamiast żałować,że  czegoś nie  zrobiłam - lub na odwrót-coś  zrobiłam, to tylko powinnam się  zastanowić dlaczego postąpiłam tak  a nie inaczej. Tak  z ręką na sercu to osobiście nie widziałam potrzeby  by rozpatrywać po fakcie czemu zrobiłam tak, a nie inaczej - zawsze  byłam szalenie oporną materią do "ułożenia".

 Ostatnio  wpadł mi w ręce artykuł o Kapadocji - przeczytałam i pomyślałam - no to jednak  szkoda, że gdy byłam w Turcji nie pojechałam do Kapadocji. No  ale  raz to byłam  w Stambule i zwiedzanie miasta w kilka  dni porządnie  dało mi  w kość - był upalny  sierpień i jak  mówią   "ledwo na oczy  patrzyłam" ze  zmęczenia. Za drugim  razem to byłam w Alanyi i już  sama myśl, że miałabym tłuc  się do Kapadocji nie klimatyzowanym  autokarem  w kilka minut otrzeźwiła mnie na  tyle, że nie pojechałam, choć  była organizowana trzydniowa wycieczka  do onej Kapadocji. No a teraz, nie pomna  już nauk wyniesionych  z domu - żałuję.

W Kapadocji jest bowiem podziemne  miasto- unikat na skalę światową. Nie bardzo wiadomo kto je zbudował- może Hetyci, którzy  zamieszkiwali te tereny w II tysiącleciu p.n.e.,  ale równie  dobrze  mogli to być Frygowie, którzy tu byli w VII i VIII wieku p.n.e.  Kolejne podejrzenie pada na wczesnych uchodźców chrześcijańskich, którzy szukali tu schronienia  przez Rzymianami.

Derinkuyu zostało odkryte  dopiero w 1963 roku, gdy jeden z mieszkańców remontując  swój dom, znalazł za jedną ze ścian domu pokój, którego nigdy  wcześniej  nie widział. Oczywiście  zaraz zaczęły się badania  archeologiczne, które trwają do dziś.

To podziemne  miasto składa  się aż z 8 poziomów, ale badacze nie  wykluczają, że mogło ich być kiedyś o 10 więcej.  Każdy z poziomów miasta  pełnił inną funkcję. Na górnych piętrach były stajnie,  składy żywności oraz pomieszczenia  mieszkalne. Na niższych poziomach były usytuowane warsztaty, komunalne kuchnie, kościoły oraz....szkoły. Na każdym poziomie były studnie zapewniające dostęp do wody pitnej.

Zdaniem  archeologów Derinkuyu mogło bez  problemu pomieścić nawet 20 tysięcy mieszkańców i ich żywy inwentarz oraz  zapasy  żywności.

Nazwa Derinkuyu, w tłumaczeniu na  polski to "Głęboka Studnia" i faktycznie  jest tu głęboko, bo w najgłębszym  miejscu schodzi do aż do 60 metrów pod powierzchnię. Grunt  w tym miejscu  to miękkie wapienne  skały, których wiek jest obliczony na 3000 lat .

Najbardziej  zadziwiającą wszystkich  sprawą jest system  wentylacyjny owych podziemi, który zapewnia  wszystkim tam przebywającym stały dopływ świeżego powietrza, co budowniczowie ówcześni osiągnęli  dzięki skomplikowanemu systemowi szybów wentylacyjnych.

Odkryto też, że każdy z poziomów mógł  być w razie potrzeby hermetycznie odcięty od  reszty poziomów przy pomocy olbrzymich kamiennych  drzwi zamykanych od  wewnątrz. I- co bardzo ciekawe- te kamienne drzwi ważą nawet  do 500 kilogramów, ale  są tak zaprojektowane, że od wewnątrz  może je bez trudu zamknąć jedna osoba. A od  strony zewnętrznej nie ma jak ich  otworzyć.

