.....dla tych co czytają czasem to co piszę. na drugi blog wrzuciłam dość krótki tekst, "zaledwie" dwie części.
A tak przy okazji - będzie miło, gdy przeczytacie i zostawicie ślad swej obecności
w syntetyczny choćby sposób - :) lub :(.
Dużo czasu nie zajmie, a ja będę wiedziała kto mnie czasem czyta.
Prośba ta dotyczy wszystkich tekstów, które tam wrzucam. Obydwa znaczki mają
dla mnie wielkie znaczenie.
Co do reszty- kolejny raz przełożono operację mego ślubnego- będzie w środę, 8.II
a nie jutro.
Stare przysłowie coś mówi o tym, że do trzech razy sztuka. Wolałabym jednak
żeby nie było kolejnego przełożenia terminu, bo w jego przypadku jest to związane
ze specjalnym cyklem przygotowawczym do operacji, zakłócającym rutynowe
leczenie.
Pomału zaczynam wierzyć, że żyję tu za karę a nie przez przypadek. Taka karma.
Ale mimo tego nie zmienię się w obywatelkę I sortu i będę dalej wiernie trwać
przy opozycji, choć daleko im do porywających , charyzmatycznych przywódców.
Polecam Wam serdecznie artykuł Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki pod
tytułem Operacja "opozycja w ruinie" (Polityka nr 5/2017 str 12) oraz z tego
samego numeru art. Dr Hab.Aleksandra Halla "Wolność nie obroni się sama".
No i to tyle jak na razie ogłoszeń parafialnych.
......puszysty, biały, miękki.
I po co? Nie o tym marzę, o nie! Marzę o słońcu i 21 stopniach w cieniu.
Z tego wszystkiego, bo jednak wciąż jest zimowo, zrobię dziś danie
marokańskie jednogarnkowe, bezglutenowe.
Składniki-
1 litr mleka,
2 piersi(filety) z kurczaka,
ryż w ilości 1łyżka stołowa na osobę
przyprawa curry, łagodna lub ostra, czyli co kto lubi,
łyżka oleju kokosowego
Wykonanie:
Biusty kurczakowe myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym,
kroimy w niedużą kostkę, starannie oprószamy mięso przyprawą
curry, następnie zrumieniamy mięso na patelni, używając do tego
oleju kokosowego.
Wlewamy do garnka mleko i je podgrzewamy.Gdy jest już gorące
do mleka dodajemy obsmażone mięso i gotujemy je do miękkości.
Gdy już jest niemal miękkie dodajemy potrzebną nam ilość ryżu i
nadal gotujemy.
Gdy ryż i mięso już nam odpowiadają swą miękkością rozlewamy
zawartość garnka na talerze, nie zapominając o posoleniu.
Smacznego!!!
Od dwóch lat wszystko gotuję bez soli i solę dopiero na talerzu.
Tym sposobem dostarczamy organizmowi znacznie mniej soli, której
wciąż zużywamy w kuchni zbyt dużo.
......na temat Księżyca.
A tak nawiasem - pewien pan wynalazł nowy termin na określenie wypowiedzi
słownych osób będących w opozycji do pomysłów i działań jedynie słusznej i
mądrej partii rządzącej- to jest właśnie "ujadanie".
To jest wkład tego pana w jednoczenie społeczeństwa.
Niedługo zapewne stanie z wycelowaną w stronę protestujących szybkostrzelną
bronią i ze swym fałszywym uśmieszkiem zaprosi do rozmowy o porozumieniu.
Ale dziś opowiem troszeczkę o Księżycu, bo to nadal wielce tajemniczy twór.
Wiele osób pamięta transmisję z lądowania człowieka na Księżycu - to był HIT!!!
Potem było jeszcze kilka wypraw na Księżyc, już mniej nagłośnionych.
Jednocześnie własnym życiem żyły plotki, że wcale nie było lądowania na
Księżycu, że wszystko zostało sfingowane, a całość sfilmowana w studiu - nie
takie rzeczy filmowcy potrafili "nakręcić".
Jak było naprawdę to wiedzą tylko niektórzy, a tych, co mogą na temat więcej
powiedzieć pomału ubywa i przechodzą w inny wymiar.
W latach 60. i 70. XX wieku Księżyc leżał w kręgu zainteresowań dwóch
światowych mocarstw- USA i ZSRR.
A potem nagle oba państwa straciły zainteresowanie Księżycem, zgodnie
motywując ten krok zbyt wysokimi kosztami owych wypraw.
I ten fakt wiele osób zastanowił- w grę wchodziły dwa warianty- albo naprawdę
nikt z Ziemian nigdy na Księżycu nie wylądował, albo Ziemianie zostali stamtąd
wyproszeni przez tych, którzy eksplorują Księżyc od dawna.
Teraz trochę historii.