I do dziś wciąż  nie jest wiadomo kto to wszystko zbudował.

No i jak mam teraz nie żałować, że nie pojechałam wtedy do Kapadocji? A turyści  mogą schodzić na kilka poziomów  w głąb tego niezwykłego  miasta.

A tak ogólnie  rzecz ujmując to wypad na Riwierę Turecką jest najlepszy we  wrześniu - nie ma na plażach hordy wrzeszczących i plączących  się pod  nogami małolatów i nikt nam piaskiem nie  sypie po głowach na plaży i nikt nie ryczy w czasie posiłków, że nie będzie czegoś jadł.

 Zdjęcia ściągnęłam z  sieci : 



 

Miłego weekendu Wszystkim!!!!



poniedziałek, 19 sierpnia 2024

Jak już wiecie.....

 .......bo już kilka  razy o tym  wspominałam, interesuje  mnie  archeologia i nawet  w pewnej chwili byłam bliska by ten kierunek wybrać, ale  nieopatrznie znalazłam  się   na terenie, na którym pracowali archeolodzy i.........przeszło mi. 

Upał, że mózg  wypalało, kurz, a student  archeologii grzebie  w piachu  i każdą  nabraną łopatą porcję piachu skrupulatnie przesiewa  przez  sitko. Wymiękłam kompletnie i szybko zmieniłam plany. I choć nie  zostałam  archeologiem to jednak interesują mnie ich odkrycia, choć  czasami mam wrażenie, że nie  wszystko w rzeczywistości jest lub było takie, jak nam to przedstawiają. 

Od tamtego czasu minęło wiele lat, a archeologia "poszła naprzód" bo cała technika współczesna się udoskonaliła i teraz  archeologia  może  dogłębniej i bardziej szczegółowo zajrzeć  w głąb  historii, więc archeolodzy  często wracają do znanych  już  znalezisk i ponawiają  badania  i tak też  się  stało z mumią  Ramzesa III, który był władcą  Egiptu w latach 1186 do 1155 przed  naszą  erą.

Ramzes III, jak  wiadomo z badanego  wcześniej Papirusu  Sądowego zginął w  wyniku zamachu, który  był  zorganizowany przez członków  jego haremu, ale  nie  było wiadomo w jaki  sposób Ramzes III został wyekspediowany  ze świata  żywych.

I tak, w 2012 roku  ( wg. innego źródła  był to rok 2011), gdy już były  w użyciu tomografy komputerowe, mumię Ramzesa III poddano badaniu tomograficznemu i ponownie  "pochylono się" nad  tym jaka była  sytuacją polityczna w tym  czasie  w Egipcie.  W  trakcie  badania tomograficznego okazało się, że nieszczęsny Ramzes III miał po prostu poderżnięte  gardło, rana miała 7 centymetrów  długości i była baaardzo  głęboka, bowiem  sięgała aż kości kręgosłupa.  Jedno jest pewne  - po takim ciosie z całą pewnością  zmarł natychmiast. No ale już  skoro mumia  była w tomografie, to przebadano ją  na  calutkiej  długości  i odkryto, że faraonowi odcięto również duży palec u nogi. Według analizy rany  ta rana  była zadana  innym  narzędziem niż to użyte do poderżnięcia gardła i wysnuto wniosek, że było dwóch zamachowców. No nie wiem- ja to bym zapewne pomyślała, że ktoś ów palec  oderżnął albo na dowód, że faraon nie żyje albo.....może na pamiątkę??? Ludzie   zawsze  zbierali i nadal  zbierają baaardzo różne rzeczy.

Według  dostępnych  źródeł historycznych zamach  na życie  Ramzesa III był zorganizowany przez Tiyę, jedną z mniej  ważnych, ale bardzo ambitnych żon Ramzesa III, która za wszelką cenę chciała po śmierci Ramzesa III osadzić na tronie swego syna Pentawereta,  zamiast wyznaczonego przez Ramzesa syna urodzonego przez inną, wcześniejszą  żonę.  Tiya miała  swoich zwolenników wśród  członków  rodziny królewskiej oraz  wśród wysokich urzędników cywilnych i  wojskowych a nawet też  wśród magów.  I tu moja prywatna uwaga do panów- pamiętajcie - posiadanie   kilku kobiet  równolegle - nie popłaca!

Ramzes III zginął, ale jednak na tronie zasiadł wyznaczony przez  niego syn a nie  syn  Tiye, Ramzes IV, który bardzo  surowo potraktował uczestników  spisku - większość  została skazana  na śmierć i została stracona, nielicznym zezwolono na popełnienie  samobójstwa, co było bardziej honorowym rodzajem śmierci.

Poza tym w trakcie  badania  mumii Ramzesa III okazało  się, że ówcześni egipscy balsamiści w ranę  na  szyi Ramzesa III włożyli amulet Horusa, który według ówczesnych  wierzeń miał właściwości lecznicze  i  ponadto  zabezpieczyli  ranę grubymi  warstwami lnu, a  wszystkie  te czynności,  zgodnie z egipskimi wierzeniami miały na  celu przygotowanie  Ramzesa III do życia po śmierci.

No cóż - nie  da  się ukryć, że bycie na  szczycie  władzy nie  zawsze jest usiane różami a na  dodatek często kończy się przedwczesną a na dodatek  gwałtowną śmiercią.

                                                            A poniżej amulet Horusa:


 

W zamierzchłej przeszłości zrobiłam kiedyś z koralików taki amulet dla  wnuczki mojej znajomej i jeśli dostanę napadu pracowitości  to "machnę i  dla siebie.

Miłego tygodnia  dla Wszystkich!!!

 

 


piątek, 16 sierpnia 2024

Uprzedzam ..... nudne będzie.

 Dochodzi   godzina dwudziesta  pierwsza, za oknem  już  tylko 28 stopni, na jutro przewidują o jeden stopień mniej.  Zgodnie  z wytycznymi dostosowanymi do mego wieku i kondycji a także do faktu, że  aktualnie   przebywam  tu  sama,  nie wychodzę  bo upał  i  siedzę grzecznie  w domu, bo moi  na  wakacjach. Popijam wodę z cukrem i solą i czytam. Dodanie  do  wody soli i  cukru powoduje,  że  taki płyn  dobrze nawadnia organizm a nie przelatuje przez nas  niczym pociąg  ekspresowy.

Od zawsze intrygowało mnie  funkcjonowanie mózgu i.....co się dzieje  gdy  wydamy ostatnie tchnienie. A zaczęło mnie interesować gdy miałam 24 lata i w trakcie operacji (która miała  być niemal kosmetycznym zabiegiem)  miałam zatrzymanie  akcji  serca z powodu b. silnego i niespodziewanego krwotoku. Dobrze, że   szpital miał nieco krwi  zgodnej  z moją grupą poza tym  karetka  zdołała  dowieźć świeży jej  zapas.  Nie miałam żadnych doznań z tej okazji (typu  tunel, światło itp., bowiem  byłam w narkozie), a o tym, że było "nie fajnie i byłam jedną  nogą  gdzie indziej  dowiedziałam  się wychodząc po 3 tygodniach  ze  szpitala.  Trochę  się dziwiłam, że mnie tak "niańczą" i że tak długo w tym szpitalu jestem.I jakoś od tej pory mam takie nieco  dziwne  zainteresowania.

Właśnie  pan Robert  Lanz, uznawany za trzeciego najważniejszego  obecnie naukowca  zajmuje  się badaniami  nad komórkami macierzystymi, a  wcześniej  zajmował się zagadnieniami związanymi  z klonowaniem zagrożonych gatunków zwierząt. Poza tym  zawsze interesował  się fizyką, mechaniką kwantową, astrofizyką. Ten wachlarz  zainteresowań zaowocował   TEORIĄ  BIOCENTRYZMU.   