Jak wiemy Księżyc jest dobrze widziany z Ziemi i od wieków ciekawił ludzi.
W kronice z 1064 roku napisano o bardzo jasnej gwiezdzie, która pojawiła się
w kręgu Księżyca w czasie kilku dni po nowiu.
Następnym , który zaobserwował dziwne zjawiska dotyczące Księżyca był
astronom Louville, który w trakcie zaćmienia Słońca zaobserwował przy zachodnim
skraju Księżyca liczne, krótkie błyski.To samo zjawisko zaobserwował z obszaru
Wysp Brytyjskich i inny astronom, Halley.
W 1866 roku astronomowie zaobserwowali jak jeden z większych kraterów na
Księżycu nagle zmienił swój wygląd i nie było to raczej zbiorową halucynacją,bo
obserwacje nie były prowadzone z jednego miejsca.
W 1874 roku czeski astronom Safarik zaobserwował na tle księżycowego dysku
jakiś świecący obiekt, który potem odleciał w przestrzeń kosmiczną.
W 1875 roku astronom Schroter zobaczył na Księżycu świecący obiekt który
poruszał się po linii prostej od Morza Deszczów w kierunku północnym, a potem
na południu pojawił się drugi taki świecący obiekt.
Prędkość ich poruszania się w stosunku do powierzchni Księżyca obliczono
na 110 km/h.
W 1969r astronauci z Apollo-11, którzy wyszli na powierzchnię Księżyca ,Neil
Armstrong i Edwin Aldrin nadali do Centrum Kierowania Lotami Kosmicznymi
komunikat, że znajdują się w zasięgu ich wzroku statki kosmiczne,a trzy wystrzały
oddane z kosmicznego "spodka" prześwietliły im filmy.
Zapis tych rozmów przekazał dziennikarzom były dyrektor NASA, Christofer Craft.
W 1979r dwaj amerykańscy inżynierowie Lester House i Vito Succery znalezli
w bibliotece oddziału NASA w Houston, bardzo ciekawe zdjęcia powierzchni
Księżyca, z widocznymi na nich miastami, różnymi budowlami, mechanizmami
i czymś podobnym do rurociągów a także piramidami bardzo podobnymi do tych
egipskich.
W 2007 roku, Richard Hoagland, były pracownik NASA wydał oświadczenie, że
udało mu się uzyskać zdjęcia zrobione w czasie lotów statków kosmicznych
Apollo 10 i Apollo-16 nad powierzchnią Księżyca.
Na zdjęciach tych można było dostrzec miasto pod przezroczystą kopułą, które
było usytuowane w rejonie Morza Przesileń. Można też było rozróżnić budowle
w kształcie wież, mostów, iglic i schodów prowadzących w dół kraterów. Kopuła
nad miastem była w niektórych miejscach uszkodzona.
Poza miastem były widoczne jakieś aparaty latające stojące na polach startowych
oraz inne, przemieszczające się nad miastem.
Te wszystkie relacje wywołały całą gamę hipotez dotyczących tego czym
naprawdę jest nasz piękny Księżyc.
Możliwości jest wiele- może jest bazą surowcową Obcych, z której pozyskują
potrzebne im surowce a może jest wielką bazą badawczą Kosmitów i jest tworem
sztucznym. A może jest uszkodzoną mechanoplanetą, która z powodu
uszkodzenia znalazła się zbyt blisko naszej planety i została jej satelitą. A może to
nie był przypadek tylko celowo ta mechanoplaneta została zakotwiczona na orbicie
okołoziemskiej? Wskazuje na to niebywała dokładność orbity, która ma regularny
kształt koła. Szczegółowe badania elementów orbity Księżyca zdają się
potwierdzać tę teorię.
Za sztucznym pochodzeniem naszego satelity przemawia również jego gęstość,
która wynosi zaledwie 3,34 grama na centymetr sześcienny, a gęstość Ziemi
wynosi aż 5,52 grama na centymetr sześcienny.
Na tej podstawie wysnuto więc przypuszczenie, że Księżyc jest w środku pusty,
co nie jest normą dla naturalnych satelitów.
W 1969 roku załoga Apollo12 zrzuciła na powierzchnię Srebrnego Globu stopień
startowy lądownika, który spowodował trzęsienie księżycowego gruntu
odczuwalne jeszcze po 40 minutach od chwili uderzenia.
Eksperyment ten powtórzyła załoga Apollo-13 zrzucając tym razem człon
S-I-VB/IU który spowodował wstrząsy i wibracje trwające 3 godziny i 20 minut
w promieniu 40 km od miejsca impaktu.
Uczeni analizujący te informacje wysnuli wniosek, że albo Srebrny Glob nie
posiada jądra, albo jest ono bardzo małe.
Ustalono, że w głębi Księżyca znajduje się metaliczna skorupa o grubości 70 km.