Według tej teorii podstawą  wszechświata jest  świadomość i to ona tworzy materialny  wszechświat.. Zdaniem Lanzy prawa  natury i stałe kosmologiczne wydają  się  być dostrojone  do tego aby  istniało życie. 

Poza tym jego zdaniem inteligencja  istniała przed materią. Teoria   biocentryzmu zakłada, że śmierć świadomości  nie istnieje.  Śmierć jest  tworem  funkcjonującym tylko w myślach, bowiem  ludzie identyfikują  się ze  swoim  ciałem. A ponieważ powłoka  materialna po jakimś  czasie musi umrzeć, to wydaje  się ludziom logiczne, że to samo  dzieje  się i ze świadomością.

Według tej teorii w jednym  wszechświecie nasze  ciało jest martwe, ale  gdzieś  zawsze będzie istniał inny wszechświat, w którym  może  się określić nasza świadomość zyskując  w ten  sposób tymczasową przynależność do czasu i  przestrzeni- czyli po śmierci fizycznej naszego  ciała nasza świadomość  wędruje  do innego wszechświata.

Te  teorię wspiera praca  naukowa oraz  badana  dwóch naukowców Stuarta Hameroffa i sir  Rogera  Penrose.  Hameroff to emerytowany profesor anestezjologii i psychologii  Uniwersytetu Arizońskiego, a  Penrose  to matematyk i  fizyk Uniwersytetu Oksfordzkiego. Obaj panowie   wspólnie opracowali  Kwantową Teorię  Świadomości.  Ich teoria  sugeruje, że ludzka  świadomość jest wynikiem procesów  zachodzących w mikrotubulinach - czyli w  strukturach białkowych znajdujących się wewnątrz  neuronów mózgu. Zdaniem obu naukowców mózg nie jest  tylko skomplikowanym organem  biologicznym ale też potężnym komputerem kwantowym. Stąd   wniosek, że świadomość jest  swego rodzaju programem. Stąd  również  wniosek, że  świadomość jest  swego rodzaju programem, który  działa  na tym biologicznym komputerze  kwantowym.  I zdaniem obu  naukowców ten program może kontynuować swoje działania nawet po śmierci  biologicznej organizmu.

Hameroff wyjaśnia, że w chwili śmierci klinicznej, gdy  serce przestaje  bić oraz  ustaje przepływ krwi, mikrotubule w komórkach mózgowych tracą swój stan kwantowy, ale informacja kwantowa w ich strukturach nie ulega zniszczeniu, ale  rozprasza  się i  wraca  do  wszechświata.. 

Teoria ta może  być wyjaśnieniem zjawisk doświadczeń  bliskich  śmierci. Gdy pacjent zostaje   pomyślnie  reanimowany informacja   kwantowa może powrócić do mikrotubul, co skutkuje potem  relacjami o przeżyciach na pograniczu śmierci. Jeżeli jednak  reanimacja nie powiedzie  się i pacjent umrze, to te informacje  kwantowe mogą poza  ciałem istnieć prawdopodobnie  nieskończenie  długo. I ta  informacja  kwantowa to w popularnej nomenklaturze jest  zwana  duszą.

Teoria  tych  dwóch naukowców nie jest jakąś  nowością bo ma już   ze  20 lat, a obaj  profesorowie nadal kontynuują swoje  badania. Być może ów nieco  dziwny  mariaż fizyki kwantowej z reinkarnacją da nam odpowiedź na pytanie czy jesteśmy czymś  więcej niż tylko ciałami i czy nasza  świadomość jest  czymś fundamentalnym  dla wszechświata a nie  tylko ubocznym produktem ewolucji  biologicznej.

 A może nas wcale nie ma a jesteśmy  tylko komputerową grą???  To też jest niewykluczone.

Miłego weekendu  Wszystkim życzę!!!!





I kilka  zdjęć z berlińskich  spacerów.