Analiza komputerowa wykazała,że składa się ona z żelaza, niklu, berylu,
wolframu i innych metali. I mogłaby być tworem sztucznym.
No cóż- trudno badać coś na odległość, ale zupełnie nie wiadomo, czy Ziemianie
będą mogli prowadzić dalsze badania, czy twórcy tego naszego satelity na to
zezwolą.
napisałam w oparciu o artykuł R.K.Leśniakiewicza,Nieznany Świat nr2/2017
......pisanie niemal "jednym cięgiem" tego, co się ma w głowie jest takie
męczące.
Na ogół przelewanie myśli na papier nigdy nie sprawia mi kłopotu, ale może
wtedy, gdy chcę by bohaterzy moich opowiadań , których ja znam, zostali
bez żadnego wybielania polubieni przez czytelnika wymaga to ode mnie większej
uwagi przy formułowaniu myśli i to mnie męczy?
Napisałam raptem XV "kawałków" z życia pewnej pary i czuję się niesamowicie
zmęczona. Tak bardzo, że aż musiałam dziś posłuchać tekstów "Budki Suflera".
Zaczynam pomału zgadzać się z tymi pisarzami, którzy twierdzą, że pisanie to
ciężka praca, zwłaszcza gdy ma się z jakiegoś powodu emocjonalny stosunek
do opisywanych bohaterów.
Zapewne słuchanie w dzisiejszych czasach Budki Suflera to całkowity "obciach",
ale ja bardzo lubię ich teksty , muzykę też.
Poza tym w moim wieku już mogę sobie pozwolić na tego rodzaju "obciachy";))
....dla tych, co lubią babskie pisanie o niczym - na drugim blogu jest już pięć
nowych "kawałków" pt. Siedlisko. Wystarczy kliknąć.
Następne też będą. Zadręczę Was pisaniną.
Pamiętacie zespół francuski o nazwie Kaoma, grający głównie
muzykę latynoamerykańską i brazylijską?
Jego główną solistką była Loalwa Braz.
Zespół zrobił w 1987 furorę sambą Lambada.
Ostatnie kilka lat Loalwa już nie współpracowała z zespołem Kaoma,
opuściła Francję, powróciła do Brazylii. Dwa dni temu znaleziono martwą
Loalwę Braz w jej spalonym samochodzie.
Od wielu już dni denerwuję się na zapas, bo mój mąż ma iść na reoperację
przepukliny. Teoretycznie rzecz łatwa i prosta, ale on jest niestety pacjentem
z grupy podwyższonego ryzyka.
Wczoraj zadzwoniła miła osoba z recepcji szpitala przypominając, że w dniu
22 b.m. ma się mój mąż stawić w szpitalu, przypomina o dokumentacji, przy
okazji informuje, że operacja zacznie się 23-go o godz. 14,15.
My oboje zaskoczeni, zachwyceni, że taka fajna obsługa, niemal omdlewamy
z zachwytu.
Dziś akurat gdy szykowałam dokumentację medyczną, którą mąż powinien
mieć ze sobą dotarł na jego komórkę sms:
"Panie A., bardzo przepraszam, ale nie mogę pana operować zgodnie z planem
i operacja jest przełożona na 6 lutego, z poważaniem L."
Mój ślubny zaniemówił, co mu się baaardzo rzadko zdarza. Przeczytał sms
ponownie, więc mówię, żeby sobie do pana doktora L. zatelefonował to się
może czegoś więcej dowie. Po dogłębnym namyśle ślubny zatelefonował do
lekarza, by się czegoś więcej dowiedzieć i poinformować, że w takim razie
będzie nam brakowało zastrzyków, które musi brać przed operacją, bo już
połowę wykorzystaliśmy. Nawet nie macie pojęcia jak mi dobrze wychodzą
te zastrzyki, może jakiś pół etat powinnam sobie załatwić???
Pan doktor przepraszał za kłopot, ale "jakiś straszny bardak się zrobił na bloku
operacyjnym i trzeba różne operacje przełożyć", a po receptę na te następne
zastrzyki to on zaprasza do szpitala 24 stycznia, bo wtedy jest na dyżurze.
No dobrze - pomyślałam. To teraz pewnie zadzwonią z recepcji, że operacji
nie będzie zgodnie z dotychczasowym grafikiem.
Jak na razie to nie zatelefonowali.
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Może będzie wtedy mniej
uciążliwa pogoda, bo dziś było masakrycznie ślisko, chociaż nasze
osiedlowe chodniczki były oczyszczone i potraktowane piachem.
Ze względów ekologicznych nie są posypywane solą a poza tym co jakiś czas
coś mokrego, bardzo drobniutkiego mżyło i zamarzało.
I tym sposobem w dalszym ciągu będę trwała w lekkim dygocie. Przejdzie mi
zapewne w 48 godzin po jego operacji.